Dzisiaj wpinamy w butonierki koniczynę,
we włosy wplatamy szmaragdowe wstążki, a do kawiarni – czy raczej do pubu –
idziemy z Joyce’em pod pachą. Dzień świętego Patryka prosi się o coś zielonego,
skocznego, irlandzkiego!
Jestem irlandofilem. Ale jedyną
moją „irlandzką rzeczą” jest pocztówka, którą dostałam od znajomego osiem lat
temu. Rok w rok 17 marca zakładam coś zielonego – w tym roku to kolczyki i
chusta. I chociaż nigdy nie byłam w tym pięknym kraju, nałogowo o nim oglądałam,
czytałam i zapisywałam informacje do zeszyciku. Z książek Roddy’ego Doyle’a
wypisałam kilka gaelickich fraz, fakty z najnowszej historii; nieobce są mi
Home Rule, Sinn Fein (dosłownie „My sami”), The Soldiers Song, nazwiska takie
jak Parnell, MacDiarmada, czy de Valera. Niedawno, w związku z setną rocznicą
wybuchu Powstania Wielkanocnego Irish Times (którego regularnie czytam –
oczywiście w wydaniu internetowym) dał porównanie ulic miasta po powstańczych zniszczeniach i dziś. Zaskoczyła mnie ilość zniszczeń; podobnie wyglądała powojenna Warszawa.
Kiedyś naprawdę zaczytywałam się
w Irlandczykach. Zaczęło się oczywiście od Joyce’a, a dokładnie od Dublińczyków. Potem był Portret artysty z czasów młodości i Stefan bohater. W międzyczasie jakieś
nieudane podejścia do Ulissesa. Ale
po przeczytaniu całego dostępnego Joyce’a, zaznajomieniu się z historią Irlandii,
a także – co ważne – poznaniu legend (i nie ukrywam filozofii starożytnej)
zaliczyłam kompletny umysłowy odlot z Ulissesem.
Powieść mnie oczarowała, zmiażdżyła i pochłonęła. Stałam się innym człowiekiem
(kolejny taki crush zaliczyłam przy
Hardym i przy Falach Woolf). Następne w kolejności (co raczej było naturalnym
wyborem, nie planem) był Flann O’Brien: Sweeney wśród drzew (nadal czekam na ekranizacje!) i Trzeci policjant.
Następnie przyszedł czas na coś bardziej współczesnego: Malinski Siofry O'Donovan, sześć książek Roddy’ego Doyle’a, był
czas, kiedy zaczytywałam się w wierszach Yeatsa, czy Heaneya, chłonęłam dramaty
Becketa; nie zaniedbuję również Ulsteru, wręcz przeciwnie – Robert McLiam
Wilson nadal jest jednym z moich ukochanych pisarzy i przymierzam się do kupna
Ulicy Marzycieli z większymi literami, bo regularnie nawiedza mnie chęć
powtórzenia po raz nie wiem który tej znakomitej powieści! Z nowych odkryć mam
na koncie Colma Toiblina, a na liście do przeczytania Iris Murdoch. Miłośniczkom
literatury kobiecej nie muszę chyba polecać Cecilii Ahern, Sarah-Kate Lynch, zmarła
kilka lat temu Maeve Binchy, czy Marian Keyes. Regularnie zaglądam na dział
książkowy IT, gdzie już wypatrzyłam kilka ciekawostek, na które mam chrapkę, miedzy
innymi na opowiadania Thomasa Morrisa We
don’t know what we’re doing.
Zobacz także: |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.