Amerykańska sielanka - Philip Roth

Amerykańska sielanka to wielowątkowa powieść jednego z najwybitniejszych amerykańskich pisarzy dwudziestego wieku, Philipa Rotha. Roth z demaskatorską szczerością rozprawia się z amerykańskimi kompleksami, demontując mit arkadyjskiej krainy zatopionej falą przemian społecznych lat 60-tych. Sielanka jest pierwszą częścią tak zwanej Trylogii Amerykańskiej, będącej rozliczeniem z powojenną historia Stanów Zjednoczonych (kolejne tomy to „Wyszłam za komunistę” oraz „Ludzka skaza”).


Pretekstem do rozliczenia z amerykańskim snem lat pięćdziesiątych jest zjazd absolwentów, w którym uczestniczy pisarz Nathan Zuckerman, będący alter ego Rotha. Na zjeździe nieoczekiwanie zjawia się najlepszy przyjaciel pisarza, Jerry Levov, którego bratem był słynny Seymour „Szwed” Levov, złoty chłopiec, sportowy champion, człowiek interesu, istny Midas; Żyd-Marines, utalentowany rękawicznik, mąż Miss New Jersey. ”Dla Szweda życie rozwijało się jak kłębek puszystej włóczki” aż do momentu, kiedy w jeden poranek stracił wszystko, ponieważ jego jedyna córka wychowana pod kloszem wysadza w powietrze lokalna pocztę.

Właściwie niemal od samego początku dowiadujemy się, co zaszło. Życie nastoletniej terrorystki, która „wysadziła” idealny świat Szweda zostaje poddane wiwisekcji tak samo jak czasy, w których przyszło żyć bohaterom. Epoka powojennej prosperity przemienia się w koszmarną epokę chaosu, eskalacji przemocy będącej – o ironio! – sprzeciwem wobec wojny w Wietnamie.

Wobec Levova można wysnuć zarzuty, że jest nijaki, nie potrafi podejmować decyzji, brak mu stanowczości, czy wręcz można przypuszczać, że jest typowym amerykańskim oportunistą. Ale nie mogłam nie polubić jego postaci – być może był jedynym przyzwoitym człowiekiem, który się ostał w chaosie zamieszek, wrzasku społecznej wściekłości i spsienia obyczajów. Szwed stoi na z góry przegranej pozycji strażnika starego ładu, marzeń o dobrym, spokojnym życiu i wielkiej Ameryce.

Amerykańska sielanka to także dramat kameralny – dramat rodziny, która musi się pogodzić z tragedią; o ile rodzinie ofiary zamachu dokonanego przez Mery Levov każdy będzie współczuł, która będzie nadal istniała, choć dotknięta żałobą, to rodzina Levovów z góry skazana jest na dezintegrację pod ciężarem wynaturzonego czynu nastolatki. W Szwedzie narasta dobrze ukrywana frustracja, oraz gniew, dla którego nie ma ujścia. Żona Szweda, Dawn Levov, irlandzka ślicznotka, była pretendentka do korony Miss America inaczej radzi sobie ze stresem – dla niej czas zatrzymał się na sielance sprzed ślubu, kiedy brylowała na wybiegu i lokalnych imprezach w szarfie z tytułem Miss i diademem na głowie; skutecznie unika tabu, którym jest Mery i „życie po” Mery.

Powieść jest po mistrzowsku skomponowana – wątki przeplatają się, krzyżują, współgrają jak w dobrze skomponowanej symfonii; skłaniają do myślenia, nie pozostawiają obojętnym. Jednocześnie Roth niczym Sokrates nie pozwala nam się zakorzenić w jakimś myśleniu – musimy płynnie przejść do innego punktu widzenia, potem do kolejnego i następnego; pod tym względem Sielanka jest idealną powieścią do przepracowania na Dyskusyjnych Klubach Książki. To jedna z tych powieści, które na długo zostają z czytelnikiem. 

Powieść Philipa Rotha została w 1998 roku uhonorowana Nagrodą Pulitzera. W księgarniach właśnie ukazało się trzecie wydanie, którego okładka inspirowana jest plakatem filmowym; możemy podziwiać na ekranach kin ekranizację w reżyserii Ewana McGregora, który znakomicie oddał ducha powieści w swoim debiucie reżyserskim; McGregor zagrał również główna rolę – przyznam, że Szwed McGregora jest tak idealnie dopasowany, jakby aktor urodził się specjalnie do tej roli! Również Jennifer Connely kongenialnie wpasowuje się w rolę byłej Miss. Oczywiście polecam zasadę: najpierw książka, później film.

Za możliwość przeczytania Amerykańskiej sielanki dziękuję serdecznie

Szkarłatny płatek i biały - Michel Faber

Szkarłatny płatek i biały Michela Fabera to bezpruderyjna opowieść o losach kobiet w wiktoriańskiej Anglii. Bohaterkami są damy, prostytutki, służące, które traktowane jak sprzęty przez rządzących regułami życia społecznego mężczyzn, spychane na margines, a ich rola sprowadzała się do dostarczania takich czy innych rozrywek. Ta powieść jest echem niemego krzyku, który zastygł w gardłach miliona kobiet uwięzionych w konwenansach i prawach stworzonych przez brzydszą (lecz silniejszą fizycznie) płeć. 

źródło: LubimyCzytac.pl

Główną myśl wyraziła dosadnie feminizująca córka doktora, pani Emmaline Fox: „Poniżanie i trywializowanie naszej płci w gazetach, powieściach, a nawet na opakowaniach najzwyklejszych produktów, przeznaczonych do domowego użytku, oto prawo. Przede wszystkim zaś prawem jest ubóstwo. Kiedy mężczyzna popada w tarapaty, pięciofuntowy banknot i nowe ubranie rychło przywracają mu szacunek. Lecz jeśli podobne nieszczęście dotknie kobietę (…) ludzie sądzą, że powinna pozostać w rynsztoku.”

Nieuświadomione damy uczone jedynie manier, robótek i francuskiego przypominały lalki z porcelanowymi twarzami, ciche i pokorne, patrzące bezmyślnie na otaczający świat. Ten rodzaj kobiet został opisany w powieści poprzez charakter Agnes, coraz głębiej popadającej w obłęd po porodzie, który był dla niej niespodzianką! Zdana na łaskę męża, podobnie jak cały domowy personel. Jest jeszcze mała Sophie, bogate dziecko, którym nikt na dobrą sprawę się nie interesuje, podrzucana bonom jak kukułcze jajo, a traktowane przez płatne opiekunki jak zbuk.
źródło: goodreads.com

Istniał również inny rodzaj kobiet, zaangażowane prekursorki feminizmu, tu sportretowane zbiorowo jako pani Fox; choć tak śmiała, spętana jednak gorsetem etykiety, szczególnie widocznej i obmierzłej kiedy dochodziły do głosu uczucia i pragnienia. To do takich jak pani Fox będzie należał przyszły wiek, w którym kobiety niemal zrównają się z pozycją mężczyzn.

Kobietą upadłą jest tu Caroline, którą „śmierć męża, a potem dziecka, pozbawiły jakiegokolwiek poczucia sensu życia, odpowiedzialności i w ogóle przyszłości”; Caroline nie skarży się na swój podły los, hołduje tymczasowości, bo wie, że nic jej w życiu nie zostało.

Jednakże główną bohaterką jest tu osiemnastoletnia prostytutka, Sugar, posiadająca pięć lat doświadczenia zawodowego. Dziewczyna za sprawa swojego intelektu oraz sprytu jest w stanie wyrwać się z „nikczemnego” zawodu. Traktowana przez bogatego kochanka niemal jak partnerka w interesach (pomaga mu rozwinąć rodzinny biznes perfumeryjny), z dnia na dzień zostaje wyrzucona na ulicę jak pies; to przecież mężczyźni rozdają karty, oni decydują o kobiecym losie.
Miniserial na podstawie książki; źródło: IMDB.com

Powieść Michela Fabera jest rewelacyjną próbą przedstawienia wiktoriańskich czasów bez pozłotki, w którą owinęły je „oficjalne” kanały. Z pozoru epoka postępu, higieny (wielkie wynalazki takie jak waterklozet powstały właśnie wówczas!), która na piedestale stawiała białogłowy, tak naprawdę pod warstwami krepdeszynu, halek i koronek ukazywała bród i niesprawiedliwość.

Podczas czytania odniosłam wrażenie, że to, co wydaje się zamierzchłą przeszłością nadal uwiera tu i ówdzie: czy nie jest tak, że kobiety nadal zarabiają mniej, że jesteśmy uznawane za gorszych kierowców, za słabsze psychicznie, a słownik nie przewiduje określeń takich jak „kierowczyni rajdowa”, czy „skoczkini narciarska”. Z racji fizycznej słabszości mężczyźni nadal atakują seksualnie kobiety. Produkty dla kobiet są droższe niż ich odpowiedniki dla mężczyzn (maszynki do golenia na przykład). No i jakie to zabawne kiedy co miesiąc kobieta przeżywa „prehistoric monster syndrome”… Ile wieków musi jeszcze upłynąć, żeby obie płci egzystowały na tych samych warunkach?

Narodowe Czytanie 2017

Kochani, mamy szansę zagłosować na lekturę, która będziemy czytać jesienią. Kancelaria Prezydenta RP już podała pozycje książek. W tym roku możemy wybierać spośród następujących tytułów: 
  • Przedwiośnie Stefana Żeromskiego,
  • Pamiątki Soplicy Henryka Rzewuskiego,
  • Beniowski Juliusza Słowackiego,
  • Wesele Stanisława Wyspiańskiego.
Jak głosować?
Do 15 lutego przesłać mail  na adres narodoweczytanie@prezydent.pl w temacie maila należy podać tytuł wybranej lektury. 

Do tej pory czytaliśmy Pana Tadeusza Adama Mickiewicza (2012 r.), dzieła Aleksandra Fredro (2013 r.), Trylogię Henryka Sienkiewicza (2014 r.), Lalkę Bolesława Prusa (2015 r.), a w zeszłym roku Quo Vadis Sienkiewicza. 

Osobiście uważam, że w powyższych propozycjach brakuje kobiecej ręki, i gdybym mogła zaproponować coś od siebie, byłyby to Noce i dnie. Z braku innej opcji zagłosowałam na Wesele, które chyba jest najbardziej pojemne i właściwe do kreatywnego wykorzystania podczas eventu.

Nie pamiętam tytułu, ale ksiażka była...

...nie, nie czerwona, ani niebieska. Prawdę mówiąc nie pamiętam okładki, chociaż coś tam mi się kołacze po bezdrożach pamięci. No i szczerze powiedziawszy to kilka tytułów, do których próbuję wrócić, ale nadaremno.

Na forum książki, w którym udzielałam się parę ładnych lat temu był osobny wątek poświęcony książkom, których tytułu (ani oczywiście autora) nie jesteśmy w stanie sobie przypomnieć. Choćby się nie wiem co wpisywało w googla - książka nadal pozostaje zasnuta mgłą zapomnienia.  


Do głowy przychodzą mi minimum dwie pozycje, czytane tak dawno temu, że zapewne w bibliotece, skąd je wzięłam zostały dawno zubytkowane. Pierwsza była azjatycka, niewielkiej objętości. Był to utwór fantastyczny o mężczyźnie, który przeszedł do innego wymiaru i zamieszkał z ludziopodobnymi stworzeniami, skąd potem miał legalne dokumenty, i gdzie zorganizował sobie życie, a potem, zapewne zapędziła się w te same góry, i powrócił do naszego wymiaru. Jego powrót był głośny i wszyscy się dziwili opowieści. Wysnuto teorię, że wszyscy zaginieni ludzie mogą "wpadać" do innego wymiaru.

Druga książka jest zgoła odmienna. Jest to historia zdaje się malarza, z czasów późnego średniowiecza. Coś bardzo podobnego do Medicusa; pamiętam opis mieszania farb do malowidła. Miałam wrażenie, że to ta sama seria co Rebisowe wydanie Pasji Artemizji, ale nie potrafiłam jej znaleźć.

W przepastnych bebechach pamięci mam jeszcze jedno ważne wspomnienie, które wywarło na mnie olbrzymie wrażenie. Tym razem film. Obejrzany, kiedy miałam zaledwie kilka lat, może ze cztery? Dramat kostiumowy, być może hiszpański, meksykański, francuski. Jedna z bohaterek, Bianka lub Blanka, w białej jak śnieg sukni z początku XX-go wieku z rozmysłem topi się w morzu. Miała kruczoczarne włosy i najpiękniejszą na świecie, ale smutną twarz. To imię nadałam ukochanej lalce, która towarzyszyła mi przez lata.

Ileż prozy, tomików wierszy, tytułów filmów nam ucieka? Blogowanie pomaga mi usystematyzować wszystkie tytuły, autorów, prywatne opinie. W internecie można sobie założyć wirtualne półki na Lubimy Czytać, czy Goodreads, ale co z niespisanymi książkami sprzed lat? Bardzo żałuję, że nie notowałam wcześniej wszystkich przeczytanych książek, choć przy zakładaniu LC większość sobie przypomniałam, choć z pewnością pominęłam wiele tytułów. Ale te dwie wymienione wcześniej książki bardzo mnie nurtują.

Excentrycy - Włodzimierz Kowalewski

Paweł Huelle o powieści Włodzimierza Kowalewskiego Excentrycy napisał: „Nie czytałem lepszej powieści o czasach PRL-u. Dowcipna, błyskotliwa, niezwykle precyzyjnie skomponowana. Żadnych rozliczeń. Mistrzowska ironia. I akcja, która wciąga narkotycznie. Polecałem i polecam tę książkę wszystkim, którzy cenią świetną literaturę”. I z tą opinią można się zgodzić w stu procentach. Excentrycy to swingująca opowieść o przyjaźni, optymizmie w obliczu przeciwności losu oraz miłości do muzyki.

źródło: LubimyCzytac.pl

Ciechocinek, druga połowa lat 50-tych ubiegłego wieku. Wanda, samotna dentystka spodziewa się przyjazdu brata Fabiana. Puzonista, który pływał na transatlantyku w przededniu wybuchu II wojny światowej wraca po niemal dwudziestu latach spędzonych w Wielkiej Brytanii. Niewielki zapyziały pensjonacik pani Bayerowej, w której mieszka rodzeństwo naraz zaczyna przypominać jaskinię Ali Baby z dobrami reglamentowanymi, które są niedostępne dla szarego obywatela. Fabian swoim wrodzonym optymizmem także tchnie życie w nocny światek chłodnego Ciechocinka, ponieważ za sprawą zadziwiających zbiegów okoliczności udaje mu się stworzyć jazz band z prawdziwego zdarzenia. Opowieść jest okraszona naprawdę potężną porcją wspaniałej muzyki. Jestem wychowana na jazzie, zwłaszcza na swingu i podczas czytania przesłuchiwałam najważniejsze jazzowe orkiestry, a szczególnie w głowie dźwięczały mi ukochane utwory Glenna Millera, Benny’ego Goodmana, Woody’ego Hermana, czy Duke’a Ellingtona.

„Swing niczego nie naśladuje, z niczym się nie kojarzy! Może być szaleństwem, ale nie jest to szaleństwo desperata walącego głową w mur, może być sentymentalny, ale nie jest to łzawa, romantyczna ckliwość! Ma w sobie wieczorne tchnienie oceanu, świeżość cytryny, deszcz chłodnej bryzy na rozpalonej skórze, a jego wzruszenia nie są wzruszeniami z literatury ani z realnego życia. To zupełnie osobna kraina!”

Jak się tę swingującą powieść czyta? Koło 50-tej strony miałam chwile zwątpienia, chyba dlatego, że nie mogłam się doczekać jazz bandu! Ale kiedy pojawił się Fabian emanujący niemal słonecznym blaskiem ruszyłam z kopyta i w takt When the saints go marching in dotarłam do ostatniej strony. Teraz czekam na film, którego jeszcze nie obejrzałam, ale na który mam wielką ochotę.

Bicia nie trzeba było ich uczyć. Proces Humera i oficerów śledczych urzędu bezpieczeństwa - Piotr Lipiński

Powojenna historia Polski jest usłana ciemnymi plamami. Państwo przypominało momentami uroborosa, węża zjadającego własny ogon. W 1947 roku, tuż po zakończeniu II wojny światowej władzę przejęli komuniści poprzez sfałszowanie wyborów parlamentarnych. O tamtej chwili zaczął się terror trwający do odwilży, która nastąpiła dopiero po śmierci Stalina sześć lat później. Wtedy to zaczęły się masowe aresztowania osób powiązanych z Armią Krajową, a wkrótce i wszystkich, którzy mogli nie spodobać się nowej władzy. "Centrum zła - pisze Piotr Lipiński - w komunistycznej Polsce to Komitet Centralny partii. A jego zbrojne ramię - Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego." Autor reportażu stawia również pytanie o celowość aresztowań: "Dlaczego <<uczciwi>> komuniści też trafiali do więzień? Partia przypominała psychicznie chorego człowieka, któremu wydaje się, że wszyscy go śledzą. Komuniści wciąż nawoływali do <<wzmagania czujności>>. Na zebraniach w zakładach pracy kolejni ludzie składali samokrytyki. Świat ideologicznej walki oderwał się tak bardzo od rzeczywistości, że można było uwierzyć w winę każdego."
źródło: LubimyCzytac.pl

W areszcie nie tylko bito więźniów, ale i używano wobec nich wymyślnych tortur, wśród których "łagodną" był konwejer - tortura niespania. Nierzadko przesłuchiwany umierał pobity do nieprzytomności. Inni znikali bez śladu zastrzeleni po krótkim "procesie". "Słuchając tych opowieści, czytając dokumenty z lat stalinizmu, odkrywałem, że ta historia jest nieodłączną częścią tworzącej się właśnie nowej demokratycznej III Rzeczypospolitej. Rozliczenie się z czasami komunizmu podzieliło społeczeństwo i polityków. Rozgorzał spór, czy po latach należy karać ludzi w podeszłym wieku, takich jak Adam Humer." - pisze Lipiński.

Tak Humer jak i inni oskarżeni nie mieli przedwojennej, ani nawet wojennej przeszłości. Przeważnie robotnicy, rzemieślnicy, chłopi, wyłuskani z aktywu błyskawicznie robili karierę poprzez swoją brutalność i ślepą podległość ideologii zła. "Kiedy Humer demaskował i propagował, jego powojenne ofiary prowadziły prawdziwą walkę przeciwko okupantowi. Stanisław Skalski strącał niemieckie myśliwce, Maria Hattowska była łączniczką AK, Mariana Gołębiewskiego zrzucono do Polski jako cichociemnego". W latach 90-tych doprowadzono do głośnego procesu oprawców z czasów stalinowskich, emerytowanych oficerów MBP, wśród których znalazł się oficer śledczy w stopniu pułkownika, Adam Humer. "Wiadomo (...), że [oskarżeni] niczego nie żałowali. I że nadal byli wobec siebie lojalni. Żaden nie powiedział, że któryś z jego współtowarzyszy bił lub kazał bić." Prokurator Stefan Szustakiewicz nazwał oskarżonych "trybunami brutalnego aparatu powojennego bezprawia".

Władysław Bartoszewski po procesie powiedział: "Fakt, że doprowadzono wreszcie do wyroku, ma znaczenie historyczne. Opinia publiczna i wszyscy pokrzywdzeni w czasach stalinowskich uzyskali potwierdzenie, że możliwe jest moralne zadośćuczynienie. Dla ludzi władzy jest to ostrzeżenie, że wszelkie jej nadużycie może być nawet po latach ukarane, choć gdyby proces odbywał się wcześniej, potwierdzonych i udowodnionych zarzutów mogłoby być znacznie więcej. Najważniejszy jest wyrok, a czasowe odstąpienie od wykonania go ma wymiar humanitarny, choć nad zbrodniarzami hitlerowskimi nikt się przecież nie litował, nawet gdy byli w sile wieku."

W 1982 roku powstał bezprecedensowy film w historii polskiej kinematografii, a mianowicie dramat psychologiczny Ryszarda Bugajskiego "Przesłuchanie" z Krystyną Jandą w roli głównej. Film dawał wgląd w instrumenty aparatu opresji, zarazem rozdrapywał niezabliźnione rany. W 2015 roku na ekrany kin wszedł fabularyzowany dokument o rotmistrzu Pileckim skazanym na śmierć w sfingowanym procesie w 1948 roku. Za dwa miesiące premierę ma film o podobnej tematyce - "Wyklęty" - choć tym razem mamy do czynienia z walką dobra ze złem, niż z banalnością samego zła.

Skromne czytelnicze plany na 2017

No tak, plany mam naprawdę spore. Już w zeszłym roku stworzyłam listę, której trzymałam się w miarę rzetelnie, ale nie dałam rady wyczytać wszystkiego, bo doszło dużo książek nowych i kilka pożyczonych. Akurat teraz czytam coś na DKK, czego nie uwzględniłam wcześniej na liście. Potem sięgnę po Szkarłatny płatek i biały Fabera. Mam zamiar kontynuować wyczytywanie II wojny światowej i zapasów niebeletrystycznych. Z literatury pięknej sporo zaznaczyłam klasyki i niewiele literatury współczesnej, ale za to koniecznie muszę wreszcie sięgnąć po Drogę i zaległą Şafak i Morrison. Jak widać, dwie pozycje już skreśliłam. Ile wyszło? Raptem 70 pozycji. Za niecały rok wrócę do tego wpisu, do listy, i zobaczę, ile dałam radę przeczytać, ile pozycji odkreśliłam. A więc - do dzieła :)
  1. 40 zasad miłości - Elif Şafak
  2. A pair of blue eyes - Thomas Hardy 
  3. Archipelag GUŁag - Aleksander Sołżenicyn
  4. Bękart ze Stambułu - Elif Şafak 
  5. Blaszany bębenek - Günter Grass
  6. Bóg rzeczy małych - Arundhati Roy 
  7. Bracia Karamazow - Fiodor Dostojewski 
  8. Chłopi - Władysław Stanisław Reymont 
  9. Ciemne oblicze - Wasilij W. Rozanow 
  10. Ciężkie czasy - Charles Dickens 
  11. Co dalej, szary człowieku? - Hans Fallada 
  12. Czarna wołga - Przemysław Semczuk 
  13. Das Album - Piotr Strzałkowski 
  14. Doktor Żywago - Borys Pasternak 
  15. Droga - Cormac McCarthy 
  16. Droga artysty - Julia Cameron 
  17. Druga płeć - Simone de Beauvoir 
  18. Dzieci Arbatu - Anatolij Rybakow 
  19. Dziennik Anny Frank   
  20. Dzienniki - Anais Nin 
  21. Ewangelia według Piłata - Eric-Emmanuel Schmitt 
  22. Indyjska wiosna Uny - Rumer Godden 
  23. Inny świat - Gustaw Herling-Grudziński 
  24. Izrael oswojony - Ela Sidi 
  25. Kasztanek. Perła - John Steinbeck 
  26. Każdy umiera w samotności - Hans Fallada 
  27. Kobieta w bieli - Wilkie Collins 
  28. Kobiety, które zawładnęły Europą - Jean des Cars 
  29. Kronika małomiasteczkowego cmentarza - Isidora Sekulić 
  30. Listy - Joyce 
  31. Listy - Kafka 
  32. Listy - Puszkin 
  33. Listy - Rilke 
  34. Matka - Maksym Gorki 
  35. Mistrz - Colm Toibin 
  36. Na nieludzkiej ziemi - Józef Czapski 
  37. Na Zachodzie bez zmian - Erich Maria Remarque 
  38. Noc i dzień - Virginia Woolf 
  39. Odczuwanie architektury - Steen Eiler Rasmussen 
  40. Pamiętnik Mary Berg 
  41. Peregryn Pickle - Tobias Smollett 
  42. Podróż w świat - Virginia Woolf 
  43. Potępienie Paganiniego - Anatolij Winogradow 
  44. Profesor - Charlotte Brontë 
  45. Profesor Stoner - John Williams 
  46. Quo Vadis - Henryk Sienkiewicz 
  47. Rowerem i pieszo... - Kazimierz Nowak 
  48. Ruth - Elizabeth Gaskell 
  49. Sen Brunona - Iris Murdoch 
  50. Siedemnaście mgnień wiosny - Julian Siemionow 
  51. Sophie's Choice - William Styron 
  52. Sufi - Elif Şafak 
  53. Szkarłatny płatek i biały - Michel Faber
  54. Śladami Steinbecka - Geert Mak 
  55. Targowisko próżności - William Makepeace Thackeray 
  56. The Trumpet-Major - Thomas Hardy 
  57. Umiłowana - Toni Morrison 
  58. Warszawskie małe ojczyzny - Olgierd Budrewicz 
  59. Wielcy zapomniani. Polacy, którzy zmienili świat - Marek Borucki 
  60. Witajcie w ciężkich czasach - Doctorow 
  61. Wojna i pokój - Lew Tołstoj 
  62. Zabić Lincolna - Martin Dugard, Bill O'Reilly 
  63. Zachować swój świat - Nadine Gordimer 
  64. Zapach kwiatów i śmierci - Nadine Gordimer 
  65. Zestaw do śmierci - Susan Sontag (nie mam) 
  66. Życie Charlotte Brontë - Elizabeth Gaskell
  67. Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL - Filip Springer 
  68. - 70 3x Jurgen Thorwald [Stulecie chirurgów, Godzina detektywów, Stulecie detektywów]

Droga artysty - Julia Cameron

Amerykanie uwielbiają kursy samodoskonalące i poradniki. Odkrywają duchowość za sprawą różnej maści guru, nie ważne czy religijnego, czy new age'owego. Po kilku zaledwie zdaniach kursu Droga artysty włączył się mój wrodzony sceptyk, a brwi unosiły się coraz wyżej. Nie, moja kreatywność nie ma nic wspólnego z wybaczaniem sobie, czy innym, i szczerze, nie szukam duchowego przewodnika chcąc na przykład lepiej rysować. Niechybnie minęłam się z Drogą artysty Julii Cameron.
źródło: Goodreads.com

Kurs Cameron podzielony jest na 12 tygodni, podczas których kursanci raczej mają przejść katharsis, niż nauczyć się czegoś pożytecznego. Ważną częścią kursu jest poznawanie siebie przez pisanie (codziennie) trzech stron pamiętnika oraz tak zwanych "randek z artystą" (wewnętrznym) - akurat to do mnie przemówiło, bo zamysł jest taki, żeby coś zrobić dla naszego wewnętrznego artysty, czy to obejrzeć film, czy kupić flamastry w sklepiku.

Cameron wysnuwa teorię o artyście-cieniu, który mieszka w większości z nas. To artysta zdominowany przez szarą rzeczywistość, który poświęca swoją kreatywność w imię kreatywności innych, np. osoba po ASP zamiast samemu tworzyć pracuje jako arteterapeuta. Ale czy to źle? Czy wszyscy od razu mamy rzucać pracę i w stu procentach oddawać się sztuce? A co z talentem?

Ta książka nie dała mi nic. Nie potrzebne mi są afirmacje. Miałam nadzieję, że Cameron podpowie mi jak wpadać na dobre pomysły, skąd czerpać inspiracje, czy jakie praktyczne ćwiczenia można wykonać, by być bardziej pomysłowym. Coś takiego również przydałoby mi się w pracy - niedawno na szkoleniu usłyszałam, że bibliotekarze są jedną z najbardziej kreatywnych grup zawodowych. Prawda, projekty, warsztaty, eventy zmuszają nas do ciągłego podnoszenia sobie (i innym) poprzeczki. Niestety, Cameron nie dość, że nie daje gotowych odpowiedzi, to nie daje nawet cienia namiaru na odpowiedź na pytanie "jak być bardziej kreatywnym". Szkoda.

No i chyba, choć to dopiero drugi tydzień stycznia, mam pretendenta do prywatnego gniota roku. Naprawdę starałam się wyłowić z Cameron coś, co pozwoli mi rozwinąć skrzydła i wspiąć się na wyżyny kreatywności, ale za pustosłowiem i pseudopsychologicznym natchnionym słowotokiem autorki nie stoi nic. Niedawno obejrzałam film Whiplash. W niecałe dwie godziny dowiedziałam się więcej o "drodze artysty" z tego genialnego filmu, niż z całej książki Cameron. Film oczywiście serdecznie polecam. 

Dziennik - Anne Frank

"Nigdy nie uwięrzę, że wojna jest dziełem jedynie wielkich ludzi, rządu i kapitalistów. O nie, mały człowiek robi to równie chętnie, inaczej narody już dawno by się przeciwko temu zbuntowały! W ludziach jest teraz żądza niszczenia, żądza zabijania, mordowania i wściekłości i tak długo, jak długo cała ludzkość, bez wyjątku, nie przejdzie wielkiej metamorfozy, wojna będzie szaleć, wszystko, co zostało zbudowane, zasadzone i co urosło, zostanie ścięte i zniszczone, żeby potem zacząć od nowa." 

źródło: LubimyCzytac.pl

Jedną z najważniejszych książek XX-go wieku jest Dziennik Anne Frank. Jest świadectwem zniewolenia człowieka, a także pomnikiem wystawionym każdemu dziecku, które zginęło w czasie II wojny światowej i każdego innego konfliktu na świecie. Taki dziennik mógłby powstać także dziś, w odległej Syrii, i pewnie nie jeden powstaje, pełen bólu i niezrozumienia dla konfliktu.

Na trzynaste urodziny Anne, uczennica żydowskiego gimnazjum w Amsterdamie, dostaje piękny kajecik w czerwono-biała kratę. Ten zeszyt będzie jej od tej pory służył za najwierniejszą powiernicę, którą obdarzy imieniem Kitty.

Najbardziej uderzające jet to, że te wspomnienia, pełne adoratorów, koleżanek, niesnasek rodzinnych, są takie ponadczasowe i mogłyby powstać pod każdą szerokością geograficzną i w każdym czasie. Anne jest, jak każda nastolatka w jej wieku, ciekawa swojej fizyczności, spraw seksu. Ma niesamowity głód wiedzy, książki wprost pożera, pracuje nad sobą, dużo się uczy, zwłaszcza historii i języków. Pisze liczne opowiadania. A pióro ma dobre, jak na tak młodą osobę.
Anne Frank. 1940 rok. Fotograf nieznany. Źródło: Wikipedia.org (domena publiczna)

W oficynie fabryki, którą niegdyś zarządzał Otto Frank, ukrywa się osiem osób. Co i rusz dochodzi do starć, do tego przebija się niezgoda na linii Anne-matka (którą Anne nazywa Musia). Anne w pamiętniku jest szczera, rezolutna, ale i w miarę dorastania coraz bardziej zwrócona do swojego wnętrza. Marzy, że w przyszłości zostanie dziennikarką, a kto wie, może pisarką? Wielkość Dziennika polega na tym, że reprezentuje wszystkie niespełnione marzenia i przerwane życiorysy dzieci pomordowanych w czasie wojny.

Z początku czasu ukrywania się nie jest tak źle, to przecież miała być sytuacja tymczasowa. Anne pisze: "Jak nam tu dobrze, jak dobrze i spokojnie. Nie musielibyśmy się w ogóle przejmować tą całą nędzą, gdybyśmy się nie obawiali o wszystkich tych, którzy byli nam tacy drodzy, a którym nie możemy już pomóc. Źle się czuję, że leżę w ciepłym łóżku, podczas gdy moje najukochańsze przyjaciółki są gdzieś na zewnątrz, popychane albo przewracane." Jednakże w miarę upływu czasu jest coraz gorzej: z radia BBC dochodzą głosy o gazowaniu Żydów w Auschwitz, a upragnione wyswobodzenie nie nadchodzi.

"Bywam często przygnębiona, ale nigdy zrozpaczona (...)" - z Dziennika bije jej optymizm i wiara w przyszłość, która nie nadejdzie. Anne i jej siostra, Margot umrą na tyfus w 1945 w KL Bergen-Belsen. A z całej ukrywającej się ósemki przeżyje jedynie ojciec Anne, Otoo, który zaopiekował się spuścizną po swojej utalentowanej córce. W 1957 powstała Fundacja Anne Frank, która wspiera działanie na rzecz dzieci w rejonach dotkniętych konfliktami i zagrożonych ubóstwem.

Bullet Journal [moje początki]

Bullet Journal został wymyślony przez młodego Amerykanina, Rydera Carrolla. To system łączący agendę, zestaw list i nawyków, a okraszony indywidualnym stylem wykreowanym przez użytkownika. 
Wszystkie hasła zapisuje się w jak najprostszej formie, by stworzyć jak najbardziej czytelny i zrozumiały dziennik. 
 
Staram się być osoba zorganizowaną, co wcale nie jest łatwe, bo nie leży to w mojej naturze. Ale walczę z nieogarstwem i na tym froncie mogę się pochwalić dużymi postępami. Żeby przypieczętować moją wiktorię założyłam bujo, czyli bullet journal, który jest czymś więcej niż agenda.
W moim BuJo oczywiście nie mogło zabraknąć półki z książkami ;)

Kiedy po raz pierwszy trafiłam na bujo (pozwólcie, że używała skrótu) odrzuciło mnie – przecież to nie dla mnie, nie prowadzę biznesów, nie gonię ze spotkania na spotkanie! Ale koniec zeszłego roku był tak intensywny, tak obfitował w spotkania, kursy, rozmaite sprawy do załatwienia, że posiłkowałam się lista robioną an hoc na karteczkach, albo na wolnym miejscu w moim "zeszycie do wszystkiego". Wybawienie przyszło w ostatniej chwili: na fb mignęło mi bujo w wersji kreatywnej (nie biznesowej) i tym razem pomysł podbił moje serce.

Zdało egzamin planowanie: moje pierwsze kroki skierowałam na Pinterest, gdzie nacieszyłam oczy pomysłami kreatywnych stron z listami, rysunkami, planerami, trackerami, etc. Nie potrzebny mi tracker snu, ani wypitych szklanek wody, ale już wagi i ćwiczeń tak. Zaczęłam spisywać pomysły i z chaosu i nadmiaru zaczęło się coś dobrego kształtować. Nie kupowałam nowego zeszytu, bo w tym, który używam (i bardzo lubię jego gładkie strony) pisze się doskonale. Wszystkie zapiski i tabele robione są piórem wiecznym.
Wszystko rozrysowane, a pierwszy tydzień już niemal zapisany.

Na pierwszej stronie mam kalendarz na cały rok. Jest „przeszczepiony” ze starego kapownika. Oczywiście mam indeks stron, które numeruję (choć znam już układ na pamięć) i klucz – nad tym jeszcze pracuję i chyba zredukuję wszystko do kwadratów, albo kółek. No i zaczyna się właściwy bujo: cele i rzeczy do zrobienia, lista przeczytanych książek (do kolorowania, a co!), książki do kupienia i kupione, książkowe eventy, okołoliterackie i wydawnicze, wyzwania, robótki, kursy i szkolenia, a także urlopy, bo nigdy nie mogę się „pochytać” ile mi zostało dni, dalej sklepy i adresy (internetowe), wishlista i inspiracje, pomysły na posty, zakupy (ale takie większe, typu „ręczniki do łazienki dla gości”, czy „komplet lnianych serwetek na 12 osób”), słówka i zwroty z angielskiego, ciekawe słówka w rodzimym języku, kino i teatr (dalej mam filmy w tv i na dvd). Kalendarz: tu mam podział na miesiące i co każdego miesiąca mnie „ściga”. I zaczyna się styczeń: tracker z codziennym pomiarem wagi i ćwiczeniami, najważniejsze sprawy rozpisane dziennie (z podziałem na tygodnie), listy zakupów, posiłki i przekąski, notatki, social media. Styl mam dość prosty. Nie doodlam po kartkach, nie używam taśm washi, ale czasem wkleję jakąś grafikę (w tym przypadku powycinane z jakiejś zdobycznej Wróżki). Moje bujo pewnie będzie ewoluowało, ale jestem zadowolona z pierwszych dni użytkowania. 

Rady dla chcących założyć bujo?
  • Pooglądaj inspirujące zdjęcia na pintereście, blogach, Instagramie,
  • Spisz na osobnej kartce, co chcesz zamieścić u siebie, co będzie Ci naprawdę potrzebne: inaczej będzie wyglądał bujo studentki, a inaczej pracującej mamy,
  • Tabele i rysunki próbę najpierw ołówkiem, potem czymś na stałe,
  • To Twój bujo i nie potrzeba niczego kopiować na siłę, Twój bujo ma służyć Tobie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...