Cormoran Strike prowadzi śledztwo

Kiedy gruchnęła wiadomość, że nikomu nieznany pisarz, debiutant mający na koncie dość błyskotliwą, ale kiepsko stojącą w kolejce po laur bestselleru książkę Robert Galbraith*, to znana wszystkim "matka" Harry'ego Pottera, wcale mnie to nie zdziwiło. Wielu pisarzy, by oddzielić swoje wymyślone uniwersa przybiera inne pseudonimy, jak choćby nasz Joe Alex, który jest alter ego Macieja Słomczyńskiego.
Choć od wydania pierwszej powieści, Wołania Kukułki, minęły trzy lata, jakoś nie paliłam się do tej lektury. A szkoda, bo to bardzo dobra powieść! Podobnie jak w przypadku polecanej przez czytelniczkę Wyspy klucz - sięgnęłam po Galbraitha przez gorące zapewnienia, że mi się to na pewno spodoba.

Cormoran Strike, zwalisty i włochaty jak niedźwiedź grizzly, weteran wojenny z deficytem prawej nogi, prowadzi cienko przędącą agencję detektywistyczną w centrum Londynu. Pewnego dnia jego życie zmienia się za sprawą dwu kobiet, Charlotte, z którą po 16 latach definitywnie się rozstaje oraz Robin, sekretarką z biura Tymczasowe Rozwiązanie. Ten sam dzień przyniósł ze sobą również coś innego - ważnego klienta, który na zawsze zmieni oblicze biura.
Wołanie Kukułki to nie tylko sprytnie pomyślany kryminał, ale także pstryczek w nos dla mediów i świata show bussinesu - śledztwo dotyczy śmierci supermodelki i obnaża zachłanny światek mody i interesów.

W osiem miesięcy po rozwiązaniu zagadki tajemniczej śmierci Luli Landry, w biurze zjawia się niepozorna kobieta w średnim wieku, bezskutecznie poszukująca swojego męża, znanego awangardowego pisarza, który zaginął wraz z ostatnią niewydaną skandalizującą powieścią Bombyx Mori (Jedwabnik). Biuro, po tym jak Strike pojawiał się na pierwszych stronach gazet, zostało zasypane ofertami ofertami śledzenia niewiernych kochanek i wiarołomnych mężów, więc Cormoran z wielką chęcią podejmuje się misji zwrócenia kobiecie męża. Klimat powieści jest zbliżony do Morderstw w Midsomer i kryminałów Agathy Christie, a Galbraith tym razem nie oszczędza światka wydawniczego. Sama zagadka kryminalna jest... dość oczywista i domyśliłam się kto zabił, kiedy Galbraith wprowadził tę osobę "na scenę".
 
Trzecie spotkanie ze Strikiem i jego dzielną partnerką to Żniwa Zła. Ta część jest bardzo mroczna, a czytelnik dostaje nie lata orzech do zgryzienia, ponieważ podejrzanych jest aż trzech. Zniknął (niestety) klimat powieści lekkich detektywistycznych, a w zamian mamy brutalny dreszczowiec z elementem "mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet". Galbraith świetnie dobrał soundtrack - morderca ma fioła na punkcie zespołu Blue Öyster Cult.

Wielkim zaskoczeniem dla mnie było, że imię Cormoran nie pochodzi od nadwodnego ptaka (po angielsku cormorant), tylko od olbrzyma z kornwalijskiej legendy. W każdym razie ładnie by pasowało - Robin (rudzik), Cormoran i Kukułka. 
Jeżeli czytaliście Harry'ego Pottera pamiętacie częste cytowanie Proroka Codziennego - i w Strike'u mamy częste wyimki z prasy wplecione w intrygę. Jeżeli rozdawałabym plusy i minusy to minus (ale taki maleńki) za wyświechtany trick z wizytówką w pierwszej części, a duży, ale to ogromny plus za postać Robin - to silna, mądra i oryginalna bohaterka. Powieści Galbraitha bardzo polecam, bo to naprawdę dobrze napisane książki i widać w nich warsztat szlifowany przez lata. 

Niedawno gruchnęła informacja, że Rowling jest w pisarskim ciągu i obiecuje nam dwie nowe powieści, w tym jedną o Cormoranie. A BBC wyczuwając pismo nosem już kręci serial, na który fani czekają (w rolę detektywa wciela się Tom Burke, a Robin będzie grała Holliday Grainger).
 



* będę się trzymała męskiej formy i w poście będę pisała o TYM Galbraithcie, nie o JK Rowling.

Front burzowy - Jim Butcher

Na fali zainteresowania przygodami czarodziejów (Harry Potter) zabrałam się za długo odkładaną serię Akta Harry'ego Dresdena Jima Butchera. Parę ładnych lat temu oglądałam serial oparty na serii, który zachęcił nas do kupienia książek - mąż przeczytał je od razu, a ja zwlekałam. 

żródło: LubimyCzytac.pl

Front burzowy to klasyczne urban fantasy o magu detektywie wplątanym w zagadkowe morderstwa; Dresden lawiruje między światem niemagów, czyli zwyczajnych ludzi i niesamowitych stworzeń: tworzy pułapkę na elfy, mieszka z duchem powietrznym Bobem zamkniętym w spreparowanej czaszce, spotyka się z wampirzycą prowadzącą dom publiczny. Czytelnik zostaje także wprowadzony w reguły rządzące światem Dresdena - porządku strzeże Biała Rada, a 7 skodyfikowanych praw nie daje furtki chcącym nadużyć mocy. Ze strony niemagów na straży porządku stoi policjantka Karrin Murphy, która darzy Harry'ego zaufaniem, chyba jako jedyna w policyjnym światku. 

Pomysł jest naprawdę przedni i byłam skłonna prześledzić cała serię - choć Butcher wydał kilkanaście książek, w Polsce ukazało się na razie 9. Dresden, trochę stylizowany na Chandlerowskiego Marlowa, wydaje się podobnie cyniczny i sponiewierany życiem, tak samo wiąże koniec z końcem oczekując na kolejne zlecenie od klienta, bo jako prywatny detektyw-mag, powiedzmy szczerze, nie ma zbyt wielu ofert. 

Butcher oferuje całe uniwersum złożone z duchów, wampirów, demonów, wilkołaków, etc., systematyzuje i tłumaczy. I wszystko byłoby dobrze, gdyby... Butcher potrafił pisać. Niestety powieść pisana jest w pierwszej osobie i czytelnicy muszą znosić smędzenie Dresdena. Miejscami autor piekielnie przynudza, przez co cała akcja zwalnia jak pociąg towarowy przed przejazdem. Może Rowling i Gaiman mnie zbyt rozpieścili, żebym doceniła Akta Harry'ego Dresdena; w każdym razie o ile może wrócę kiedyś do serialu, to do książek raczej nie. 

Polki, które zadziwiły świat - Joanna Puchalska

Polki, które zadziwiły świat to 13 portretów mniej znanych, a wartych przypomnienia życiorysów kobiet, które swoją odwagą i determinacją pokonały przeciwności losu. Można wyodrębnić dwa nurty, którymi autorka, Joanna Puchalska kierowała się przy wyborze historii – pierwszy to kobiety czasów wojny, kurierki, łączniczki, żołnierki, więźniarki, drugi nurt skupia się na czasach pokoju, gdzie kreatywność kobiet nie ma granic. 
źródło: LubimyCzytac.pl


Pełne anegdotek i ciekawych, niekiedy mało znanych faktów historycznych rozdziały poszeregowane są chronologicznie. Puchalska zaczyna od dzielnej Anny Doroty Chrzanowskiej, uczestniczącej czynnie w obronie twierdzy Tremblownia (1675 rok). Porównuje małżeństwo Chrzanowskich do postaci Michała i Basi Wołodyjowskich. W dalszej części książki natrafiamy na życiorys Anny Henryki Pustowujtówny, żołnierza powstania styczniowego, adiutant Mariana Langiewicza, która dzielnie znosiła znoje życia w kamaszach. Jej sława obiegła ówczesną Europę – jej fotografie w mundurze wystawiano w witrynach, a gazety z wywiadami sprzedawały się na pniu. 

Anna Henryka Pustowójtówna w mundurze powstańczym 1863. źródło: wikipedia.org

Janina Lewandowska, jest kolejną kobietą o niezłomnym charakterze – córka generała Józefa Dowbora-Muśnickiego chciała występować na kabaretowych scenach, ale los sprawił, że porzuciła karierę sceniczna na rzecz… lotnictwa. Potrafiła nie tylko pilotować samolot, ale także skakała ze spadochronem. W sierpniu 1939 dostała kartę mobilizacyjną; wzięta do niewoli niedługo potem przetrzymywana była w obozie w Kozielsku. Jest jedyną kobietą straconą przez NKWD w Katyniu. Jej młodszą siostrę rozstrzelano w Palmirach.

W 1718 przyszła na świat Salomea Regina z Rusieckich Pilsztynowa, lekarka i okulistka lecząca między innymi kobiety z haremu sułtana. Rozdział opiera się po części na pamiętnikach zostawioną przez panią doktor, w których „swobodną polszczyzną” opisywała swoje przygody, które zwrotami akcji przyprawiają o zawrót głowy i są niemalże gotowym scenariuszem do filmu!

Inną kobietą nauki jest wymieniona przez Puchalską Alicja Dorabialska, pierwsza kobieta profesor na Uniwersytecie Lwowskim. Jej inspiracją było życie i praca Marii Skłodowskiej-Curie, u której odbywała staż. Od najmłodszych lat przejawiała niezwykły głód wiedzy i niezłomny charakter. W czasie okupacji udzielała się w tajnych kompletach, ucząc miedzy innymi sławnego z książki Kamińskiego „Zośkę”.


Izabela Czartoryska, portret pędzla Aleksandra Roslina z 1774 roku, źródło: wikipedia.org

Warto zwrócić uwagę na życiorys Izabeli z Flemmingów Czartoryskiej, której lata życia przypadają na czasy rokoka i oświecenia. Była założycielką pierwszego w Polsce muzeum, ochoczo urządzała przedstawienia i żywe obrazy, w których brała udział. Opublikowała szereg poradników dotyczących pielęgnacji ogrodu i urządzaniu wnętrz, dbała również o dobro i edukację okolicznych mieszkańców zakładając szkołę powszechną i zawodową. Izabela Czartoryska jest przykładem kobiety mądrej i niezależnej. Można powiedzieć, że jej spuściznę kontynuowała córka, Maria Wirtemberska, sławna pisarka ówczesnej Polski.

W Polkach, które zadziwiły świat znajdziemy równie pasjonujące życiorysy Wandy Ossowskiej, kurierki i łączniczki związanej z konspiracyjnym podziemiem Lwowa, Haliny Konopackiej, sławnej medalistki olimpijskiej w lekkoatletyce, Beaty Obertyńskiej, poetki i więźniarki łagru, Cezarii Iljin-Szymańskiej, powstańca i architekt, związanej przez całe życie z Warszawą, która po wojnie pomagała odbudować, a także malarki Marii Anto, znanej niestety bardziej za granicą niż w Polsce, co mogło być spowodowane jej działalnością antypartyjną.

Chociaż brakuje mi w zestawieniu Modrzejewskiej, Sendlerowej czy Negri rozumiem i popieram decyzję Puchalskiej, by uhonorować mniej znane bohaterki. Ich losy stanowią piękny obraz kobiecej siły, determinacji i niezłomności, które warto naśladować.

Podcast audycji z radiowej Dwójki Niewolnicy i spadochrony, czyli losy odważnych Polek (wywiad z Joanną Puchalską)

Za egzemplarz recenzencki dziękuję serdecznie wydawnictwu Muza.

Dziewczyna z pociągu - Paula Hawkins

Dziewczyna z pociągu jest wspaniałym produktem marketingowym, ale bardzo średnim thrillerem. Hawkins mówi o naszej kondycji, jako społeczeństwa, nie ważne, że rzecz dzieje się w Wielkiej Brytanii, bo przemoc wobec kobiet, przemoc domowa jest poważnym problemem na całym świecie. 

źródło: LubimyCzytac.pl

Alkoholiczka Rachel po rozwodzie z Tomem pomieszkuje u przyjaciółki. Rano, jak zwykle wybiera się do pracy pociągiem ósma cztery… z tym, że nie pracuje już od jakiegoś czasu. U kobiety pogłębia się depresja, kiedy widzi swoją następczynie, Annę z dzieckiem. Z dzieckiem, którego nie mogła dać Tomowi. Równocześnie zza okna wagonu obserwuje parę idealną, i ogrzewa się w blasku ich idealnego życia. Jednakże pozory mylą i nic nie jest takie, jakie się wydaje. Dochodzi do tragedii i tylko Rachel mogłaby pomóc, gdyby nie zaniki pamięci.

Historia jest dość prosta. Mamy raczej do czynienia z dramatem kameralnym niż kryminalnym. Może czytałoby się to dobrze, ale język jest prosty jak dla sześciolatka i od pierwszych stron właściwie można się domyślić, co się wydarzy. Rachel jest wykreowana na bohaterkę złamaną, doświadczoną, która ma odbić się od dna, odegrać ważną rolę, ale jest irytująca i natrętna jak końska mucha; ma prawo być słaba, przecież jej przeżycia każdego uczyniłyby słabym, ale jakoś nie mogłam się zmusić, by jej współczuć.

Filmu jeszcze nie widziałam, ale zamierzam. Lubię Emily Blunt i jestem ciekawa, czy ożywiła postać Rachel.

Wyspa klucz - Małgorzata Szejnert

Rodzinna legenda głosi, że wuj Poldek stracił w Ameryce nogę. To zawsze była dla mnie przestroga przed tramwajami, bo – prawdopodobnie przez gapiostwo – noga utkwiła mu w szynach, a tramwaj ją skutecznie amputował. Ale za sprawą Wyspy klucz Małgorzaty Szejnert zaczęłam patrzeć na wuja Poldka zupełnie inaczej – jakiej trzeba odwagi i samozaparcia by płynąć do Ameryki na początku ubiegłego wieku!

Przez niemal wiek imigranci chcący zacząć nowe życie w Stanach Zjednoczonych zmuszeni byli przechodzić żmudne kontrole na wyspie Ellis. Wysepka początkowo miała niewiele ponad trzy akry, a jej nazwa pochodzi od nazwiska jednego z właścicieli: Samuel Ellis kupił ten kawałek piachu w 1773 i prawdę mówiąc sam nie wiedział, co miałby z tym zrobić. Teren ten pierwotnie należał do Indian z plemienia Lenni Lenape, a nazywali ją wyspą mew, lub później wyspą ostryg. Kiedy indziej zaś do wyspy przylgnęła etykietka wyspy wisielców, ponieważ wieszano na niej piratów.

Pod koniec XIX-go wieku Ellis Island stała się wrotami do raju Stanów Zjednoczonych. To tu działał ośrodek przyjmowania imigrantów. W miarę upływu czasu wyspa rozrastała się; powstawały na niej kolejne obiekty, takie jak dormitorium, wielooddziałowy szpital, a także niewielki park. Jednakże to, co miało działać jak dobrze naoliwiona maszyna zaczęło szwankować – ośrodek miał na celu selekcję uchodźców w celu odsiania elementu niepożądanego: w czasach międzywojennych emigrant mógł być odesłany nie tylko z powodu podejrzenia o chorobę zakaźną, taką jak gruźlica czy jaglica, czy niemoralnego prowadzenia, ale i podejrzenia o przynależność do ugrupowań socjalistycznych. Wprowadzono również przepis o zakazie wjazdu osób, które nie mają dziesięciu dolarów na utrzymanie i ewentualna podróż (niekiedy było to ustawowe pięć dolarów); również odmawiano wjazdu robotnikom kontraktowym, oraz… Chińczykom.
Imigranci w kolejce do badań i przesłuchań, 1904 r. źródło: wikipedia.org

Reportaż Małgorzaty Szejnert jest również poświęcony pamięci osób, które pracowały na wyspie: z wielkim oddaniem i dla dobra przypływających do Ameryki komisarzy wyspy, szeregowych pracowników, matron (żeńska pomoc, dziś można by powiedzieć, że to pewnego rodzaju wolontariuszki, czy pracownice socjalne), wśród których znaleźli się między innymi John. B. Weber, William Williams, czy Robert Watchorn. Jednym z zatrudnionych na wyspie był Fiorello la Guardia, późniejszy wieloletni senator, którego imieniem nazwano port lotniczy. Do dziś możemy oglądać przewspaniałe fotografie wykonane przez Augustusa Shermana; jego dorobek jak na ćwierć wieku pracy na Ellis jest zaskakująco niewielki, bo zaledwie dwieście pięćdziesiąt zdjęć. Ale zachwycają one klimatem i są niezwykłym dokumentem etnograficznym; widać na nich nowo przybyłych wystrojonych w niedzielne ubrania podróżnych, większość ma na sobie stroje ludowe, które już niedługo ustąpią miejsca miejskim sukienkom i ubraniom roboczym.
Przybycie na Ellis, ok. 1908 (zdjęcie wykonane przez Lewisa Hine'a), domena publiczna, źródło; wikipedia.org

Wyspa Ellis musiała widzieć wiele bólu, ale i wiele szczęścia – połączone po latach rozłąki rodziny, jak rodzina Jagielskich: Józef Jagielski na przełomie wieków pisał do żony by do niego dołączyła; niektórzy już zadomowieni dawali listownie rady, co zabrać i jak się zachować, wysyłali szyfkarty, które podobnie jak list do Franciszki Jagielskiej nigdy nie dotarły, bo korespondencję zatrzymywała carska cenzura. Jednakże Franciszka dołączyła do Józefa po ponad dwudziestu latach rozłąki, kiedy ich dzieci dorosły i usamodzielniły się. „W latach 1892-1954 do portu nowojorskiego – pisze Szejnert – przypłynęło ponad szesnaście milionów sześciuset imigrantów (…) Ponad sześciuset dziesięciu tysiącom odmówiono wstępu do Stanów Zjednoczonych.” Jak wiele rodzin rozdzielono, jak wiele marzeń podeptano?

Nie wiem, jak ułożyły się losy wuja Poldka, prócz rodzinnej anegdotki nie zostało nic, co by zaświadczało o jego życiu, podejrzewam że ze znaczną częścią imigrantów chcących śnić amerykański sen jest podobnie. Po ośrodku na wyspie Ellis pozostało muzeum, pełne artefaktów z życia pomiędzy światami: starym, europejskim, i tym nowym, przepojonym niekiedy płonnymi nadziejami.

Zaśpiewaj mi książkę, czyli o piosenkach inspirowanych literaturą

Literatura inspiruje! I to nie tylko filmowców. Muzycy również czerpią po książkowe klimaty, które dają im impuls do napisania świetnych piosenek. Literatura, szczególnie poezja od zawsze była kojarzona z muzyką, wystarczy wspomnieć pieśni romantyczne do słów najwybitniejszych poetów. Pop i rock również korzystają poprzez to, że tekściarze sięgają po literaturę. Gdyby nie te inspiracje nie mielibyśmy takich świetnych piosenek jak:

Postać z Dickensowskiego Davida Copperfielda, Uriah Heep stała się nazwą brytyjskiego prekursora heavy metalu. Podobnie jak słynny zespół The Doors zaczerpnął nazwę z Drzwi percepcji wspomnianego już Aldousa Huxleya. Widać w latach 60/70 kapele zakładali ludzie oczytani - John Kay postanowił nazwać grupę Steppenwoolf po Wilku stepowym Hessego. Jeżeli nazwa Veruca Salt z czymś się Wam kojarzy, to spieszę donieść, że to nie tylko nazwa brytyjskiej grupy muzycznej, ale i postać z Charliego i fabryki czekolady. Camus nie tylko inspirował Obcym - Upadek dał nazwę brytyjskiej kapeli post-punkowej The Fall. Kultowa formacja Marillion zapożyczyła nazwę z Tolkienowskiego Silmarillionu. Mechaniczną pomarańczą Anthony'ego Burgessa inspirowali się Moloko (młodzieżowe słowo określające mleko) oraz zapomniana grupa z lat 80-tych Heaven 17 (nazwa wspominanej w powieści grupy muzycznej). 
Oczywiście takich odniesień jest mnóstwo i można prowadzić obszerne badania nad wpływem literatury na muzykę. A może macie jakieś swoje ulubione piosenki inspirowane powieściami?

Ethan Frome - Edith Wharton

Nowela amerykańskiej pisarki Edith Wharton to klasyczny melodramat o miłosnym trójkącie. Akcja rozgrywa się na początku XX-go wieku w małym miasteczku Starkfield w stanie Massachusetts. Tytułowy Ethan Frome jest okaleczonym mężczyzną w średnim wieku, którego poznajemy oczami przybysza z miasta, inżyniera, który ze strzępków rozmów, odprysków wspomnień miejscowych rysuje sobie obraz tajemniczego mężczyzny. Dowiaduje się niewiele: wiele lat temu zdarzył się jakiś potworny wypadek, z którego From wyszedł chromy na ciele i na duchu. Ale From nie jest upośledzony; choć odpowiada monosylabami i stroni od ludzi (z wzajemnością), to wykazuje cechy człowieka inteligentnego, ba, nawet można podejrzewać, że wykształconego. I tak też było w rzeczywistości. Akcja opowiadania przenosi nas płynnie w czasy sprzed tajemniczego wypadku, niemal ćwierć wieku wcześniej, kiedy to Ethan Frome, były student inżynierii żyje na rodzinnej farmie z niedomagającą żoną Zeeną. Zeenie w gospodarstwie pomaga Mattie Silver, młodziutka i pełna życia kuzynka. Ethan odnajduje w niej nie tylko witalność, której brak jego cierpiącej z urojenia żonie, ale i serce, którego Zeena zdaje się być pozbawiona. 


Nowela Ethan Frome została wydana w 1911 roku, 9 lat przed największym sukcesem Wharton, powieścią Wiek Niewinności. Edith Wharton przyszła na świat w 1862 roku, jak większość pisarek tamtego okresu pochodziła z zamożnego domu i obracała się w środowisku ówczesnej bohemy. Dość wcześnie chwyciła za pióro i już w 1887 roku zadebiutowała jako poetka. Szybko się okazało, że Wharton na poezji nie poprzestanie i oprócz opowiadań, powieści i nowel pisała książki z zakresu dekorowania domu i ogrodu, a także eseje podróżnicze. Była trzykrotnie nominowana do literackiej Nagrody Nobla, a za wspomniany już Wiek Niewinności została uhonorowana Nagrodą Pulitzera. 

Początkowo Ethan Frome była nowelką pisaną jako ćwiczenie w języku francuskim, a oparta została na prawdziwym wypadku, w którym zginęła jedna dziewczyna, a trzy pozostałe i jeden człopak odnieśli liczne rany. 


Choć nazwałam Ethana Frome'a klasycznym romansem jest to raczej gorzka opowieść o zaprzepaszczonych szansach, zmaganiu z losem i ironii ślepej fortuny. Co mnie najbardziej ujęło w książce to te maleńkie znaki znamionujące głębokie uczucie - bez słów, jedynie gesty, spojrzenia, karty powieści aż buzują od nagromadzonych uczuć. Kiedy Zeena świadoma uczucia, które Ethan żywi do Mattie chce odesłać dziewczynę, a na jej miejsce zatrudnić kogoś innego, wraz z Ethanem odczuwamy panikę, rozpacz i niemożność przezwyciężenia przeciwności losu. Całość okraszona dwiema stopami śniegu, który, jak można odnieść wrażenie, zalega również na charakterach mieszkańców czyniąc ich stoicko spokojnych, niemalże bezdusznych. Jeffrey Lilburn uważa, że to, co spotkało Mattie w konsekwencji jest alegorią okrutnego losu kobiety końca XIX-go i początku XX-go wieku. 

 W 1993 na ekrany kin wszedł film Ethan Frome z Liamem Neesonem w roli tytułowej. Choć inżyniera zastąpiono pastorem, a Mattie "przefarbowano" z szatynki na blondynkę, obraz pozostaje wierny pierwowzorowi pod względem klimatu nostalgii i smutku.

Jak zreperować zniszczoną książkę, by była jak nowa?

Jak domowym sposobem skleić naderwane strony? Z pewnością spotkaliście się z podobnym problemem: naderwana, bądź całkowicie oderwana strona książki, która darzycie sentymentem. Co zrobić w takim wypadku? 


Najprostszym rozwiązaniem byłoby sięgnięcie po taśmę klejącą, ale nie dosyć, że ma ona nieodpowiednie ph, to szpeci, więc w konsekwencji zamiast naprawić nasz zniszczony egzemplarz tylko byśmy pomnożyli straty. Spotkałam się również z nalepianiem pasków papieru – blisko, ale też pudło! – pasek nieprzezroczystego papieru całkowicie zaklei nam tekst i wygląda dosyć nieelegancko. 
Nieumiejętnie "naprawiona" książka

Ale jest łatwe rozwiązanie naszego problemu: bibułka specjalnie przeznaczona do ubytków i rozdarć. Takie taśmy można kupić w wielu sklepach specjalizujących się w produktach dla bibliotek, ale jako osoba prywatna nie miałam problemu z nabyciem bibułki, na której mi zależało. Dzisiaj możemy wybierać w mnogości artykułów do reperacji książek, w sprzedaży są dostępne produkty bezkwasowe i łatwe w użytku:
  • taśmy papierowe aktywowane wodą,
  • taśmy papierowe transparentne samoprzylepne,
  • bibułki japońskie transparentne z klejem aktywowanym termicznie,
  • taśmy tekstylne lub folie do wzmacniania grzbietów,
  • taśmy do wzmacniania wewnętrznej części książek. 

Zdecydowałam się na bibułkę japońską termo po przeczytaniu kilku wartościowych opinii. Kupiłam ją do naprawy książek naprawdę starych, niekiedy ponadstuletnich. Ale z powodzeniem można stosować je w książkach nowych. 
Mimo tego iż bibułka wymaga użycia źródła ciepła – w tym przypadku żelazko nastawione na ** z wyłączoną parą! – jest prosta w obsłudze i daje zadowalające efekty. Wystarczy przyciąć, przyłożyć, przejechać żelazkiem i gotowe! Książka uratowana! 

Transparentna bibułka do naprawy książek termo
Rozdarta książka przed reperacją i po użyciu taśmy
 

Kobieta w czasach katedr - Régine Pernoud

Francuska badaczka średniowiecza, Régine Pernoud, kultową już pozycją Kobieta w czasach katedr udowadnia, że średniowiecze było zupełnie inne niż utarte stereotypy. Jej praca rzuca światło na wiele aspektów życia społecznego i kultury średniowiecznej Europy. Wydana po raz pierwszy w 1980 roku książka (polskie wydanie 1990 r.) doczekała się kolejnych wydań i wciąż jest na liście najpoczytniejszych pozycji dotyczących średniowiecza, a także jedną z najpopularniejszych książek o historii kobiet.
Kobieta w czasach katedr - Regine Pernoud. źródło: LibimyCzytac.pl

W starożytności kobiety i niewolnicy byli traktowani jak przedmioty; ojcowie mieli prawo pozbywać się nowonarodzonego dziecka zgodnie z prawem, jeśli urodziło się wątłe lub płci żeńskiej. Kiedy chrześcijaństwo zaczynało przybierać na sile, kobiety zaczynały wyzwalać się spod hegemonii ojców zostając wybrankami Jezusa - nie była to czcza egzaltacja, tylko praktyczne podejście do życia: nie chciały, by mężczyzna narzucał im swoją wolę, nie chciały spod jurysdykcji ojca przechodzić pod nie zawsze opiekuńcze skrzydła męża - niczym rzecz.

Pernoud podkreśla emancypacyjny charakter chrześcijanizmu zaczynając stwierdzeniem niezaprzeczalnego faktu, że to kobiety właśnie, chrześcijanki, "nawracały" swoich pogańskich mężów zasiadających na tronach Europy, jak Klotylda, która "nawróciła Francję" - Chlodwig, potężny władca Franków przyjął chrześcijaństwo w około 500 roku za namową i staraniami Klotyldy.
św. Hildegarda z Bingen. źródło: wikipedia.pl

Wówczas także narodził się nowy typ kobiety: zakonnica. Rzymska wdowa, Fabiola (późniejsza święta) zaczęła prowadzić szpital, a Paula Rzymianka prowadziła klasztor kształcąc pokolenia mniszek, oczywiście w tym zestawieniu nie mogło zabraknąć świętej Hildegardy z Bingen, której kult trwa po dziś dzień. Pernoud wylicza liczne kopistki pracujące nad rękopisami, uczone, a także podkreśla koedukacyjny charakter ówczesnych przyklasztornych szkół.

Najciekawsze rozdziały poświęca Pernoud życiu rodzinnemu, wyliczając niekiedy wiernie sprzęty potrzebne w średniowiecznym domostwie, pokazuje jak ubierały się chłopki, a jak mieszczanki, a jakie bajeczne toalety nosiły damy dworu. Przypomina o urządzeniach, takich jak kołowrotek czy młyn, szkło okienne, twarde mydło, komin i guziki, które dosłownie zrewolucjonizowały życie, co opatruje spostrzeżeniem, iż "w epoce feudalnej, właśnie kobieta była pierwszą użytkowniczką wszystkich tych udogodnień". 

Ówczesna kobieta ma także miejsce w życiu wspólnoty i może podejmować czynności prawne, które w późniejszych wiekach były zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn, a także zajmuje się zarobkowo pracą - pracują panny, wdowy, a mężatki współpracują w rodzinnych interesach. W księdze z 1297 roku jest wymienionych ponad 150 zawodów, takich jak: balwierka, prządka jedwabiu, piekarka, młynarka, bieliźniarka, kuśnierka szyjąca futra, sklepikarka, płatnerka, gobeliniarka, ale księga wylicza także introligatorkę, czy księgarkę. Warto odnotować, że Pernould wspomina także o pewnej sportsmence, która w piłce (jeu de paume) nie ma sobie równych wśród mężczyzn!
Christine de Pisan - pierwsza francuska pisarka. źródło: wikiperia.org

Część książki poświęcona jest oczywiście władczyniom oraz kobietom wpływowym feudalnej Europy, które "wcale nie starały się kopiować ani naśladować męskich wzorców". Wykształcone i pewne siebie kobiety, nawet kiedy usuwały się w cień, były poważanymi zakonnicami, których głos liczył się przy podejmowaniu ważnych decyzji.

Kiedy sprzyjające kobietom czasy katedr chyliły się ku końcowi, nastały czasy innych katedr, uniwersyteckich, wrogich kobietom przez następne pięć wieków. Kobiety nie były przyjmowane na uniwersytety, a bez dyplomu wiele z nich nie mogło leczyć, czy studiować teologii. Również literatura oświecenia stała się wybitnie antyfeministyczna z jej pamfletami na życie małżeńskie, choć przecież na przełomie XIV i XV wieku tworzyła jedna z pierwszych francuskich pisarek, Christine de Pisan.
Joanna d'Arc. 1412-1431. źródło: wikipedia.pl

Pernoud kończy książkę dwoma przykładami wybitnych kobiet swojej epoki - Katarzyny ze Sieny oraz Joanny d'Arc, której nie mogło w książce zabraknąć. Ta pierwsza została wybitnym teologiem, świętą, jedną z najbardziej wpływowych kobiet tamtego okresu. Druga z wymienionych jako młoda kobieta została stracona w groteskowym procesie mającym pokazać jedynie, że zdaniem mizoginistycznej hierarchii kościelnej kobieta nie powinna równać się z mężczyzną...

Woodside, Or Look, Listen and Learn - Caroline Hadley (1893r.)

Jedną z perełek w mojej kolekcji jest przepięknie wydana książeczka dla dzieci Woodside, or Look, Listen & Learn autorstwa Caroline Hadley. 
Woodside, or Look, Listen & Learn autorstwa Caroline Hadley.

Niestety, mimo najszczerszych wysiłków nie udało mi się ustalić nic więcej o autorce ponad to, co przeczytałam na stronie tytułowej – Hadley jest autorką „Children’s savings”, „Stories of old”, „Stories of the Apostles” i in. 


Ta klasyczna czytanka wydana została w 1887 (moje wydanie pochodzi z 1893 roku) i jak na tak wiekową książkę jest w idealnym stanie. 

Książka składa się z dziesięciu opowiadań o trójce rodzeństwa przebywających u dziadków na wsi, Woodside okraszona jest ślicznymi rycinami, których z frontyspisem jest osiem. Język użyty przez Hadley jest prosty i przyjemny i sympatycznie czyta się to – dla wprawy – na głos. 

Harry Potter i przeklęte dziecko - J. K. Rowling

Kiedy w 2013 roku gruchnęła informacja, że w londyńskim Palace Teatre będzie wystawiana sztuka osnuta wokół uniwersum Harry'ego Pottera świat dosłownie oszalał! Dwuczęściowy westendowy spektakl został napisany przez Jacka Thorpe'a, ale temat i fabułę "podrzuciła" J. K. Rowling. Jak donosi The Independent, "w ciągu ośmiu godzin sprzedaży uprzywilejowanej rozeszło się 175 tysięcy biletów". Niektórzy zarzucali autorce pazerność z powodu dzielenia przedstawienia na dwa, inni zaś grymasili z powodu odtwórczyni roli Hermiony, ale jedno nie pozostawia złudzeń: Harry Potter i przeklęte dziecko to wyjątkowe wydarzenie! 

W zeszły weekend, dokładnie 22 października, odbyła się polska premiera dramatu - bowiem nowa część Harry'ego Pottera to scenariusz sztuki z klasycznym podziałem na akty i sceny - ale najwytrwalsi fani nie mogąc się doczekać sięgnęli po dostępny również w naszym kraju w większości księgarni oryginał (tym razem zdecydowałam się na tłumaczenie). Z okazji premiery odbyły się liczne eventy; gry, zabawy, konkursy i przebieranki. Warto dodać, że wersja książkowa dramatu jest oparta na pierwszej wersji scenariusza teatralnego, a w Wielkiej Brytanii wydawana została w... urodziny Harry'ego, czyli 31 lipca.

Ósmą część Harry'ego kupiłam we czwartek i od razu przeczytałam, co dało mi naprawdę ogromną satysfakcję. Jasne, że wolałabym, żeby Rowling zaadaptowała sztukę tworząc z niej wersję zbeletryzowaną, ale i tak sprawiła mi - i nie tylko mi - ogromną radość z kolejnej możliwości spotkania z ukochanym światem. Nie czytałam żadnych spoilerów, nie dowiadywałam się o fabułę, bo chciałam wszystko odkryć sama. Wiedziałam jedynie, że akcja dzieje się kilkanaście lat po bitwie o Hogwart, kiedy dorasta nowe pokolenie czarodziejów.

Najbardziej zdziwiły mnie relacje Harry'ego z jego drugim synem, Albusem. To słodko-gorzki obraz więzów, jakie łączą dwie skrajnie różne jednostki; oczekiwania, którym Albus nie potrafi sprostać, oraz zaciętość dorosłego Harry'ego - moim zdaniem świetnie napisanej postaci, dojrzałej, z problemami innymi niż przy pierwszych siedmiu częściach. Gorzej napisany jest Ron, który w Przeklętym dziecku jest raczej ośmieszany, a jego zaangażowanie pomniejszone. Nie wiem, czemu tak dużą rolę napisano Drako Malfoyowi (nie cierpiałam gadziny), a tak niewielką Hermionie i Ginny. Najbladziej wypada... Sami wiecie kto. Igraszki z pewnym urządzeniem bardzo przypominają mi fabułę filmu "About a time", choć niektóre fragmenty wydaja się przerysowane i niedorzeczne (jak na przykład ucieczka z pociągu!), choć całość ma sens, bo zakładam, że nie ma osoby która sięga po Przeklęte dziecko nie znając poprzednich części.



Nie będę zdradzała fabuły, bo to zbyt dobra zabawa, choć pewnie część z Was już ma lekturę za sobą. Mam wrażenie, że ta część skierowana jest wyłącznie do osób, które już dawno zakorzeniły się w świecie czarodziejów, być może mają już własne dzieci, a w każdym razie są na tyle dojrzałe, żeby wracać do Doliny Godryka z nostalgią, niemal łezką w oku.

Slow life. Zwolnij i zacznij żyć - Joanna Glogaza

Slow life. Zwolnij i zacznij żyć to książka dla osób poszukujących "własnego ja", swojego prywatnego rytmu życia, oraz chcących celebrować codzienność. 


Autorka popularnego i dobrze przyjętego poradnika Slow fashion. Modowa rewolucja, Joanna Glogaza, tym razem odpowiada na pytanie czym jest slow life? "Czerpie z założeń minimalizmu, ale nie każdy wyznawca slow life to minimalista. To nie jest nowy pomysł na życie, jednak w związku z narastającą potrzebą zmiany na nowo zyskuje popularność. Wiele w nim wpływów starożytnych filozofii, stoicyzmu i epikureizmu, dzieli też podstawowe wartości z największymi religiami świata. Zakłada, że prowadzenie harmonijnego, szczęśliwego życia w zgodzie ze sobą ma zbawienny wpływ nie tylko na nas, ale i na nasze otoczenie. To jest styl życia, w którym stawiamy na jakość, nie na ilość." Troszkę jestem zawiedziona, że zabrakło szerszego omówienia tych "elementów przejętych", ale Glogaza bardzo często podpiera się autorytetami, np. Richardem Feynmanem [fizyk noblista], czy Joshuą Fieldsem Millburnem ["jeden z najbardziej znanych orędowników minimalizmu"]. Książka zawiera również wywiady z "ludźmi z pasją" - ta część niestety zrobiła na mnie wrażenie upchanej przypadkowo.

"Slow life - czytamy dalej - to celebracja indywidualności. To zachęta do zatrzymania się, spojrzenia w głąb siebie i odkrycia, co leży w naszej naturze, co chcemy dać światu, jak chcielibyśmy być zapamiętani." Autorka chciała poprzeć założenia zawarte w książce swoim życiem, ale momentami miałam wrażenie, że powinna jej nadać tytuł "Tajemnica mojego sukcesu. Autobiografia". 

Autorka radzi nam zwolnić tempo życia, zastanowić się nad sobą. Bardzo ważne jest wyznaczanie sobie celów, jeżeli ktoś lubi robić listy, to powinien postępować wedle instrukcji autorki - w książka zawiera krótkie ćwiczenia.

Również kluczowym słowem są "priorytety" - ale priorytety mają to do siebie, że lubią się zmieniać z czasem. I wcale nie uważam rodziny czy posiadania dziecka za odfajkowywanie pozycji z listy oraz wyrzeczenia (strona 87), a także tego, że praca na etacie to złooo (strona 91). Autorce zdarzył się również zabawny kiks: "Jeżeli uwielbiasz robić na drutach, dziergaj w samolocie (...)" - przypominam, że na pokładzie samolotu w bagażu podręcznym nie można mieć nawet pilniczka do paznokci, ale na druty ochrona przymknie oko?

Myślę, że ta książka może inspirować, ale ja po prostu nie jestem jej targetem - Slow Life. Zwolnij i zacznij żyć adresowana jest do dziewczyn przed trzydziestką, które po skończeniu studiów zaczynają swoją ścieżkę kariery w korpo, mogą manifestować na każdym kroku swoje JA; jakoś nie zauważyłam w tym wszystkim pokory wobec świata, która jest istotna w filozofii slow life.

Ale książkę polecam. Polecam osobom młodym, świeżo po studiach, lub studiującym. Jeżeli ktoś po raz pierwszy sięga po ten temat może poczuć ogromną satysfakcję z tej książki. Autorka jest elokwentna, ma dobre pióro, ładnie się to czyta. Joanna Glogaza udziela wielu porad, które adresowane są do zaczynających karierę, szukających związków - sama jest na takim etapie i pisze z doświadczenia. Być może przyjdzie kiedyś czas na Slow Parenting? "Jeśli [książka] zainspiruję choć jedną osobę, zachęci do zmiany jakiegoś drobnego wycinka życia na lepsze albo po prostu humor czy podniesienie na duchu, będę wiedziała, że było warto."

Książki za darmo - on-line i papierowe

Kiedyś popełniłam tekst Za darmo, czyli kultura nic nie kosztuje. Dziś kilka słów poświęcę darmowym książkom - w sieci (online i te do pobrania na własny nośnik) oraz tym papierowym. Istnieje wiele legalnych źródeł, z których garściami można czerpać e-booki i audiobooki. 


E-booki możecie znaleźć przede wszystkim na stronach: 

  • Wolne Lektury - Wolne Lektury to projekt prowadzony przez fundację Nowoczesna Polska. Reprodukcje cyfrowe wykonane przez Bibliotekę Narodową, Bibliotekę Śląską i Bibliotekę Elbląską z egzemplarzy pochodzących ze zbiorów tych instytucji. Można czytać on-line lub wybrać pdf, mobi, czy epub. Wśród perełek literatury polskiej i światowej można znaleźć między innymi: Don Kichota z La Manchy, Boską Komedię, Germinal, wiele lektur w tym Przygody Tomka Sawyera, czy Jądro Ciemności. Zresztą  możecie przekonać się sami przeszukując zasoby sami.


  • Polona - Polonę już polecałam jako jedną z najlepszych stron, jakie znam i najczęściej przeze mnie odwiedzanych. [Polona - najlepsza strona z zasobami cyfrowymi] Polona udostępnia literaturę, nuty, mapy, druki ulotne, gazety i fotografie sprzed lat. Posiada wygodny, intuicyjny interface, dzięki czemu łatwo i sprawnie możemy odszukać pożądane przez nas treści. Lwia cześć jest objęta domena publiczną -niektóre komercyjne portale mają dział z darmowymi książkami, za niektóre trzeba symbolicznie zapłacić. Nie będę wymieniała oczywiście każdej witryny, ale wystarczy wejść w zakładkę "darmowe" i przekonać się, czym dana platforma dysponuje. 

  • Ibuk Libra - o tej platformie pisałam jakiś czas temu [Ibuk libra - czym to się je?]. "Platforma IBUK Libra to dostępny dla instytucji i firm największy zbiór elektronicznych publikacji renomowanych polskich wydawnictw." Można z niej korzystać po zalogowaniu, najlepiej przez bibliotekę miejską lub uczelnianą.

  • Projekt Gutenberg - ponad 50 tysięcy darmowych e-booków zawierających teksty nieobjęte prawami autorskimi lub z prawami wygasłymi. Większość w języku angielskim, ale skoro jest to projekt międzynarodowy, znajdzie się i język polski.


Audiobooki możecie znaleźć na stronach:



W realnym świecie za darmo książki poczytacie dzięki:
  • Bibliotekom - zapisanie się jest darmowe (można zapisać dziecko niezależnie od wieku! - sama zapisałam synka jak miał pół roku), książki wypożycza się przeważnie na 28 dni z możliwości a ich przedłużenia o kolejne 28 dni. Dzisiejsze biblioteki to także centrum spotkań lokalnej społeczności i miejsce spotkań literackich. Półki biblioteczne uginają się od nowości, a książki trudno dostępne, chodliwe można zamawiać on-line bądź telefonicznie. Biblioteki wypożyczają książki także osobom niewidzącym i słabowidzącym, które można odtworzyć za pomocą czytaka.
    Czytak - urządzenie przystosowane do obsługi przez osoby niewidome i słabowidzące

Możecie także wziąć udział w akcjach takich jak:
  • Bookcrossing - 16 czerwca obchodzony jest dzień Wolnych Książek. Z tej okazji w wielu instytucjach kultury, ale i na skwerach można znaleźć książki, które ot tak, po prostu można wziąć i przeczytać - oczywiście fajnie by było, żeby książka krążyła dalej, a jeśli spodoba się czytającemu, niech wyśle w świat jakąś inną, której nie czyta. 
  • Swap/ wymiana - biblioteki, oraz stowarzyszenia organizują wszelkie wymiany. Zasada jest jedna: wynosisz tyle książek, ile przyniosłeś. Polecam wymiany ŚBK!
  • Konkursy, rozdawajki, Candy - organizowane praktycznie wszędzie: w lokalnych gazetach, na blogach, w audycjach radiowych. Potrafią naprawdę zasilić domową biblioteczkę! 
  • [Awiola w komentarzu poniżej zwróciła uwagę jeszcze na:] portale Graty z chaty / OLX z zakładkami "oddam za darmo". 
Czy jest coś, co pominęłam? Oczywiście celowo nie wspomniałam o książkach otrzymywanych od wydawnictw w celach recenzyjnych, ponieważ trwa zażarta dyskusja, czy współpraca to praca, a jeśli tak, to czy formą wynagrodzenia jest książka, czy nie?

The Revenant - Zjawa - Michael Punke

W 1997 roku prawnik i dyplomata, Michael Punke, wybrał się w kolejny biznesowy lot. Ma zwyczaj umilać sobie czas przelotu lekturą, tym razem wybór padł na książkę historyczną opisującą życie trapera sprzed niemal dwustu lat. Postać Hugh Glassa, trapera i myśliwego tak zafascynował dyplomatę, że ten postanowił poświęcić swoje rzadkie wolne chwile na opisanie jego życia. Książka Zjawa. Opowieść o zemście została ostatecznie wydana w 2002 roku i od razu stała się sukcesem, co zaowocowało sprzedażą praw do sfilmowania powieści. Historia myśliwego i człowieka amerykańskiego pogranicza doczekała się już raz odsłony w postaci filmu z Richardem Harrisem [film nosił tytuł Man in the wilderness], jednakże to film z 2015 roku z nagrodzonym za rolę Glassa Leonardem DiCaprio zaprezentował szerszej publiczności niezwykłe losy trapera - film Alejandro Gonzáleza Inárritu jest bowiem oparty o wątki książki Punkego. 


Co tak zafascynowało dyplomatę? Hugh Glass przyszedł na świat prawdopodobnie w 1783 roku w Pensylwanii jako syn potomków szkockich i irlandzkich osadników. O jego wcześniejszym życiu niewiele wiadomo; prawdopodobnie przez jakiś czas był piratem, później związał się z Indianka z plemienia Paunisów. W czasie ekspedycji zorganizowanej przez Kompanię Futrzarską Gór Skalistych (Rocky Mountain Fur Company - trudniła się na masową skalę odstrzałem zwierząt futerkowych) traper odłączył się od towarzyszy, prawdopodobnie idąc na zwiady natrafił na niedźwiedzicę grizzly, która niemal zmasakrowała mężczyznę. Glass nie pozostał zwierzęciu dłużny i śmiertelnie ugodził je nożem; będący w pobliżu towarzysze Glassa, Fitzgerald oraz Bridger, dobili rozdrażnione zwierzę. Glass w stanie agonalnym opóźniał dalszy marsz, więc postanowiono, że wspomniani Fitzgerald i Bridger zostaną z Glassem do chwili jego śmierci, by sprawić mu godny pochówek. Jednakże nie wiadomo, co tak naprawdę powodowało mężczyznami, że półżywego człowieka wrzucili do grobu skazując go na nieludzki los. Glass jednak musiał mieć wyjątkowo silną wolę przeżycia, ponieważ wyczołgał się z grobu i zaczął się przemieszczać w kierunku Fortu Kiowa (setki kilometrów niezbadanych terenów rojących się od zagrożeń ze strony zwierząt oraz Indian, nie zawsze pokojowo nastawionych) żywiąc się korzonkami, oraz padliną bizona.
Ilustracja z ówczesnej gazety; źródło: wikipedia

Przy okazji czytania Podróży z Charleyem natrafiłam na wzmiankę o ekspedycji Lewisa i Clarka - w Zjawie naturalnie również pojawia się odniesienie do tej legendarnej wyprawy. Ekspedycja badawcza dzikimi ostępami Ameryki Północnej miała na celu wytyczenie nowego szlaku na Zachód; przyniosła niezwykle dokładne mapy i wniosła ogromną wiedzę na temat niezbadanych obszarów przede wszystkim Luizjany (zajmującej wówczas około 1/3 dzisiejszych Stanów!) świeżo odkupionej przez Anglików od Francuzów za 15 milionów dolarów.

Film zrobił na mnie oszałamiające wrażenie. Przedstawienie walki człowieka ze zwierzęciem zwaliło mnie z nóg i wiedziałam, że muszę przeczytać książkę. Traf chciał, że miałam okazję przeczytać ją w oryginale. Jestem zafascynowana żywym językiem opowieści i surowymi, dosadnymi opisami, które serwuje Punke. Choć, jak już wspomniałam, o życiu Glassa nie wiemy zbyt wiele, autor pięknie nadbudował to, co zatarł czas, dzięki temu motywy i działania bohaterów nie zostają wyciągnięte z próżni. Niezwykle fascynująca powieść dała mi wiele do myślenia o sile i determinacji jednostki, o naturze zemsty i o skomplikowanej historii Ameryki Północnej, szczególnie o relacjach między osadnikami i Indianami. Książkę polecam bardzo gorąco entuzjastom literatury przygodowej, sensacyjnej, ale i chcącym poszerzyć swoją wiedzę ogólnie.

Podróże z Charleyem - John Steinbeck

W 1960 roku John Steinbeck, wówczas już rozpoznawalny i utytułowany pisarz, znany z takich powieści jak Grona gniewu, czy Na wschód od Edenu postanawia wyruszyć w podróż krajoznawczą po Stanach Zjednoczonych. Być może nastała wówczas moda na niezobowiązujące podróże, bo trzy lata wcześniej wydano sławną powieść Jacka Kerouaca, która jest sztampowym przykładem literatury drogi. Książka Steinbecka została wydana w 1962 roku, a kilka miesięcy później autor został uhonorowany literacką Nagrodą Nobla. 
 
Pisarz wyposażony w niezawodnego kampera, którego nazwał na cześć sławnego konia - Rosynand, mając u boku podstarzałego czworonożnego przyjaciela, Charleya będącego francuskim pudlem (stąd właściwie Charles le Chien) wyrusza w podróż "z pragnieniem dowiedzenia się, jaka jest Ameryka." Jednakże z relacji syna Steinbecka można się dowiedzieć, że przesłanki pchające pisarza w podróż były zgoła inne - wiedział iż jest umierający i póki sił, chciał jeszcze raz zwiedzić ukochany kraj, a trzeba czytelnikom wiedzieć, że Steinbeck od zawsze przejawiał zamiłowanie do wszelkiego rodzaju łazikowania. Mapy i drogowskazy traktuje luźno, skupiając się na lokalnym kolorycie oraz mieszkańcach tego rozległego kraju, bo przecież nie chodzi o to, żeby złapać króliczka... "Są miłośnicy map, dla których całą radością jest zwracać większą uwagę na arkusze kolorowego papieru niż na przesuwający się obok nich kolorowy krajobraz. Wysłuchiwałem relacji takich podróżników, w których zapamiętany był każdy numer szosy, utrwalona każda odległość w milach, a każda mała wioska odkryta. Inny rodzaj podróżnych musi dokładnie znać swoją pozycję na mapie w każdym momencie, jak gdyby było jakieś zabezpieczenie w czarnych i czerwonych kreskach, w kropkowanych liniach, w wijącym się błękicie jezior i ciemnych plam oznaczających góry. Ze mną tak nie jest. Urodziłem się zagubiony i nie czerpię przyjemności z odnajdywania się na mapie ani też w orientacji w zarysach, które symbolizują kontynenty i państwa." 
 
Kamper Steinbecka, Rosynant, w National Steinbeck Center w Salinas. źródło: wikipedia.en
Karty książki pełne są anegdotek, jak ta o amulecie słownym, oraz barwnych postaci, które w większości nie zdawały sobie sprawy z tego, że zostały uwiecznione, Steinbeck dzieli się z nami swoimi przemyśleniami, dotyczącymi domów na kółkach (tak zwane dzisiaj domki holenderskie), sklepów z antykami, w których upatruje bezwartościowe śmieci sprzed lat sprzedawane turystom za ciężkie pieniądze (coś w tym jest biorąc pod uwagę programy o lombardach na kanałach kablówki). Dopatruje się analogii między mdłym jedzeniem, smakową atrofią, a ubogą strawą umysłową mieszkańców Ameryki. 
Steinbeck dociera również do rodzinnego Salinas, zauważa wówczas: "Miejsce mojego pochodzenia zmieniło się, a ja, ponieważ odjechałem, nie zmieniłem się razem z nim." 



Wiele lat później felietonista Bill Steigerwald podważył wiarygodność Steinbeckowskiej podróży, twierdząc, że wiele - w tym dialogów - autor po prostu zmyślił. Rozgorzała oczywiście ostra dyskusja, czy pisarz miał prawo (sic!) mijać się z prawdą. Cytując Wittgensteina: "Nie ważne, czy Ewangelie są historycznie prawdziwe - dla wiary to nieistotne"; przypuszczam, że czytelnikowi to również obojętne, czy pisarz rzeczywiście odbył rozmowę z wędrownym aktorem, czy odbył ją jedynie w swojej wyobraźni. Grunt, że Podróże z Charleyem są znakomite, lekkie i widać w nich warsztat najwyższej próby. 

Podpis autora, źródło: wikipedia

Dlaczego warto sięgać po klasykę literatury?

Pewnie będę starała się przekonywać przekonanego, ale sporządziłam listę, którą postaram się  zachęcić Was do sięgnięcia po klasykę literatury pięknej. 

1. Przede wszystkim klasyka jest wartościowa i czytając możesz jedynie zyskać. Setki czy dziesiątki lat i miliony czytelników na całym świecie zaręczają o jej randze. Uniwersalność klasyki sprawia, że będzie czytana przez kolejne pokolenia, podczas, gdy 99% dzisiejszej literackiej konfekcji zniknie w odmętach niepamięci. Cervantesa i Shakespeare’a czyta się nadal – po czterystu latach od śmierci obu twórców! 
Klasyka wiecznie żywa!

2. Oczywiście w znacznej mierze klasyka wzbogaci Twoje słownictwo oraz poszerzy światopogląd. Klasycy operują znacznie bardziej rozbudowanym i wysublimowanym językiem, niż dzisiejsi twórcy. Nie chodzi o słowa, które wyszły z użytku (jak ekonom na przykład), ale o określenia, których możesz użyć i dziś, by wzbogacić swoją wypowiedź. 

3. Zrozumiesz kontekst kulturowy innych książek, odniesienia literackie, powiązania, etc. Media często przytaczają określenia zaczerpnięte z literatury. Nierzadko współcześni sięgają po znane motywy literackie. Dobrze jest znać źródło, które dało im początek. Ponadto to właśnie klasycy ukształtowali formę i styl dzisiejszej literatury. 

4. Klasyka daje pogląd na to, jak żyli niegdyś ludzie, z jakimi borykali się problemami. Zwraca uwagę na szczegóły, jak ubierali się ludzie, powiedzmy dwieście lat temu, co jadano na podwieczorek, co wypadało, a co nie naszym babkom, pradziadkom. Czym żyli ludzie niegdyś, przed epoka smartfonów i Instagrama. 

5. Klasyczne powieści są w większości przeniesione na ekran, możesz porównać więc wizję reżysera ze swoją. Oczywiście molom książkowym nie trzeba powtarzać: najpierw książka potem film. 
Wolicie Pana Darcy'ego, czy Pana Darcy'ego z ekranizacji?

6. Klasyka nigdy nie kończy swojej misji – zawsze ma coś nowego do powiedzenia; czytając Annę Kareninę w wieku lat dwudziestu odczytamy ją zupełnie inaczej, niż mając lat trzydzieści. 

7. Każdy, nawet największy malkontent znajdzie coś dla siebie. Spektrum klasyki jest szerokie i jeżeli nie Dostojewski, to może Dickens? 

8. Możesz nierzadko trafić na wspaniałe ilustrowane wydania. Kiedyś większość beletrystyki wydawano z ilustracjami, dziś przeważnie opatruje się nimi książki dziecięce – niemniej jednak polecam przeszukać tomy sprzed dajmy na to 1960-go roku – moje wydanie Lalki z PIWu jest kryje śliczne drzeworyty z czasów wydawania powieści w odcinkach na łamach warszawskiej pracy.
Ilustrowana Lalka

9. Czytając klasykę… oszczędzasz. Przeważnie większość dostępna jest w bibliotekach a wiele klasyków chowa się na naszych regałach. Nowa książka to wydatek rzędu 35-50 złotych, a klasykę można kupić na pchlim targu, przecenie, portalu aukcyjnym, lub zabrać ze skrzynki z książkami „za darmo” wystawionymi przed antykwariatami bądź w bibliotece. 

10. Czytanie klasyki to nie jest ciężki urobek, tylko wielka przyjemność – obcujesz z dobrą literaturą (ta zła wyeliminowała się sama). Klasyka cieszy, uczy, bawi nierzadko do łez. 

Oczywiście nikt Cię nie zobowiązuje do przeczytania absolutnie całego kanonu, ale warto wybrać coś dla siebie z tego potężnego arsenału klasycznych powieści. Jeszcze się taki (czytelnik) nie urodził, któremu podobałyby się wszystkie przeczytane książki. Z pewnością odkryjesz wielu wspaniałych twórców, być może znajdziesz Mistrza – tego jedynego pisarza, którego każde słowo będziesz spijać z kart powieści. Jeżeli nie wiesz, od czego zacząć – przeczytaj moją listę 100 klasycznych powieści oraz drugą setkę klasycznych powieści, zrób własna listę przynajmniej dziesięciu nazwisk, zapisz się do biblioteki i spróbuj magii klasycznych powieści.