Bullet Journal [po roku]

Ponad rok temu trafiłam na modną metodę planowania, czyli bullet journalig. Przeczytałam na ten temat "cały internet" i postanowiłam spróbować. O swoich początkach pisałam TU. Możecie się śmiać, ale to właśnie dzięki bujo ogarniam rzeczywistość - mam plany, listy i wydarzenia w jednym miejscu, plus pole do popisu dla swojej kreatywności.
Zeszyty z zeszłego roku

A teraz zmierzę się z tym, co po roku wyszło, a co nie zadziałało. 
Działa: 

  • Prostota! 
  • Listy. Jestem człowiekiem-list. Robię listy wszystkiego - szczególnie rzeczy do zrobienia, kupienia, książek do kupienia, kupionych, przeczytanych, do przeczytania, filmów do obejrzenia, angielskich słówek, planów, projektów szydełkowo-drutkowych. Im prostsze listy, tym lepsze. 
  • Tygodniówki i kalendarz na bieżący miesiąc. Tygodniówka pozwala mi ogarnąć optymalną ilość dni i zaplanować spotkania, pamiętać o wycieczkach, fluoryzacji, zakupach, rzeczach do zrobienia na bieżąco, ponadto wpisuję książki, które są "w kolejce", etc. 
  • Doklejanie żółtych karteczek, np. z listą zakupów. Potem odklejam i mam gotową, z którą wybieram się na zakupy. 
  • Jeden zeszyt optymalnie na rok. Zaczęłam 2017 w jednym zeszycie, w którym porobiłam mnóstwo fikuśnych tabelek, a których już nie uzupełniałam z oczywistych względów, kiedy przeniosłam się do innego zeszytu. Postanowiłam w tym roku robić mniej (zupełnie niepotrzebnych) prywatnych notatek, które tylko zabierały przestrzeń. Wiem, brzmi to dziwnie, ale postanowiłam zrezygnować z prowadzenia dziennika osobistego. Lista lektur, wrażeń, etc. – owszem, dziennik w stylu "drogi pamiętniczku" - odpada! Na 2018 mam od męża/Mikołaja/Dzieciątka śliczny dziennik Paperblanks i mam nadzieję, że się sprawdzi.

Tygodniówka i habit tracker
Przeważnie właśnie tak zapisane były moje tygodniówki (dużo do zrobienia)



Nie działa: 

  • Indeks. Ani razu na niego nie spojrzałam. 
  • Numerowanie stron. 
  • Kropki. Najlepiej sprawdzają się u mnie czyste kartki, ale lubię też szerokie linie. 
  • Trackery. Robiłam je na siłę, więc tak koło kwietnia dałam sobie spokój. 
  • Taśmy washi - zastosowałam je dwa razy. Nie ma sensu ich kupować, jeśli się nie ma przekonania do ich użyteczności. Jeśli chcę coś zaznaczyć używam karteczek indeksujących. 
  • Doodle – chociaż zdarza mi się coś skrobnąć od wielkiego dzwonu, to jednak zbyt oryginalna nie jestem i ograniczyłam się do... kaktusów i grzybów, które mi wychodzą. Żadnych łapaczy snów, mandal, fikuśnych labeli. Strony z "Hello December", etc. - najzwyczajniej w świecie szkoda mi kartek. 
  • Spis filmów i seriali, które obejrzałam w tv i na dvd. Po miesiącu mi się odechciało, bo wbrew pozorom dużo tego było. 
  • Zbyt grube zeszyty. Mdli mnie na myśl, że miałabym w takim obszernym tomisku pisać kilka lat. Przecież to strasznie nudne! Dla mnie pięcioletnie dzienniki to przedsionek piekła. Nie wiem, czy taki roczny planer mi się po pół roku nie zbudzi, ale zaś pół roku, czy mniej też nie jest wyjściem, bo trzeba wszystko przenosić do nowego zeszytu. 
  • Nie lubię formy kołonotesu ze spiralą, nie jestem także przekonana do hybryd. 
  • Akwarele. Po prostu nie umiem w akwarele😉 
  • Wydruki. Kiedy je projektuję wyglądają dobrze, wydrukowane w formacie zeszytowym są mało przejrzyste i zostaje mało miejsca na notatki.

Drukowana tygodniówka - akurat mniej zapisana, ale bywały takie, na których nie było miejsca na notatki!

Co mi się marzy na ten rok? Może więcej art/voyage jurnalingu, ponieważ zrezygnowałam z prowadzenia dziennika, a niektóre momenty życia warte są zachowania. Mam nadzieję, że mój nowy Paperblanks mi da to, czego potrzebuję. Kocham te okładki i mam już całą listę Paperblanksów do wypróbowania. W zeszłym roku zapełniłam trzy notesy: empikowy z własnoręczna okładką - pisało się po tych stronach po prostu bosko, cały czas szukam czegoś takiego; zaczęłam szkicownik Creadu, ale jednak pisało się w nim źle (no bo to szkicownik, he he), potem miałam notes Paperblanksa, kiedy mi się skończył zapełniłam dwa zeszyty z lat 80-tych ze strychowych wykopków.
Mój nowy kalendarz Paperblanks

W międzyczasie starałam się wykończyć dwa maluśkie notesy, ale kupiłam trzeci (że niby na adresy i inne, ale tak naprawdę, bo mi się okładka podobała). Pracowe rzeczy mam w notesie Qbook, który wygrałam u Agnieszki z Dowolnika, do tego notesu mam liniuszek z zeszytu w kratkę. No i mam jeszcze Rhodię do notatek z historii i geografii (człowiek całe życie się uczy, nieprawdaż?). W kwietniu (Targi Pióra) planuję Leuchtturm1917 – mam nadzieję też zdobyć jakieś dobre pióro, bo moje umarło w grudniu i piszę szkolnym pożyczonym od dziecka (spokojnie, dziecko pisze moim Parkerem, tzn. teraz już swoim Parkerem😉 A jak mnie najdzie ochota na prowadzenie pamiętnika (jednak) to sięgnę po moją ukochaną serię zeszytów z gumką Gorjuss.
Strona tytułowa oraz notes (wyrywany) z listą na zakupy

Kalendarz na 2018 - już zaczęłam wklejać ;)

To powinno być motto na 2018: Prostota - umiar - elegancja!

6 komentarzy:

  1. Też robię listy wszelakie :D chwała, że jeszcze nie zrobiłam listy robienia listy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam zawsze pełno notesów, list i kalendarzy, ale postanowiłam sie ograniczyć, bo już chyba zaczynam przesadzać. A listy zakupów najlepiej sprawdzają się w telefonie w zwykłym notatniku. W razie potrzeby mogę szybko przesłać mężowi. Kalendarze kupuję małęgo formatu, (a właściwie to już się stało tradycją, że rodzice kupują, wiedzą co lubię, tylko czasem to skutkuje dwoma albo trzema na raz :D), ale muszą mieć jedną stronę na dzień.
    Zastanawiałam się nad tymi bulletami, ale wydaje mi się, że to tylko dodatkowa robota. Jakkolwiek trackery mogą byc przyjemne w prowadzeniu, tak szkoda mi czasu na wypełnianie tego wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bu-jo jest świetnie, jako sobie chcesz pogryzmolić i ustawić tygodniówkę pod siebie. Ja sobie lubię czasem popisać, porysować, ale bez przesady. Przez lata prowadziłam dziennik (taki totalnie prywatny), ale teraz przestałam. Jednak w moim nowym cudnym dzienniczku z Paperblanksa jest za mało miejsca na same "to do list" w konkretne dni. W kolejnym roku - w odróżnieniu od Twoich preferencji -
      kupię większy format. I chyba czysty.

      Usuń
  3. Ja też próbowałam... Czas przeszły ;) Podziwiam Cię za zaangażowanie i cierpliwość do robienia tych przepięknych ozdóbek. Ja ograniczyłam się do kilku tabel i fikuśnej czcionki, a i tak samo projektowanie zajęło mi więcej czasu niż wypełnianie ;) Chociaż z nutą zazdrości patrzę na takie cuda, jak u Ciebie :) W tym roku postawiłam na Osiecką. Nie dość, że ją uwielbiam i podziwiam za pasję, tragizm i równoczesną lekkość języka, to jeszcze ten notes "Zrób sobie niedzielę" jest bardzo funkcjonalny. Gdyby nie datowanie, można by sobie i z niego zrobić bujo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, nie wiem jak to powiedzieć, ale z każdym dniem coraz bardziej żałuję, że mam kalendarz i to tak mały. Już się nie mogę doczekać 2019, bo kupię większy i czysty notes.

      Usuń