| źródło: LubimyCzytać.pl |
Żulowaty superbohater w ramonesce nadal szwenda się ulicami Katowic rozprawiając się z lokalnymi bandytami. Tym razem trafiają się zombiaki, które atakują Ligotę, a także kolejny "wampir" z Sosnowca. W skład ekipy wspomagającej Zwierzchowskiego wchodzą: Alojz, ubarwiający ślaską godką dialogi emeryt górniczy, Benjamin, młody anglik, który jest tym, kim Alfred dla Batmana, Ekumen, taki Mr Stitch pozszywany z relikwii "cudownych" świętych, no i oczywiście Zawisza Czarny wymachujący swoją wielką... tonfą. Klimat rodem z KickAssa, spora dawka (czarnego) humoru, spora doza rock'n'rolla. Plus za śmichy-chichy z PKP, oraz za przestrogę, jak nie wychowywać dzieci.
Co jeszcze mogę dodać? Nie wiem, jak w innych cyklach, ale w Dreszczu Ćwiek trochę gubi wątki, skacze z kwiatka na kwiatek, coś tam urywa, gdzieś błądzi. Mam nadzieję, że "w tym szaleństwie jest metoda" i w trójce - bo to oczywiste, że trzeci tom powstanie - doczekamy się paru rozwinięć i wyjaśnień. Mam tylko żal do autora o Benjamina... bez spoilerowania, ale - kto przeczyta ten się dowie...