We dworze - John Galsworthy [1931 r.]

John Galsworthy, brytyjski powieściopisarz oraz dramaturg, jest laureatem literackiej Nagrody Nobla za rok 1932, którą otrzymał za „wielką sztukę prozatorską której szczytem jest „Saga rodu Forsyte’ów”. Uznany za krytykę mieszczaństwa epoki wiktoriańskiej wielotomowy utwór stał się w krótkim czasie klasykiem, który wywindował autora na literacki piedestał, na którym Galsworthy utrzymuje się do dziś.

We dworze Johna Galsworthy; Towarzystwo Wydawnicze "Rój", Warszawa 1931 r.

We dworze (pierwsze wydanie pochodzi z 1907 roku) ma jednak w sobie niewiele z Sagi, choć jej wydanie pokrywa się wydaniem początkowych części pierwszej Trylogii. W tytułowym dworze należącym do pana Horacego Pendyce'a bogaci posiadacze ziemscy spędzając chwile, wśród których głównymi uciechami są uświęcone tradycją polowania na lisy, oraz wieczorki w szerokim gronie wytwornego do obłędu towarzystwa. Pierwsze pięćdziesiąt stron to opis bokobrodów różnej maści i jakości, a ledwie ledwie zarysowana charakterystyka postaci; jak gdyby Galsworthy'ego nie interesowało życie wewnętrzne wymyślonych przezeń postaci, a jedynie opis wyglądu, który po którymś już powtórzeniu, nuży potwornie.

„Z wyglądu pan Pendyce należał raczej do starej szkoły. Prosty i ruchliwy, nosił rzadkie bokobrody, a przed kilku laty zapuścił sobie także zwisające wąsy, ostatnio nieco szpakowate. Nosił szerokie krawaty i surduty z długimi połami. Nie palił.” Jak widać fragment przypomina opis inwentarza, niestety większość powieści utrzymana jest w podobnym stylu.

Trzeba przyznać, że książka jest wyjątkowo fotogeniczna

Jednakże intuicyjnie chwytam - mam nadzieję - zamysł autora, który jako krytyk obyczajowości poprzedniej epoki nie stronił od wytykania wad jej społeczeństwa, jałowości żywotów utracjuszy oraz ich bezrozumnych rozrywek. Galsworthy żył w czasach większej swobody obyczajów oraz wyzwolenia kobiet spod jarzma konwenansów i prawa nastawionego na męską część populacji. We dworze ustawione pod tym właśnie kątem daje dziś ledwie refleks, który przed stu laty musiał być potężną strugą światła.

Wewnątrz dedykacja z okazji imienin. 

Profesorowa Szczupaczyńska na tropie!

Profesorowa Szczupaczyńska to mariaż charyzmy Barbary Niechcic z przenikliwością detektywa Colombo. Do tego zabawa konwencją i postaci znane z podręczników historii - oto jak można scharakteryzować nową serię kryminalną pióra Maryli Szymiczkowej, czyli duetu Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego.

Pierwsza odsłona cyklu: Tajemnica Domu Helclów wciąga czytelnika w wir intrygi kryminalnej, która prowadzi do najwyższych oficjeli w mieście, a także wiedzie w odmęty XIX-wiecznej historii. Drugi tom: Rozdarta kurtyna jest niemal traktatem o zemście, a także wykładem o moralności ówczesnej Galicji. Najprawdopodobniej latem przyszłego roku możemy się spodziewać trzeciego tomu przygód błyskotliwej pani detektyw. 


Zofia Szczupaczyńska narodziła się z fascynacji przedwojennymi "mrożącymi krew w żyłach" wydarzeniami opisywanymi na łamach periodyku o nazwie Tajny Detektyw. Na bloga, w którym możemy czytać co smaczniejsze kąski z prasy, nazwanego po gazetowym antenacie również Tajny Detektyw, natrafiłam kilka lat temu kompletnym przypadkiem; zapał autora i autentyczna chęć podzielenia się z czytelnikami wyszperanymi informacjami zaintrygowały mnie - pitawal i kronika kryminalna sprzed niemal stu lat, oto, co oferował Detektyw. Nie miałam pojęcia, że za projektem stoi, i skrzętnie artykuły z gazet wycina właśnie Jacek Dehnel, jeden z moich ulubionych polskich autorów (o czym wielokrotnie pisałam). 

Główna bohaterka, Zofia Szczupaczyńska, to bogata mieszczanka, jakby wyjęta rodem z powieści Zapolskiej. Rozwiązując zagadki tajemniczych morderstw musi przestrzegać konwenansów, a szczególnie przed mężem zachowywać pozory; nie wychodząc z roli przykładnej pani domu potrafi zaaranżować spotkanie z przebrzmiałą kurtyzaną, lub śledzić ważny trop jednocześnie przygotowując tony powideł sławnych śliwkowych. Jej prawą ręką i protagonistką jest wierna służąca Franciszka, która zwłaszcza w drugiej części odgrywa niebagatelną rolę. 


Całość to zabawna gra konwencją, pastisz powieści kryminalnych, co mnie cieszy z autentycznie wdzięczną bohaterką. Odrobina nostalgii za dawnym sznytem, którą daje się wyczuć u autorów, oraz bogato, choć bez upiększającego filtru pokazany świat fin de siecle'u, są niewątpliwymi atutami obu dotychczas wydanych powieści, a wprost najeżony archaizmami język dodaje soczystości powieściom. Z prawdziwym utęsknieniem moje czytelnicze serduszko czeka na kolejny tom.

Baron Münchhausen - Gotfryd August Bürger [1927r.]

Patologiczny kłamca, którego nazwisko przeszło do historii i jest synonimem bujd na resorach - Baron Hieronymus Carl Friedrich von Münchhausen jest postacią historyczną, ale od dwóch niemal stuleci jego postać sprzęgła się z niestworzonymi anegdotkami, które snuł (całkiem poważnie) w kręgach znajomych. Münchhausen, żyjący w latach 1720-1797 był niemieckim oficerem, i podróżnikiem, a służył miedzy innymi w armii rosyjskiej.

Jego przygody opowiadane z ust do ust zostały spisane najpierw anonimowo, i kolejno rozszerzane przez Rudolfa Raspe (jak przeczytałam we wstępie był on archeologiem i geologiem), następnie Gotfryda Augusta Bürgera - właśnie wydanie oparte na Bürgerze mam w swojej kolekcji. Jest to niezbyt obszerna książeczka (całe sto stron!), w której "Pan baron opowiada o swych przygodach" w Rosji (w tym w Polsce), a także o wyprawach morskich.

Humor zawarty w książeczce jest tak niedorzeczny, że mojemu dziecku, moim zdaniem słusznie zresztą, przyszły na myśl skojarzenia z grupą Monty Pythona; abstrakcyjne są sytuacje na polowaniu, kiedy baron nicuje gołą ręką wilka, albo wówczas, kiedy "uwalnia" lisa od jego futra, a "rozebrane" zwierze po prostu ucieka. Ale najsławniejszą blagą Münchhausena jest jego lot na armatnich kulach, kiedy to jako szpieg chce się zakraść do obozu wroga, ale w połowie drogi się rozmyśla i "łapie" kulę z przeciwnej strony. Cała zresztą książeczka dosłownie naszpikowana jest podobnymi bajeczkami.

W 1989 roku na ekrany kin wszedł brytyjsko-niemiecki film Przygody barona Munchausena z gwiazdorską obsadą, będący luźną ekranizacją anegdot o sławnym szlachcicu; barona zagrał wybitny filmowy i teatralny aktor John Neville, dalej w obsadzie znaleźli się Oliver Reed, a także Robin Williams i Uma Turman. O Monty Pythonie wspomniałam nieprzypadkowo, ponieważ to właśnie Terry Gilliam jest twórca filmu, a w produkcji pojawił się także Eric Idle.

Książeczka jest zabawna, krótka, i chyba na twarzy największego nawet ponuraka wywoła uśmiech. Choć moje wydanie pochodzi z 1927 roku, to nie jest unikatem, ponieważ kilka lat temu pojawiło się wznowienie. Polecam, ot na kocyk, na plażę, na piknik, w każdym razie na wakacje.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...