Dziennik - Katherine Mansfield



Serię Nike pamiętam z dzieciństwa. Rodzice mieli wiele tych miniaturowych tomów i wielokrotnie się im przyglądałam, czy bawiłam się nimi. W sylwetce greckiej boginie nie widziałam kobiety bez głowy, a psa podobnego do Snoopy'ego, zwróconego wielgachnym nosem w prawo. Oczywiście kiedy podrosłam zaczęłam sięgać po Nike w celach czytelniczych. 
Dopiero rok się zaczął, a ja już czytam drugą książkę z tej starej serii; tym razem - po doskonałych opowiadaniach Willi Cather, sięgnęłam po Dziennik Katherine Mansfield. (Kiedy skończę, zabiorę się za Dziennik Sierakowiaka, a potem Twardocha - a co tam, zadzienniczę się w styczniu.)


Katherine Mansfield przyszła na świat w Nowej Zelandii w 1888 roku (zmarła zaś 9 stycznia 1923 roku, czyli niemal dokładnie 93 lata temu), ale nie mogąc znieść życia na uboczu wielkiego świata, przeniosła się do Londynu, który można powiedzieć, aż pulsował nowymi trendami w sztuce i literaturze. Pisała praktycznie od dziecka, więc naturalne, że z pisaniem właśnie postanowiła związać swoje plany zawodowe. Obracała się w kręgu modernistów, zaprzyjaźniła się z D. H. Lawrence'em, oraz Johnem Middletonem Murrym, który wkrótce został jej mężem. Zmarła w wieku lat trzydziestu pięciu na gruźlicę, która była konsekwencją chronicznego niedoleczenia i nieprawidłowego odżywiania. Z ciekawostek można dodać, że grywała epizodyczne rólki i statystowała w filmach. A Lawrence umieścił jej portret w Zakochanych Kobietach. Pamiętam również szereg wzmianek o niej w Dziennikach Woolf. 
Zbiór opowiadań Jej pierwszy bal czytałam w połowie 2013 roku. Oczarował mnie styl, ich język, zaciekawiła fabuła. Po Dziennik sięgnęłam zdaje się bardzo odruchowo i nie zawiodłam się sądząc iż życie pisarki będzie ciekawsze od jej nowel. 
Od pierwszych, prowadzonych dość nieregularnie notatek, Mansfield narzeka na stan zdrowia (reumatyzm, serce, później płuca), na brak weny (a jednak była autorką dość płodną!). Wydaje się neurastenikiem i mizantropem. Woolf kiedyś zauważyła: "Uderzyło mnie, że ona należy do typu kobiecego: wyobcowana, zdystansowana, zawsze samotna i bystro obserwująca" (Woolf uważała Mansfield za swoją przyjaciółkę, ale od czasu niepochlebnej recenzji powieści Noc i dzień można było wyczuć pęknięcia w tej przyjaźni). Mam wrażenie, że w życiu pisarki zawsze padał deszcz, więdły kwiaty i bladły kolory. Dawno nie czytałam nic bardziej przygnębiającego, ale paradoksalnie czytało mi się Dziennik wyśmienicie - wstrząsający był zwłaszcza fragment z historią kucharki, wstrząsający, bo nie zmyślony, jeśli uświadomimy sobie, że czytamy niemal reporterski zapis, doznajemy nieodpartego odczucia, że ten fragment może być wspaniałym materiałem na powieść. Bardzo ładne były fragmenty, kiedy Mansfield wspominała swoje szczęśliwe dzieciństwo; wzruszające były momenty, kiedy opłakiwała brata poległego na froncie we Francji - chcąc zachować w sercu wspomnienie o nim, dedykowała mu listy, fragmenty dziennika. Równie smutne były fragmenty, w których wyznawała, że chciałaby mieć dziecko, że je sobie wyobraża - nie skarżyła się wówczas, co tylko potęgowało ten niewyrażony żal. 


Pod względem walorów językowych mogę śmiało powiedzieć, że jestem usatysfakcjonowana, ponieważ styl Mansfield jest dobry, bardzo plastyczny, a niekiedy nawet poetycki. Może gdyby nie feralne zapalenie opłucnej w 1917 roku, które miało fatalne konsekwencje, może gdyby jej zdrowie było mocniejsze, nie patrzyłaby na życie w sposób tak jednoznacznie ponury?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...