Spotkanie autorskie ze Szczepanem Twardochem.

27 września w Bibliotece Głównej W Rybniku odbyło się spotkanie ze Szczepanem Twardochem. Moderatorką spotkania była pani Marianna Dufek, znana z anteny TVP Katowice dziennikarka zajmująca się szeroko rozumianą kulturą.

Szczepan Twardoch i Marianna Dufek w rybnickiej Bibliotece


Publiczność dopisała – frekwencja była ogromna i choć spotkanie odbywało się na Auli, trzeba było dostawić niejedno krzesło.

Na początek moderatorka w luźnej rozmowie spytała o alternatywę dla pisania: Szczepan Twardoch podzielił się z czytelnikami swoimi niedoszłymi planami zawodowymi, wśród których wymienił zarówno uniwersytecka karierę historyka idei, jak i karierę biznesmena. Jednakże oszałamiający sukces „Morfiny” zdecydował o losie autora, nie pozostawiając mu niejako wyboru.

Czytaj dalej...*


* link przenosi do pełnego tekstu zamieszczonego na stronie Biblioteki w Rybniku.

SETNA STRONA POLECA... BLOGI #2

Chciałam Wam polecić kolejne pięć świetnych blogów, na które regularnie zaglądam. Inspirują mnie, dzięki nim dopisuję kolejne tytuły do spasionej listy książek do przeczytania. Jest to wybór bardzo subiektywny; poniższe blogi odwiedzam z wielką przyjemnością, czytam posty i niekiedy zostawiam jakiś ślad. To pięć naprawdę dobrze prowadzonych i mądrze pisanych kawałków internetowej przestrzeni.

Jako pierwszy chciałabym wymienić dzisiaj blog nie książkowy, a kostiumowy. Buduar Porcelany jest prowadzony przez Martę, pasjonatkę dawnego życia. Marta szyje kostiumy z epoki Napoleona, pozuje jako Maria Antonina, czy jako Margaret Hale. Podaje również wypróbowane receptury kosmetyków, które niegdyś służyły damom, a także prezentuje kuchnię sprzed wieków (lody „bez lodówki” mi się śniły po nocach!). Na ostatnim evencie w Czechach Marta odtwarzała postać pani Walewskiej.

Agnes z Dowolnika jest moim notesowym (i piśmienniczym) guru! Oprócz literatury pięknej (w tym audiobooków), prezentuje notesy. Kilka razy udało mi się wybrać razem z Agnes na warsztaty kaligrafii – to właśnie Agnes zaraziła mnie pasją do pióra maczanego i kolorowych atramentów! 

Kawa z cynamonem to blog prowadzony przez dwie dziewczyny: Mirandę oraz Szyszkę. Piszą zarówno o młodzieżówkach, fantasy, jak i o sprawach okołoksiążkowych. Szczególnie polecam wyroby Szyszki (Szyszkowe kluski) – mydełka, koszulki i kubki z motywami z kultury masowej i okołoksiążkowej. 

Z kolei Moje Zaczytanie to blog wyważony, stonowany, prowadzony przez Natannę. Blog jest żywym dowodem na to, że dobrze jest sięgnąć do książek starszych. Tak jak ja, Natanna zbiera „serię z Kolibrem”.

Blog Jelenki jest prowadzony od stycznia 2017 roku, ale przebojem wdarł się w moje serce: szczególnie mnie zachwycają piękne zdjęcia, którymi opatrzone są posty. Jelenka gustuje w nowościach, wśród których zajedziecie książki obyczajowe, kryminały, a także poradniki lifestylowe.

Mock. Pojedynek - Marek Krajewski

Nic tak nie cieszy czytelnika jak kontynuacja ulubionej serii. Marek Krajewski na szczęście jest pisarzem dość płodnym i na nowego Mocka nie kazał nam długo czekać – kolejna odsłona przygód ‘młodego Ebiego’ ukazała się zaledwie po roku oczekiwania. 

 

Myślę, że osoby autora przedstawiać nie trzeba, ale dla przypomnienia dodam, że Marek Krajewski jest autorem kryminałów retro usytuowanych w przedwojennym Wrocławiu (seria z Eberhardem Mockiem) oraz Lwowie (seria z Popielskim). Obie serie łączy specyficzny klimat tanich spelun, półświatka i brutalnych mordów. Krajewski jest prekursorem coraz popularniejszego nurtu w literaturze kryminalnej, do której dołączyli Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński (jako Maryla Szymiczkowa), Konrad Lewandowski, Marcin Wroński, Joanna Szwechłowicz, i wielu innych.  

Mock. Pojedynek jest trzecią odsłoną nowej serii o Eberhardzie Mocku. Akcja przenosi nas do 1905 roku, kiedy młody Ebi zasiada w uniwersyteckich ławach, by szlifować tłumaczenia łacińskich klasyków. Jednakże porywczy i nieustępliwy charakter, a także bezkompromisowość i niebanalna inteligencja sprawią, że marzenia o karierze Eberharda jako licealnego łacinnika zostaną pogrzebane.  


Marek Krajewski „renderuje” świat przedwojennego Wrocławia z faktycznych „cegiełek” – jestem pod wrażeniem nie tylko znakomitego pióra pisarza, tego jak stopniuje napięcie, ale przede wszystkim jak wykreował świat, w którym żyją bohaterowie, z niemal fotograficznymi detalami. 


Tym razem Mock znajduje się w centrum spisku mającego na celu wyeliminowanie konkurentów z posady na uniwersytecie i obsadzenie ideowo słusznymi (nad)ludźmi katedry. Choć sama intryga jest dość przewidywalna, to za ogromny plus poczytuję panu Krajewskiemu wyeksponowanie wątku przemiany Mocka-studenta w Mocka-policjanta. Katalizatorem przemian bohatera jest jego mentor, prywatny detektyw, który wprowadza młodzieńca w przedwojenną wersję „dark netu”. 


Mnie, przyznam szczerze, proza Krajewskiego „kupuje” z książki na książkę coraz bardziej. Nie miałam pojęcia o tym, że przełom XIX i XX wieku był istnym el dorado pojedynkowiczów, oraz wszelkiej maści bractw uniwersyteckich, obecnych dziś już tylko w krajach anglosaskich. W powieści brak plot twistów; Mock ma swój klimat, który opiera się na wiarygodności bohaterów, nie na karkołomności fabuły. Momentami odnosiłam wrażenie, że wręcz wątek kryminalny schodzi na dalszy plan, by uwypuklić przemianę duchową Ebiego, takie swoiste „umarł Gustaw i narodził się Konrad”. Niemniej jednak, nie zawaham się użyć wytartego frazesu: książkę czyta się jednym tchem.  Już teraz czekam na kolejne tomy, a w międzyczasie sięgnę po nieprzeczytane dotychczas przeze mnie powieści z serii.

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie Wydawnictwu ZNAK.

P.S. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak mogę między moich czytelników rozlosować jeden egzemplarz książki. Tym razem zdecydowałam się na mini-konkurs na FB - jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam na facebook.com/setnastrona

The Harrogate Secret - Catherine Cookson

Catherine Cookson w Polsce prawie nieznana, na Wyspach Brytyjskich lokuje się wysoko na szczytach list bestsellerów. Autorka celowała (zmarła w 1998 roku w wieku ponad 90 lat) w romansach historyczno-przygodowych. Jej trylogia o Tilly Trotter rozeszła się w nakładzie setek tysięcy egzemplarzy. U nas można było jedynie obejrzeć miniserial o przygodach tej rezolutnej dziewczyny. W Polsce można przeczytać zaledwie kilka z... blisko setki jej powieści. I, niestety, muszę to powiedzieć, tłumaczone są źle i po łebkach. Miałam okazję czytać w języku polskim jej Córkę Pastora i głęboko mnie rozczarowała, co było, myślę, spowodowane tłumaczeniem. Choć być może akurat trafiłam na jedną ze słabszych powieści autorki.



Moje pierwsze spotkanie z The Harrogate Secret odbyło się za pośrednictwem TVP2; lubię filmy kostiumowe, więc ten - pełen intryg i z pełnokrwistymi bohaterami - stał się jednym z moich ulubionych. Oczywiście kupiłam go na dvd (wydanie dodawane do Daily Mail).

Powieść od pierwszych stron bardzo mi przypadła do gustu. Choć ilość archaizmów i skrótów deczko mnie przeraziły (Ta', missis. Me ma'll say ta an' all.), zaczęłam robić notatki i od razu było mi łatwiej;)

Historia jest naprawdę niesamowita; zaczyna się w 1843 roku, kiedy dziesięcioletni Freddie, pochodzący z wielodzietnej ubogiej, ale kochającej się rodziny, jest świadkiem narodzin Belle. Freddie jest gońcem, który akurat tej feralnej nocy udał się do The Towers do niejakiego Gallaghera, szaleńca i narkomana... Następnie akcja przenosi się dwa lata później, kiedy Freddie ratuje maleńką Belle z rąk owego szaleńca. Od tej pory Freddie jest opiekunem Belle, która wyrasta na piękną pannę.


Oczywiście nic nie jest takie proste, na jakie wygląda: jest jeszcze przedsiębiorcza i niezalezna Maggie, która bierze chłopaka pod swoje skrzydła, jest przystojny panicz Marcel, skrywający swój wielki sekret, oraz skradzione diamenty! Mamy prawego młodziana, pannę w opałach, sprzymierzeńców, którzy gotowi są w każdej chwili pomóc Freddiemu, oraz zło, które czai się w The Towers, a które - jak można się domyślać - zostanie zwyciężone!

Powieść ma około 400 stron (zależy od wydania, moje ma 384 strony). Czyta się ją szybko. Postacie są pełnowymiarowe, dialogi zabawne i bardzo prawdziwe. Tylko koniec mnie trochę znużył, bo tak się sprawy napiętrzyły, że filmowy koniec wydaje mi się troszkę właściwszy. Za jakiś czas znów wrócę do tej historii - może w książce, może na dvd, ale wrócę na pewno.