Header Image

Thomas Hardy

Dzisiaj przypada rocznica urodzin mojego ukochanego powieściopisarza, Thomasa Hardy'ego. W jego prozie zakochałam się będąc na studiach i czytam ją chętnie do dziś. Myślę, że to się nie zmieni. 
Moją najukochańszą powieścią (taką, co to się ją zabiera na "bezludną wyspę") jest Z dala od zgiełku tłumu, którą czytałam trzy razy po polsku i raz w oryginale. Oczywiście widziałam również ekranizację z Alanem Batesem w roli Oaka, i już czekam na przyszłoroczną odsłonę z Carey Mulligan w roli Batszeby Everdane. 
źródło:wikipedia.pl

Thomas Hardy, pisarz i poeta angielski przyszedł na świat 2 czerwca 1840 roku w Higher Bockhampton, miejscowości położonej niedaleko Dorchester w hrabstwie Dorset (w powieściach Hardy’ego utrwalone jako Wessex). 
Thomas Hardy senior był miejscowym mistrzem murarskim. Matka, Jemima zajmowała się edukacją małego Thomasa podsuwając mu klasykę literatury, między innymi Wergiliusza. 
Na przyszłe zainteresowania chłopca miała wpływ również babka pisarza, Mary Head, której dar żywego słowa dał początek większości opowieści snutych na kartach późniejszych książek. Lata 1849-1856 Hardy spędził w szkole średniej, następnie na wyraźnie życzenie ojca zaczął terminować u architekta i konserwatora kościołów, Johna Hicksa. 
Niedługo później zaczął tracić wzrok – być może za sprawą złego oświetlenia w pracowni i przemęczenia. Hardy rzucił więc architekturę dla literatury, którą kochał od dawna. Chwała Bogu, wzrok zaczął się polepszać i do końca życia Hardy'ego pozostawał sprawny. 

Najbardziej znany z powieści, zaczął Hardy swoją przygodę z literaturą od poezji. Do której wrócił dopiero pod koniec życia. Pierwszą opublikowana powieścią były wydane w 1871 roku Rozpaczliwe lekarstwa, lecz pierwszą, która odniosła sukces była sielanka Pod drzewem pod zielonym, wydana rok później. Kolejnymi były rozgrywające się w Wessex Z dala od zgiełku tłumu, Powrót na wrzosowisko, Burmistrz Casterbridge, Tess d’Urberville (rozsławiona przez film Romana Polańskiego w 1979), oraz Juda nieznany, który wydany w 1895 roku wywołał liczne kontrowersje. Późne powieści Hardy’ego są niezwykle realistycznym zapisem stanu kultury socjalnej czasu panowania królowej Wiktorii. Hardy widział podziały i niesprawiedliwość społeczną, sytuację materialną kobiet, oraz zaściankową mentalność. W swoich powieściach nierzadko poruszał problemy będące ówcześnie tematem tabu – nieślubne potomstwo (Juda nieznany), gwałt, oraz zniewolenie kobiet (Tess d’Urberville), elitarność nauki (Juda nieznany), emancypacja kobiet (Batszeba z powieści Z dala od zgiełku tłumu odprawia nieuczciwego ekonoma i sama prowadzi gospodarstwo, również pojawia się na giełdzie zbożowej zdominowanej przez mężczyzn). 

Thomas Hardy zmarł 11 stycznia 1928 w Dorchester.

Grona gniewu - John Steinbeck

Na lata 20-te ubiegłego wieku przypadają czasy niezwykłej prosperity w Stanach Zjednoczonych. Farmerzy brali masowo kredyty pod zakup nowoczesnych maszyn rolniczych lub dokup ziemi do wciąż powiększających się farm. Ziemia rodziła bawełnę wielką jak wata cukrowa, zborze zapełniało silosy, a ludziom żyło się dostatnio. Jednak nic nie trwa wiecznie - olbrzymia bańka spekulacyjna pękła, nastąpił krach na giełdzie (słynny czarny czwartek - 24 października 1929 r., którego powtórkę mieliśmy w postaci pęknięcia bańki internetowej na początku XXI-go wieku, oraz bańki spekulacyjnej w handlu nieruchomościami kilka lat później). Nadeszły cięższe czasy i wielu farmerów, szczególnie tych mniejszych zostało wyrugowanych z farm przez banki domagające się spłaty kredytów. 
Niestety i sama natura zemściła się na ekspansywnej gospodarce człowieka - pola zostały wyjałowione (nie znano w USA naszych słynnych trójpolówek, ziemia nie miała kiedy odpocząć) i z początkiem lat 30-tych stany Nowy Meksyk, Colorado, Kansas, Teksas i w szczególności Oklahomę nawiedziło zjawisko zwane Dust Bowl (TU można obejrzeć film dokumentalny). Dust Bowl to burze piaskowe spowodowane erozją gleby oraz silną suszą. Chmury piachu były tak ogromne, że 14 kwietnia 1935 roku jedna z takich chmur z prędkością stu kilometrów pognała z serca Oklahomy do Kanady!


W ciągu zaledwie kliku lat poznikało większość farm ze środkowych stanów USA. Nastąpił masowy exodus pozbawionych środków do życia rodzin. Farmerzy wyprzedawali resztki ruchomego dobytku za garść dolarów, byleby mieć na benzynę i ruszyć do Kalifornii, w której mieli nadzieję rozpocząć nowe, lepsze życie. Jednak znój drogi i kończące się pieniądze wymuszały na większości życie tułacze; spano w namiotach, w tak zwanych Hooverville, czyli nielegalnych obozach migrującej biedoty. Migrantów czekał ostracyzm mieszkańców miast i wiosek, w których się zatrzymywali.

Wielka depresja, migracja tysięcy głodnych rodzin zostały udokumentowane między innymi na zdjęciach amerykańskiej fotograf Dorothei Lang. Jest autorką słynnego zdjęcia Migrant Mother, na którym znalazła się Florence Owens Thompson w otoczeniu dzieci. O mało włos zdjęcie nie powstałoby - Lang, po całodziennym fotografowaniu pracujących na polach bawełny jechała właśnie do motelu, kiedy zjechała z drogi, by przystanąć przy samotnym namiocie. Tu właśnie Owens czekała na męża i najstarszego syna, którzy wyruszyli w poszukiwaniu części do zepsutego samochodu, by móc ruszyć dalej za chlebem. Lang opublikowała zdjęcie Owens; kobieta ze zdjęcia zwana Migrant Mother stała się ikoną Wielkiego Kryzysu, jego symbolem cierpiącym w milczeniu.

Właśnie o takiej rodzinie pisze John Steinbeck w Gronach gniewu. Kilkunastoosobowa rodzina poczciwych farmerów zostaje wyrugowana z własnej ziemi. Zalegają bankowi spłatę kredytu, a bank to nie człowiek, nie da się z nim nic polubownie. Wysiedlona zostaje cała okolica, a ziemia zaorana przez "bankowy" ciągnik będzie rodziła "bankową" bawełnę.
Joadowie sprzedają wszystko, czego nie mogą zabrać ze sobą i jadą pickupem drogą 66 do Kalifornii; każdy z migrantów widział ulotki informujące o pracy od zaraz na plantacjach pomarańczy. Można będzie zarobić i godnie żyć... Niestety z pracą jest coraz gorzej: wielu takich Joadów się znajdzie, a skoro pracowników są tysiące, praca może być niemiłosiernie tania, źle opłacana: jeśli nie ty, to na twoje miejsce są setki Oklaków... (skąd my to znamy?!) Wreszcie Joadowie trafiają na plantację pomarańczy, gdzie cała rodzina pracując od rana do nocy zarobiła akurat tyle... by zaopatrzyć się w lichą kolację kupioną w sklepie prowadzonym przez samego plantatora.
Steinbeck opisuje degradację i rozpad rodziny, która jednak mimo wszystko trzyma się jakichś głębszych wartości: wyrzutkom, takim jakimi są Joadowie mogą pomóc tylko tacy sami jak oni - im ktoś ma mniej, tym chętniej pomoże.
Myślę, że dużo się wie o głodzie w Irlandii (zaraza ziemniaczana w XIX wieku), głodzie na Ukrainie, ale nie każdy wie, że USA również mają tę ciemną plamę na kartach historii. Grona gniewu zrobiły na mnie ogromne wrażenie, a ten post jest wynikiem moich poszukiwań. Steinbeck nie pozostawia obojętnym. Do tego temat jest tak niezwykle aktualny: może nie ma u nas głodu, nie musimy migrować, ale w postępowaniu plantatorów jest coś ponadczasowego (niestety).
Sama opowieść - nie chcę oczywiście zdradzać szczegółów - kończy się małą iskierką nadziei: tym promykiem jest ludzka dobroć i bezinteresowność. Warto przeczytać, warto!


Zdjęcie jest mojego autorstwa. Chciałam czymś zilustrować moją wypowiedź, więc proponuję zdjęcie inspirowane Dust Bowl i Gronami gniewu.

Z zimną krwią - Truman Capote

Są książki i są arcydzieła. Z zimną krwią Trumana Capote należy do tej drugiej kategorii. Powieść utrzymana w formie dokumentu jest zapisem zbrodni dokonanej na czworgu członkach rodziny Clutterów mieszkających w miasteczku Holcomb w stanie Kansas. Czytelnik przeżywa ostatnie dni zwyczajnej rodziny farmerów, a także jest świadkiem przygotowań morderców do wydarzeń z 15-go listopada 1959 roku. 
Capote z niezwykłą wnikliwością zagląda do umysłów Dicka Hickocka i Perry'ego Smitha, przy czym nie uprawia taniego moralizatorstwa, nie piętnuje, nie rozlicza i nie wybiela morderców i ich czynu. Z zimną krwią bliżej do reportażu, niż beletrystki; Capote pisał tę powieść niemal na bieżąco przez kilka lat - polecam film Capote z Philipem Seymourem Hoffmanem w roli tytułowej, który skupia się na tym wycinku życia pisarza, w którym tworzył swoje największe dzieło. 
Kilka lat temu czytałam Śniadanie u Tiffany'ego. Przyznam, że nie przekonało mnie do twórczości Capote'ego. Za to świetny film zachęcił mnie do sięgnięcia po jego powieść. Z pewnością sięgnę również po Inne głosy, inne ściany i Harfę traw.
Chcę jeszcze dodać, że w życiu nie miałam takiego kaca książkowego, jak po Z zimną krwią. Przez kilka dni byłam kompletnie oszołomiona, bo książka pochłaniała mnie bez reszty. Niestety, rykoszetem oberwało się Munro, bo wydała mi się okropnie trywialna po czymś takim. Sięgnęłam za to po Zabić drozda przyjaciółki Capote'ego - Nelle Harper Lee. Ale o tym następnym razem...
Mam jeszcze taką małą uwagę: nazwisko autora wymawia się Kapoti z wyraźnym i na końcu; nie Kapout. A Harper Lee była kobietą;)

Przetrzymać tę miłość - Ian McEwan

Gdyby przeanalizować twórczość Iana McEwana, wyszłoby na to, że udaje mu się coraz lepiej pisać. Jego wcześniejszych (od Pokuty) powieści wprost nie znoszę, a późniejsze jeszcze przede mną.  
Tym razem sięgnęłam po Przetrzymać tę miłość. Książka jest znana z ekranizacji z Danielem Craigiem, która była nie tak dawno temu emitowana w naszej telewizji (dwa razy mi uciekła). I oczywiście książka dochrapała się z tej okazji filmowej okładki. 
Joe Rose jest świadkiem i mimowolnym uczestnikiem tragedii. Wypadek balonowy, niczym trzęsienie ziemi u Hitchcocka zwiastuje nawarstwianie problemów. I tu mam mieszane uczucia, bo nie tego się spodziewałam, a wątek pociągnięty przez McEwana trochę mnie irytuje. Autor skupił się na niezdrowej relacji innego uczestnika tragedii, Jeda Parry'ego, który cierpi na pięknie brzmiący syndrom de Clerambaulta. Parry prześladuje Jeda, któremu w ten sposób komplikuje życie i doprowadza do rozpadu rodziny Joego. 
Sam Joe niezwykle przypomina bohatera wcześniejszej powieści McEwana - Dziecko w czasie. Momentami miałam wrażenie, że czytam coś w rodzaju kontynuacji.
Czy książka mi się podobała? Sama nie wiem. Jakoś dalej trzymam się McEwana, chociaż czasami do mnie zupełnie nie trafia. Chyba mam nadzieję przeczytać coś równie pięknego, jak Pokuta, w której jestem zakochana i  to z nią porównuję każdą koleją książkę tego autora.
Czy jest "na sali" jakiś fan Iana McEwana?

Była sobie dziewczyna - Lynn Barber

Pamiętacie film Była sobie dziewczyna (An Education)? Ładny, mądry, dobrze zagrany i dający do myślenia. W przerwie między Forsythami (mam fazę na klasykę szpiegowską) sięgnęłam po coś niezobowiązującego - wspomnienia byłej redaktorki Penthousa, które posłużyły za kanwę filmu z 2009 roku. 
Już we wstępie przeczytałam, że historię znaną z filmu można przeczytać w drugim rozdziale. Reszta to niesamowicie nudne wynurzenia puszczalskiej, która żyła dość zwyczajnym życiem. Oczywiście książka ma filmową okładkę, sugerującą, że czytelnik dostanie kropka w kropkę to, co mógł zobaczyć na ekranie. 
Skoro wspomnienia są takie nijakie, to jak się stało, że film jest tak zapadający w pamięć? Zapewne znacie nazwisko Nicka Hornby'ego? Hornby jest nie tylko autorem wielu książek, ale i dobrym scenarzystą. Historia Barber została bardzo mocno przerobiona (bodajże ósma wersja scenariusza), kilka wątków dodanych, by historia była spójna i ciekawa. Film - polecam. Książkę - zdecydowanie możecie sobie darować.

Sułtani Kabulu

Nie wiem, jak Khaled Hosseini to robi, ale porusza w moim sercu najczulsze struny i doprowadza do płaczu. Ostatnio miałam okazję przeczytać aż dwie z jego powieści - Chłopca z latawcem, oraz I góry odpowiedziały echem. Dwa lata temu przeczytałam Tysiąc wspaniałych słońc, i od tamtej pory starałam się "ustrzelić" Chłopca.
Nie chcę streszczać jego powieści. Chcę powiedzieć, co ze mną zrobiły. Otóż - wciągnęły to za małe słowo. Ja żyłam tymi powieściami! Dawno tak mocno mną nie trzepnęło. Smutek, ból, strata, a przede wszystkim miłość do kraju, do Kabulu. Historia Afganistanu jest historią ścierania z powierzchni ziemi wszystkiego, co dobre: z królestwa w latach 70-tych Afganistan stał się republiką. Na krótko, bowiem już na przełomie lat 70/80 wkroczyli Rosjanie, z którymi walczyli mudżahedini. Następnie Afganistanem zawładnęli Talibowie, witani początkowo z otwartymi rękami, jako wyzwoliciele, których terror świat poznał szerzej 11-go września 2001 roku. Dziś władza jest w rękach pasztuna, Hamida Karzaia, ale międzynarodowe siły pokojowe nadal czuwają nad spokojem. Afganistan nadal jednak jest nękany zamachami, jak ten, który zaledwie kilka dni temu pochłonął kilkanaście ofiar śmiertelnych. 
Obie książki to również przepiękne historie ludzkie. Miłość, oddanie, honor, przyjaźń, lojalność, branie odpowiedzialności za swoje czyny, słowa. Hosseini porusza do głębi kreśląc ludzkie losy tak zagmatwane i tragiczne, niczym z powieści Konrada, czy Hardy'ego. Tak jak w przypadki Tysiąca wspaniałych słońc, kiedy płacząc nad losem Mariam i Lajli, nie potrafiłam czytać, dalej, bo nie widziałam liter, tak przy Chłopcu z latawce, miałam problem z doczytaniem końcówki, bo tak przejęłam się losem Sohraba, chłopca okrutnie skrzywdzonego przez los.
Hosseini na swoim koncie ma "zaledwie" trzy powieści, ale wszystkie są genialne. Będę je polecała każdemu myślącemu człowiekowi.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym od razu nie sięgnęła po ekranizację. No i jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że scenarzystą nakręconego w 2007 roku filmu Chłopiec z latawcem jest David Benioff, którego "odkryłam" niedawno. W jednej scenie tuż przed końcem można dostrzec samego autora, który stoi ze swoimi postaciami na wzgórzu. Film jest ładny, owszem, ale brakuje mu tej siły, którą ma książka. 

Niedawno natrafiłam na kampanię społeczną Save the Children, proszę, żebyście obejrzeli krótki, ale niesamowicie smutny film---> https://www.youtube.com/watch?v=RBQ-IoHfimQ

A TU możecie obejrzeć zdjęcia Afganistanu pod koniec lat 60-tych.

Miasto złodziei - David Benioff

David Benioff jest hollywoodzkim scenarzystą, znanym między innymi z ostatniej serii kultowej Gry o tron. Jest również autorem książki 25. godzina, która została sfilmowana przez Spike'a Lee. Benioff jest również potomkiem rosyjskich emigrantów, o czym może świadczyć nie tylko nazwisko, co wspomnienia dziadka Davida, Lwa Beniowa. Nie wiem, na ile są to wspomnienia rzeczywiste (sic!), na ile licentia poetica, ale Miasto złodziej zachwyca realizmem (w posłowiu autor nawiązuje do kilku pozycji, z których czerpał natchnienie, oraz suche fakty).
Opowieść zaczyna się w sylwestra, podczas oblężenia Leningradu. Na dachu bloku Kirowa, siedemnastoletni Lew Beniow wypatruje wrogów. Nie jest wcielony do armii, jest kimś w rodzaju strażaka, a sam przyznaje, że jest "dumnym dowódcą Kirowskiej Brygady Piątego Piętra". Pech chce, że Lew schodzi z posterunku po godzinie policyjnej, w konsekwencji czego zostaje aresztowany (za coś takiego grozi śmierć!). Czekając w ciemnej, że oko wykol celi, zaprzyjaźnia się z Nikołajem Aleksandrowiczem Własowem (dla przyjaciół Kola), który cytuje fragmenty powieści nieznanego pisarza pt. Pies podwórkowy. Oczywiście można się domyślić, że do egzekucji nie dochodzi. Młodzi ludzie mają szansę, daną przez dowódcę NKWD: znalezienie tuzina jajek na weselny tort córki w oblężonym, wygłodniałym Leningradzie. 
Misja-niemożliwe obfituje w szereg i strasznych i śmiesznych sytuacji. Groteska, koszmar wojny, do tego rodząca się przyjaźń obu młodzieńców, a także... miłość Lwa do aspirującej do miana najlepszej snajperki Wiki, rudej, wygadanej partyzantki. 
Nie zdziwiło mnie to, co przeczytałam później o autorze (o jego karierze scenarzysty), książka bowiem napisana jest bardzo plastycznie i myślę, że za jakiś czas doczekamy się świetnego filmu.


Nostalgia anioła - Alice Sebold

O Nostalgii anioła czytałam krótko po tym, jak książka ukazała się w naszym kraju. Od tamtej pory chciałam ja przeczytać. Nie wiem, czemu tak późno, ale ustrzeliłam ją dopiero teraz. Wiedziałam, że mnie porwie i nie myliłam się; uważam, że książka jest piękna, wzruszająca i smutna. Do tego bardzo dobrze napisana, przemyślana. 
Czternastoletnia Susan Salmon, zwyczajna dziewczynka, która ma adoratora, koleżanki, plany na przyszłość (chce zostać fotografem dzikiej przyrody), zostaje brutalnie zamordowana przez swojego sąsiada. Od tamtego momentu z tęsknotą patrzy na Ziemię ze swojego Nieba - jej Niebo przypomina to, co zna, podwórko szkolne, zaprzyjaźnia się w nim z inną dziewczynką, Holly; w Niebie nie brakuje również psów, które Susan uwielbia. 
Dziewczynka relacjonuje przebieg makabrycznego zdarzenia, wpływ na społeczność małego miasteczka, a także rozpad rodziny, która nie potrafi sobie poradzić z tragedią. Ojciec, bardzo emocjonalny mężczyzna, podejrzewa sąsiada, dziwnego pana Harveya, który zawodowo robi wiktoriańskie domki dla lalek. 
Śmierć dziewczynki ma również niebagatelny wpływ na życie jej przyjaciół... 
Książka jest wielowątkowa, czyta się ją z wypiekami na twarzy, chociaż od razu dowiadujemy się o nieuniknionym. Bardzo podoba mi się polski tytuł; oryginalnie książka nazywa się bowiem Lovely bones, ale myślę, że Nostalgia anioła jest tytułem bardzo trafionym. Niestety, tłumaczka w kilku miejscach zawiodła - kilka zdań było zupełnie bez sensu, jakby na brudno przetłumaczonych, niezrozumiałych. No i ten Harper Lee, który de facto był kobietą i miał na imię Nelle...
Od razu po książce zafundowałam sobie seans filmowy. Niestety, o ile aktorstwo było bardzo dobre (Mark Wahlberg, Rachel Weisz, Susan Sarandon, Stanley Tucci, oraz w roli Susan Saoirse Ronan, którą bardzo lubię), to wizja Nieba była jak żywcem zerżnięta z filmu Między piekłem a niebem z Robinem Williamsem. Filmowcy zaszaleli i coś chcieli pokazać, ale nie wyszło. Również intencje ducha-anioła-Susan były inne; mam wrażenie, że o ile w książce dominował smutek nad utraconym życiem, żal, że nie będzie jej dane smakować więcej pocałunków pięknego Raya Singha, o tyle w filmie Susan chciała zemsty, a jej dusza była zła na mordercę. Po prostu w filmie przesunięto środek ciężkości i cała konstrukcja stoi krzywo.


Złodziejka książek - Markus Zusak

Hołduję zasadzie: najpierw książka, potem ekranizacja. Niedawno do kin wszedł film Złodziejka książek nakręcony na podstawie książki Markusa Zusaka o tym samym tytule. Książkę znalazłam w bibliotece na półce młodzieżowej oznaczonej cyferką IV (starszy nastolatek). Nie wiem, jak inne wydania, ale format był nieporęczny, ale ogólnie książka wydana bardzo estetycznie.
Złodziejka książek jest historią dziewczynki imieniem Liesel, która w 1939 roku trafia do rodziców zastępczych. W nowym otoczeniu zaprzyjaźnia się z Rudym Steinerem, który chce zostać Jesse'im Owensem - niesamowicie szybko biega i smaruje sobie twarz szuwaksem. 
Nowa mama jest szorstką kobietą, rzucającą mięsem, ale w duchu jest bardzo ciepłą kobietą. Ojciec, trochę safandułowaty akordeonista uczy po nocach dziewczynkę czytać. Postać samej Liesel kojarzy mi się z Mary Lennox z Tajemniczego ogrodu, tak samo zamknięta w sobie, również musi się zmierzyć z bólem po stracie kogoś ukochanego, obie znajdują nowe domy i przyjaciół w postaci śmiałych chłopców.
Książka jest napisana ładnym językiem, mówi o rzeczach ważnych: wojna, śmierć (w ogóle Śmierć jest narratorem całego opowiadania), przyjaźń, lojalność. Książka mówi także o totalitaryzmie i próbie przeciwstawienia się jego niszczycielskiej sile. Myślę, że gdybym przeczytała Złodziejkę, mając dwa razy mniej lat, niż mam - byłabym zachwycona. Dorosłym polecam jednak inne lektury o holokauście, wojnie i nazizmie. Ale to dobra, mądra i ważna książka młodzieżowa, z może zbyt oczywistym przesłaniem i zakończeniem, ale czytając czułam, że nie mogłoby być inaczej.
Oczywiście film obejrzałam już po przeczytaniu książki. Obsada bardzo mi się spodobała, zdjęcia również. Wszystko podane w nieco baśniowym klimacie, trochę jak Narnia. Ale czytając, cały czas wyobrażałam sobie Hansa Hubermanna z dobrotliwą twarzą Armina Mueller-Stahla, może dlatego, że jest Niemcem, a Goeffrey Rush nie.


W kuchni babci

Dziś nie mamy jednolitego wzorca jak powinna wyglądać kuchnia. Ot, każdy sobie komponuje tak, by mu pasowała do stylu życia. Ale w niegdysiejszych książkach kucharskich można było podpatrzeć, jak powinna wyglądać taka kuchnia idealna.
Kuchnia "na bogato" z lat międzywojennych na podstawie rycin z książki Marii Ochorowicz-Monatowej
Skromnie urządzona kuchnia przedwojenna.

Każda gospodyni dbała, by nie zabrakło nowoczesnych gadżetów. Poniżej rycina z tej samej książki, przedstawiająca nowoczesną maszynkę do krajania chleba.

Podam teraz przepis na zupę pomidorową, którą serwowały nasze babcie, lub kucharki naszych babć*

Jak można zauważyć gotowało się z najlepszych składników, przykładano wagę do tego, co się jadło. Oczywiście mówię tu o kuchni bogatszej.
Nowoczesny piecyk. Kuchenka w stylu angielskim.

Fragment filmu Dorożkarz nr 13, w którym można obejrzeć kuchnię:



A teraz lata 50-te. Dysponuję książką kucharską pod redakcją dra Stanisława Bergera.
Kuchnia wzorcowa wygląda tak:
Kuchnia wzorcowa z 1956 roku
To, co gospodyni powinna mieć w kuchni
Przepis na zupę pomidorową diametralnie różni się od tego sprzed pół wieku:


* może być to równie dobrze prababcia lub pra-prababcia;)

Malinski - Siofra O'Donovan

Wojna zabiera zegarki dżentelmenom, kapelusze damom, ciastka ciotkom, kolejki małym chłopcom. 

Polacy kochają Irlandię. Wyjeżdżamy tam pracować, świętujemy 17-go marca, jakby to było nasze święto narodowe, bawimy się przy irlandzkim folklorze (vide popularność zespołu Carrantouhill). A czy może się zdarzyć, że Irlandczycy zafascynują się naszym krajem? I to nie mówię o przyjaźni Irlandczyków z ładnymi kibickami w czasie Euro;) Tak. Może się tak zdarzyć, a owocem tego może być wspaniała książka, rozgrywająca się w Krakowie. 

Malinski irlandzkiej pisarki Siofry O'Donovan to opowieść o dwu braciach z Lwowa, którzy w czasie wojny zostają rozdzieleni na kilka dziesięcioleci. Ich losy biegną osobno, z dala od siebie. Stanisław mieszka z ciotką w Krakowie, Henryk wyjeżdża wraz z matką do Irlandii. A jeden nie ma pojęcia co się dzieje z drugim. Panowie spotykają się ponownie będąc schorowanymi ludźmi w średnim wieku. Jeden z braci został w Polsce, gdzie jego życie toczyło się z wolna w powojennej biedzie, oraz czasach "odnowy", a jedynym promykiem nadziei była Piwnica pod baranami. Drugi z braci, można powiedzieć, że ustawił się w życiu lepiej, bo emigrował na Zachód. Ale w książce O'Donovan nie ma jednoznacznej oceny sytuacji braci, autorka daje nam do zrozumienia, że Stanisław jednak lżej przeżył ciężkie czasy. 
Malinski wciąga od pierwszych stron. Świetnie napisana, z dużą precyzją, namysłem. O'Donovan mieszkała jakiś czas w Polsce i widać jej fascynację naszym krajem. To miłe, jak ktoś pisze w taki sposób o twojej ojczyźnie, że zauważa jej walory. W dodatku jednym z głównych składników Malinskiego jest Piotr Skrzynecki i jego artystyczny kabaret. Książka naprawdę zapada w pamięć. Co jakiś czas wpisuję w google'a nazwisko autorki, ale niestety, nie napisała nic od czasu swojego wspaniałego debiutu. A szkoda, bo miała wielki potencjał.

Jak widać, lubię literaturę irlandzką i często po nią sięgam. W kolejnej odsłonie Roddy Doyle, którego możecie znać z literackiego pierwowzoru szalonej komedii muzycznej The Commitments. A za dwa tygodnie zdobywca Nagrody Pulitzera Frank McCourt, Irlandczyk urodzony w Stanach, czyli nie odbiegnę od "irlandzkiego" tematu zbyt daleko.

Wierność w stereo(wizji), czyli od stereoskopu, przez fotoplastykon po kino 3D

Odkąd ludzie posiedli umiejętność utrwalania rzeczywistości - najpierw w sztuce malarskiej, a następnie w formie fotografii - chcieli by iluzja stała się pełnowymiarową quasi-rzeczywistością. Fotografie przeszły długą drogę od pierwszych dagerotypów po dzisiejsze obrobione cyfrowo. Również trzeci również wymiar przeżywał swoje złote czasy i dążył do perfekcji.
 
Rysunek Jacopo Chimenti da Empoli ok. 1600
Kiedy się zaczęło, tego nie wiemy dokładnie. Mamy jednak dowody na to, że na przełomie XVI i XVII wieku już eksperymentowano z trójwymiarowością; do dziś można oglądać zachowany podwójny szkic wykonany przez Jacopo Chimenti da Empoli, prawdopodobnie miał posłużyć Giambattiście della Porta w jego eksperymentach z zakresu optyki. Wykorzystywał zjawisko akomodacji oka, które skierowane na odpowiednią bliskość odbierało podwójne obrazy jako jeden trójwymiarowy. Prawie dwa wieki później obrazami przestrzennymi zajmuje się angielski fizyk, sir Charles Wheatstone; buduje on wówczas specjalne okulary zogniskowane na powielonym dwakroć obrazie. Przez kolejne lata naukowcy stale ulepszali wynalazek Wheatstone'a, by w rezultacie stworzyć to, co dziś znamy jako stereoskop. 
Aparat fotograficzny z dwoma obiektywami do tworzenia fotografii stereoskopowej

Ponoć jednym z takich przyrządów była zachwycona królowa Wiktoria lubująca się w nowinkach technicznych. Oczywiście amatorzy trzeciego wymiaru budują "podwójne" aparaty fotograficzne, które chwytają rzeczywistość przesuwając obraz pod niewielkim kątem, by dawał złudzenie oglądania rzeczywistości własnymi oczami. Do popularyzacji stereoskopii przyczyniła się dostępność fotografii, nowej wówczas sztuki, która zyskała na znaczeniu wraz z rozwojem techniki. W latach pięćdziesiątych XIX-go wieku zapanowała istna moda na stereoskopię, a małe, przenośne urządzenia mógł kupić praktycznie każdy.


Fotoplastykon
Ten, kogo nie stać było na takie "kino domowe" mógł się wybrać do fotoplastykonu. Fotoplastykon był czymś w rodzaju pierwowzoru kina: był to walcowaty boks, przy którym ustawione były krzesła. Boks ten posiadał wizjery, przez które można było oglądać przesuwające się trójwymiarowe obrazy. Takie stacjonarne fotoplastykony miały zmienny repertuar, który dostarczały znamienite firmy fotograficzne. Schyłek tych urządzeń przyszedł, kiedy nastała era kina, ale do dziś można natrafić na pokaz, na przykład w muzeum. 
Przez niemal sto lat stereoskopia służyła rozrywce. W latach 40-tych ubiegłego wieku, szczególnie w Niemczech popularne były albumy tematyczne z fotografiami i przegródką na specjalne okulary.

Album z 1940 roku z fotografiami stereoskopowymi oraz okularami niemieckiej firmy RVS

Do niedawna można było nabyć Wiev Mastera, do którego dołączone były tarcze: kolorowe przeźrocza trzeba było oglądać pod światło, ale obraz był niemal idealnie trójwymiarowy. 

Wiev-Master, Model G, pierwszy plastikowy model (wcześniej królował bakelit), lata 60-te ubiegłego wieku
 
Również popularną metodą stereowizyjną są anaglify. Anaglify to te rozmyte zielono-czerwono-szare zdjęcia, które oglądamy w okularach z jednym szkiełkiem zielonym, drugim czerwonym. Historia anaglifów sięga końca XIX-go wieku, ale ta metoda z uwagi na niskie koszty produkcji okularów jest wykorzystywana do dziś. Jak to działa? Filtr z kolorowego szkła „zasłania” oku część obrazu, przez co oko widzi tylko jego niekompletny wycinek, w drugim oku dzieje się to samo, z tym, że zasłaniany jest inny fragment, przez nałożenie filtra innego koloru. 

Anaglif wykonany na początku XX-go wieku

Kilka lat temu wybuchł szał na kino 3D. Sprawcą tego był film o dużych niebieskich kosmitach. Nie byłoby w tym niczego niezwykłego, ponieważ kino trójwymiarowe istniało już od jakiegoś czasu i było dość popularne, ale pierwszy raz nakręcono tą techniką film pełnometrażowy, do tego w tak dobrej jakości. Kino nowego typu, przystosowane do pokazów 3D, wykorzystuje polaryzację fali świetlnej. „Obraz wyświetlany jest przez soczewki projektora na ekran, następnie odbija się od okularów, w których fale świetlne rozchodzą się w kilku płaszczyznach. Lewe i prawe oko odbiera oddzielnie fale polaryzacyjne, a nasz mózg zespala oba obrazy w jeden – trójwymiarowy.”*
Jaka może być przyszłość trzeciego wymiaru? Być może czeka nas epoka hologramów rodem z filmów s-f? Być może każdy będzie sobie mógł odtworzyć na własnym biurku miniaturową księżniczkę Leię, która będzie powtarzała Help me, Obi Wan Kenobi, you’re my only hope.



Źródła zdjęć:
1.2 Wikipedia
3.  http://kultur-online.net/node/6295
4 5.Zdjęcia własne, obiekty ze zbiorów J. i F. Kucharczaków
6. Wikipedia


* ze strony Imax

Ulica marzycieli - Robert McLiam Wilson

źródło: LubimyCzytac.pl
Literatura irlandzka istnieje również po Joyce’ie i ma się bardzo dobrze. Robert McLiam Wilson udowadnia, że Irlandia to nie tylko politykowanie i wygłaszanie poematów po gaelicku. Wilson w Ulicy Marzycieli z humorem opisuje życie we współczesnym Belfaście, gdzie mieszkają pracujący jako windykator Jake Jackson, oraz bezrobotny (za to ambitny) Misiek Lurgan. Powieść pisana jest z perspektywy tego pierwszego; Jacksona cechuje inteligencja oraz humor, czasem ironiczny. Właśnie rozstał się z ukochaną, nienawidzi swojej pracy oraz troglodytów, z którymi pracuje. Misiek skończywszy trzydziestkę postanawia się wziąć za siebie i realizuje swój pomysł na biznes: sprzedaje erotyczne gadżety, których tak naprawdę nie ma.
Powieść skrzy się humorem i uwaga! niekiedy można poparskać kartki (- Źle wyglądasz./ - Bo umarłem, tylko nie mam na tyle odwagi cywilnej, żeby zesztywnieć.). Wilsonowi zdarzają się również prawdziwie złote zdania (Z kłamstwem jest tak, że jeśli ktoś nie uwierzy – gardzisz sobą, jeśli ci uwierzy – gardzisz nim.) Autor rozlicza się także z mentalnością Irlanczyka-cierpiętnika, który nurza się historii i polityce; Wilson udowadnia, że Irlandczyk to też człowiek, i nie każdy ma zadatki na Michaela Collinsa. 

Fragment książki
Jednak Ulsterze od polityki się nie ucieknie. Jeden z rozdziałów zaczyna się opowieścią o szczęśliwiej dziewczynie. Kupuje nową spódnicę, wspomina wczorajszą randkę, idzie do piekarni po lunch i… w tej chwili przestaje istnieć. Fragment jest napisany tak dosadnie, że czytelnikowi wprost zapiera dech.
Wilson jest również autorem Zaułku łgarza, który opowiada w przewrotny sposób o życiu młodego bezdomnego i włóczęgi, Reapleya Bogle’a, oraz Autopsji, pisanej z perspektywy umierającego mężczyzny historii jego życia. Obydwie historie są głębokie, przewrotne, zaskakujące i niezwykle sprawnie napisane.   

Ulica marzycieli jest jedną z moich ukochanych książek. Każdemu ją polecam. Możecie również obejrzeć czteroodcinkowy serial BBC z Vincentem Reganem w roli Jake'a.

To nie jest kraj dla starych ludzi - Cormac McCarthy

Ta powieść jest gęsta jak noc i czarna jak mocna kawa. To nie jest kraj dla starych ludzi Cormaca CcCharthy’ego jest doskonałym thrillerem psychologicznym, w którym główną rolę odgrywa sumienie. McCarthy nie stawia pytań o istotę zła, nie dywaguje o przyczynie jego powstania. Ustami szeryfa Bella autor wypowiada słowa zdziwienia, jak wygląda ten świat w porównaniu ze światem sprzed lat:

Jakiś czas temu przeczytałem w gazecie, że nauczyciele natknęli się gdzieś na sondaż, co go rozesłano w latach trzydziestych do niektórych szkół w całym kraju. To był taki kwestionariusz o tym, jakie są problemy z nauką w szkołach. No i natrafili na te formularze, wypełnione i przysłane z różnych zakątków kraju z odpowiedziami na pytania. No i największymi problemami, które wyszły, były takie rzeczy, jak rozmawianie w klasie i bieganie po korytarzu. Żucie gumy. Ściąganie. Tego typu sprawy. No to wzięli jeden formularz, który był pusty, wydrukowali ileś kopii i wysłali do tych samych szkół. Czterdzieści lat później. No i nadeszły odpowiedzi. Gwałty, podpalenia, morderstwa. Narkotyki. Samobójstwa. Bo często, jak gadam cośkolwiek o tym, że świat schodzi na psy, ludzie się uśmiechają i mówią mi, że się starzeję. Ale mnie się widzi, że jak ktoś nie umie odróżnić gwałtu i zabijania ludzi od żucia gumy, to ma sporo większy problem niż ja. Czterdzieści lat to nie jest długi czas. Może następne czterdzieści przyniesie niektórym opamiętanie. Jak nie będzie za późno.

Można odnieść wrażenie, że Bell idealizuje przeszłość; przecież jego wuj jeździ na wózku po postrzale, którego doznał lata temu, a morderstwa zdarzały się i wcześniej (to jednak nie na tak masową skalę jak dziś). Niewiele trzeba, żeby rządzić dobrymi ludźmi - mówi Bell -  Bardzo mało. A złymi nie da się rządzić w ogóle. A jeśli się da, to ja nic o tym nie wiem. 
Każdy rozdział powieści jest poprzedzony przemyśleniami szeryfa, który nie może nadążyć za światem staczającym się po równi pochyłej.
Fabuła jest skonstruowana według Hitchcockowskich przesłanek: najpierw mamy trzęsienie ziemi, a potem stopniowo ciśnienie rośnie. Tym „trzęsieniem ziemi” jest rezultat strzelaniny między gangami narkotykowymi. Polujący na antylopy Llewlyn Moss robi coś, czego nie powinien: przywłaszcza sobie walizkę z pieniędzmi mafii. Największym pechem nie są nasłani przez jedną i drugą stronę Meksykanie na usługach kartelu, a bezwzględny psychopata mordujący dla przyjemności: Anton Chigurh.
Czytelnik cały czas ma świadomość opozycji Bell-Chigurh; pierwszy jest przyzwoitym człowiekiem, który dba o „swoją trzódkę”, targają nim wyrzuty sumienia za coś, co zdarzyło się kiedy walczył na froncie. Chigurh zaś wykazuje wysoce socjopatyczne cechy; posługuje się własna bezduszną logiką, w której nie ma miejsca na litość. 


Książka robi wrażenie od pierwszych stron. Wobec prozy McCarthy’ego nie można zostać obojętnym. Zamierzam przeczytać jeszcze Drogę, a może i kolejne powieści, bo jakoś podskórnie czuję, że się nie zawiodę.
Chciałam jeszcze nadmienić, że Wydawnictwo Literackie wydało książkę w nowym przekładzie (oraz bardzo ładnej okładce adekwatnej do treści; chwała Bogu nie straszy z okładki Bardem;). Część z Was z pewnością zna już różnice między nowym, a starym przekładem. Nie czytałam poprzedniego, ale z tego, co widziałam, odnoszę wrażenie, że poprzedni tłumacz skończył raczej kurs kreatywnego pisania, a w życiu nie miał ani pół translatorium. Przykro, bo myślę, ile jeszcze książek zmarnowano? W każdym razie Robertowi Sudółowi udało się pożenić piękno przekładu z wiernością oryginału. I brawa mu za to.

 Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Miłość i wygnanie - Isaac Bashevis Singer

Miłość i wygnanie jest niezwykle szczerą autobiografią Isaaca Bashevisa Singera, noblisty piszącego w języku jidysz, a w późniejszych latach po angielsku. Singer urodził się Leoncinie, wsi położonej niedaleko Warszawy. Jego ojciec był rabinem, co miało niebagatelny wpływ na umysł syna. Przesiąknięty duchem chasydyzmu, ale otwarty na świat nowoczesny Singer jako młody człowiek związał się z żydowskimi gazetami. [Chociaż urodził się de facto na ziemiach polskich (zabór rosyjski) nie potrafił się nim posługiwać; jego rodzina była niezasymilowana. Również język rosyjski był mu obcy.]
Zwierzenia Singera dotyczą jego młodości, biedy lat przedwojennych, goryczy czasów pierwszej wojny światowej oraz pierwszych lat emigracji w Ameryce. Nasycone są poszukiwaniem duchowości, metafizyką oraz erotyzmem. Poznawszy uroki miłości Singer pisze „Miłość i seks są funkcjami duszy (…) popęd seksualny jest ściśle związany z energią duchową, nie fizyczną. (…) Materia jest maską na twarzy ducha.”
Z Miłości i wygnania można się bardzo dużo dowiedzieć o przedwojennym świecie sztetl, a także o emigracji żydowskiej w Stanach. Emigracyjne losy i obserwacje, które poczynił zawarł we wspaniałej powieści Cienie nad rzeką Hudson.
Na marginesie dodam, że niedawno wyczytałam, że Singer był wegetarianinem, ze względów etycznych. W liście do przyjaciela napisał: Dla zwierząt wszyscy ludzie to naziści, a ich życie to wieczna Treblinka.