Potargowo [Śląskie Targi Książki 2018]

Miniony weekend mieliśmy niezwykle udany pod względem kulturalnym: w sobotę byłam na spotkaniu z nominowanymi do Górnośląskiej Nagrody Literackiej Juliusz,  a w niedzielę z samego rana jechaliśmy na Śląskie Targi Książki do Katowic. Kiedy już obładowani przyjechaliśmy do domu, starczyło czasu tylko na szybkie przebranie się i od razu ruszyliśmy na inaugurację 49. Rybnickich Dni Literatury, na której odbyło się uroczyste wręczenie nagrody Juliusz, po której obejrzeliśmy spektakl Job interviews. Przyznam, że jestem, chyba jak większość, niejako zdziwiona przyznaniem statuetki 'poecie przeklętemu', Robertowi "Rybie" Rybickiemu, ale choć raz statuetka pozostaje w Rybniku. Po cichu liczyłam na zwycięstwo Renaty Lis, którą kojarzę, dość przewrotnie nieco, bo z radia (o 7:20 w Dwójce przegląda dla nas prasę kulturalną). Oczywiście kupiłam jej najnowsze eseje "Lesbos" i dostałam autograf.

Wracając do Targów. Mąż żartował o "babcinym" wózeczku zakupowym, ale w pewnym momencie to przestało być śmieszne, a wydało się genialnym pomysłem. Niestety, wózeczka nie wzięliśmy, a przydałby się bardzo, bo przecież na Targach Książki nie da się "tylko rozejrzeć". 
Zaszaleliśmy. A oto nasze nabytki:

Przepraszam za jakość, zdjęcie robione oczywiście ziemniakiem ;)
Jak widać (lub nie) kupiliśmy:
na dvd mój ukochany serial Noce i Dnie ❤,
Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry - Reni Eddo-Lodge,
Lalkarz z Krakowa - R.M. Romero,
Rzeczy, których nie wyrzuciłem - Marcin Wicha, 
Pogrzebany - Jussi Adler-Olsen (#5 Departament Q)
Pamięć i Tożsamość - Jan Paweł II (wymiana na stoisku ŚBK) 
Nikt nie idzie - Jakub Małecki
Życie w średniowiecznym mieście - J. Gies, F. Gies,
Widzi mi się - Zadie Smith
Sekrety Gliwic - Beata i Paweł Pomykalscy 

oraz nieuwiecznione na zdjęciach dwa albumy o architekturze i historii książki, książkę pop-up Wszechświat oraz grę planszową Zeus. 

Fajnie było się również spotkać ze znajomymi z ŚBK❤. 
 
Dużą i miłą niespodzianką była wystawa malarstwa i grafiki z Muzeum Realizmy Magicznego Ochorowiczówka - polecamy, byliśmy tam dwa razy i będziemy wracać. 



Nie mogło zabraknąć naszych rodzimych (śląskich) autorów. Thomas Arnold piszący dla wydawnictwa Vectra z każdym zamienił słowo, ze mną również :) Polecam także spotkania autorskie z panem Arnoldem.

Szczepan Twardoch promował swoją powieść DRACH wydaną po śląsku.





Za dwa tygodnie jadę do Krakowa (będę w piątek, nietypowo, kto miałby się ochotę spotkać, zachęcam:). Chciałabym wtedy zdobyć nową serię skandynawską (niestety, już "wyszła" w Katowicach). Mam na oku również Małe ogniska i koniecznie Królestwo Twardocha. Znając życie, będę potrzebowała do tego wszystkiego tragarza ;)


Audiobooki - suplement diety mola książkowego

Podczas gdy książka papierowa absorbuje nasze zmysły na wyłączność i wyklucza inne aktywności, audiobook pozwala na dodatkowe czynności, czy to obowiązkowe, jak rozwieszanie prania, czy dojazd do pracy, czy relaksacyjne, jak na przykład spacer z psem, lub szydełkowanie. Audiobook pozwala na przyjemny dystans w zatłoczonym autobusie, lub wrażenie czyjejś obecności w cichym pokoju. 

Z pewnością każdy odbiorca audiobooków ma swoje preferencje co do wykonawcy, który może dodatkowo ożywić dzieło. Audiobooki są nagrywane zarówno przez topowych aktorów jak i profesjonalnych lektorów, dzięki czemu interpretacja nabiera głębi. 

Nadal audiobook traktowany jest jako nowinka, choć przecież instytucja bajarza, gawędziarzy, czy bardów, dzięki którym teksty mówione potrafiły przetrwać wieki, a nierzadko dotrwać do naszych czasów. 

Zagraniczne wydawnictwa przygotowują jednoczesne kampanie dla książek tradycyjnych (papierowych) oraz ich formatów elektronicznych, w tym audiobooków. 

Szacuje się, że w ostatnim roku sprzedaż audiobooków wzrosła o 15%, a w stosunku do pięciu poprzednich lat wzrost był aż dwukrotny. Skąd nasze zamiłowanie do książek czytanych? Wynika to z tępa życia i braku czasu na relaks. Audiobooki są dobrą alternatywą dla książki tradycyjnej - przecież zawierają taką samą treść, lub są jej doskonałym uzupełnieniem. Za razem stanowią uzupełnienie, suplement do tradycyjnego sposobu czytania. 

Oczywiście, można się spierać, czy "czytanie uchem” to jeszcze czynność czytania, czy "liczy się" jako czytanie. Spór jednak jest czystko akademicki - ani go nie unikniemy, ani nie przesądzimy na którąś ze stron. 

Zachęcam do sięgania po audiobooki. Dla mnie są one najlepszym rozwiązaniem podczas dojazdu do pracy, sprawdzają się kiedy spaceruję, czy jestem na zakupach; uzupełniają również moje wieczorne czytanie, kiedy mam zmęczone oczy. 

Mam również swoich ulubionych interpretatorów, do których należą m.in. Krystyna Czubówna (w wyważony sposób czytała reportaż „Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy” Swietłany Aleksijewicz), Roch Siemianowski, czy Dorota Segda. 



Z pewnością wiecie, że jestem bibliotekarką i przy okazji chciałam nieśmiało nadmienić, że w Bibliotece Głównej w Rybniku (Oddział Zbiorów Specjalnych) oraz filiach nr 2 (Ul. Zebrzydowicka 30), nr 7 (Ul. 1 Maja 59), nr 8 (Ul. Reymonta 69), nr 13 (Ul. Górnośląska 138), oraz nr 20 (Plac Pokoju 1), można od jakiegoś czasu wypożyczać audiobooki na tej samej zasadzie, co książki tradycyjne. Do wypożyczenia trafiło ponad 300 nowych tytułów w formacie mp3, wśród nich najnowsze powieści Remigiusza Mroza, Harlana Cobena, „A ja żem jej powiedziała…” Katarzyny Nosowskiej, „Kolej podziemna” Colsona Whiteheada, i in.

Seans w Domu Egipskim - Maryla Szymiczkowa [Jacek Dehnel, Piotr Tarczyński]

Profesorowa Szczupaczyńska to mariaż charyzmy Barbary Niechcic z przenikliwością detektywa Colombo. Do tego zabawa konwencją i postaci znane z podręczników historii - oto jak można scharakteryzować nową serię kryminalną pióra Maryli Szymiczkowej, czyli duetu Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego.


Po sukcesie dwu pierwszych części -  "Tajemnicy Domu Helclów", i "Rozdartej zasłonie" - przyszła pora na trzecie śledztwo rezolutnej profesorowej, zatytułowane Seans w Domu Egipskim. Schyłek XIX wieku przyniósł falę zainteresowania spirytyzmem. Moda na media i wirujące stoliki rozpowszechniła się również w Krakowie. I tym razem Maryla Szymiczkowa czerpie garściami z ówczesnego „Czasu” (pismo dostępne na stronie https://polona.pl/czas), a także wkłada w usta osób autentycznych ich własne słowa (bohaterami drugoplanowymi są tu i Przybyszewski i znany z poprzednich części młody lekarz Boy-Żeleński). 

Obszernie o dwu pierwszych książkach cyklu pisałam przed rokiem (Profesorowa Szczupaczyńska na tropie). Nie pozbyłam się wrażenia, że obcuję z innym wcieleniem Barbary Niechcic, ale tym razem „wyklarował” mi się Ignacy, którego coraz bardziej wyobrażam sobie jako skrzyżowanie Bogumiła Niechcica z Felicjanem Dulskim (zadziwiające, obie postacie grane przez nieodżałowanego Jerzego Bińczyckiego). Klimat powieści kojarzy mi się nieodmiennie z serialem „Z biegiem lat, z biegiem dni...”, który dla Krakowa jest tym, czym „Blisko, coraz bliżej” dla Śląska.


W odróżnieniu od brutalnego półświatka kreowanego przez innego przedstawiciela kryminału retro, Marka Krajewskiego, Dehnel i Tarczyński komponują świat wysublimowany, nieco egzaltowany, lecz ta egzaltacja nadaje powieści smak wybornej frużeliny, której nie powstydziłaby się Franciszka, niezastąpiona kucharka i gospodyni u Szczypaczyńskich. Widać, że autorzy wyśmienicie bawili się pisząc kolejny tom (odniosłam przynajmniej takie wrażenie), a każde zdanie było rozwałkowywane i zagniatane jak ciasto francuskie.

O seansie spirytystycznym pisałam w poście Seans spirytystyczny, o początku mody na duchy pisałam tu, a o wspomnianym w posłowiu książki Julianie Ochorowiczu pisałam w tym poście

Górnośląska Nagroda Literacka "Juliusz"

14 października poznamy laureata 3 edycji Górnośląskiej Nagrody literackiej "Juliusz". O 40 tysięcy złotych oraz pamiątkowa statuetkę ubiegać się będzie pięć książek wyłonionych w preselekcji przez Kapitułę złożoną z literaturoznawców, wykładowców akademickich i ludzi pióra ze Śląska. Wśród pięciu nominowanych książek znajdują się Robert Rybicki z tomikiem poezji "Dar Meneli", zbiór felietonów Doroty Masłowskiej zatytułowany "Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu", eseje Renaty Lis "Lesbos", reportaż "Był sobie chłopczyk" Ewy Winnickiej oraz opowiadania "Floryda" Grzegorza Bogdała.



Jednym z pomysłodawców Nagrody jest rybniczanin, prof. Zdzisław Kadłubek, wieloletni wykładowca Uniwersytetu Śląskiego, a od niedawna także dyrektor Biblioteki Śląskiej. Górnośląska Nagroda Literacka "Juliusz" jest ogólnopolską nagrodą literacką ustanowioną przez Prezydenta Miasta Rybnika dla najlepszej książki napisanej i wydanej po polsku w roku poprzednim. "Duchowym opiekunem konkursu jest działający w XIX wieku lekarz i humanista – Juliusz Roger, autor zbioru „Pieśni ludu polskiego w Górnym Szląsku”. Ten zabytek języka polskiego stanowi przykład poważnej naukowej refleksji nad kulturą lokalną, domową, której ośrodkiem są wspólnie wyznawane przez mieszkańców wartości. Właśnie ten rodzaj namysłu jest szczególną ideą Górnośląskiej Nagrody Literackiej Juliusz"*

W skład Kapituły wchodzą: Anna Kałuża (adiunkt na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego, zajmuje się krytyką literacką i historią literatury), Arkadiusz Żychliński (filolog, tłumacz, fikcjoznawca, dr hab., pracuje w Instytucie Filologii Germańskiej UAM), Jakub Momro (filozof, literaturoznawca, tłumacz, adiunkt w Katedrze Antropologii Literatury i Badań Kulturowych na Wydziale Polonistyki UJ), Joanna Bednarek (dr filozofii, tłumaczka, członkini redakcji „Praktyki Teoretycznej” i współpracowniczka Pracowni Pytań Granicznych UAM), Dr Kacper Bartczak (poeta, amerykanista, krytyk, tłumacz poezji, dwukrotny stypendysta Fulbrighta na Stanford University), Michał Warchala (pracuje w Instytucie Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie), Alina Świeściak (pracuje w Zakładzie Literatury Współczesnej Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej UŚ, zajmuje się literaturą dwudziestowieczną i najnowszą), oraz wspomniany przeze mnie powyżej prof. Zbigniew Kadłubek.

W pierwszej edycji w 2016 roku zdobywczynią "Juliusza" została Małgorzata Czyńska za rewelacyjną biografię "Kobro. Skok w przestrzeń". Zeszłoroczną laureatką została Monika Muskała za książkę "Między Placem Bohaterów a Rechnitz. Austriackie rozliczenia".

Choć Nagroda przyznawana jest dopiero po raz trzeci, na stałe wpisała się w obchody Rybnickich Dni Literatury (to już 49. RDL). 

W tym roku nominowane są książki:

LESBOS Renaty Lis

Renata Lis jest autorką książki "W lodach Prowansji. Bunin na wygnaniu", jej nominowane eseje "Lesbos" są "dedykowane osobom odmiennym. Autorka śledząc wątki safoniczne zafałszowanej historii literatury, wpisuje się w nurt badań o dyskursie odmieńczym. Wyspa Lesbos potraktowana została jako topografia wykluczenia, ponieważ cała kultura europejska jest zbudowana na wykluczeniu odmienności."**


FLORYDA  Grzegorza Bogdała

"Książka Bogdała to próba dowartościowania polskiej rzeczywistości przełomu lat 80/90. Kapituła wskazuje, że opowiadania mają spójną fabułę, których zaletą zróżnicowany język. Bogdał daje się wygadać swoim bohaterom. Tytułowa Floryda funkcjonuje w umyśle bohaterów jako „kraj dobrej emerytury”. Recenzenci nazywają jego styl brzydkim realizmem magicznym."


JAK PRZEJĄĆ KONTROLĘ NAD ŚWIATEM, NIE WYCHODZĄC Z DOMU Doroty Masłowskiej

"Felietony autorki, której nie trzeba przedstawiać, ponieważ wszyscy kojarzymy tę "multiinstrumentalistkę literatury". Felietony były pierwotnie publikowane w piśmie sieciowym Dwutygodnik. Dotyczą szeroko rozumianej kultury popularnej. Niewątpliwymi zaletami jest tu barwny, dynamiczny, zabawny język. Masłowska ma zmysł badaczki kultury, potrafi przekuwać obserwacje w bogate refleksje."


BYŁ SOBIE CHŁOPCZYK Ewy Winnickiej

"Winnicka była gościem biblioteki podczas Amerykańskiej Nocy Bibliotek w 2017, wówczas podzieliła się z czytelnikami planami dotyczącymi najnowszej publikacji. Szczegółowy opis prowadzenia śledztwa, żmudny proces dochodzenia, znieczulica, bezduszna statystyka oraz temat przemocy domowej, to główne tematy tego niezwykle poruszającego reportażu. Winnicka tworzy skrupulatną mozaikę polifoniczną z perspektywy każdego, ktokolwiek otarł się o sprawę. Każdy u Winnickiej ma głos. Autorka wskazuje, że winne jest społeczeństwo, to my ponosimy zbiorową odpowiedzialność za sprawę Szymona z Będzina."


DAR MENELI Roberta Rybickiego

"Znany na scenie rybnickiej pedagog-happener, jak sam siebie określa. Kontrowersyjny wielki nieobecny najnowszej polskiej poezji. Twórczość jego określana jest jako antysystemowa, a język anarchistyczny. Zdaniem kapituły to konsekwentny i przemyślany projekt literacki. W perspektywie formalnej poezja jego jest mocno zakorzeniona w tradycjach awangardowych, czerpie z niej i przekracza ją. Przestrzega, by nie dać się zawłaszczeniu. Rybicki w najnowszym tomie poezji opowiada historie o przemocowych strukturach, które chciałby rozmontować".

Laureata poznamy 14-go października, a spotkanie ze zwycięzcą przewidziane jest 15-go października w Halo!Rybnik.

* Cytat i informacje ze strony http://nagrodajuliusz.pl/

Spotkanie autorskie ze Szczepanem Twardochem.

27 września w Bibliotece Głównej W Rybniku odbyło się spotkanie ze Szczepanem Twardochem. Moderatorką spotkania była pani Marianna Dufek, znana z anteny TVP Katowice dziennikarka zajmująca się szeroko rozumianą kulturą.

Szczepan Twardoch i Marianna Dufek w rybnickiej Bibliotece


Publiczność dopisała – frekwencja była ogromna i choć spotkanie odbywało się na Auli, trzeba było dostawić niejedno krzesło.

Na początek moderatorka w luźnej rozmowie spytała o alternatywę dla pisania: Szczepan Twardoch podzielił się z czytelnikami swoimi niedoszłymi planami zawodowymi, wśród których wymienił zarówno uniwersytecka karierę historyka idei, jak i karierę biznesmena. Jednakże oszałamiający sukces „Morfiny” zdecydował o losie autora, nie pozostawiając mu niejako wyboru.

Czytaj dalej...*


* link przenosi do pełnego tekstu zamieszczonego na stronie Biblioteki w Rybniku.

SETNA STRONA POLECA... BLOGI #2

Chciałam Wam polecić kolejne pięć świetnych blogów, na które regularnie zaglądam. Inspirują mnie, dzięki nim dopisuję kolejne tytuły do spasionej listy książek do przeczytania. Jest to wybór bardzo subiektywny; poniższe blogi odwiedzam z wielką przyjemnością, czytam posty i niekiedy zostawiam jakiś ślad. To pięć naprawdę dobrze prowadzonych i mądrze pisanych kawałków internetowej przestrzeni.

Jako pierwszy chciałabym wymienić dzisiaj blog nie książkowy, a kostiumowy. Buduar Porcelany jest prowadzony przez Martę, pasjonatkę dawnego życia. Marta szyje kostiumy z epoki Napoleona, pozuje jako Maria Antonina, czy jako Margaret Hale. Podaje również wypróbowane receptury kosmetyków, które niegdyś służyły damom, a także prezentuje kuchnię sprzed wieków (lody „bez lodówki” mi się śniły po nocach!). Na ostatnim evencie w Czechach Marta odtwarzała postać pani Walewskiej.

Agnes z Dowolnika jest moim notesowym (i piśmienniczym) guru! Oprócz literatury pięknej (w tym audiobooków), prezentuje notesy. Kilka razy udało mi się wybrać razem z Agnes na warsztaty kaligrafii – to właśnie Agnes zaraziła mnie pasją do pióra maczanego i kolorowych atramentów! 

Kawa z cynamonem to blog prowadzony przez dwie dziewczyny: Mirandę oraz Szyszkę. Piszą zarówno o młodzieżówkach, fantasy, jak i o sprawach okołoksiążkowych. Szczególnie polecam wyroby Szyszki (Szyszkowe kluski) – mydełka, koszulki i kubki z motywami z kultury masowej i okołoksiążkowej. 

Z kolei Moje Zaczytanie to blog wyważony, stonowany, prowadzony przez Natannę. Blog jest żywym dowodem na to, że dobrze jest sięgnąć do książek starszych. Tak jak ja, Natanna zbiera „serię z Kolibrem”.

Blog Jelenki jest prowadzony od stycznia 2017 roku, ale przebojem wdarł się w moje serce: szczególnie mnie zachwycają piękne zdjęcia, którymi opatrzone są posty. Jelenka gustuje w nowościach, wśród których zajedziecie książki obyczajowe, kryminały, a także poradniki lifestylowe.

Mock. Pojedynek 📚 KONKURS 📚

Kochani, serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w KONKURSIE na fp Setnej Strony!
Wystarczy wejść na POST KONKURSOWY i odpowiedzieć na pytanie.


Fundatorem nagrody w postaci jednego egzemplarza książki "Mock. Pojedynek" Marka Krajewskiego jest Wydawnictwo Znak.

Organizatorem konkursu jest blog Setna Strona, administrator fanpage’a facebookowego Setna Strona – blog literacki.

1. Konkurs trwa od 18 września 2018 do 23 września 2018 do godziny 23:59.
2. Zadaniem konkursowym jest odpowiedź na pytanie "Dlaczego to ja powinienem/powinnam otrzymać książkę Mock. Pojedynek" i wpisanie jej w komentarzu na fanpage'u bloga Setna Strona pod postem konkursowym.
3. W konkursie może wziąć udział każdy, kto a) posiada konto na fb, b) spełni warunki podane w punkcie 2 regulaminu.
4. Najlepszą odpowiedź wyłoni redakcja bloga Setna Strona. 
5. O wygranej poinformuję na profilu facebookowym Setna Strona w terminie nie późniejszym, niż do 26 września 2018 r.
6. Zwycięzca będzie oznaczony lub wymieniony w poście pokonkursowym, który jest równoznaczny z wyłonieniem zwycięzcy. 
7. Zwycięzca powinien podać w wiadomości prywatnej dane do wysyłki nie później niż do dnia 30 września 2018 r. 
8. Nagrodę wysyłam jedynie na teren Rzeczypospolitej Polskiej nie później niż do 5 października 2018 roku. Koszt wysyłki pokrywa redakcja bloga Setna Strona. 
9. Reklamacji i odwołań nie uwzględnia się.

POWODZENIA!

Mock. Pojedynek - Marek Krajewski

Nic tak nie cieszy czytelnika jak kontynuacja ulubionej serii. Marek Krajewski na szczęście jest pisarzem dość płodnym i na nowego Mocka nie kazał nam długo czekać – kolejna odsłona przygód ‘młodego Ebiego’ ukazała się zaledwie po roku oczekiwania. 

 

Myślę, że osoby autora przedstawiać nie trzeba, ale dla przypomnienia dodam, że Marek Krajewski jest autorem kryminałów retro usytuowanych w przedwojennym Wrocławiu (seria z Eberhardem Mockiem) oraz Lwowie (seria z Popielskim). Obie serie łączy specyficzny klimat tanich spelun, półświatka i brutalnych mordów. Krajewski jest prekursorem coraz popularniejszego nurtu w literaturze kryminalnej, do której dołączyli Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński (jako Maryla Szymiczkowa), Konrad Lewandowski, Marcin Wroński, Joanna Szwechłowicz, i wielu innych.  

Mock. Pojedynek jest trzecią odsłoną nowej serii o Eberhardzie Mocku. Akcja przenosi nas do 1905 roku, kiedy młody Ebi zasiada w uniwersyteckich ławach, by szlifować tłumaczenia łacińskich klasyków. Jednakże porywczy i nieustępliwy charakter, a także bezkompromisowość i niebanalna inteligencja sprawią, że marzenia o karierze Eberharda jako licealnego łacinnika zostaną pogrzebane.  


Marek Krajewski „renderuje” świat przedwojennego Wrocławia z faktycznych „cegiełek” – jestem pod wrażeniem nie tylko znakomitego pióra pisarza, tego jak stopniuje napięcie, ale przede wszystkim jak wykreował świat, w którym żyją bohaterowie, z niemal fotograficznymi detalami. 


Tym razem Mock znajduje się w centrum spisku mającego na celu wyeliminowanie konkurentów z posady na uniwersytecie i obsadzenie ideowo słusznymi (nad)ludźmi katedry. Choć sama intryga jest dość przewidywalna, to za ogromny plus poczytuję panu Krajewskiemu wyeksponowanie wątku przemiany Mocka-studenta w Mocka-policjanta. Katalizatorem przemian bohatera jest jego mentor, prywatny detektyw, który wprowadza młodzieńca w przedwojenną wersję „dark netu”. 


Mnie, przyznam szczerze, proza Krajewskiego „kupuje” z książki na książkę coraz bardziej. Nie miałam pojęcia o tym, że przełom XIX i XX wieku był istnym el dorado pojedynkowiczów, oraz wszelkiej maści bractw uniwersyteckich, obecnych dziś już tylko w krajach anglosaskich. W powieści brak plot twistów; Mock ma swój klimat, który opiera się na wiarygodności bohaterów, nie na karkołomności fabuły. Momentami odnosiłam wrażenie, że wręcz wątek kryminalny schodzi na dalszy plan, by uwypuklić przemianę duchową Ebiego, takie swoiste „umarł Gustaw i narodził się Konrad”. Niemniej jednak, nie zawaham się użyć wytartego frazesu: książkę czyta się jednym tchem.  Już teraz czekam na kolejne tomy, a w międzyczasie sięgnę po nieprzeczytane dotychczas przeze mnie powieści z serii.

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie Wydawnictwu ZNAK.

P.S. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak mogę między moich czytelników rozlosować jeden egzemplarz książki. Tym razem zdecydowałam się na mini-konkurs na FB - jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam na facebook.com/setnastrona

The Harrogate Secret - Catherine Cookson

Catherine Cookson w Polsce prawie nieznana, na Wyspach Brytyjskich lokuje się wysoko na szczytach list bestsellerów. Autorka celowała (zmarła w 1998 roku w wieku ponad 90 lat) w romansach historyczno-przygodowych. Jej trylogia o Tilly Trotter rozeszła się w nakładzie setek tysięcy egzemplarzy. U nas można było jedynie obejrzeć miniserial o przygodach tej rezolutnej dziewczyny. W Polsce można przeczytać zaledwie kilka z... blisko setki jej powieści. I, niestety, muszę to powiedzieć, tłumaczone są źle i po łebkach. Miałam okazję czytać w języku polskim jej Córkę Pastora i głęboko mnie rozczarowała, co było, myślę, spowodowane tłumaczeniem. Choć być może akurat trafiłam na jedną ze słabszych powieści autorki.



Moje pierwsze spotkanie z The Harrogate Secret odbyło się za pośrednictwem TVP2; lubię filmy kostiumowe, więc ten - pełen intryg i z pełnokrwistymi bohaterami - stał się jednym z moich ulubionych. Oczywiście kupiłam go na dvd (wydanie dodawane do Daily Mail).

Powieść od pierwszych stron bardzo mi przypadła do gustu. Choć ilość archaizmów i skrótów deczko mnie przeraziły (Ta', missis. Me ma'll say ta an' all.), zaczęłam robić notatki i od razu było mi łatwiej;)

Historia jest naprawdę niesamowita; zaczyna się w 1843 roku, kiedy dziesięcioletni Freddie, pochodzący z wielodzietnej ubogiej, ale kochającej się rodziny, jest świadkiem narodzin Belle. Freddie jest gońcem, który akurat tej feralnej nocy udał się do The Towers do niejakiego Gallaghera, szaleńca i narkomana... Następnie akcja przenosi się dwa lata później, kiedy Freddie ratuje maleńką Belle z rąk owego szaleńca. Od tej pory Freddie jest opiekunem Belle, która wyrasta na piękną pannę.


Oczywiście nic nie jest takie proste, na jakie wygląda: jest jeszcze przedsiębiorcza i niezalezna Maggie, która bierze chłopaka pod swoje skrzydła, jest przystojny panicz Marcel, skrywający swój wielki sekret, oraz skradzione diamenty! Mamy prawego młodziana, pannę w opałach, sprzymierzeńców, którzy gotowi są w każdej chwili pomóc Freddiemu, oraz zło, które czai się w The Towers, a które - jak można się domyślać - zostanie zwyciężone!

Powieść ma około 400 stron (zależy od wydania, moje ma 384 strony). Czyta się ją szybko. Postacie są pełnowymiarowe, dialogi zabawne i bardzo prawdziwe. Tylko koniec mnie trochę znużył, bo tak się sprawy napiętrzyły, że filmowy koniec wydaje mi się troszkę właściwszy. Za jakiś czas znów wrócę do tej historii - może w książce, może na dvd, ale wrócę na pewno.

Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek - Mary Ann Shaffer, Annie Barrows

Lubię od czasu do czasu sięgnąć po lekkie czytadełko, szczególnie w klimacie „Nie oddam zamku”. Jestem świeżo po króciutkiej powieści epistolarnej o koszmarnej nazwie „Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek”. Już na etapie pierwszych rozdziałów wiedziałam, że trafiłam na książkę-bezę: słodkie niby-nic. 


Powieść zaczęła się obiecująco – jest rok 1946, mieszkaniec Guernsey, farmer Dawsey Adams zaczyna korespondencję z pisarką Juliet Ashton, a pretekstem do tego jest egzemplarz książki Charlesa Lamba, który niegdyś do pisarki należał. Moje skojarzenia z „Charing Cross 84” były oczywiste, więc uznałam, że bohaterowie są w średnim wieku. Ale im głębiej w las, tym bardziej książka odchodziła od moich oczekiwań i szła w bardzo przewidywalną stronę. 

Powieść nie jest jednak zła, bo i język jest strawny i postacie zachęcające. Jednak całość – jak beza; słodkie, lekkie i mało treściwe! Wszyscy są dobrzy, odważni i przyjaźni (nawet okupujący Wyspy Normandzkie Niemcy), a wątek miłosny jest przewidywalny i – moim zdaniem – nie potrzebny. Nie wiem, co w tej powieści jest, ale kiedy czytałam ją przed snem, dawałam radę tylko kilka, kilkanaście stron, bo mnie Stowarzyszenie regularnie usypiało. 

Film na podstawie powieści miał premierę zaledwie kilkanaście dni temu. W rolach głównych Lily James oraz Michiel Huisman. To nie jest zbyt wymagający film, ale na sierpniowe niedzielne popołudnie wprost idealny. Szkoda, że nie wszystkie wątki zmieszczono (listy O. F. O'F. W. W.), ale na pocieszenie dostałam Toma Courtenay’a oraz Penelope Wilton, których aktorstwo przedkładam nad młodsze pokolenie. 

Czy to znaczy, że się zawiodłam? Hm, chyba jednak nie, ponieważ nie liczyłam na nic więcej niż miłą, niewymagającą rozrywkę. W sumie może nie była aż tak lekka, skoro poruszała temat Ravensbrück? Jednak lektura pozostawia spoty niedosyt, który prosi się o zaspokojenie – ale czym? 

Książkę wzięłam z wymiany książkowej i chyba znów puszczę ją w obieg. A nuż trafi na swojego czytelnik?

Mural w Ustroniu

Mam dla Was dzisiaj coś pięknego: biblioteczny mural z Ustronia. Malowidło znajduje się na elewacji MBP w Ustroniu. Robi wielkie wrażenie, szczególnie że zajmuje dużą powierzchnię. Liczy aż 500 m kw. Pracowało nad nim sześcioro artystów, a przedstawia m.in. wnętrze biblioteki w Dublinie. Mural został odsłonięty w 2011 roku.
Biblioteka znajduje się blisko Rynku. A sam mural usytuowany jest z prawej strony budynku.
Jeśli wybieracie się w okolice Wisły, koniecznie odwiedźcie Ustroń.






„Kirke” Madeline Miller

Bez wahania „Kirke” można zaliczyć do światowych bestsellerów 2018 roku. Prócz chodliwego tematu, jakim jest reinterpretacja mitologii, a także zgrabnej narracji, na sprzedaż wpłynął moim zdaniem również fakt, że książka obdarzona jest jedną z najpiękniejszych okładek, jakie do tej pory zaproponowano czytelnikom.


Amerykańska pisarka, Madeline Miller zadebiutowała w 2011 roku powieścią „Achilles. W pułapce przeznaczenia” (The Song of Achilles), opowiadającą o miłości między Achillesem a Patroklosem na tle wojny trojańskiej. Powieść zdobyła prestiżową nagrodę Orange (Women’s Prize for Fiction - przyznawaną corocznie za powieść anglojęzyczną, której autorką jest kobieta). Miller jest absolwentką Uniwersytetu Browna (Prividence, USA), gdzie ukończyła filologię klasyczną. Uczy łaciny i greki.

„Kirke” jest drugą powieścią Miller, i jak widać autorka nie wyszła poza swój obszar zainteresowań, dzięki czemu ma szansę stać się szeroko rozpoznawalną prozaiczką czerpiącą garściami z mitologii i literatury antyku, zwłaszcza, że w 2013 roku wydała opowiadanie Galatea również oparte na motywach mitologicznych.


„Kirke” jest napisaną z rozmachem opowieścią o najmłodszej córce boga słońca, Heliosa i nimfy, Perseidy, potężnej czarodziejce, którą czytelnik zna z mitu o Odyseuszu; to właśnie ona zaklęła niesubordynowanych towarzyszy króla w wieprze. Jednak powieść nie skupia się wyłącznie na jednym wątku. Mamy tu wielopoziomową narrację o walce z przeciwnościami losu, poszukiwaniu własnego „ja”, niezależności w świecie determinacji, oraz poświęceniu. Ale główny nacisk Miller kładzie na wyzwalanie się z patriarchalnych zapędów bogów i tytanów (a co za tym idzie również ludzi). Nimfy traktowane są jak żywe zabawki, które można brać i nie ponosić konsekwencji, również bogini, czy tytanka nie jest w pełni panią własnego losu i jest tylko dodatkiem do mężczyzny lub trybikiem w maszynie przeznaczenia, odgrywając we własnych wątkach role epizodyczne.

Autorka proponuje reinterpretację motywów mitologicznych, która opiera się na odbarwianiu pobudek, które kierowały bohaterami. Nadaje znanym postaciom nowe rysy charakterologiczne, dodaje przesłanki, motywacje, oraz zmienia perspektywy oglądu pewnych wydarzeń, jak w przypadku Telegonosa i jego niefortunnego spotkania z ojcem.

Utwór Miller narracją oraz stylem przypomina wydaną kilka lat temu głośną powieścią „Penelopiada” Margaret Atwood. „Penelopiada” czerpie z homeryckiego mitu o Odyseuszu, ukazując go w oryginalny a zarazem przewrotny sposób. I w powieści Atwood i w „Kirke” głównymi bohaterkami, a zarazem narratorkami są żeńskie postaci z tego samego mitu, których portrety psychologiczna skonstruowano bardzo przekonywająco, a realia życia obfitują w ograniczenia, jakich próżno doszukiwać się w przypadku męskich bohaterów. Mimo mitologicznej dekoracji, obie książki traktują o pozycję kobiet w świecie nam współczesnym.


Kirke mimo iż jest boginią, nie jest superbohaterką, a bliżej jej do istot ludzkich. Brak jej waleczności i niezależności Wonder Woman (księżniczka Diana z rodu Amazonek, która z komiksów przygodowych urosła do rangi symbolu). W niektórych momentach miałam wrażenie, że Miller zawiodła intuicja i Kirke staje się bezwolna, zmęczona i pogodzona z losem. Kirke jest bardzo ludzka, co szczególnie widać w części poświęconej macierzyństwu. Odważna, co udowodniła sprzeciwiając się potężnej Atenie, lecz niepewna siebie. Jej przemiana wydaje się mimo wszystko niepełna.

Moje subiektywne odczucia podczas czytania „Kirke” wahały się od zauroczenia potencjałem bohaterki, po irytację na dość jednostajną narrację. Liczyłam, że Kirke „zatrzęsie” światem bogów i tytanów, że stanie się symbolem niezależności i walki. Jednak Miller zamiast ponadczasowej heroiny dała czytelnikom niezobowiązujący wakacyjny hit.

Edward Burne-Jones "Napój Kirke", 1869 r. źródło: wikipedia.pl


„Jane” Florence L. Barclay [1927 r.]

Na magazynowej wyprzedaży znalazłam bezimienną książkę w introligatorskiej oprawie. Nie mogłam jej nie kupić, zwłaszcza, że była tańsza niż tabliczka czekolady (całe dwa złote). Bezimienna, bo brak jej było karty tytułowej, oraz czegokolwiek, co wskazywałoby tytuł i autora. Potraktowałam to jako wyzwanie i już po kilku chwilach udało mi się ustalić, że to „Jane” (oryg. „The Rosary” - różaniec) autorstwa Florence L. Barclay, oryginalnie wydana w roku 1909. Mój egzemplarz należał do jednego z sześciu wydań; jest ono z pewnością przedwojenne, bo pisownia wskazuje na tekst niepoprawiony, taki sprzed reformy języka polskiego w 1936 roku.


[1 wydanie – 1918, 2 wydanie – 1919, 3 wydanie – 1920, 4 wydanie - ?, 5 wydanie - 1927, 6 wydanie - 1948. Celuję w 5 wydanie, bo powojenne ma 301 stron, a moje ma 414.] 

Autorką powieści jest angielska pisarka, znana z romansów i opowiadań, Florence Louisa Barclay (2 XII 1862 – 10 III 1921). Napisała jedenaście powieści, także zekranizowanej w 1921 roku „The Mistress of Shenstone”.
Florence L. Barclay (źródło: wikipedia)


O jej życiu wiadomo niewiele. W 1881 r. Florence Charlesworth poślubiła pastora Charlesa W. Barclaya. Urodziła ośmioro dzieci. Była głęboko religijna, co miało odzwierciedlenie w jej pracach, które powstawały w czasie, kiedy choroba przykuła ją do łóżka na długie miesiące.

„Jane”, druga powieść Barclay stała się wielkim sukcesem, co zaowocowało tłumaczeniami na osiem języków, a także dała asumpt do nakręcenia aż pięciu (!) filmów. Powieść znalazła się również na szczycie bestsellerów New York Timesa w 1910 roku. Dwadzieścia pięć lat później czasopismo Sunday Circle wydawało „Jane” w odcinkach, a w 1926 roku wybitny francuski dramaturg Alexandre Bisson dokonał jej adaptacji scenicznej.

Powieść opowiada o miłości Jane Champion i Gartha Dalmaina. Oboje pochodzą z brytyjskich wyższych sfer, ale jak to bywa w romansach, nic nie jest tak proste, jak się wydaje. „Jane Champion miała lat trzydzieści. Ktoś powiedział o niej, że była to doskonale piękna kobieta w brzydkiej skórze”. Nic dziwnego, że nie mogła uwierzyć w wyznania miłości młodego malarza, Gartha, który słynął z portretów najpiękniejszych kobiet Wielkiej Brytanii.

Powieść przypomina nieco dziewiętnastowieczną operetkę. Mamy tu małe incognito, mamy łamiący serce wypadek, oraz wiele dowodów miłości z obu stron. Bohaterka przywodzi na myśl Jane Eyre. A to, z czym musi się zmierzyć, sytuację pana Rochestera.

I język i styl są archaiczne. Niemniej książkę czytało mi się dobrze. Książkę czytałam na wakacjach. Być może gdybym miała wybór odłożyłabym ją nie skończywszy? No, ale skoro ją tachałam przez całą Polskę, to już przeczytałam (i jak podkreślam – nie bez przyjemności).

Nie chciałam, żeby Jane była apatyczna i bezwolna, i życzyłam jej remedium na miłość w postaci samorealizacji. Bohaterka okazała się całkiem sympatyczna i odważna, za co jestem wdzięczna autorce. Garth za to zupełnie mnie nie ujął swoim mazgajstwem w obliczu tragedii. Czy książka powinna doczekać się wznowienia? Niekoniecznie. Na swój sposób jest strasznie naiwna i nie przetrwała próby czasu, choć wiem, że w rodzimej Wielkiej Brytanii znajduje zwolenników do dziś.

Tytuł oryginału brzmi „Różaniec” i nawiązuje do kilkakrotnie przewijającej się w czasie akcji powieści pieśni „Różaniec wspomnień”. Dlaczego nie wydano w Polsce powieści pod oryginalnym tytułem? Być może wydawca obawiał się mylenia z popularnymi wydawnictwami katolickimi, opatrzonymi tytułami Różańca.

Mój bookstagram

Wróciłam! Na razie tylko na Insta. Moje pozostałe social media odpoczywają, jak trzecie pole w trójpolówce. Mam jakieś pomysły, zalążki, nic spektakularnego, ale kiedy zdecyduję się wrócić do blogowania, podam Wam nowy, świeży materiał. 

Na razie szaleję na Instagramie ;) Tu też zrobiłam pauzę, ale robienie zdjęć - mam nadzieję - idzie mi coraz lepiej. Jest trochę starszego materiału, ale jest i najnowszy, który, tak myślę, odróżnia się od tego sprzed roku, czy dwóch. Zapraszam do odwiedzania: https://www.instagram.com/setnastrona/




Podsumowanie marca [3/2018]

Kochani, przede wszystkim przyjmijcie serdeczne życzenia świąteczne. Dużo zdrowia, szczęścia i czasu na świetne lektury. 

W marcu zaliczyłam mniej więcej dziesięć lektur. Mniej więcej, bo dwie jeszcze czytam.

Skończyłam doskonałą Hardą. Jestem pod ogromnym wrażeniem pióra Elżbiety Cherezińskiej, jej wiedzy i wyobraźni. Z niecierpliwością czekam na Królową, którą już zamówiłam.

Czuły barbarzyńca. Jakie to było dobre! Jest w pisarstwie Hrabala coś takiego, co skrobie po dnie duszy, czasem drapnie mocniej, czasem połaskocze, ale nie pozostawia obojętnym. I śmieszno i straszno, ale zawsze wyśmienicie.

Kronika zapowiedzianej śmierci. Kolejna wspaniała, doskonała, genialna! lektura marca. Połknięte jednym tchem opowiadanie Marqueza, które nie pozostawia obojętnym. Akcja znakomicie poprowadzona aż do feralnego, zapowiadanego finału.

Arystokratka na koniu. Wiadomo - cały wieczór chichotania i wybuchów śmiechu.

Sekretne życie krów. No, troszkę rozczarowanie, ale krowy są takimi wdzięcznymi zwierzętami, że mogę o nich czytać cokolwiek, nawet ulotkę wystawy bydła rogatego i nierogacizny ;)

17 marca było jedno z moich ulubionych świąt, które spędzam (jak zwykle) z uchem przy RTE Lyrics. Chciałam wrzucić posta o książce Dublin. Miasto nieodkryte, ale... to nie jest dobra książka... To był ogromny zawód. Książka o niczym. Nieciekawie napisana. Nie widzę w tym Dublinu, tylko ścieki, zaułki może i ciekawe, ale dla autora. Czy ktoś chciałby przeczytać książkę, o dajmy na to Rybniku, czy Gliwicach z perspektywy - a w tej piaskownicy zgubiłam kiedyś grabki, a tu znalazłam pieniążek?

Elegia dla bidoków. Nie podobała mi się.

Zaczęłam, jak już zaznaczyłam na początku dwie książki. Jedną z nich będę czytała pewnie rok, bo mam w PDFie, a na komputerze źle mi się czyta. To Tęcza Grawitacji, kultowa powieść Thomasa Pynchona (nawiasem mówiąc cena papierowego wydania dochodzi do jakichś kuriozalnych rozmiarów na portalach aukcyjnych!).

No i zostały dwie książki: Sekretne życie drzew i Walden. Waldena jeszcze doczytuję i jestem tak zakochana, że obiecałam sobie przy najbliższej okazji sprawić własny egzemplarz. Sekretne życie drzew doskonale się splotło w moim lekturowym grafiku z Waldenem i wyszedł mi piękny, ekologiczno-filozoficzny melanż. O Waldenie pewnie kiedyś napiszę, ale chciałabym go przeczytać raz jeszcze (tak, wiem, przecież właśnie czytam!). Serię Wohllebena polecam każdemu, szczególnie młodzieży. I ja skłaniam się do zdania, że powinna być to lektura obowiązkowa w szkole. Otwiera oczy i uczy empatii.

Robótkowo - powstała szydełkowa torba na książki (i inne fajne rzeczy ;)

Kochani Czytelnicy! Pewnie zauważyliście straszną posuchę na Setnej Stronie. Coraz mniej udzielam się i tu, w "moim" miejscu i na portalach społecznościowych. Blog od jakiegoś czasu jest w zawieszeniu. Nie zamykam go, nie likwiduję, bo te wszystkie lata wiele dla mnie znaczą. Kiedyś z pewnością wrócę z nową energią, z pomysłami, ale - mam wrażenie, że się zaczynam powtarzać, piszę jedno i to samo, do tego coraz mniej. Około 1 dnia każdego miesiąca możecie się spodziewać podsumowania, jak dotychczas, ale na razie się wstrzymam z nowymi recenzjami (poza jedną w przyszłym tygodniu zaległą recenzją). Chodzą mi po głowie większe artykuły, ale muszę wszystko przetrawić, a każdy temat opracować tip-top. Więc kiedy będę miała coś do powiedzenia, to się ujawnię. Na razie - Setna Strona będzie milczeć. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, za czytanie moich opinii oraz podsuwanie tytułów wartych przeczytania. Do widzenia ❤❤❤