Header Image
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura japońska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura japońska. Pokaż wszystkie posty

Śmierć Komandora T. 1 - Haruki Murakami

"Śmierć Komandora Tom 1. Pojawia się idea" to powieść niespieszna, a narracja pierwszoosobowa nadaje jej charakteru gawędy. Odniosłam wrażenie, że najbliżej Komandorowi do "Kroniki Ptaka Nakręcacza" oraz trylogii "1Q84". Oczywiście mamy tu typowe dla autora elementy, takie jak górska samotnia, schludny bohater-everyman (nie wiedzieć czemu zawsze tak myślę o jego bohaterach - że są schludni, być może to przez opisy prania, sprzątania, gotowania, etc.). Są silnie obecne również elementy surrealistyczne, jak mówi piłkarski klasyk, stałe fragmenty gry. 


Niektórzy mogą uznać powieść, za niezwykle nudną, ale fani japońskiego pisarza poczują się jak w domu – do takich fanów należę i ja. Chociaż być może porównanie z trylogią jest na wyrost (brak tu chociażby wątku miłosnego), to jednak spodziewam się po kolejnej części pogłębienia zaznaczonych wątków. Dokładnie takiej książki potrzebowałam w tej chwili, czegoś, przy czym mogę odetchnąć, co pozwoliło mi wrócić do świata, do którego dawno nie zaglądałam, ale który noszę gdzieś w sobie. 

Gdyby nie elementy realizmu magicznego, Śmierć Komandora byłaby dość zwyczajną powieścią obyczajową, jednakże małe śledztwo, w którym bierze udział bohater zasiało ziarnko dreszczyku przygody. Fabuła zaczęła mnie intrygować z rozdziału na rozdział coraz bardziej i mimo iż nie ma tu zaskakujących plot twistów, akcja nabiera tępa i staje się coraz bardziej frapująca!

Miło spędziłam czas podczas lektury i chętnie przeczytam drugą część, która już widnieje w zapowiedziach, a której premię przewidziano na – uwaga - 28 listopada! 

Mam tylko taką małą uwagę na koniec - dostałam egzemplarz już gotowy, nie szczotkę, a znalazłam przynajmniej trzy literówki. 

Więcej o powieściach Japończyka możecie przeczytać na mojej stronie:
http://setna-strona.blogspot.com/Haruki_Murakami

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MUZA.

Przeczucie - Tetsuya Honda

Literatura japońska kojarzy mi się z postmodernizmem i realizmem magicznym w wykonaniu Murakamiego, efemerycznym realizmem Kawabaty, trudnymi pytaniami Oe, nowoczesnością silnie sprzężona z tradycją. Pierwszy raz sięgnęłam po japoński kryminał i zdaje się, że to jedyny taki na naszym rynku wydawniczym.

A powieść kryminalna ma się w Japonii znakomicie. Boom na ten gatunek wybuchł bezpośrednio po II wojnie światowej, kiedy nastąpiła fala amerykanizacji Japonii. Z początku Japończycy bazowali na tłumaczeniach Chandlera, czy Hammetta, ale szybko stało się jasne, że dysponują rodzinnymi twórcami, wcale nie gorszymi niż Amerykanie.


Pierwszym uznanym twórcą tego gatunku, a zarazem założycielem Japońskiego Klubu Powieści Detektywistycznej był Edogawa Rampo. W Japonii kryminały wyewoluowały w dość specyficzne formy – jedne nasycone powojennym socrealizmem, inne silnie ocierają się o erotykę, a niektórzy twórcy czerpią z rodzimych legend, nasycając thriller elementami fantastycznymi.

Przeczucie Tetsuyi Hondy to pierwsza część cyklu o komisarz Reiko Himekawie, która w samej Japonii doczekała się sprzedaży 4 miliony egzemplarzy, kanwą dwóch (sic!) seriali, oraz filmów telewizyjnego i kinowego. Mroczny thriller, osnuty wokół owianego złą sławą darknetu, czyli piekielnego zakamarka internetu, gdzie użytkownik znajdzie to, co normalnego człowieka przyprawia o zawał serca.

Autor wydaje się niezwykle skrupulatny, czego dowodzą wielostronicowe opisy odpraw. Japońska policja jest silnie zhierarchizowana, nie ma w niej miejsca na jakiekolwiek odstępstwa od przyjętego protokołu. Jednocześnie widać również ciężką atmosferę w pracy pod kierunkiem młodej kobiety, której nie szczędzi się epitetów typu „głupia gąska, dziecina, królewna, kretynka”, a to i tak tylko najbardziej eufemistyczne z wyzwisk. Kompetencje Reiko są podważane na każdym kroku; Japonia to nadal społeczeństwo patriarchalne, gdzie od kobiet oczekuje się nie wspinaczki po szczeblach kariery, a zamążpójścia i układnego dokładania szczap do domowego ogniska.

Jako się rzekło, Przeczucie otwiera większy cykl. Jestem ciekawa, czy wydawnictwo pójdzie za ciosem i zaproponuje polskim czytelnikom kolejne części (razem 7 powieści i zbiorów opowiadań).

Herbatyzm; Księga herbaty - Okakura Kazuo.

(Czarka imitująca chińską czarkę z dynastii Sung)
Herbata nie ma arogancji wina, zadufania kawy, czy afektowanej niewinności kakao.
Herbatyzm jest kultem piękna, które daje się odnaleźć w codziennej, szarej egzystencji. Wdraża nam poczucie czystości i harmonii, tajemnicę wzajemnej życzliwości i romantyzmu ładu społecznego. W istocie swej jest uwielbieniem Niedoskonałości, nieśmiałą próbą osiągnięcia czegoś znośnego w naszym nieznośnym życiu.(...)

Herbatyzm jest sztuką zatajania piękna, które należy znajdować samemu; jest sztuką sugerowania tego, czego nie ośmielamy się obnażyć. Jest szlachetną umiejętnością kpienia z samego siebie, spokojnie, lecz przenikliwie, a zatem samą kwintesencją humoru - uśmiechem filozofii.* 

* Post jest cytatem z Księgi herbaty - Okakura Kazuo.

Gdzie oni są? Gdzie wszyscy moi przyjaciele?

Bezbarwnego Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymki przeczytałam z dwu powodów: po pierwsze, jest w prozie Haruki Murakamiego coś, co mnie nieodparcie przyciąga, po drugie, 28 listopada odbyła się ogólnopolska dyskusja poświęcona właśnie tej książce (w zeszłym roku omawialiśmy Trafny wybór JK Rowling). 
Murakami mnie nie zawiódł. O ile nie lubię jego opowiadań (jak wspomnę człowieka-żabę, to mi kartofle z piwnicy czwórkami wychodzą), to powieści uwielbiam. Oczywiście największe wrażenie zrobiła na mnie Kronika ptaka nakręcacza, Kafka nad morzem, Sputnik Sweetheart i trylogia 1Q84, na której ostatni tom czekałam z wypiekami na twarzy. Bezbarwnemu Tsukuru Tazakiemu (dopisek o latach pielgrzymstwa chętnie bym usunęła) bliżej jest do Norwegian Wood - przed nastu laty była sobie paczka przyjaciół, porównująca się do pięciu palców jednej ręki. Kiedy Tsukuru jako jedyny z piątki decyduje się na opuszczenie rodzinnego Nagoi, pozostali ni z tego ni z owego bezpardonowo kończą z nim znajomość. Na Tsukuru wywiera to niebagatelny wpływ: młody człowiek popada w depresję - Murakami w tym miejscu prześciga sam siebie i funduje czytelnikowi najlepszy opis depresji, który został zapisany ludzką ręką.
Jak w innych powieściach sen miesza się z jawą, nie ma prostych wyjaśnień, zostaje tylko oniryczny klimat. Choć nie tak "zakręcony", jak we wspomnianych wyżej powieściach. Oczywiście Murakami nie byłby sobą, gdyby nie "wrzucił" również muzycznego tematu przewodniego - mieliśmy jazz, Janacka, Beatlesów, teraz pora na Ferenca Lista i jego Lata pielgrzymstwa (stąd podtytuł). Właśnie - co do bezbarwności Tsukuru, jest to odniesienie do nazwiska, które na tle czwórki pozostałych przyjaciół, noszących od-kolorowe nazwiska, wydaje się pozbawione koloru. Bynajmniej Tsukuru nie jest bezbarwny z charakteru, o czym, mam nadzieję, przekonacie się czytając najnowszą książkę Murakamiego.
Wspomniałam o II-giej ogólnopolskiej dyskusji - DKK, do którego należę zorganizowało spotkanie w herbaciarni White Monkey. Klimatyczny półmrok, pyszna herbata, wspaniała dyskusja - co tu dużo mówić, było świetnie!

Norwegian Wood - Haruki Murakami

Norwegian Wood zdaje mi się najbardziej poetycką ze wszystkich książek Murakamiego. Jest utrzymana w ciepłych barwach. Taki przynajmniej odniosłam wrażenie. Wspomnienia są nasłonecznione, inne, jak twarz dziewczyny ze wspomnień, prześwietlone jak klisza fotograficzna. Dopiero w miarę postępowania opowieści klarują się i stają rzeczywiste, nasycone szczegółami.


Moje wrażenia, kiedy czytam Norwegian Wood

Na pozór zwyczajna historia chłopaka i dziewczyny wkraczających w dorosłe życie. Na ich wzajemnych relacjach głębokie piętno wywarła samobójcza śmierć ich wspólnego przyjaciela. Watanabe staje się niemal indyferentny w stosunku do całego świata, Naoko natomiast staje się nadwrażliwa; każdy płaci swoją cenę za pozostanie wśród żywych.
Pewnego dnia na drodze młodego mężczyzny staje ekscentryczna, krótkowłosa i niezwykle gadatliwa studentka Midori, która na swój sposób cofa atrofię uczuć bohatera. Równie ważną postacią jest jakby bóstwo opiekuńcze, Reiko, umuzykalniona współlokatorka Naoko, która z pamięci gra Beatlesów (między innymi tytułowy utwór).

Fakt, że akcja toczy się na przełomie lat 60/70 właściwie nie ma znaczenia, ponieważ jest bardzo uniwersalna - pierwsze fascynacje, przekraczanie progu dorosłości, itp. Murakami dotyka w niej również ważnego problemu samobójstw wśród młodych Japończyków. Élan vital a zarazem pęd ku śmierci. Jedynym, który zdaje się temu opierać jest Watanabe; jest częścią świata, ale w nim nie uczestniczy, nie przeżywa, staje się jakby obserwatorem. W jego postaci możemy dostrzec pewne zalążki schludnego outsidera z późniejszych powieści Murakamiego, gdzie z taką samą dokładnością i natężeniem opisywany jest seks, jedzenie, picie piwa, czy robienie prania.
Również szerokość geograficzna wydaje się jakby przekłamana - Japończycy czytający literaturę anglosaską, słuchający muzyki pop i popijający puszkowane piwo. Ponoć Noblista Kenzaburō Ōe wyraził wątpliwości, co do japońskości prozy Murakamiego, a jednak w jego rodzimym kraju powieści sprzedają się na pniu i to w rekordowych nakładach!

Kilka lat temu nakręcono film na podstawie tej powieści. [link]. Przyznam, że nie rozumiem, czemu żaden dystrybutor nie podjął się wprowadzenia Norwegian Wood na nasz rynek. Przecież Polacy pokochali tę specyficzną europejsko-japońską prozę. Bo nie wiem jak Wy, ale ja jestem zakochana od pierwszej powieści.

Przeczytane na wyzwanie 
książka, której akcja dzieje się w Chinach lub Japonii



Kafka w Rey Banach, czyli Haruki Murakami, mój ulubiony postmodernista...

W roku 1933 Breton i Eluard w piśmie surrealistów Minotaur opublikowali ankietę składającą się z zaledwie dwu pytań.

1. Jakie było spotkanie kapitalne w pani/pana życiu?
2. Do jakiego stopnia spotkanie to wywarło lub wywiera na pani/panu jeszcze wrażenie czegoś przypadkowego, czegoś koniecznego? 


Każdy z bohaterów prozy Murakamiego mógłby wziąć udział w takiej ankiecie, udzielając szalenie intrygujących odpowiedzi. Moją pierwszą książką M. była sztandarowa dla tego autora Kronika ptaka nakręcacza. Bohater, zwykły zjadacz chleba, żyjący sobie anonimowo gdzieś w jednej z wielkich japońskich aglomeracji, traci kota. Z kotami już tak jest, że chodzą własnymi ścieżkami. Ale potem odchodzi żona. Nie, nie odchodzi; ona jest stracona... Przez pierwsze sto stron powieść nabiera rozpędu jak śnieżna kula, biorąc rozpęd, by ostatecznie rzucić się na czytelnika i wciągnąć go w ten ni to realny, ni to surrealistyczny świat. 

Bohater większości powieści Murakamiego to everymen, poukładany, umiejący (i lubiący) sprzątać i gotować, ubrany niezbyt przesadnie, ale markowo, przeważnie bez pracy, albo pracujący w wolnym zawodzie. To samo tyczy się kobiet. Ciężko lubić czy nie lubić jego postaci; raczej można się z nimi utożsamiać (są bardzo ludzkie, dobrze nakreślone). Zawsze obecna jest muzyka klasyczna, i to w wysmakowanej formie. Nastolatki w jego książkach mają własne zdanie i dziwnym zrządzeniem nie chodzą do szkoły. Koty gadają (Kafka nad morzem), hotele znikają, pojawiają się podejrzani profesorowie (Koniec świata i Hard Boiled Wonderland), lub dodatkowy księżyc (1Q84), a punktem wyjścia jest egzystencjalna pustka. Mówię egzystencjalna, bo mam na myśli raczej nagły brak, taki jak zniknięcie kota, żony, dziewczyny (Tańcz, tańcz, tańcz)

A całość polana jest turpistycznym sosem rodem z Topora - makabryczny opis obdzierania ze skóry żołnierza w czasie II wojny światowej, zjadanie kocich serc, by posiąść ich duszę i zrobić z nich flet, etc.

W jednym z wywiadów Murakami tak mówi o swoim pisarstwie:
Mówię o sobie, bo siebie znam. Wiem tylko, że w kolejnych książkach zanurzałem się coraz bardziej we własną psychikę. Aby poznać się lepiej, schodzę coraz niżej i niżej na dno studni. W sensie przenośnym, oczywiście. Lubię też obalać mury, pokonywać je. Zajrzeć na drugą stronę i trochę powęszyć. A potem wracam. Na tym polega pisanie powieści. Poszukiwanie ciemnych stron własnego ja, rzeczy, których o sobie nie wiemy. Jeśli ktoś potrafi przekraczać te granice, może wzbudzić zainteresowanie mieszkańców Afryki albo Azji. Ale to wymaga odwagi i pokonania muru, granicy, wobec której czujesz się samotny i bezbronny. Gdy już znajdziesz się po drugiej stronie, możesz być innym człowiekiem. Bardziej wolnym. Staram się, by w moich powieściach nie zabrakło takich doświadczeń. 

Być może stąd w każdej powieści autor zdrowo popuszcza wodze fantazji aż do granicy snu, nie popadając przy tym w śmieszność.