Time Team, czyli Wyprawy w czasie



Stara miłość nie rdzewieje. Ta miłość nie rozczula, ani nie jest przeterminowana. Ta miłość trwa i trwać będzie do ostatniej serii...


Time Team jest kręconym od 1994 programem dokumentalnym, w którym widz może obserwować trzydniowe wykopaliska archeologiczne. Brzmi nudnie? Nic bardziej mylnego - TT jest ciekawsze niż odcinki dra Hausa!
Przed pójściem na studia miałam kablówkę w pokoju. Oczywiście namiętnie ogladałam Discovery, Planete, itp. TT nadawane było na Discovery; oczywiście oglądałam każdą powtórkę po tyle razy ile stacja nadawała.
Jakież było moje zdziwienie, jak jakiś może z miesiąc temu na którymś cyfrowym programie zobaczyłam znajomy sweterek w paski Micka Astona, znajomy kapelusz Phila Hardinga, ruchliwego Tony'ego Robinsona...

Teodozja Jagłowska


Ciocia Tozia, jak ją nazywał mój tata.
Nauczycielka z Filipowa, w 1951 skazana na dwa lata ciężkiego więzienia za wystawienie jasełek w szkole. Szerokie horyzonty myślowe, wrażliwość, wrodzone zdolności literackie, głęboka wiara, patriotyzm, przywiązanie do tradycji, tolerancja, poczucie godności, bezkompromisowa odpowiedzialność za własne czyny i słowa - to główne przymioty jej osobowości.*
Dopiero kilka lat temu dowidziałam się jaka to była wspaniała osoba. Niestety, nie dane mi było poznać ją osobiście.
W 2004 roku ukazała się książka Gwary Mazowsza,Podlasia i Suwalszczyzny I Filipów, pow. Suwałki, w której zawarte są zebrane przez Teodozję Jagłowską opowiadania pisane gwarą oraz słownik gwary jej autorstwa. Ilustracje są autorstwa mojego dziadka, a jej brata - Jana Jagłowskiego.

Antoni Patla w książce opisującej historię Filipowa pisze:
Podczas kopania dołu piwnicznego przy ulicy Garbarskiej w Filipowie, rydel kopiących natknął na coś twardego. Z pomocą przyszedł łom żelazny, który odsłonił piec garncarski, z przepalonymi i poniszczonymi naczyniami.
Dobrze się stało, że przechodziła tędy gorąca miłośniczka tego regionu, pani Teodozja Jagłowska, która szybko zorientowała się w wartości tego, przypadkowo odkrytego znaleziska, natychmiast telefonicznie meldując kierownikowi Muzeum w Suwałkach, wybłagawszy wpierw u kopiących, aby wstrzymali kopanie dołu, przynajmniej na 1-2 dni. Posłuchali, choć robota była pilna (...)
Kierownik Muzeum (...) natychmiast przesłał depeszę do archeologa wojewódzkiego - pana mgr Jaskanisa, - który już nazajutrz zjechał do Filipowa, oglądając szczegółowo cenne znalezisko. Po dłuższej rozwadze mgr Jaskanis zaryzykował twierdzenie, że piec pochodzi z XIV wieku.
To orzeczenie fachowca, jest niemałą rewelacją, skoro pamiętamy, że początki osadnictwa na ziemi pojaćwieskiej datowaliśmy (i datujemy) na początek XVI wieku, tj. na czasy Zygmunta Starego. (...)
Aż nagle, znajduje się coś, co nam zupełnie burzy nasz porządek datowania, - coś, co dokumentuje, że może jeszcze w wieku XIV mieszkali tu ludzie i, jak wynika ze starannie obrobionej ceramiki, to mieszkali tu czas dłuższy i w warunkach pokojowych...

W roku 2007 ukazała się książka Suwalszczanie o swojej przeszłości, której znaczna część zawiera pamiętniki pisane przez Teodozję Jagłowską. We wstępie można przeczytać, że
Teodozja Jagłowska to osoba niezwykła, mogąca służyć za wzorzec zasad moralnych we wszystkich aspektach życia: religijnego, społecznego, pedagogicznego i obywatelskiego (...)
Na formowanie osobowości Teodozji Jagłowskiej największy wpływ miało środowisko rodzinne - rodzice, a zwłaszcza ojciec. (...)
Ów organista (Antoni Jagłowski - przyp. AAK) zasłużył sobie już dawno na monografię. (...) Przecież rzeczywiście to On w mojej pamięci (Aleksandra Deptuły, dyrektora szkoły w Filipowie - przyp. AAK) pozostał jako centralna postać wszelkich poczynań kulturalnych w tej osadzie. W roku 1920 taki człowiek był nieoceniony, a Filipów może być szczęśliwy, że wówczas właśnie miał u siebie Polaka nie tylko z nazwy, ale i z wielkiej miłości do wolnej ojczyzny.




Rodzina Jagłowskich; od lewej: Antoni, Eugeniusz, Maria, Łukaszek, Wincenta, Teodozja.

* - cytat za ostatnią strona książki Suwalszczanie o swojej przeszłości

" Mnie tam psy chodzą..." - Ulisses - James Joyce

Pomimo doskonałego Portretu artysty z czasów młodości, czy Dublińczyków postanowiłam umieścić maleńki fragmencik Ulissesa.
Joyce'a zachwalać nie trzeba. Kto zna, ten wie. Kto nie zna, być może sięgnie z czystej ciekawości "o czym ten facet właściwie pisze???".

W ciemności dał się uczuć trzepot dłoni ducha, a gdy skierowano modlitwę tantras ku właściwym sferom, nikły, lecz wzmagający się blask rubinowej światłości jął pojawiać się stopniowo, była to zjawa eterycznego dwoistego istnienia, podobna żywej istocie dzięki życionośnym promieniom, które biły z twarzy i szczytu głowy. Nawiązano łączność przez przysadkę mózgową, a także z pomocą płomiennopomarańczowych i szkarłatnych promieni emanujących z okolicy sakralnej i splotu słonecznego. Zapytany o swe ziemskie imię i miejsce pobytu w niebiosach, duch oświadczył, że znajduje się teraz na ścieżce prālāyi, czyli powrotu, lecz nadal jeszcze przebywa w niższych rejonach astralnych, w rękach pewnych krwiożerczych istot, które poddają go próbom. W odpowiedzi na pytanie dotyczące pierwszych wrażeń za największą z granic, oświadczył, że początkowo dostrzegał wszystko przyćmione jak w lustrze, lecz że przed tymi, którzy odeszli dalej, otwierają się n aj szersze możliwości rozwoju atmicznego. Wypytywany, czy życie tam przypomina nasz byt ziemski, oświadczył, że słyszał od istot o wyżej rozwiniętym duchu o siedzibach ich wyposażonych we wszystkie najnowocześniejsze wygody domowe, jak telefana, windana, zimciepwada, wataklazat, oraz że najwyżsi adepci pławią się w falach naj czystszej rozkoszy. Gdy poprosił o kwaterkę maślanki, wręczono mu ją i najwyraźniej przyniosła ulgę. Zapytany, czy nie ma żadnego zlecenia dla żyjących, wezwał wszystkich, którzy znajdują się jeszcze po gorszej stronie Maya, aby uznali prawdziwą drogę, gdyż stwierdzono w dewanicznych kręgach, że Mars i Jupiter wylegli dla czynienia zła na wschodnim krańcu, gdzie włada Baran. Zadano wówczas pytanie, czy zmarły nie posiada żadnych specjalnych pragnień, a odpowiedź brzmiała: Pozdrawiamy was, przyjaciele ziemscy, którzy nadal zamieszkujecie w ciałach. Uważajcie, żeby K. C. nie usypał tego za wysoko. Upewniono się, że wzmianka ta dotyczyła pana Comeliusa Kellehera, kierownika znanego przedsiębiorstwa pogrzebowego panów H. J. Q'Neill, osobistego przyjaciela zmarłego, który był odpowiedzialny za przeprowadzenie uroczystości pogrzebowych. Przed odejściem poprosił, aby powiedziano jego drogiemu synowi Patsy, że ten drugi but, którego poszukuje, znajduje się pod komodą w alkowie i że para tych butów winna być oddana Cullenowi, tylko do podzelowania, ponieważ obcasy są jeszcze dobre. Stwierdził, że zakłócało to wielce spokój jego umysłu w innych regionach, i usilnie nalegał, aby oznajmiono tę jego prośbę.

Dobry żart tynfa wart:

Od lat zbieram najśmieszniejsze kawały. Wiszą na korkowej tablicy z holu. Dzielę się z Wami. A nóż poprawię komuś humor:

* * *

Siedzi dziadek na bujanym fotelu, pali fajeczkę, nagle ktoś łomoce do drzwi.
- Kto tam?
- Jean Claude Van Damme...
- Nie zna! Wszyscy czterej wynocha!

* * *

Do miasteczka na Dzikim Zachodzie zajechał wędrowiec. Jedzie, patrzy, a całe miasto puste. Nikogo. W końcu spotkał pijaka.
- Gdzie wszyscy?
- Pojechali wieszać Papierowego Joe.
- A kto to taki Papierowy Joe?
- A taki w papierowym kapeluszu, w papierowym ubraniu, w papierowych spodniach, w papierowej koszuli, na papierowym koniu i z papierowymi pistoletami.
- A po co go wieszać?
- Bo non stop szeleścił!


* * *

Wchodzi klient do sklepu mięsnego.
- Kilogram ogórków z trzeciej półki.
- To nie ogórki, to kiełbasa.
- Jaka?
- Biała.
- Ale ona jest zielona!
- Bo jeszcze nie dojrzała.
- A skąd na niej kożuszek?
- Bo to kiełbasa przytulanka.


* * *

Noc poślubna.
Pan młody stanął w oknie, gapi się i ciężko wzdycha.
- Mówią, że noc poślubna jest taka piękna, a tu leje i leje...


* * *

- Mamo... kup mi małpkę. Proooooszę!
- A czym ty ją będziesz karmił, synku?
- Kup mi taką z zoo, ich nie wolno karmić.

* * *

Mama woła dziecko na podwórku.
- Jaaaaasiuuuu, do doooooomuuu!
- A co? Spać mi się chce?
- Nie! Głodny jesteś!

Życie po życiu

W zeszły czwartek skończył się mój serial. Brytyjski Afterlife z Lesley Sharp. Uwielbiam brytyjskie seriale. No i "sezony" są o wiele krótsze - przeważnie 1/2, czy nawet 1/3 tego, co amerykańskie. Nie będzie już niestety ani Life on Mars, ani Ashes to Ashes, jedynie Doktor Who powróci na wiosnę. Wiem, że to serial dla dzieci, ale jest zabawny i przyjemnie się go ogląda.
Afterlife (Życie po życiu) opowiada o medium, Alison Mundy, oraz psychologu o zdroworozsądkowym podejściu, Robercie Bridge'u. Wyprodukowano dwie serie, razem chyba z 15 odcinków, może mniej. Serial jest bardzo klimatyczny, czasami przerażający (musiałam potem trochę poczytać, żeby zmienić tematykę przed snem).

Niedawno natrafiłam na inny serial o podobnej tematyce, z tym, że to serial zza oceanu. Główna bohaterka również jest medium, i jaki zbieg okoliczności - też ma na imię Allison. Medium jak na serial amerykański jest inteligentny i nawet powiedziałabym refleksyjny. 

Prócz tematyki oba seriale różnią się znacznie. Angielka jest neurotyczna, zagubiona, samotna; Amerykanka to zwykła kobieta, pracuje w prokuraturze, ma trzy córki i kochającego męża.
Może nie bez przyczyny od kilku dni chodzi mi po głowie piosenka Budgie...

O zazdroszczeniu

Afirmować możemy cokolwiek chcemy, np. bogactwo, idealnego kochanka czy kochankę, pracę, ale nigdy nie powinniśmy prosić o czyjeś pieniądze, radość, męża, kochanka czy kochankę - o coś, co dostalibyśmy kosztem drugiego człowieka. (Wszechświat jest dość obfity i niczego nie musimy nikomu zabierać...)


Jerzy Prokopiuk Wtajemniczenie spontaniczne: Wielka Matka i Stary Mędrzec LIX, Czwarty Wymiar 5/2010