* * * Psiego najlepszego - W. Bruce Cameron * * *

Między karpiem a sałatką warto oderwać się na chwilę od stołu i sięgnąć po lekkostrawną powieść familijną Psiego najlepszego. To zgrabnie napisana książeczka pomagająca budować świąteczną atmosferę nastrojem skłaniającym do dawania.


Po Ludziach na drzewie potrzebowałam takiej właśnie odskoczni, książkowego samograja. Przyznam się bez bicia, że ani książki Był sobie pies, ani filmu nie widziałam, ale moje dziecko, które było na seansie powiedziało, że bym się popłakała. No, szczerze to mam oczy, które często się pocą i nie istnieje taka bajka Disneya, na której bym nie uroniła chociaż łezki. W ogóle filmy familijne to dla mnie "ciężki temat", bo Władek tylko obserwuje kątem oka, kiedy mama zacznie płakać.

Ale wracając do tematu – Psiego najlepszego to książka na jeden wieczór. Przyrównałabym ją do Pięciopsiaczków Chotomskiej, bo chyba do tej klasyki jest jej najbliżej. W moim umyśle jeszcze powstało przyrównanie do serii Zaopiekuj się mną Holly Webb, pewnie ci, którzy mają dzieci doskonale znają serię. Bo Psiego najlepszego to książka o miłości do zwierząt, o prostym ludzkim sercu i gotowości do dania z siebie miłości.

Główny bohater z początku przypomina nieco dziadka z Odlotu, ale bardzo szybko topnieje mu serce na widok ciężarnej suczki. Bez zdradzania meandrów fabuły (no dobrze, nie było w powieści żadnych zawrotnych plot twistów, ale chyba sami wolicie się dowiedzieć "co było dalej") powiem, że tego waśnie oczekiwałam od W. Bruce'a Camerona – ogromnej dawki endorfiny, której zapewniają szczeniaczki i miłego wątku romansowego, który kończy się happy endem.

Czy polecam? Pewnie się zdziwicie, ale - tak, polecam! Bardzo rzadko biorę książki do recenzji, a już szczególnie unikam jak ognia literatury kobiecej, ale Psiego najlepszego jest miłą powieścią familijną i polecam ją nawet czternastolatkom, które już wyrosły z Holly Webb, a nadal lubią "zwierzęce" tematy.

Za książkę pod choinkę dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.  

6 komentarzy:

  1. Przeczytałam niedawno tę książkę i jestem nią zauroczona. To idealna lektura w okresie świątecznym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie :) Nastawiłam sobie świąteczny smooth jazz, obierałam mandarynki i czytałam pod kocykiem o psiakach - jeżeli to nie buduje klimat świąt, to już nie wiem, co go buduje ;)

      Usuń
  2. To mimo wszystko raczej nie jest książka "Typowo kobieca", w końcu psy lubią nie tylko panie xD Ale ja po "Był sobie pies" raczej się nie skuszę. Tamta pozycja mi wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiedziałabym, żeby to był romans, czy coś - mnie się to nieodmiennie kojarzy z serią "Zaopiekuj się mną" i proponowałabym każdemu w wieku od nastu do stu(nastu)lat:)

      Usuń
  3. Właśnie czytam i mam nadzieję, że będzie to miła, przyjemna i ciepła książka...

    OdpowiedzUsuń
  4. 23 maja kolejna część z serii! Nie mogę się doczekać :)

    OdpowiedzUsuń