Shirley - Charlotte Brontë

Do wspaniałych powieści sióstr Brontë wracam regularnie. Już dawno za mną są Vilette, Agnes Grey, Wichrowe wzgórza, czy Jane Eyre. Korzystając z nowych wydań sięgnęłam po nigdy nie publikowaną w naszym kraju Shirley. Na okładce można natrafić na wielce krzywdzący "wyciąg" z powieści, który sprowadza się tylko i wyłącznie do strefy miłosnej. Owszem, miłość jest tam obecna, ale dla mnie Shirley to traktat o silnej kobiecości, która w XIX-stym wieku musiała się przebijać, byśmy w XX-stym wieku zbierały plony zasiane przez Jane Austen i siostry Brontë.
Kobiety, uwięzione w konwenansach nie miały zbyt wiele do powiedzenia, zwłaszcza w 1811 roku, kiedy rozgrywa się akcja powieści Charlotty Brontë. [O siostrach pisałam obszernie przy okazji Agnes Gray TU.] Pamiętamy z powieści Austen, że kobiety wtedy nie mogły dziedziczyć; jednakże z braku męskiego spadkobiercy, Shirley Keeldar odziedziczyła pokaźny majątek, o który stara się niejeden kawaler (zauważcie - kobieta nie jest brana pod uwagę, jedynie jej wiano!) Shirley jest młoda, zrównoważona i pewna siebie. Pragnie sama decydować o swoim losie i z determinacją dąży do szczęścia: - Tego, za którego wyjdę za mąż - mówi Shirley - zdecydowana jestem szanować, podziwiać i kochać. W odpowiedzi słyszy: - Niedorzeczność! To niestosowne - to nie przystoi kobiecie!  
Również Caroline Helstone, bratanica pastora, z którą Shirley jest blisko zaprzyjaźniona zauważa, że mężczyźni mają zajęcie, pracę i "ważne sprawy", a kobiety często czują się niepotrzebne - żadnej doczesnej przyjemności, prócz niepożytecznego składania wizyt, i żadnej nadziei na to, że kiedyś spotka je coś lepszego. Panny na wydaniu odarte są z godności, bowiem odbywa się swoisty targ, który ma jedynie na celu ukrócić ich panieństwo. Liczy się kto ile ma dochodu i ile wniesie w posagu. Brontë odmalowuje portrety starych panien, które znajdują sens życia w charytatywności, pomocy bliźnim, i w swoim staropanieństwie są jeśli nie szczęśliwe, to przynajmniej zadowolone. Wspomina się również o guwernantkach i guwernerach, których los był ciężki z uwagi na brak przynależności zarówno do "państwa" jak i do "służby". Odnajdujemy również znajome, wspomniane przeze mnie nazwisko, zapożyczone z powieści młodszej siostry.
Shirley to również wspaniały obraz postępu, który hamowany i tak ogarnął całą Anglię;  Robert Moor próbuje sprowadzić nowe maszyny do przędzalni, ale robotnicy boją się, że odbierze im to pracę i wolą spalić przędzalnię niż iść z duchem postępu. Ta część skojarzyła mi się z Ziemią obiecaną i... Nocami i dniami, gdzie Bogumił Niechcic próbował wprowadzić udogodnienia na polach, przy czym napotkał opór chłopów. 
Miłość. Wreszcie dotarliśmy i do niej. Miłość dziewiętnastowieczna jest niewypowiedziana, nie ma w niej zuchwałości, konwenanse niejedną zabiły, ale mimo to, kiedy jest odwzajemniona - jest piękna. Każde pojawienie się w pobliżu obiektu westchnień, przypadkowe zasłyszenie nazwiska ukochanego, dotknięcie dłoni (sic!) wywołuje w zakochanym spazm radości! Miłość ta jest wytrwała i wzniosła. Charlotte Brontë tłumaczy w jaki sposób można umrzeć z miłości - sprawa jest dość prosta: zakochany bez wzajemności ulega pogorszeniu nastroju, to z kolei niesie spadek odporności i podatność na wszelkiej maści febry (grypy, zapalenia, przeziębienia), które wtedy były dość śmiertelne z racji słabo rozwiniętej medycyny. Taka właśnie miłość dotyka obie panny, a jedną niemal przyprawia o śmierć.
Oczywiście nie będę zdradzała szczegółów, choć powiedziałam już dość dużo o przesłaniu powieści. Choć całość czytało się dobrze i wynotowałam sobie kilka ciekawostek, koniec przypomina finał Ślubów panieńskich.
Na zakończenie jeszcze jeden cytat:
Mężczyźni chyba wierzą, że umysły kobiet przypominają umysły dzieci (...) Gdyby mężczyźni potrafili nas widzieć takimi, jakimi jesteśmy, byliby zdumieni. Nie patrzą na nas w prawdziwym świetle i wyolbrzymiają zarówno nasze dobro, jak i złe cechy. Ich dobra kobieta to osobliwe, nierealne stworzenie - na wpół lalka, na wpół anioł. Ich zła kobieta to zawsze skończony demon. Jakże się zachwycają tymi wytworami swojej własnej wyobraźni, czcząc bohaterkę takiego to wiersza, czy takiej to powieści, myśląc jaka jest cudowna i boska. Być może i cudowna i boska, ale często też sztuczna jak róża zdobiąca moją najlepszą kapotkę. Gdybym powiedziała im wszystko, co na ten temat myślę, gdybym przedstawiła swą szczerą opinię na temat pierwszorzędnych żeńskich postaci w pewnych pierwszorzędnych utworach, w ciągu pół godziny leżałabym martwa pod kopcem rzucanych z zemsty kamieni. 

Follow on Bloglovin

18 komentarzy:

  1. Po Wichrowych wzgórzach mam ochotę sięgnąć po inne tytuły.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tylko "Wichrowe..." i sama nie wiem jak to się stało, że na tym poprzestałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tobie również serdecznie polecam Jane Eyre:)

      Usuń
  3. Uwielbiam "Shirley", to kolejna kopalnia wspaniałych cytatów od sióstr Bronte. Aż sobie ołówkiem pozaznaczałam niektóre fragmenty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również; żal byłoby ich sobie nie zaznaczyć na "wieczne zagubienie" na kartach powieści!
      Nawet wynotowałam sobie stroje panien:)

      Usuń
  4. Ciągle poluję na książki sióstr Bronte, ale na razie nie mam szczęścia... Muszę się chyba bardziej postarać, bo wydają się naprawdę interesujące :)

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. "Shirley" jeszcze przede mną ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Koniecznie muszę przeczytać, może akurat uda mi się dorwać tę powieść jesienią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. plus kubek ciepłego "czegoś", koc i kot:)

      Usuń
  7. Miło wspominam czytanie Shirley :) Pamiętam, że miałam jednak zastrzeżenia co do braku narracji z punktu widzenia Moore'a, ale Północ i Południe E. Gaskell wynagrodziło mi to z nawiązką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Północ i południe jeszcze przede mną, a serial mogłabym obejrzeć ponownie choćby teraz:)
      Co do Shirley, trochę mnie zdziwiła "przemiana" Moore'a.

      Usuń
  8. To nazwisko, ten tytuł, ta seria - wszystko dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam podobne odczucia jeśli chodzi o tą książkę. :) A ten końcowy cytat jest bardzo prawdziwy i aktualny. Przynajmniej ja miałam takowe doświadczenia. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że większość mężczyzn, przynajmniej tych niedoświadczonych (sic!) ma kobiety za laleczki z saskiej porcelany..

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...