Header Image

„Kirke” Madeline Miller

Bez wahania „Kirke” można zaliczyć do światowych bestsellerów 2018 roku. Prócz chodliwego tematu, jakim jest reinterpretacja mitologii, a także zgrabnej narracji, na sprzedaż wpłynął moim zdaniem również fakt, że książka obdarzona jest jedną z najpiękniejszych okładek, jakie do tej pory zaproponowano czytelnikom.


Amerykańska pisarka, Madeline Miller zadebiutowała w 2011 roku powieścią „Achilles. W pułapce przeznaczenia” (The Song of Achilles), opowiadającą o miłości między Achillesem a Patroklosem na tle wojny trojańskiej. Powieść zdobyła prestiżową nagrodę Orange (Women’s Prize for Fiction - przyznawaną corocznie za powieść anglojęzyczną, której autorką jest kobieta). Miller jest absolwentką Uniwersytetu Browna (Prividence, USA), gdzie ukończyła filologię klasyczną. Uczy łaciny i greki.

„Kirke” jest drugą powieścią Miller, i jak widać autorka nie wyszła poza swój obszar zainteresowań, dzięki czemu ma szansę stać się szeroko rozpoznawalną prozaiczką czerpiącą garściami z mitologii i literatury antyku, zwłaszcza, że w 2013 roku wydała opowiadanie Galatea również oparte na motywach mitologicznych.


„Kirke” jest napisaną z rozmachem opowieścią o najmłodszej córce boga słońca, Heliosa i nimfy, Perseidy, potężnej czarodziejce, którą czytelnik zna z mitu o Odyseuszu; to właśnie ona zaklęła niesubordynowanych towarzyszy króla w wieprze. Jednak powieść nie skupia się wyłącznie na jednym wątku. Mamy tu wielopoziomową narrację o walce z przeciwnościami losu, poszukiwaniu własnego „ja”, niezależności w świecie determinacji, oraz poświęceniu. Ale główny nacisk Miller kładzie na wyzwalanie się z patriarchalnych zapędów bogów i tytanów (a co za tym idzie również ludzi). Nimfy traktowane są jak żywe zabawki, które można brać i nie ponosić konsekwencji, również bogini, czy tytanka nie jest w pełni panią własnego losu i jest tylko dodatkiem do mężczyzny lub trybikiem w maszynie przeznaczenia, odgrywając we własnych wątkach role epizodyczne.

Autorka proponuje reinterpretację motywów mitologicznych, która opiera się na odbarwianiu pobudek, które kierowały bohaterami. Nadaje znanym postaciom nowe rysy charakterologiczne, dodaje przesłanki, motywacje, oraz zmienia perspektywy oglądu pewnych wydarzeń, jak w przypadku Telegonosa i jego niefortunnego spotkania z ojcem.

Utwór Miller narracją oraz stylem przypomina wydaną kilka lat temu głośną powieścią „Penelopiada” Margaret Atwood. „Penelopiada” czerpie z homeryckiego mitu o Odyseuszu, ukazując go w oryginalny a zarazem przewrotny sposób. I w powieści Atwood i w „Kirke” głównymi bohaterkami, a zarazem narratorkami są żeńskie postaci z tego samego mitu, których portrety psychologiczna skonstruowano bardzo przekonywająco, a realia życia obfitują w ograniczenia, jakich próżno doszukiwać się w przypadku męskich bohaterów. Mimo mitologicznej dekoracji, obie książki traktują o pozycję kobiet w świecie nam współczesnym.


Kirke mimo iż jest boginią, nie jest superbohaterką, a bliżej jej do istot ludzkich. Brak jej waleczności i niezależności Wonder Woman (księżniczka Diana z rodu Amazonek, która z komiksów przygodowych urosła do rangi symbolu). W niektórych momentach miałam wrażenie, że Miller zawiodła intuicja i Kirke staje się bezwolna, zmęczona i pogodzona z losem. Kirke jest bardzo ludzka, co szczególnie widać w części poświęconej macierzyństwu. Odważna, co udowodniła sprzeciwiając się potężnej Atenie, lecz niepewna siebie. Jej przemiana wydaje się mimo wszystko niepełna.

Moje subiektywne odczucia podczas czytania „Kirke” wahały się od zauroczenia potencjałem bohaterki, po irytację na dość jednostajną narrację. Liczyłam, że Kirke „zatrzęsie” światem bogów i tytanów, że stanie się symbolem niezależności i walki. Jednak Miller zamiast ponadczasowej heroiny dała czytelnikom niezobowiązujący wakacyjny hit.

Edward Burne-Jones "Napój Kirke", 1869 r. źródło: wikipedia.pl


2 komentarze:

  1. Hmm... Wszyscy pieją z zachwytu nad tą książką. Jesteś pierwszą osobą, u której czytam, że "Kirke" ma słabe strony. I wiesz co? Paradoksalnie wzmogło moją chęć sięgnięcia po nią :) Żeby się przekonać czy te zachwyty mają podstawy czy jednak nie do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo się cieszę, zawsze zachęcam do sięgnięcia po książkę, chyba że jest totalną strata czasu. Warto sobie samemu wyrabiać opinię. A w tej chwili mimo woli na blogach zrobił się taki mały klub dyskusyjny na temat "Kirke".

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.