Król - Szczepan Twardoch

Intrygujące postaci przedwojennego światka przestępczego skupionego wokół Kercelaka, brudny świat, jakiego nie znajdzie się w przedwojennych filmach, zgrabnie rozwijana zabarwiona politycznie akcja powieści - tak najkrócej można scharakteryzować Króla Szczepana Twardocha.


Przyznam, że z tą powieścią mam nielichą zagwozdkę. Powieść wciąga, broni się na każdej płaszczyźnie, a z drugiej strony niepotrzebnie wrzucona metafizyka (Litani) sprawia wrażenie, że to jeden wielki fejk i burzy odbiór bandyckiej (nie łotrzykowskiej) historii. Fragmenty dotyczące dywagacji ontologicznych (gdzie mieszka ludzki byt) postanowiłam zaznaczyć karteczkami – widać tutaj jakieś dalekie echa wykształcenia autora (niekiedy zastanawiam się, czy dzieliliśmy wykładowców, pewnie niektórych tak) - te fragmenty szczególnie przypadły mi do gustu, pobudziły do myślenia. Ale nasycenie wulgaryzmów i seksów było wręcz groteskowe, szczególnie pod koniec powieści. I zachęcona opisami i okładką liczyłam na więcej boksu!

Dziwny jest ten półświatek wykreowany przez Twardocha; podobny kolorytem do przedwojennego Wrocławia czy Lwowa z kryminałów Krajewskiego, prawdopodobny i realny, ale niekiedy wydaje się snem narratora...

4 komentarze:

  1. Parę razy mało nie kupiłam "Króla", tak był reklamowany i wciskany wszędzie. Po Twojej recenzji mam wrażenie, ze w sumie dobrze zrobiłam, stwierdzając, że jeszcze poczekam. Nie jestem pewna, czy bym się trochę nie sparzyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak mieszane uczucia co do tej książki, że gdyby nie DKK, nie wiem, czy bym po nią sięgnęła, ale zostałam zmobilizowana ;)

      Usuń
  2. Lubię ten klimat przedwojennego Wrocławia w kryminałach Krajewskiego, więc chyba muszę rozejrzeć się za tym "Królem":)

    OdpowiedzUsuń