Światło, którego nie widać - Anthony Doerr

O ile końcówka zeszłego roku przyniosła mi czytelnicze rozczarowania, o tyle 2018 rozpoczął się dla mnie od znakomitej prozy! Właściwie Światło, którego nie widać jest tak dobrą powieścią, że jeszcze ją przetrawiam.


Pisana z rozmachem przez ponad dziesięć lat najnowsza powieść amerykańskiego autora, Anthony'ego Doerra, zachwyciła czytelników na całym świecie, a także przykuła uwagę krytyki i przyniosła powieściopisarzowi prestiżową Nagrodę Pulitzera.

Historia opowiada o dwojgu młodych ludziach, niewidomej nastoletniej Francuzce oraz osieroconym niemieckim chłopaku. Bohaterowie wplątani są w wojenną machinę - ona jako uciekinierka z okupowanego Paryża, on jako żołnierz Wehrmachtu.

Marie-Laure zafascynowana powieściami Verne'a, które "pożera" czytając Braille'em, staje się powierniczką sekretu, który powierza jej mimo woli ojciec, ślusarz paryskiego muzeum, oraz konstruktor przemyślnych schowków i miniatur. Werner, wychowaniec sierocińca na pozór skazany na dożywotnią pracę w kopalni, dzięki swojemu zamiłowaniu do radioodbiorników i ich działaniu znajduje się w prestiżowej szkole, która jednak bardziej przypomina zindoktrynowaną szkołę przetrwania, gdzie "słabszy" zostaje "zadziobany" przez nastoletnich oprawców. Losy obojga krzyżują się w nadmorskiej miejscowości Saint–Malo.

Co ciekawe, młody Niemiec nie jest przedstawiony w kategoriach, które się nasuwają; świat Doerra nie jest spolaryzowany na dobrych Francuzów i złych Niemców, wręcz mogłabym rzec, że kategorie podobnego dualizmy w ogóle autora nie interesują. Jednym z ważniejszych wątków jest za to pewien unikatowy klejnot, który zgodnie z legenda niesie ze sobą klątwę.

Jednakże Doerr nie funduje czytelnikowi wyciskacza łez ani też klasycznej prozy wojennej. Powieść utrzymana jest w tonie realizmu, lecz bez zbędnej brutalizacji. Przekonuje także punkt widzenia młodych bohaterów, dla których z racji wieku wszystko jest jeszcze na poły magiczne, nieznane i wyolbrzymione.

Proza Amerykanina jest tak plastyczna, że niemal już oczyma wyobraźni widziałam filmowe ujęcia (być może to specyfika prozy naszych czasów, że autorzy celowo tworzą niemal już gotowe materiały na ekranizacje). Jestem pewna, że prędzej, czy później film powstanie i pozostaje tylko mieć nadzieje, że twórcy unikną pułapki zbędnej sentymentalizacji.

13 komentarzy:

  1. "Światło, którego nie widać" jest jedną z tych książek, po które aż boję się sięgnąć - spotkałam się z tak wieloma pozytywnymi opiniami :) A już czeka na mojej półce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę przyznać, że to co napisałaś o książce zachęca bardzo do sięgnięcia po nią.
    Liczę na bibliotekę.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzę dostała ona nagrodę w kategorii książka historyczna.

      A u nas w 2015 roku można rzec w tej samej kategorii wydał Grzegorz Kozera bardzo dobra książkę p.t. "Króliki Pana Boga" i przeszła niezauważona.

      Usuń
    2. Ale mam wrażenie, że gdzieś już słyszałam ten tytuł.

      Usuń
  3. Widzę, że warto spróbować... zapamiętam tytuł!

    OdpowiedzUsuń
  4. skoro polecasz - to na 100 procent przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Książkę dostałem rok temu na święta i dalej nie przeczytałem. Aż wstyd, chociaż przyznam, że spotkałem się z wieloma recenzjami mówiącymi, że to właśnie typowy wyciskacz łez, co mnie bardzo zniechęciło. Dzięki za dobrą recenzję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam oczy w wilgotnym miejscu, jak to się mówi, a przy tej powieści raczej odczuwałam zaciekawienie, nie emocje, które skłaniałyby do łez. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. Świetna recenzja. A książka wspaniała. Zachwyciła mnie od samego początku. Świat widziany oczami Marie-Laure jest tak pięknie opisany, że czułam się jakbym była w miejscach przez nią odwiedzanych.

    www.czytanie-na-sniadanie.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, naprawdę bardzo plastycznie przedstawiona historia.

      Usuń