Życie po życiu

W zeszły czwartek skończył się mój serial. Brytyjski Afterlife z Lesley Sharp. Uwielbiam brytyjskie seriale. No i "sezony" są o wiele krótsze - przeważnie 1/2, czy nawet 1/3 tego, co amerykańskie. Nie będzie już niestety ani Life on Mars, ani Ashes to Ashes, jedynie Doktor Who powróci na wiosnę. Wiem, że to serial dla dzieci, ale jest zabawny i przyjemnie się go ogląda.
Afterlife (Życie po życiu) opowiada o medium, Alison Mundy, oraz psychologu o zdroworozsądkowym podejściu, Robercie Bridge'u. Wyprodukowano dwie serie, razem chyba z 15 odcinków, może mniej. Serial jest bardzo klimatyczny, czasami przerażający (musiałam potem trochę poczytać, żeby zmienić tematykę przed snem).

Niedawno natrafiłam na inny serial o podobnej tematyce, z tym, że to serial zza oceanu. Główna bohaterka również jest medium, i jaki zbieg okoliczności - też ma na imię Allison. Medium jak na serial amerykański jest inteligentny i nawet powiedziałabym refleksyjny. 

Prócz tematyki oba seriale różnią się znacznie. Angielka jest neurotyczna, zagubiona, samotna; Amerykanka to zwykła kobieta, pracuje w prokuraturze, ma trzy córki i kochającego męża.
Może nie bez przyczyny od kilku dni chodzi mi po głowie piosenka Budgie...