Bullet Journal [po dwóch latach]

Powiem otwarcie – gdyby nie bullet jurnal z pewnością byłoby ze mną kiepsko! Takie poukładane zapiski królują u mnie już trzeci rok i jestem więcej niż zadowolona, że odkryłam bu-jo dla siebie.

W 2018 roku zdecydowałam się prowadzić agendę w kalendarzu Midnight Steel Paperblanks o formacie midi horizontal. Niestety, nie był to najlepszy wybór, bo jak się przekonałam, potrzebuję więcej miejsca. W czasie największego natłoku, czyli w czasie roku szkolnego, a najbardziej w październiku, kiedy mamy Rybnickie Dni Literatury, strony miałam zapełnione na maksa!

W tym roku będę pisała w planerze Paperblanks modelu z serii Safavid, formatu ultra. 240 stron w kropki.

 

Po roku przerwy wracam do dużego formatu, ale nadal jestem wierna firmie P. Kiedy tylko dowiedziałam się, że będą plannery w kropki, oczywiście musiałam sobie taki kupić. Uwierzcie mi, od chwili kupna na Targach Książki w Krakowie nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę go używać na co dzień. (Ale najpierw musiałam skończyć kalendarz.)

Piszę naprawdę dużo. Robię naprawdę masę notatek, a dodatkowo sporządzam codzienne listy zakupów, spraw do załatwienia oraz spraw szkolnych mojego synka (kiedy wypadają zastępstwa, co przynieść na plastykę, etc.). Do tego dochodzi notowanie prywatnych zapisków w osobnym zeszycie – tym razem wykorzystałam zakup z kwietnia, kiedy odwiedziłam Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Jestem z niego bardzo zadowolona, ma dobrej jakości kartki koloru kości słoniowej z czerwonymi liniami. Do tego ładna, twarda okładka, tasiemka-zakładka i gumka. Kiedy skończę w nim pisać zabiorę się za kolejny Gorjuss – ten dostałam od Agnes z Dowolnika. Mam jeszcze czarną Rhodię z Pen Show w 2017 roku - tam lądują moje notatki z historii. 



Przekonałam się do kropek (zarzekała się żaba błota). Coraz bardziej cieszą mnie również małe doodle. Uczę się także sporządzania notatek graficznych. Moje zeszyty (do cytatów mam osobny, do pracy również) pełne są maleńkich rysuneczków, które są dla mnie miłą odskocznią od codziennej pisaniny. 



Kupiłam sobie biały żelopis. Często rysunki i napisy wykonuję dość grubym żelopisem PaperMate. Stale korzystam z cienkopisów Stabilo. Codzienne notatki sporządzam piórem wiecznym, a w “prywatnym” zeszyciku maczanym ze ściętą stalówką (piszę swoim charakterem pisma, do kaligrafii mam oczywiście osobny zeszyt – czasami mam wrażenie, że mam więcej zeszytów niż moje dziecko!). Niestety, papier z Paperblanks nie przyjmuje moich maczanek i nawet zakreślacze nieładnie przebijają.

 

Co działa?

Listy. Robię dużo list - książek przeczytanych, do przeczytania, filmów do obejrzenia, rzeczy do kupienia do domu, projektów do wykonania.

Tygodniówki i kalendarz na bieżący miesiąc. Ponadto, kiedy wyrysowuję nowe tygodnie czy kalendarz na miesiąc, miło spędzam przy tym czas, odstresowuje mnie to.

Co się zmieniło?

Zaczynam doceniać możliwości kołonotesów: można je rozłożyć na płask i notować bez obawy, że zeszyt się nagle zamknie. Kupiłam dwa kołozeszyty: do pracy w kratkę firmy Oxford z serii Floral w zastępstwo Qubooka, który zdał egzamin śpiewająco, ale się skończył. Do domu specjalnie na cytaty i wrażenia z lektur kupiłam kołozeszyt w linie, jakiś no name, ale pisze się w nim dobrze. Z obu jestem bardzo zadowolona. I w ten sposób odczarowałam sobie kołonozeszyty. 







Więcej rysuję. Nie są to może jakieś wiekopomne szkice, ale małe doodle i graficzne notki. Strasznie spodobały mi się tygodniówki inspirowane filmami, postaciami lub książkami. Mam taki mały plan ładnie ozdabiać tygodniówki, a Pinterest oraz Instargam są niezastąpionymi źródłami inspiracji w tym temacie. Oczywiście musiałam od razu zacząć od Harry’ego Pottera. Nie brakuje również prostoty (i sukulentów).


No i sięgnęłam po kropki. Długo to trwało, ale zdecydowanie ułatwiają pisanie i rysowanie np. tabelek. Chociaż na drugim miejscu jest zeszyt gładki. Od śnieżnobiałego wolę papier w kolorze kości słoniowej.

Co średnio działa?

Trackery. Około tygodnia przestaje je uzupełniać. Ale nadal je rozpisuję.

Artjournaling. Nie działa, bo w moim maleńkim kalendarzu nie było na to miejsca. Być może teraz się to zmieni, bo nie brak mi pomysłów. Gorzej z wykonaniem 😉

Nowości?

Kolekcje seriali. Ten planner jest naprawdę obszerny i oprócz zwyczajnego kalendarza zmieszczą się w nim inne, ważne rzeczy, takie jak na przykład rozkład jazdy autobusów, a także adresy i numery telefonów, które miałam zazwyczaj w innym notesie. 

Zobacz także:  

Bullet Journal - moje początki

Bullet Journal [po roku].

Na insta będę wrzucała bieżące tygodniówki.

2 komentarze:

  1. Od dwóch lat korzystam z Bullet Journal i nie wyobrażam sobie życie niego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, ja również. Bardzo ułatwia mi życie i żałuję, że odkryłam go tak późno.

      Usuń

Archiwum