Header Image
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holokaust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holokaust. Pokaż wszystkie posty

Dziennik - Anne Frank

"Nigdy nie uwięrzę, że wojna jest dziełem jedynie wielkich ludzi, rządu i kapitalistów. O nie, mały człowiek robi to równie chętnie, inaczej narody już dawno by się przeciwko temu zbuntowały! W ludziach jest teraz żądza niszczenia, żądza zabijania, mordowania i wściekłości i tak długo, jak długo cała ludzkość, bez wyjątku, nie przejdzie wielkiej metamorfozy, wojna będzie szaleć, wszystko, co zostało zbudowane, zasadzone i co urosło, zostanie ścięte i zniszczone, żeby potem zacząć od nowa." 

źródło: LubimyCzytac.pl

Jedną z najważniejszych książek XX-go wieku jest Dziennik Anne Frank. Jest świadectwem zniewolenia człowieka, a także pomnikiem wystawionym każdemu dziecku, które zginęło w czasie II wojny światowej i każdego innego konfliktu na świecie. Taki dziennik mógłby powstać także dziś, w odległej Syrii, i pewnie nie jeden powstaje, pełen bólu i niezrozumienia dla konfliktu.

Na trzynaste urodziny Anne, uczennica żydowskiego gimnazjum w Amsterdamie, dostaje piękny kajecik w czerwono-biała kratę. Ten zeszyt będzie jej od tej pory służył za najwierniejszą powiernicę, którą obdarzy imieniem Kitty.

Najbardziej uderzające jet to, że te wspomnienia, pełne adoratorów, koleżanek, niesnasek rodzinnych, są takie ponadczasowe i mogłyby powstać pod każdą szerokością geograficzną i w każdym czasie. Anne jest, jak każda nastolatka w jej wieku, ciekawa swojej fizyczności, spraw seksu. Ma niesamowity głód wiedzy, książki wprost pożera, pracuje nad sobą, dużo się uczy, zwłaszcza historii i języków. Pisze liczne opowiadania. A pióro ma dobre, jak na tak młodą osobę.
Anne Frank. 1940 rok. Fotograf nieznany. Źródło: Wikipedia.org (domena publiczna)

W oficynie fabryki, którą niegdyś zarządzał Otto Frank, ukrywa się osiem osób. Co i rusz dochodzi do starć, do tego przebija się niezgoda na linii Anne-matka (którą Anne nazywa Musia). Anne w pamiętniku jest szczera, rezolutna, ale i w miarę dorastania coraz bardziej zwrócona do swojego wnętrza. Marzy, że w przyszłości zostanie dziennikarką, a kto wie, może pisarką? Wielkość Dziennika polega na tym, że reprezentuje wszystkie niespełnione marzenia i przerwane życiorysy dzieci pomordowanych w czasie wojny.

Z początku czasu ukrywania się nie jest tak źle, to przecież miała być sytuacja tymczasowa. Anne pisze: "Jak nam tu dobrze, jak dobrze i spokojnie. Nie musielibyśmy się w ogóle przejmować tą całą nędzą, gdybyśmy się nie obawiali o wszystkich tych, którzy byli nam tacy drodzy, a którym nie możemy już pomóc. Źle się czuję, że leżę w ciepłym łóżku, podczas gdy moje najukochańsze przyjaciółki są gdzieś na zewnątrz, popychane albo przewracane." Jednakże w miarę upływu czasu jest coraz gorzej: z radia BBC dochodzą głosy o gazowaniu Żydów w Auschwitz, a upragnione wyswobodzenie nie nadchodzi.

"Bywam często przygnębiona, ale nigdy zrozpaczona (...)" - z Dziennika bije jej optymizm i wiara w przyszłość, która nie nadejdzie. Anne i jej siostra, Margot umrą na tyfus w 1945 w KL Bergen-Belsen. A z całej ukrywającej się ósemki przeżyje jedynie ojciec Anne, Otoo, który zaopiekował się spuścizną po swojej utalentowanej córce. W 1957 powstała Fundacja Anne Frank, która wspiera działanie na rzecz dzieci w rejonach dotkniętych konfliktami i zagrożonych ubóstwem.

Maus. Opowieść ocalałego ― Art Spiegelman

Maus to kontrowersyjna opowieść graficzna autorstwa Arta Spiegelmana. Spiegelman w latach 70-tych związany z komiksem undergroundowym pracował miedzy innymi dla The New Yorkera. W 1992 otrzymał nagrodę specjalną Pulitzera (Special Citations) za niniejszy komiks. 

źródło: LubimyCzytac.pl

Dlaczego Maus jest taki kontrowersyjny, a jednocześnie kultowy? Komiks, do tej pory sztuka niezbyt poważna osiągnęła zupełnie inny poziom - ten krok milowy można porównać do Z zimną krwią, reportażu Trumana Capote, który zwykłe doniesienia reporterskie wywindował do poziomu sztuki. Opowieść graficzna o ocalałym z Holokaustu zdobyła uznanie nie tylko odbiorców, ale i krytyki. Kilka lat temu sukces Maus powtórzyła opowieść graficzna Persepolis irańskiej autorki Marjane Satrapi.

Choć w komiksie postacie są zantropomorfizowanymi zwierzętami (Żydów przedstawił Spiegelman jako myszy, Niemców jako Koty, Francuzów jako żaby, Amerykanów jako psy, a Polaków jako świnie) opowieść jest jak najbardziej szczera i prawdziwa. Okrutne wydarzenia, których doświadcza Władek, ociec Artiego pokrywa się z relacjami innych świadków zagłady. Holokaust przez lata był ogromnym tabu - dopiero niedawno mogły powstać choćby takie filmy jak Życie jest piękne Benigniego, czy Pociąg życia. Maus wpisuje się dokładnie w ten sam nurt, a kto wie, czy nie on go spowodował.
Fragment komiksu "Maus. Opowieść ocalałego"

Historię życia Władka Szpigelmana poznajemy dzięki opowieściom, które snuje nagabywany przez swojego dorosłego już syna, rysownika. Władek daje się poznać jako małostkowy, kłótliwy dusigrosz. Relacje pomiędzy mężczyznami są trudne, nacechowane niedomówieniami, zadawnionymi konfliktami, cieniem kładzie się na nich również samobójcza śmierć matki Artiego, również ocalałej z Holokaustu Andzi. Komiks jest bardzo oszczędny - czarno-biały, z grubą kreską, jakby rysowany w pośpiechu, niezmiernie sugestywny. Artie próbuje zrozumieć ojca, czuje potrzebę opowiedzenia jego historii, a jednocześnie nie sili się na tanią psychoanalizę, nie podsuwa odpowiedzi na zadawane pytania.

Fragment komiksu "Maus. Opowieść ocalałego"

W Polsce kontrowersje wywołało umieszczenie Polaków jako świń. Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy się obrażać, bo dieta Polaków (niewegetarian) w większości składa się właśnie z tych pożytecznych i mądrych zwierząt (według danych GUS dotyczących bilansowego spożycia żywności, w latach 1999-2014 konsumpcja mięsa w Polsce wyniosła 73,9 kg na osobę, w tym 41 kg to wieprzowina, do tego dochodzą żelatyna i tłuszcz wieprzowy). Sam autor nie zgadza się z zarzutami odwołując się do Miss Piggy i Porgy'ego, nieporadnego, ale sympatycznego jąkały z Looney Toones.

Dla mnie uderzające było to, że każdy kto pomógł Władkowi, czy Andzi robił to za korzyść materialną. Może tak rzeczywiście było w ich przypadku, ale jest masa doniesień o bezinteresownej pomocy Polaków, zagrożonych przecież śmiercią za ukrywanie Żydów (zabijano całe rodziny, łącznie z małymi dziećmi).

Noc - Elie Wiesel

Nigdy nie zapomnę tej nocy, pierwszej nocy spędzonej w obozie, która zmieniła moje życie w mroczne, zaryglowane więzienie.
Nigdy nie zapomnę tego dymu.
Nigdy nie zapomnę drobnych twarzyczek dzieci, których ciała zamieniały się na moich oczach w kłęby dymu pod milczącym niebem.
Nigdy nie zapomnę płomieni, które strawiły doszczętnie moją wiarę.
Nigdy nie zapomnę tej nocnej ciszy, która odebrała mi na wieku chęć do życia.
Nigdy nie zapomnę tych chwil, które zabiły mego Boga i moją duszę, ani obróconych wniwecz marzeń.
Nigdy tego wszystkiego nie zapomnę, choćbym miał żyć długo jak sam Bóg. Nigdy.

Półtora kilometra od mojego domu, w lesie przy torach stoi krzyż ogrodzony niewielkim płotem. Nieco dalej postawiono sugestywny kamienny pomnik i tablicę. Na cmentarzu nieopodal jest zbiorowa mogiła z nazwiskami lub samymi numerami, a tuż przy wjeździe do kompleksu rekreacyjnego stoi obelisk, przy którym harcerze raz do roku składają wieńce. Wszystko to ku czci zapędzonych na śmierć w styczniu 1945, u schyłku wojny. 

Być może to jest mimowolnym powodem, że właśnie w styczniu sięgam po literaturę Holokaustu. Holokaust, z greckiego holókaustos – „spalony w całości”, odnosi się do ofiary całopalenia i ma konotacje religijne (dla porównania termin Szoa, który z hebrajskiego znaczy „całkowita zagłada” nie posiada wydźwięku religijnego.) 

źródło: LubimyCzytac.pl
Wspomnienia zatytułowane Noc Eliego Wiesela, nagrodzonego pokojową Nagrodą Nobla w 1986 roku przeczytałam w ostatni dzień ubiegłego roku. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że pisarz odszedł niecałe pół roku wcześniej. Przeżył i spisał swoje traumatyczne wspomnienia, by „świadczyć w imieniu ofiar”, bo „zapomnienie to zagrożenie i zniewaga”. 

Wiesel pisze we wstępie, że „wojna, którą Hitler i jego wspólnicy wytoczyli Żydom, wymierzona była także w żydowską religię, kulturę, tradycję, czyli w żydowską pamięć”. Naziści systematycznie wyniszczyli większość europejskich Żydów, oraz część Słowian (Polaków, rosyjskich więźniów wojennych), Romów, także elitę naukową, duchownych… 

„Tylko ci, którzy przeżyli Auschwitz, wiedza, co naprawdę to słowo znaczy. Inni nigdy się tego nie dowiedzą. Ale może przynajmniej spróbują to pojąć?” Kiedy na początku wojny do niewielkiego miasteczka Sighet na Węgrzech wraca cudem ocalały Mosze Stróż, nikt nie dawał wiary jego makabrycznym doniesieniom. Życie toczy się dalej – jest ciężko, przecież trwa wojna – ale nikt tu nikogo nie zabija. Nawet kiedy Naziści wkraczają do Węgier panuje względny spokój. Jednakże w miarę upływu czasu rozgrywa się „wyścig ze śmiercią” – przemoc eskaluje niezmiernie szybko: zakazy, nakazy, getto, wreszcie wysiedlenia równoznaczne z wyjazdem w zaplombowanym, przeładowanym bydlęcym wagonie do obozu koncentracyjnego. 

W 1944 roku do KL Auschwitz przybywa niemal 500 tysięcy węgierskich Żydów, wśród nich cała rodzina piętnastoletniego Eliego Wiesela. Teraz już wszyscy wierzyli w opowieści Mosze, ale mimo to, zastana rzeczywistość była nie do pojęcia przez ludzki umysł. "Aż musiałem się uszczypnąć. Czy aby na pewno żyję? Czy nie śnię? Nie byłem w stanie w to uwierzyć. Jak to możliwe, że palą ludzi, dzieci, a świat milczy? Nie, to nie może być prawda. To jakiś zły sen... Zaraz się obudzę, zerwę z bijącym sercem na równe nogi i stwierdzę, że jestem w swoim dziecięcym pokoju pośród książek...” 

Więźniowie poddawani nieustannemu terrorowi, zredukowani zostali do miski zupy i kromki chleba. Największym lękiem było zostać odsianym na przemiał, do komory. Największą nadzieją, że bliscy mogą jeszcze być wśród żywych. Śmierć była jedynie kwestią czasu. „Wszyscy dookoła płakali. Ktoś zaczął odmawiać kadisz, modlitwę za zmarłych. Nie wiem, czy w długich dziejach narodu żydowskiego zdarzyło się kiedykolwiek, by ludzie odmawiali za samych siebie kadisz.” 

Wiesel pracował z ojcem w Buna (Werke – zakłady chemiczne przy KL Auschwitz) aż do przesunięcia się frontu w kierunku obozu. W styczniu wycieńczonych do granic pojęcia więźniów skazano na długą wędrówkę w kopnym śniegu. Szacuje się, że w czasie Marszu Śmierci z KL Auschwitz zginęło nawet 15 tysięcy więźniów. Po drodze dwa tygodnie Heftlingowie spędzili w AL Gleiwitz (Arbeitslager – obóz pracy przy dzisiejszej ulicy Przewozowej), stamtąd koleją przetransportowano więźniów do Buchenwaldu. 

Noc Eliego Wiesela jest utworem zadziwiająco krótkim, ale niezwykle bogatym w treść, bardzo emocjonalnym, jednocześnie dość obiektywnym i surowym, wobec którego nie można pozostać obojętnym. Przeglądając spis lektur nie natrafiłam na Noc, choć już dawno znajduje się w szkolnym kanonie uczniów zagranicą, podobnie jak Dziennik Anny Frank. Do niedawna na liście znajdowały się Medaliony, których brak. Został jedynie Tadeusz Borowski ze wzruszającą powieścią Pożegnanie z Marią.

Czesałam ciepłe króliki - Alicja Gawlikowska-Świerczyńska, Dariusz Zaborek

Kiedy w moje ręce trafiła książka Czesałam ciepłe króliki od razu skojarzyłam podejście do tematu z filmem Roberto Beniniego Życie jest piękne. Ostatnim słowem, które kojarzyłoby się z Holokaustem jest śmiech, czy radość, ale nawet w obozowym piekle można zachować tę cząstkę siebie, która odpowiedzialna jest za optymizm. 


Wspominane przeze mnie niedawno reportaże Michała Olszewskiego zwracają uwagę na ważną kwestię - życie wokół KL, oraz w jego obszarze. Często ostatnio trafiam na tematykę obozową i jedno, co mnie tknęło we wspomnieniach wielu ludzi, to... zwyczajność, a co za tym idzie i trywialne rozmowy i nawet zabawne sytuacje. Z naszej perspektywy to nie do pomyślenia, ale ludzie bronili się w ten sposób przez szaleństwem. O tym właśnie mówi Alicja Gawlikowska-Świerczyńska w wywiadzie z Dariuszem Zaborkiem; Czesałam ciepłe króliki są bowiem zapiskiem długiej rozmowy przeprowadzonej z osadzoną w Ravensbrück Polką, skazaną przez nazistów za konspirację.
Z książki bije szalony wprost optymizm, co dowodzi, że nawet w najgorszych czasach można zachować człowieczeństwo. Nikt oczywiście nie kwestionuje tego, co pani Alicja przeżyła, wręcz przeciwnie - dla wielu czytelników wydaje się niespodziewane znaleźć w obozowych wspomnieniach opisy przyjaźni między osadzonymi, to, że dziewczyny żartowały między sobą, że szukały nadziei i optymizmu, szyły sukienki i wymieniały się przepisami kulinarnymi; "były w modzie przepisy kulinarne", które krążyły wśród osadzonych niczym odpisy patriotycznych wierszy.
Z książki wyłania się obraz kobiety silnej, która zacisnęła zęby, zakasała rękawy i na przekór nazistom przetrwała. Przesłanie idące w świat brzmi może abstrakcyjnie, ale cóż innego można było zrobić, by przetrwać i nie tracić człowieczeństwa? Można pokazać oprawcom, że mogą nas więzić, ale nie odbiorą nam godności, bo "człowiek jest trzciną najsłabszą na wietrze, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą", silny wiatr może ją przygiąć do ziemi, ale jej nie złamie!


Najlepsze buty na świecie - Michał Olszewski

Polska B, Polska wstydliwa, sponiewierana - tak wygląda nasz kraj w reportażach Michała Olszewskiego Najlepsze buty na świecie. Autor opisuje ludzi, którym się nie udało, ludzi zwyczajnych do bólu, przegranych, bo nie mieli nawet cienia szansy na lepsze życie. Podzielone na pięć części reportaże z lat 2003-2014 dotyczą problemów, które jeszcze do niedawna były tematami tabu: pedofilia wśród kleru (z którą nawiasem mówiąc poradziła sobie Irlandia), poazbestowe miasteczko, w którym umieralność na raka przewyższa ludzkie pojęcie, domy pomocy ofiarom przemocy domowej, które wydają się być wylęgarnią niezaradnych życiowo i roszczeniowych kobiet, a także życie w cieni Holokaustu.
Najbardziej wstrząsający jest reportaż zatytułowany Natłustka: przy stertach butów w Auschwitz pracują konserwatorzy; każdy but to historia zagazowanego człowieka - trafiają się buty eleganckie, są też zwykłe łapcie, ale największą grozę i ból można poczuć konserwując buciki dziecięce... Jednak konserwatorzy traktują swoją pracę zadziwiająco normalnie; nie ma czasu na łzy, wręcz przeciwnie - nad stertami butów odbywają się zwyczajne rozmowy, jak w wielu innych firmach. 

Życie w cieniu zagład to dość obszerny fragment Najlepszych butów: jak radzili sobie i radzą mieszkańcy okolic KL, jak się chodzi do szkoły, która usytuowana jest kilometr od obozu?
Nie brakuje także niemal uwłaczających historii gastarbeiterów, traktowanych gorzej niż inne nacje Polaków poszukujących Bóg wie jakich cudowności na niemieckich pchlich targach. Temat "niemiecki" jest obecny w wielu reportażach: dość niejednoznacznie przedstawiony jest również konflikt pomiędzy Agnes Trawny a polską rodziną zajmującą do niedawna dom należący niegdyś do niej.
Olszewski nie ocenia, nie opowiada się po żadnej ze stron. Konsekwentnie brnie w tematy, które inni omijają z daleka. Takie odbrązowienie Polski jest potrzebne - po latach propagandy sukcesu wyszły krzywe ściegi i niedoróbki poprzedniego systemu, a i dzisiejszej "wszystkomającej" Polsce daleko do kolorowego obrazka z folderu.
Reportaże Olszewskiego zostały uhonorowane w 2015 roku Nagrodą im. Kapuścińskiego (ex aequo Nagrodę przyznano również reportażom Swietłany Aleksijewicz Czasy secondhand). Myślę, że doskonale wpisują się w nurt znany z programów takich jak Zawsze po 21 nieodżałowanego Krystiana Przysieckiego, czy Magazynu Ekspresu Reporterów znanego z telewizyjnej Dwójki, które nie boją się pokazywać jak ciężko żyć we współczesnym świecie. 
   
 

Dziennik. Pięć zeszytów z łódzkiego getta - Dawid Sierakowiak

Z czasów Holokaustu zostało wiele prywatnych zapisków, z których większość „przeżyła” swoich twórców. Nie tylko Anna Frank pisała dziennik, ale po tę popularna formę sięgało wówczas wielu ludzi; z warszawskiego getta zapiski pozostawił Janusz Korczak. W języku polskim przeczytać można także Dziennik Mary Berg, która jako jedna z nielicznych przeżyła getto.

O Dzienniku Dawida Sierakowiaka dowiedziałam się z… Teleekspressu. Wiedziałam, że muszę go przeczytać. Myślę, że trzeba czytać takie rzeczy, żeby jak to się mówi, „dać świadectwo”, żeby śmierć tych milionów ludzkich istnień nie powtórzyła się… 
 
Żródło: LubimyCzytac.pl
„Dziennik zawiera osobiste notatki – historię niszczenia w czasie Zagłady najbardziej szlachetnych aspektów ludzkiej natury – aspiracji intelektualnych, twórczych, miłości rodzinnej czy zachwytów nad przyrodą – przez najbardziej potworne żądze, którymi potrafią się kierować ludzie: znęcanie się nad innymi, wyzyskiwanie, prześladowanie, mordowanie.” – pisze we Wprowadzeniu Alan Adelson. 

„Fakt, że pięć zeszytów Dawida w ogóle się zachowało, mimo zagłady autora, jego rodziny i żydowskiej społeczności, to dar dla potomności – forma tryumfu nad ich przedwczesną śmiercią”
Dziennik zaczyna się latem 1939 roku; wakacje w Krościenku nad Dunajcem obfitują w piesze wycieczki, a wieczorami chłopcy śpiewają piosenki i odgrywają własnoręcznie wymyślone skecze. Powoli trwają przygotowania do kolejnego roku szkolnego. Dawid czyta klasykę, uczy się języków, jest niezwykle ambitnym uczniem; choć ma jedynie piętnaście lat, styl jego zapisek wskazuje na dojrzałość i można wnioskować, że gdyby nie wojna mógł być wielkim literatem, bo w tym kierunku podążał jego młody umysł.

Zachowały się zapiski z początku wojny, ale niestety nie z czasów przesiedlenia do getta. Coraz większe sankcje nałożone na Żydów dziwią chłopaka i budzą chęć odwetu – niejednokrotnie pisze o zemście, która czeka oprawców, kiedy wszystko się skończy. Naziści posuwają się z każdym dniem coraz dalej: „pomysłowość sadyzmu nie zna granic”. Zeszyt pierwszy kończy się na 31 grudnia 1939 roku, kiedy jeszcze każdy ma nadzieję, na rychły koniec wojny.

Zeszyt drugi „przeskakuje” (nie odnaleziono zeszytu z roku 1940 i pierwszej połowy 1941 roku) do czasu kiedy rodzina Sierakowiaków już „przywykła” do życia w Litzmannstadt Ghetto. Warunki panujące tutaj urągają człowieczeństwu, ale świadczą nie o Żydach, a o ich oprawcach. Każdy robi co może, by przeżyć.

Dawid nadal uczy się w szkole, gdzie dostaje przydziałową zupę; jedzenie na kartki, bony, przydziały w miarę upływu czasu kurczą się coraz bardziej, codzienna racja jest sposobem na przetrwanie, choć dla organizmu to za mało – ludzie zaczynają umierać z głodu, szerzy się gruźlica, świąd. Niekiedy dochodzi do paradoksu: mimo odłożonych pieniędzy (tak zwane „chaimki”, nazywane przez Dawida rm – Raichsmark, wewnętrzna waluta getta), nie można kupić jedzenia, bo go po prostu nie ma! Kiedy szkołę zamykają, Dawid pracuje przy szyciu elementów mundurów, ale nadal zachłannie czyta, uczy się, pisze wiersze i tłumaczy.

Lewicujący chłopak obserwuje także stosunki panujące w getcie – zarządzający gettem Chaim Rumkowski rozdziela przywileje według siebie, pozwalając by garstka ludzi żyła dostatnio za cenę głodowej śmierci tysięcy.

W kolejnych zeszytach Dawid pisze, że z głodu nie może się uczyć; niemal codziennie donosi o racjach żywnościowych, wylicza ile czego przysługuje, ile kosztuje opał, gdzie można ugotować coś za pieniądze. Wszyscy niemal żyją od posiłku do posiłku: jedzenie jest tym, co rządzi ludzką wyobraźnią, dyktuje rytm życia getta. Ludzie zjadają już liście rzodkwi i łupiny od kartofli, po które pod resortowe garkuchnie ustawiają się kolejki wygłodniałych „gettowian”.

Sierakowiak jest również zorientowany w sprawach polityki, często w jego zapiskach przewija się krótkie sprawozdanie z frontów, okraszone komentarzem. Kiedy nie ma wieści, na końcu zapisu znajduje się zdanie „z polityki nic nowego”. Mieszkańcy getta byli świadomi obecnej sytuacji geopolitycznej. Równocześnie do getta napływały niedobitki z pogromów, przesiedleńcy z innych miast Rzeszy (w tym Niemcy, którym jak pisze Sierakowiak „udowodniono babkę Żydówkę”). Chorych, niedołężnych i dzieci wywozi się – nikt nie wie dokąd, ale ludzie wiedzą, jaki czeka ich los. Sierakowiak pisze, że „przy ładowaniu chorych działy się dantejskie sceny. Ludzie wiedza, że idą na śmierć. Walczyli nawet z Niemcami i siłą musiano ich wrzucać na wozy.” Siłą zabiera się także wszystkie dzieci poniżej dziesiątego roku życia.

Najbardziej wstrząsające są fragmenty, w których Dawid donosi o relacjach między domownikami; ojciec notorycznie podkrada jedzenie, wybuchają częste awantury, w tych strasznych czasach ani Dawid, ani jego siostra Natalia, ani ukochana matka nie mają oparcia w rodzinie; wkrótce matka zostaje zabrana i wywieziona, ociec umiera, a Dawid choruje coraz silniej. Piaty zeszyt jest niedokończony; prawdopodobnie część ostatnich stron posłużyła jako podpałka do pieca; trzy miesiące po ostatnim zachowanym wpisie Dawid zmarł najprawdopodobniej na zapalenie płuc.
Dziennik Dawida Sierakowiaka po raz pierwszy został wydany w latach 60-tych; wówczas wyszła edycja zawierająca jedynie dwa zeszyty. Edycja zeszłoroczna zawiera pięć cudem odnalezionych zeszytów.

Nie lubię gdybać, ale może w jakiejś alternatywnej rzeczywistości też opisuję na blogu Dziennik Dawida Sierakowiaka, ale nie chłopaka, który zmarł w Łódzkim getcie, a wielkiego pisarza, który dożył sędziwej starości.

Wspomnenia z getta warszawskiego

Nie wiem, czy będę się mogła otrząsnąć z takiej dawki smutku i przerażenia. Kończyłam dwie wstrząsające książki: Pamiętnik i inne pisma z getta Janusza Korczaka oraz Pianistę, czyli wspomnienia Władysława Szpilmana. Obaj byli postaciami znanymi w przedwojennej Warszawie, jeden był społecznikiem, drugi – artystą. Jeden zginął u boku wychowanków, drugi – cudem ocalał z holokaustu. Obaj – i Korczak i Szpilman – zamknięci byli w warszawskim getcie, w którym zgromadzono około 460 tysięcy osób na stosunkowo małym obszarze. Tuż przed wojną w Polsce żyło 3,5 miliona Żydów. Po wojnie zostało ich zaledwie 240 tysięcy. Systematycznie wykańczani psychicznie, a później i fizycznie, doprowadzani do nędzy, chorób, w końcu mordowani na masową skalę.
Pamiętnik Korczaka pisany jest w większości w 1942 roku, ostatni zapis datowany jest na kilka dni przed wywózką Domu Sierot do Treblinki, gdzie zginęli wszyscy bez wyjątku. Szpilman spisał swoje wspomnienia tuż po zakończeniu wojny, jeszcze „na świeżo” (pierwsze wydanie jego wspomnień było w roku 1946, ale później cenzura uniemożliwiała dalsze wydania z uwagi na niewygodne dla siebie fakty).
Janusz Korczak, lekarz, intelektualista, pisarz, propagator „wychowywania” dziecka (a nie jego „hodowania”, czy „tresowania”) był dyrektorem i wychowawcą jednego z pośród trzydziestu sierocińców i internatów, znajdujących się na terenie getta. W swoich zapiskach zostawił kronikę codziennych zmagań o egzystencję dużej grupy sierot, na tle coraz bardziej wyniszczanego getta. Bolesne są zapisy o „umieralni dla dzieci”, gdzie z 10-ciu przyjętych w tygodniu umierało dziewięć, lub wszystkie. Ale dla Janusza Korczaka dzieci to nie liczby w statystykach, a Moniuś, Reginka, czy Chaimek. Trzeba nie tylko napalić w piecu, dać jeść, oprać, podać lekarstwo, ale i przytulić, opowiedzieć bajkę o Kocie w butach. Po rozdziale Dwie trumny myślałam, że serce mi pęknie i chciałam odłożyć książkę. Nie mogłam. Taki niesamowity ładunek emocjonalny niosą ze sobą słowa Korczaka, że tylko kamień by nie zapłakał nad losem tych dzieci…
W Pianiście Szpilman wspomina Korczaka, jego odwagę i wierność ideałom. Zapiski Władysława Szpilmana napisane są z niemal dziennikarską pozbawioną zbędnych ozdobników precyzją. Muzyk pozostawia obraz getta z nieco innej strony, ale nadal jesteśmy w tym samym piekle, z którego trudno się wydostać. Pamiętam, że Roman Polański pisał, że z getta można było uciec, ale o wiele ciężej było przeżyć poza jego murami. Szpilman miał przyjaciół, którzy nie bali się narażać życia dla niego (państwo Buguccy), a także, jak już kiedyś wspominałam, trafił na „jedynego c z ł o w i e k a w niemieckim mundurze”; kapitan Wilm Hosenfeld jest bowiem ukrytym bohaterem Pianisty; do książki dołączone są fragmenty jego pamiętnika z roku 1943, które zadają kłam teorii, że o zbrodni przeciw ludzkości, którą uprawiali na ziemiach polskich naziści, nikt na zachód od Warty nie wiedział. W posłowiu napisanym przez Wolfa Biermanna (poeta, prozaik, a także dysydent niemiecki) dowiadujemy się, że ten przedwojenny nauczyciel pomógł nie tylko Szpilmanowi, ale innym Polakom.
Obie książki powinno się przeczytać. Każdy powinien po nie sięgnąć, jak sięga się po wstrząsające Medaliony Nałkowskiej. Obie książki są świadectwami woli życia i bezinteresownej ofiarności w opozycji do ludzkiego okrucieństwa.
Jeszcze taka mała dygresja na koniec. W Pianiście Polańskiego role tytułową zagrał Adrien Brody, którego dziadek jeszcze przed wojną przyjechał do Stanów. Tylko on przetrwał; cała rodzina zginęła w obozach śmierci. A ileż było takich rodzin, z których nie przetrwał nikt…