Moje wspomnienia o życiu towarzyskiem w Warszawie - Paulina Wilkońska

Trzytomowe wydanie Moich wspomnień o życiu towarzystkiem w Warszawie Pauliny Wilkońskiej wchodzi w skład Biblioteki Dzieł Wyborowych, o której pisałam przy okazji Listów do przyszłej narzeczonej. Pierwotnie memuary były wydane w 1871 roku w Poznaniu. Paulina Wilkońska, literatka, związana luźno z kołem Entuzjastek (pierwsza polska grupa działająca na rzecz zwiększenia głosu kobiet w życiu społecznym i kulturalnym) skupionej wokół Narcyzy Żmichowskiej. Wilkońska jest autorką blisko czterdziestu powieści dydaktycznych, już dziś jak większość dziewiętnastowiecznej prozy zapomnianych. Co ciekawe, w przedmowie do Wspomnień z 1907 roku Zdzisław Dębicki znęca się nad autorką dowodząc, iż powieści jej były „pisane pospiesznie, bez śladów jakiejkolwiek myśli artystycznej w założeniu i wykonaniu”, a dalej cytuje prof. hr. Tarnowskiego, który uważa je za „śmiertelnie nudne i oklepane”. Jakie by jednak nie były, został nam wspaniały tom, w którym zawarte są szczegóły życia w latach 50-tych dziewiętnastego stulecia. 

Biblioteka Dzieł Wyborowych wraz z cennikiem

Książka jest podzielona na rozdziały według domów otwartych, które chętnie i często przyjmowały gości. Bawiono się w licznym gronie (niektóre cotygodniowe spotkania były okazją do zgromadzenia blisko stu osób!), grano w gierylasa, preferansa, wista; urządzano teatr amatorski, bawiono się w wirujące stoliki, wirujące ekierki (sic!); jedzono ciasta, „bułeczki obłożone szynką lub pieczenią, pączki, sucharki”, a pito herbatę i wino; cygara palono punktualnie o 12-stej, a nad ranem podawano kawę. ”Schodzono się zwykle dopiero około godziny dziesiątej, – pisze Wilkońska – a wielu przybywało i później.” Spotkanie kończyło się kiedy szarzał świt.

Wspomnienia są także zapisem lat terroru; po 1848 roku nasiliły się represje, ludzie z błahych przyczyn byli brani do cytadeli, wywożeni na Sybir. Mąż Pauliny Wilkońskiej, August, także literat, również nie uniknął więzienia. Ciekawostkę może stanowić fakt, iż po śmierci cara Mikołaja I Romanowa szlachta polska miała obowiązek nosić żałobę!

Dowiedziałam się również, że wówczas język francuski był niemodny „nie to, co przed pół wiekiem” – a do dobrego tonu należało pisanie po polsku: wiadomo, każdy z utęsknieniem upatrywał końca niewoli i nadziei na odzyskanie niepodległości. Co ciekawe, wcale ta niechęć do francuszczyzny nie koliduje z licznymi dialogami wypowiadanymi właśnie w tym języku.


Równie imponujący jest spis literatów, z którymi w salonikach Warszawy zetknęła się autorka, a gros których stanowiły kobiety, takie jak Anna Nakwaska, czy Deotyma. Ta ostatnia była córką Niny Łuszczewskiej, która prowadziła jeden z saloników literackich, a który jak pisze Wilkońska stanowił „prawdziwą chlubę Warszawy”. Deotyma, pamiętna autorka Panienki z okienka była szczególnie dobra w tzw. improwizacjach, które polegały na układaniu ad hoc wiersza do zadanego tematu.


Jak już napisałam we wstępie, jest to wydanie trzytomowe. Do dnia dzisiejszego ukazały się tylko trzy wydania, w tym jedno w PIW w 1959 roku, opracowane przez Zofię Lewinównę, pod redakcją Juliusza W. Gomulickiego. Szczerze polecam Wspomnienia jako zapis życia, o którym czyta się jedynie w podręcznikach, czy w Mickiewiczowskich Dziadach. 

Kroje pisma, fonty, czcionki

Każdy spotkał się z tak zwanym znormalizowanym maszynopisem. Znaczy to nie mniej nie więcej, że w czasach kiedy używamy komputera zamiast maszyny do pisania proszą nas o używanie fontu Times New Roman, wielkości Cycero (12) i odstępie pojedynczym. Wydawnictwa życzą sobie wielokrotność arkusza wydawniczego (40 000 znaków), czyli wielokrotność 22 stron znormalizowanego maszynopisu.

Jeżeli chodzi o stopnie pisma, edytory tekstu bazują na Systemie PostScript, który jest zbliżony do Systemu Didota (stosowany na kontynencie) oraz Systemu Pica stosowanego w krajach anglosaskich), choć ich miary nie są równe. Poniżej tabela z Systemem Didota, który był zgodny z Polską Normą. 

Najbardziej rozpowszechnione są 8, 10 oraz 12. Nazwa tej ostatniej, Cycero, pochodzi od pierwszych wydanych drukiem mów Cycerona, które złożono właśnie 12-stką. Nazwa Missal pochodzi od mszałów. Nazwa Nonparel, czyli niezrównany, unikatowy nawiązuje do trudności przy odlewaniu tak drobnych czcionek; Brylant i Diament to najmniejsze czcionki, których nazwy podkreślają rzadkość występowania. Nazwa Garmond nadana została dla uczczenia francuskiego drukarza, który opracował nowy typ kroju antykwy.
Jeżeli mówimy o krojach pisma, nie używamy nazwy czcionka – czcionka to metalowy lub dawniej drewniany klocek, służący do odbijania pojedynczego znaku/litery.

Muzeum drukarstwa w Cieszynie


W krojach pisma ze względu na podział na duże/małe litery wyróżniamy MAJUSKUŁĘ, czyli wersaliki, minuskułę, czyli pismo tekstowe (małe, normalnej wielkości litery), oraz Kapitaliki. Ze względu na układ względem środka mamy antykwę, czyli pismo proste, oraz kursywę. Pisma dzielimy również na Szeryfowe, czyli z kreskami kończącymi litery, oraz bezszeryfowe. 
W latach 60-70-tych bardzo popularna była Silesia (nie ma nic wspólnego z dzisiejszą Silesianą). Równie popularna była Candida oraz Baltica. Dziś książki składa się komputerowo; fajnie, jak w stopce jest podany font oraz papier, na którym książka została wydrukowana. 
Co do fontów, można sobie pościągać (darmowo i legalnie) bardzo fajne wzory - są fonty stylizowane, pisanka, ogromny wybór fantazyjnych, na przykład TU jest ogromny wybór. Wystarczy rozpakować paczkę i zawartość przerzucić pod windows/fonts. I od razu używając edytora tekstu można pisać wybranym krojem. 

Work in progress

Czyli środowe czytanie i robótki z Maknetą. Na warsztacie mam koc. W planie jest dość duży, i tym razem dla mnie. Kolory są jesienne; jestem bardzo zadowolona z tej palety. Kiedy szydełkuję, jednocześnie siłą rzeczy nie mogę czytać, ale - nadrabiam filmy i seriale. Kiedy zmęczona ręka odkłada szydełko sięgam po drugi z czterech tomów Cichego Donu. Piękna proza!

Jak widać dorobiłam się nowego koszyka i plastikową "robótkową" miskę, pękniętą niefortunnie wzdłuż mogę utylizować. Nadal jednak korzystam z miseczek na pojedyncze motki. A swoją drogą zwijania miałam na pół dnia - robótka jest z siedmiu kolorów, każdy motek musiałam zwinąć w kłębek; nie umiem, nie wygodnie mi robić, kiedy są "fabryczne". Zwijacie, czy stosujecie lifehacki na zbyt duże motki?   
Wzór: giant granny square
 

Książkowe ABC

Druga część anatomii książki. Dziś kilka haseł encyklopedycznych ilustrowanych przykładami.

Addenda – wszelkie dodatki znajdujące się w książce, takie jak appendix (dołączony do książki tekst uzupełniający), paralipomena (krótkie dodatki odautorskie), parerga (utwory uboczne, uzupełniające dzieło zasadnicze), skorowidz, załącznik, aneks.

Asterysk - * - oznaczenie w tekście odsyłacza do hasła, bądź przypisu.

Errata – tabelka, niekiedy wlepiona (doklejka), z wykazem błędów (literówek) drukarskich, dostrzeżonych po wydrukowaniu.
errata do tomu I-go w zamieszczona w tomie II-gim

Ex libris, ekslibris – znak własnościowy w postaci spersonalizowanej miniatury opatrzony nazwiskiem posiadacza, bądź nazwą instytucji.
Ex libris

Faksymile, facsimile (łac. fac simile – czyń podobnie)– odbitka własnoręcznego podpisu np. twórcy. Dawniej wierna odbitka (np. miedziorytnicza) nawet całych stron pisanych odręcznie (autograf).
Faksymile podpisu Tomasza Manna

Glosa – ręczny dopisek wyjaśniający lub komentujący wyraz lub zwrot w tekście, objaśnienie.
Przykład glosy

Indeks – skorowidz, spis pomocniczy, np. zawierający zestawienie dat (kalendarium), spis osobowy (ułożony alfabetycznie) nazwisk występujących w tekście, itp.

Inicjał – ozdobna, niekiedy iluminowana pierwsza litera tekstu, pierwszy inicjał datuje się na V wiek.
Ozdobny inicjał

ISBN – International Standard Book Number, międzynarodowy znormalizowany numer książki, 13-cyfrowy numer książki, utworzony w Wielkiej Brytanii w 1966 roku, w Polsce nadawany od 1970 roku jako 10-cyfrowy (prefix 978 wprowadzono w 1997 r.). Dla czasopism ISSN. Numer ISBN jest wydawany bezpłatnie, co ciekawe, książka z tym numerem jest obłożona 5% vatem, a bez niego aż 23%!
978 [prefix]-83[kraj]-04[wydawnictwo]-01898[numer publikacji]-5[suma kontrolna]

Kieszeń książki – trójkątny kawałek papieru na trzeciej stronie okładki przeznaczony na przechowywanie map, ilustracji, tabel, lub w przypadku drugiej strony okładki na kartę biblioteczną.
Kieszeń książki (na kartę biblioteczną)

Marginalia – noty na marginesach, np. zaznaczające ważne ustępy tekstu (ostatnio rozpowszechnione w opracowaniach lektur).
Marginalia

Sygnet wydawcy – znak lub godło wydawcy/drukarni, niekiedy zawiera dewizę; pierwszy sygnet powstał w 1462 roku na Psałterzu Mogunckim.
Przedwojenne sygnety wydawców

Stychometria – numeracja wierszy np. w dramatach, rzadziej w prozie.
Stychometria

Winieta – ornament roślinny, początkowo wić winna (stąd nazwa); wykształciły się także bordiura (winieta ramkowa), frontyspis (winieta tytułowa), przerywnik (miedzy kolumnami), en tete (winietka w nagłówku), finalik (winietka na końcu książki), cul-de-lampe (drobniejsza forma finalika)
Przerywnik

Winieta w formie finalika
Winieta ramkowa

Żywa pagina – powtarzający się u góry strony skrócony tytuł dzieła, bądź nazwisko autora, lub tytuł rozdziału
Żywa pagina

Proweniencja książki

Wiekowe książki, pełne pieczątek, numerów kaligrafowanych  brązowym atramentem, niektóre opatrzone imiennymi pieczątkami z prywatnych biblioteczek, inne jedynie podpisane zamaszystym pismem. W swoich zbiorach posiadam nawet dwie książki opatrzone ex librisami. Takie znaki własnościowe są dla badaczy bardzo ważne, szczególnie na książkach rzadkich (cymeliach). Proweniencja książki (z łaciny provenire - "pochodzić od") to jej rodowód, losy, które udokumentowane są znakami własnościowymi. Do takich znaków należą nie tylko pieczątki i ekslibrisy, ale i dedykacje. 
Poniżej najciekawsze pieczątki i wlepki, które znalazłam na półkach.

Z księgozbioru Biblioteki Ruchomej Gebethnera i Wolffa

Regulamin wypożyczeń Księgarni Nowości w Tarnopolu

Czytelnia Ewangelicka w Hażlachu (Śląsk Cieszyński)

Wypożyczalnia Książek "Lektor Krakowski", oddział Instytutu wydawniczego zał. w 1914 r we Lwowie



Wypożyczalnia książek "Nowa Książka", Lwów.

Księgarnia "Renaissance" Stanisławów

Pieczątki biblioteki przyzakładowej

Regulamin wypożyczeń

Kolejne pieczątki biblioteki przyzakładowej

Towarzystwo Czytelni Ludowych - Koło Rybnik (TCL działało w latach 1895-1939 przy sklepie papierniczym F. Mrówca)

Ta sama książka, co powyżej, zaopatrzona w nowszą pieczątkę Biblioteki Miejskiej

Oprawiła firma I. Morcinek i P. Przegendza z Rybnika

Książka wycofana z biblioteki, widoczny ślad po kartce z pieczątkami z datą wypożyczeń

Książka z historią

Najwyższe standardy obsługi klienta

Książka Jima Pokera była bezpłatnym dodatkiem dla prenumeratorów Wiarusa, pisma żołnierzy polskich
Księgarnia katolicka Goerlicha i Cocha z Wrocławia (Breslau)

Szydełkowe poduszki / crochet cushions

Robótkowa środa, bo dziś Wspólne Dzierganie i Czytanie. Poszewki skończyłam już jakiś czas temu, ale do tej pory jakoś nie udało mi się ich sfotografować w pełnej krasie. W założeniu ma być jeszcze jedna, okrągła, ale lato nie sprzyja szydełkowaniu, przynajmniej w moim wypadku. 
szydełkowe poszewki

granny square / zigzak (czyli tradycyjne kwadraty i zygzak)
giant granny / african flower (tęczowa wariacja na temat babcinych kwadratów, oraz afrykański kwiat)
To były robótki, a teraz czytanie; zaczęłam dwie dość grube opowieści: naprzemiennie czytam Szkarłatny płatek i biały Michela Fabera (wielkiego smaka narobiła mi Lolanta z bloga Lolanta czyta), a także zabrałam się za epickie dzieło Szołochowa, które czytam do poduszki. Pewnie trochę zmarudzę, więc posty będą ukazywały się rzadziej.

Elmer Gantry - Sinclair Lewis

Elmer Gantry to zjadliwa satyra na obłudne środowisko małomiasteczkowych amerykańskich duszpasterzy. Od wydania tej głośnej powieści Sinclaira Lewisa minęło niemal sto lat, ale poruszana problematyka jest ponadczasowa, choć może nie ma takiej siły rażenia jak w 1927 roku. Jeżeli tytuł wydaje się znajomy, to spieszę donieść, że ekranizacja z 1960 roku przyniosła znakomitemu Burtowi Lancasterowi Oscara.

Sinclair Lewis przyszedł na świat w 1885 roku jako najmłodszy z trójki pociech doktora Edwin J. Lewis i Emmy Kermott Lewis, która obumarła dzieci w 1891 roku. W rodzinnym domu Lewisa w Sauk Centre, w stanie Minnesota, znajduje się muzeum poświęcone pisarzowi. Drobny, niepozorny, nieładny, nie znajdował w oczach ojca uznania, lecz szybko zachwycił środowisko niewątpliwym talentem literackim wynikającym z daru wnikliwej obserwacji. W czasie studiów w Yale publikował opowiadania oraz wiersze. Pierwszą powieścią Lewisa jest utrzymana w stylu science-fiction Przejażdżka samolotem (wydana w 1912r.). O uwielbieniu dla G. H. Wellsa może świadczyć nie tylko wybór tematu dla debiutu, ale i to, że synowi nadał imię Wells (Wells Lewis zginął w czasie II wojny światowej). 
Sinclair Lewis, 1930r. źródło: Wikimedia.org
Choć pisał bezustannie i wydawał regularnie powieści, największy sukces odniósł krytyczną w stosunku do zaściankowości małych miasteczek Główną ulicą (1920r.). Kolejne powieści, Babbit oraz Arrowsmith ugruntowały pozycję Lewisa jako kongenialnego pisarza młodego pokolenia. Do tego Lewis był niepokorny: odmówił przyjęcia nagrody Pulitzera! 
W roku 1930 został laureatem Literackiej Nagrody Nobla, za „szlachetnie podniosłą i różnorodną poezję, która zawsze wyróżniała się świeżością natchnienia i rzadko spotykaną czystością ducha”*

Elmer Gantry to satyryczne i demaskujące bigoterię spojrzenie na światek religijnych kongregacji. Tytułowy bohater obdarzony stentorowym głosem, charyzmą i niezwykłym wręcz talentem do wygłaszania płomiennych kazań jest zarazem skłonnym do bitki i do wypitki, ganiającym za spódniczkami płytkim narcyzem o moralności wielkości brudu za małym paznokciem. Lewis demitologizuje bukoliczne maleńkie miasteczka, przewodników duchowych w których upatruje hipokrytów, a także odsłania kulisy wielkich karier pastorów, wśród których są i kobiety. Powieść znalazła się oczywiście z racji krytykowanego tematu na cenzurowanym (powieść trafiła na purytańską listę Banned in Boston).

Dość odpowiadał mi sarkastyczny humor oraz wartkie tempo wydarzeń. Pomiędzy kaznodziejstwem Gantry'ego, a czasami, kiedy był trzeciorzędnym komiwojażerem natrafiłam na arcyciekawy i aktualny fragment o... coachingu! Elmer pod wpływem pani Evans Riddle, prekursorki new age, zaczyna wygłaszać wykłady o sile woli w iście nowoczesnym stylu! Lecz pomimo wszystkich niewątpliwych zalet tej powieści (humor, prowokacja, dysputy teologiczne), czytanie Sinclaira Lewisa jest jak wycieczka rowerowa. W deszczu. Pod górę. Z pękniętym łańcuchem. Pierwsze 100 stron super; kolejne 300 - niepotrzebne... Może to wina jednowymiarowych postaci, chociaż rozumiem, czemu miały służyć, to jednak brak w nich innych aspektów i niuansów. Na półce mam jeszcze opowiadania Lewisa i z pewnością kiedyś po nie sięgnę.
* za Wikipedia. pl

Młode lwy - Irwin Shaw

Kiedy skończyłam czytać Młode lwy, siedziałam dobre piętnaście minut z książkowym kacem i smutną miną - dawno żadna książka nie zrobiła na mnie takiego w rażenia. W ujęciu Irwina Shaw wojna zmienia marzycieli w cyników, skromne nauczycielki w dziwki, a małomiasteczkowych przedsiębiorców pogrzebowych w psychopatycznych oficerów pastwiących się nad swoimi podopiecznymi niczym rozwrzeszczany sierżant Hartman w Kubrickowskim Full Metal Jacket


Urodzony w 1913 roku Shaw trafił do wojska w czasie II wojny światowej jako korespondent wojenny. Perypetie bohaterów najsłynniejszej jego powieści są po części oparte na doświadczeniach młodego literata; stacjonował w Afryce, jak książkowy Diestl, oraz w okupowanej Francji. Młode lwy to społeczno-obyczajowy dramat wojenny, w którym przeplatają się losy kilkorga bohaterów: wspomnianego już przeze mnie sierżanta Christiana Diestla (w filmie z 1958 roku awansowanego do stopnia porucznika!), który przed wojną pracował jako instruktor narciarstwa; szeregowca Michaela Whitacre'a, reżysera teatralnego i bon vivanta (w filmie wykorzystano talent wokalny Deana Martina i zmieniono profesję Whitacre'a na piosenkarza); oraz szeregowca Noego Ackermana, Żyda i mola książkowego.

Wojna zmienia charakter mężczyzn, wyzwala najgorsze i najlepsze cechy, które ukryte pod werniksem codzienności w czasie pokoju nie dają o sobie znać. Jak powiedział porucznik Hardenburg, przełożony Diestla: "Wojna najbardziej urzeka rodzaj ludzki, bo najdokładniej odpowiada dominującym cechom człowieka: samolubstwu i zamiłowaniu do grabieży". Widać to jaskrawo na przykładzie okupantów i okupowanych, prowadzących nielegalne interesy. 

Mit kompanii, w której za kolegę oddałoby się życie, również cierpi - żołnierze są źle przeszkoleni (Michael narzeka na nieprzydatne szkolenia o chorobach wenerycznych, których musieli żołnierze wysłuchiwać zamiast praktycznie szkolić się w walce, czy tropieniu), obóz szkoleniowy przypomina raczej kolonię karną, gdzie respekt trzeba zdobywać pięściami, a poziomem antysemityzmu nie ustępuje hitlerowskim Niemcom. I choć zawiązują się przyjaźnie, bywają ulotne i nietrwałe, a każdy dba o własny interes i przeżycie, nawet za cenę poświęcenia życia podwładnych. 


Młode lwy to powieść gorzka, pozbawia złudzeń co do tego, jak wojna wyglądała naprawdę; brud, smród niemytych tygodniami ciał, braki w uzbrojeniu, bezwzględność i wyrachowanie, które popłacają. Także podczas wyzwalania obozu heflingowie (więźniowie hitlerowskich obozów koncentracyjnych) mszczą się na swoich prześladowcach bezwzględnie i okrutnie - nie ma tu miejsca na odkupienie i przebaczenie. 

Mój egzemplarz składa się z trzech tomów wydanych w serii "Biblioteka powszechna" (seria wydawana wspólnie przez różne wydawnictwa) w 1963 roku, ale bez trudu znajdziecie nowsze, bowiem wydań tej powieści ukazało się sporo. Książkę naprawdę polecam gorąco, zwłaszcza osobom, które znają film; jest tu dużo rozbieżności i konfrontując oba dzieła fukałam na scenariusz najpewniej tak, jak Shaw, któremu film nie przypadł do gustu; choć niewątpliwie jest godny uwagi i znakomicie zagrany (Brando, Martin, Clift), to jednak warto sięgnąć po książkowy pierwowzór.

Hobbit; Władca Pierścieni - J.R.R. Tolkien

"W norze pod pagórkiem mieszkał pewien Hobbit"¹ - to zdanie przyszło do głowy pewnemu profesorowi oksfordzkiemu, kiedy zmęczony sprawdzaniem egzaminów pisemnych znalazł chwilę wytchnienia oraz... pusta kartkę. Właściwie można śmiało powiedzieć, że to piękny początek wielkiej przygody. 

John Ronald Reuel Tolkien od najmłodszych lat wykazywał zainteresowanie - w wieku ośmiu lat stworzył swój pierwszy język, oczywistym więc było, że młodzieniec mający naturalny dar do języków musi się poświecić lingwistyce. Jeżeli do tego jeszcze dodać miłość do wszelkich legend, eposów, czy poematów heroicznych (szczególnie ukochanego przez Tolkiena Beowulfa), a także nieograniczoną wyobraźnię, musiało powstać epickie dzieło. 
Jeżeli trylogia Tolkiena - to tylko w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej

Od czasów studiów Tolkien zaczął systematyzować swój własny świat, którego legendarium zawarł w Silmarilionie, poczytanym przez krytyków za bardzo platoński (porównywalny do dialogu Timajos). Pierwsza wojna światowa, podczas której stracił wielu przyjaciół naznaczyła jego sposób patrzenia na świat, ale także dała koncepcję pewnym sytuacjom oraz postaciom, jak na przykład Samowi Gamgee, który jest wzorowany na ordynansie Tolkiena. W czasie szkolenia, po którym Tolkien miał zostać wysłany na front "uczył się kombinacji nowych i starych metod komunikacji, takich jak flagi, światło, heliograf, czy Alfabet Morse'a."² Zarówno we Władcy Pierścieni, jak i w Hobbicie możemy odnaleźć krajobrazy z otoczenia, w którym dorastał autor, a także te, które zrobiły na nim ogromne wrażenie, jak zwiedzany podczas wycieczki do Szwajcarii Matterhorn, który występuje w Śródziemiu pod nazwą Samotna Góra w Górach Mglistych. 
W twórczości Tolkiena nie brak inspiracji legendami, podaniami, poematami a także książeczkami dla dzieci, jak na przykład The Marvellous Land of Snergs; a postać Gandalfa jest prawdopodobnie zapożyczona z sylwetki Liczyrzepy. Wzajemnie inspirowali się także członkowie licznych kół literackich, do których Tolkien należał i tak Lewisowskie "hnau" to "stworzenia podobne do zwierząt lub warzyw z osobistymi, ludzkimi cechami"³ zupełnie jak Tolkienowscy Entowie
"Charakterystyczną cechą Władcy Pierścieni jako dzieła literackiego jest jego oparcie w języku. Tolkien wykorzystuje wymyślone przez siebie języki w nazwach, ale także w obdarzonych wyobraźnią możliwościach. Język jest tłem mitologii. Inną oznaką jego literackiej wartości jest to, że Tolkienowi udało się połączyć bogactwo symbolizmu w swojej opowieści. Wyprawa, podróż, poświęcenie, ukojenie, śmierć i wiele innych symbolicznych elementów zostaje przepięknie rozwinięte w książce. Same krajobrazy, przez które idą podróżnicy, są symboliczne, sugerują nastroje, które korespondują z etapem podróży i etapem całej opowieści. Okrucieństwa podziemnego miasta Moria na przykład korespondują z duchowym odświeżeniem krainy Lorien. Te krajobrazy zawsze w pełni odzwierciedlają kierunek opowieści w książce."⁴ Co mnie najbardziej zdziwiło, to stwierdzenie samego Tolkiena w jednym z listów, mianowicie, że Władca Pierścieni jest to "fundamentalnie religijny i katolicki utwór". Śródziemie wydawało mi się wolnym od wszelkich religii, ale rzeczywiście walka dobra ze złem, poświęcenie, "niesienie pierścienia krzyża" dla dobra wszystkich, wreszcie zbawienie, odkupienie to motywy stricte religijne, czy może bardziej - chrześcijańskie. 
Hobbit z objaśnieniami oraz ilustracjami m.in. autora

W wydaniu Hobbita, które kupiłam (z objaśnieniami i wstępem Douglasa A. Andersona) znajduje się szereg ciekawych informacji na temat źródeł pochodzenia poszczególnych postaci, motywów oraz ilustracje zarówno samego autora (chociażby i dla tychże ilustracji warto zwrócić uwagę na to wydawnictwo), jak i rysowników próbujących się z opowieścią o podroży Bilbo Bagginsa, wśród których znajdują się sławy takie jak Tove Jansson, która obdarzyła Niziołka klasycznie muminkową kreską, Chika - do wydania francuskiego z 1976 roku (przypomina kreską film Ralpha Bakshi), lub ilustracje rosyjskiego rysownika Michaiła Biełomlinskiego, w których Baggins przypomina spasionego socjalistę z rysunków satyrycznych. 
Równie ciekawe jest, że pierwsze wydanie Hobbita (które ukazało się 21 września 1937) to zaledwie 1500 egzemplarzy, ale już Drużyna Pierścienia (29 lipca 1954), Dwie wieże (11listopada 1954) oraz Powrót Króla (20 października 1955) to dziesięć razy tyle; ogromna popularność opowieści dla dzieci (Tolkien bowiem najpierw opowiadał Hobbita własnym pociechom) sprawiła, że domagano się kolejnych części przygód dzielnego Niziołka, Krasnoludów, walecznych Elfów i tajemniczego czarodzieja; Władca Pierścieni nie ma w sobie jednak nic z dziecięcej bajki na dobranoc i otworzyła drogę zupełnie nowemu gatunkowi literackiemu dedykowanemu dorosłemu czytelnikowi. Olbrzymim sukcesem okazały się także ekranizacje nowozelandzkiego reżysera, Petera Jacksona. 
Elficka broszka, której... nie mogłam się oprzeć ;)

Przypisy 1-4 pochodzą z książki Colina Durieza "Tolkien; niezwykła biografia twórcy Śródziemia."

Dolina szarej rzeki - Jerzy Waldorff

Elokwentny kronikarz świata, którego już niema, wtrącający archaiczne "aliści", "jeno", czy "ongiś", zachował się Jerzy Waldorf w pamięci czytelnika przede wszystkim jako ekspert i miłośnik muzyki poważnej. Dał się poznać w szczególności jako propagator i wielki admirator Karola Szymanowskiego, ale i rzecznik odnowy cmentarza Powązkowskiego. Zakochany w przedwojennej stolicy, jej specyficznym charakterze, blichtrze i snobizmie arystokracji, w którym wzrastał, a który przez czasy powojenne został zastąpiony napływową ludnością i zniwelowany walcem komunizmu. "Warszawa, chociaż wskrzeszono zgodnie z zachowaną dokumentacją Stare i Nowe Miasto, Zamek i Trakt Królewski, wymieniła niemal całą ludność z miejskiej na przedmiejską i wiejską, również ustrój polityczny i wreszcie obyczaj tak najkompletniej, że jedynym fragmentem jej autentycznym, nawiązującym wprost do historycznej przeszłości, został stary cmentarz Powązek. Dopiero tam odnaleźć można dawne rody warszawskie, sławne z dziejów miasta nazwiska, szlachetne twarze mieszczan w nadobnych podobiznach i nawet - z epitafiów - przypomina o sobie dostojny język, którym posługiwano się przy co bardziej uroczystych okazjach, ale i też na co dzień w szanujących się domach, a który po masakrze stolicy i jej odrodzeniu zastąpili świeży mieszkańcy wulgarnym żargonem, niechlujnym gdukaniem z trybun, co dawniej były miejscem popisu krasomówców." 



Jerzy Waldorff napisał ponad dwadzieścia książek, z czego większość poruszająca temat krytyki muzycznej. Abstrahując od życia prywatnego, czy tajemnic, które do dziś nie zostały odkryte - biografia Waldorffa jest bowiem pełna rzeczy sprzecznych i nie będę się nad nią rozwodziła - chciałam polecić eseje biograficzne Dolina szarej rzeki. "Waldorfa - pisze w posłowiu Jarosław Kurski - czyta się dla języka, ciętych żartów, barwnych porównań. Ludzie z końca świata lecieli, żeby posłuchać jego radiowego felietonu. Słuchali i ryczeli ze śmiechu. On się bawił muzyką jak żongler piłeczką." Tak jest i w tym przypadku: autor ze specyficznym humorem lawiruje między ubolewaniem nad światem straconym, kiedy jako mały panicz spacerował z nianią po Ogrodzie Saskim, czy kiedy jako ułan czarował konną jazdą, a czasami powojennymi, obfitującymi w szereg komplikacji natury politycznej. Lata 50-te były dla Waldorffa-humanisty niezmiernie uciążliwe; jako aspirujący pisarz udaje się do nadmorskiej miejscowości, w której odbywa się nielegalny proceder wywozu chętnych do Szwecji; opowiadanie "Konsul Jego Królewskiej Mości" jest doskonałe i czytając oczyma wyobraźni widziałam już Teatr Telewizji na jego postawie (nie film, a właśnie teatr!). Autor był bowiem doskonałym obserwatorem, wnikliwym koneserem ludzkich zachowań, erudytą, potrafiącym przekuć nudną rekonwalescencję po operacji kolana we wnikliwy reportaż z życia pensjonariuszy szpitala oraz okazję do snucia refleksji nad własnym życiem. 
Dolina szarej rzeki nie jest książką nową, to już czwarte po 1985 roku wydanie. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę lekturę. Być może ktoś już teraz szuka mądrej lektury na wakacje - Waldorf nadaje się do tego znakomicie!