Małe podsumowanko [2017]

Przede wszystkim chciałam Wam bardzo serdecznie podziękować, że zaglądacie do mnie, że zostawiacie komentarze. Bloguję już ponad dekadę (tak!) i ta aktywność dała mi wiele satysfakcji - poznałam wiele wspaniałych osób, blogerów i miłośników literatury. No i wszystkie te cudowne książki! 

Mijający rok był dla mnie prywatnie niezbyt łaskawy, a literacko minął tak dziwnie szybko, że mam wrażenie, że odcinam kupony i "lecę" z książkami z rozpędu. Z przygotowanej "wielkiej listy książek do czytania" zniknęło dosłownie kilka tytułów, bo skupiłam się na nowościach i książkach... przypadkowych. Jakbym się gdzieś pod drodze zagubiła.

Mam jeszcze kilka bibliotecznych tytułów, nowości (może sprzed kilku, kilkunastu miesięcy), i są to książki, które szczególnie chciałam przeczytać - biografia Lema, Silva Rerum, Światło, którego nie widać, Próba oraz Dzieci wojny. Własne regały zasiliłam kilkoma pozycjami z Karakteru, Czarnego, mam także kilka nowości po angielsku, które zamierzam przeczytać, póki są nowościami;) Chciałabym wrócić do moich staruszek. Chciałabym reanimować książki nieoczywiste, ale nie wiem, czy ma to sens? 

Wiele osób narzeka na dziwne zjawisko: wybieramy książki szybkie, bo te, które idą wolniej hamują ruch na blogu. Złapałam się na tym i mocno skarciłam. Efektem była posucha w marcu i kwietniu. Nie chcę narzekać na spadek odwiedzin, ale - spadły i to znacząco. Ostatnio przez blogosferę przetoczyła się nawet dyskusja na ten temat (na kilku blogach, niezależnie od siebie)  - ja upatruję to w nowoczesnych szablonach, które pozbawione są "głównego źródła wejść", czyli blogrolla. Chociaż może nie trafia do mnie, że na przykład piszę w nudny, nieatrakcyjny sposób, a moje posty są zachowawcze. 

Stosik z przełomu roku. 
  

Co wyszło? 
W tym roku przeczytałam 73 książek. Lista do przeczytania rośnie zastraszająco, bo zamiast skreślać, dopisuję nowe tytuły. 

Książki przeczytane w 2017, które uważam za najlepsze to bez wątpienia Małe życie, Quo Vadis, Milczenie, Profesor, Amerykańska sielanka, Góra Tajget oraz Szkarłatny płatek i biały.

Najbardziej inspirujące były dla mnie podróże, na które zaprosili mnie Meik Wiking [Hygge], oraz Justyna Sobolewska [Książka o czytaniu].

Uśmiałam się setnie przy Steinbecku. Za to płakałam jak bóbr przy Steadman.

Nadrobiłam zaległości w powieściach graficznych [Maus, Persepolis, Watchmen, V jak Vendetta]. W 2018 sięgnę po Hellboya i obiecuje sobie wreszcie dokończyć Ekspedycję.

Ale niewątpliwie ten rok należał u mnie do kryminałów, przeczytałam ich aż 14! Szczególnie uwielbiam kryminały retro, a także skandynawskiej spółki autorskiej Per Wahlöö, Maj Sjöwall.

Kilka(naście) razy fatalnie się zawiodłam. Spróbowałam nowych gatunków, ale raczej nie będę kontynuowała czytania YA (chociaż mam w planach nowego Greena), czy młodzieżowego fantasy.

Miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w spotkaniach autorskich z Evženem Bočkiem, Justyną Sobolewską, Małgorzatą Czyńską, Włodzimierzem Kowalewskim oraz Thomasem Arnoldem.

16 książek polskich autorów, jedynie 29 książek własnych (kocham-wypożyczam;), niestety, nic po angielsku:/ #edit! Jednak udało mi się "wcisnąć" Fantastic beasts and where to find them [original screenplay] :)

Założyłam konto na instagramie. Załapałam się na akcję promocyjną z Zafonem. Wydałam pół wypłaty na Śląskich Targach Książki. A do pełni szczęścia brakuje mi tylko 4 Kolibrów! Miałam także dwie wystawy fotografii - małą w czytelni PiMBP (Bibliofilia), oraz skorzystałam z możliwości, jakie daje Galeria Bez Auta w ZTZ.

Jedno z moich zdjęć z wystawy pokazywanej w ZTZ. 


Co nie wyszło? 
Zaległa recenzja Cichego Donu nadal jest zaległa... Sapere aude z racji nowych obowiązków w pracy jest odsunięta ad calendas graecas...

Wskaźniki wejść i ilość komentarzy, nad czym boleję, spadają. Cześć w tym także mojej winy, bo w tym roku to 55 post, a zeszły rok kończyłam z ilością 82 postów. Mniej także tematów okołoksiążkowych i książek nieoczywistych.

Plany na 2018? 
Na Setnej Stronie coraz więcej nowości. Nadrabiam, bo trzeba być na bieżąco, przez co niemal nie sięgam po moje ukochane starowinki. Czasem, kiedy nie umiem zasnąć liczę, ile jeszcze jestem w stanie książek przeczytać. Przypuśćmy, że czytam 70 książek rocznie, a średnia długość życia kobiet w Polsce wynosi 81 lat (sic!), to wyszło mi 3 150 tak pi razy drzwi. No to sami widzicie, że to nie jest tak dużo! (No i ciekawe, czy mając 80 lat "utrzymam" ten sam poziom czytania?)

U dołu strony dodałam kalendarz google'a, na którym podlinkowane są posty; można się z niego również dowiedzieć, co będzie tydzień, dwa naprzód. 

Co w styczniu? 2-go zapraszam na post o bullet journalu. Kolejny tydzień będzie poświęcony grom planszowym, a następny notesom i dziennikom, które zgromadziłam. Czytelniczo zacznę od angielskich magów z czasów regencji, by płynnie przejść do... a nie, to niespodzianka. 

🎄🎄🎄 Serdeczne życzenia 🎄🎄🎄

Kochani, życzę Wam zdrowych, spokojnych i szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego, pełnego kreatywności i pozytywnej energii Nowego Roku 2018! Niech Dzieciątko przyniesie Wam super książki, ulubione słodkości, ale i dużo miłości od najbliższych. Zapracowanym życzę spokoju, chorowitym - zdrowia, smutnym - nadziei, tym, którzy wyznaczają sobie cele - ich spełnienia.


  * * * Psiego najlepszego - W. Bruce Cameron * * *

Między karpiem a sałatką warto oderwać się na chwilę od stołu i sięgnąć po lekkostrawną powieść familijną Psiego najlepszego. To zgrabnie napisana książeczka pomagająca budować świąteczną atmosferę nastrojem skłaniającym do dawania.


Po Ludziach na drzewie potrzebowałam takiej właśnie odskoczni, książkowego samograja. Przyznam się bez bicia, że ani książki Był sobie pies, ani filmu nie widziałam, ale moje dziecko, które było na seansie powiedziało, że bym się popłakała. No, szczerze to mam oczy, które często się pocą i nie istnieje taka bajka Disneya, na której bym nie uroniła chociaż łezki. W ogóle filmy familijne to dla mnie "ciężki temat", bo Władek tylko obserwuje kątem oka, kiedy mama zacznie płakać.

Ale wracając do tematu – Psiego najlepszego to książka na jeden wieczór. Przyrównałabym ją do Pięciopsiaczków Chotomskiej, bo chyba do tej klasyki jest jej najbliżej. W moim umyśle jeszcze powstało przyrównanie do serii Zaopiekuj się mną Holly Webb, pewnie ci, którzy mają dzieci doskonale znają serię. Bo Psiego najlepszego to książka o miłości do zwierząt, o prostym ludzkim sercu i gotowości do dania z siebie miłości.

Główny bohater z początku przypomina nieco dziadka z Odlotu, ale bardzo szybko topnieje mu serce na widok ciężarnej suczki. Bez zdradzania meandrów fabuły (no dobrze, nie było w powieści żadnych zawrotnych plot twistów, ale chyba sami wolicie się dowiedzieć "co było dalej") powiem, że tego waśnie oczekiwałam od W. Bruce'a Camerona – ogromnej dawki endorfiny, której zapewniają szczeniaczki i miłego wątku romansowego, który kończy się happy endem.

Czy polecam? Pewnie się zdziwicie, ale - tak, polecam! Bardzo rzadko biorę książki do recenzji, a już szczególnie unikam jak ognia literatury kobiecej, ale Psiego najlepszego jest miłą powieścią familijną i polecam ją nawet czternastolatkom, które już wyrosły z Holly Webb, a nadal lubią "zwierzęce" tematy.

Za książkę pod choinkę dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.  

* * * Ludzie na drzewach - Hanya Yanagihara * * *

Po Ludzi na drzewach sięgnęłam z obawą; Małe życie mną dogłębnie wstrząsnęło, bardzo je przeżyłam, więc co naturalne, nabrałam rezerwy do debiutanckiej powieści Yanagihary. Niepotrzebnie - powieść Amerykanki czyta się znakomicie i mogę się bez reszty zgodzić ze stwierdzeniem The Independent, że jest to lektura pochłaniająca.

Powieść skonstruowana jest dość nietypowo. Pamiętniki przeplatają się z fragmentami artykułów prasowych, a całość zaczyna się wedle przesłanek Hitchcocka, od "trzęsienia ziemi". Owym trzęsieniem ziemi jest oskarżenie noblisty o pedofilię i prawomocny wyrok skazujący. Miałam wrażenie, że gdzieś już o tym czytałam, i miałam rację - alter ego Nortona Periny jest Daniel Gajdusek, naukowiec uhonorowany w 1976 roku Nagrodą Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny za badania nad prionami, badania podobnie jak książkowy bohater prowadził na terenie archipelagu Mikronezji. Gajdusek w 1997 roku został skazany za pedofilię. Rozpętała się wówczas dyskusja, czy wybitne jednostki podlegają takim samym prawom moralnym, jak "zwyczajni" ludzie?

Geniusz często idzie w parze z szaleństwem, a co za tym idzie, z lekceważeniem zasad etycznych. Przykładów jest wiele, od genialnego lekarza Alfreda Bali Trevino (pierwowzór Hannibala Lectera z powieści Thomasa Harrisa), do choćby kompozytora doby późnego renesansu Carlo Gesualdo, który zamordował z zimną krwią żonę i jej kochanka. Przykłady można mnożyć, a wiele z nich dowodzi, że przestępcy celebryci traktowani są zdecydowanie łagodniej, niż reszta społeczeństwa.

Chociaż Ludzie na drzewach to nie traktat moralny, ale porusza - prócz wspomnianego, również inne ważne tematy - moralność białego człowieka, któremu "wolno wszystko", nawet traktowanie przedstawicieli innych ras, jak myszy doświadczalne, a także odpowiedzialność naukowców za ich odkrycia i konsekwencje tychże. Pod wpływem ujawnienia odkryć Periny (rzecz dotyczy nieśmiertelności, a właściwie kompleksu Selene, - organizmy tubylców z mikronezyjskiej wyspy U'ivu nie starzeją się dzięki spożyciu substancji zawartych w autochtonicznym gatunku żółwia zwanego U'ivu'ivu) życie na Ivu'ivu się przeobraża, rewelacje naukowca mają niebagatelne konsekwencje na życie mieszkańców wyspy oraz dla ekosystemu, w postaci najazdu zainteresowanych zyskiem koncernów farmaceutycznych, oraz rzeszy naukowców marzących o sławie.

Powieść poruszająca tak ważkie tematy zasługuje niewątpliwie na polecenie czytelnikom, którzy od lektury wymagają czegoś więcej niż jedynie rozrywki. Każdy czytelnik postawi sobie zatem pytanie, czy Norton Perina jest niesłusznie szkalowanym geniuszem, czy zręcznym manipulatorem i zbrodniarzem. 
Kwestię traktowania ludzi nie-kaukaskiego pochodzenia, można znaleźć nie tylko w Jądrze ciemności Josepha Conrada, ale i w książce Zabawa w Boga (At Play in the Fields of the Lord) Petera Matthiessena.

* * * Love vegan. Gotowy jadłospis na 21 dni * * *

Najtrudniej jest zacząć. Dieta wegańska czy wegetariańska nie jest tak monotonna, jak sądzą niektórzy. Wręcz mogę śmiało powiedzieć, że jest bardziej zróżnicowana niż dieta oparta na kanapce z szynką i kotlecie mielonym. Oczywiście, nie odmawiam nikomu polędwicy czy parówek, ale nieśmiało chciałam Was zachęcić do sięgnięcia po alternatywę, jaką jest zbilansowana dieta wegańska.

Jeszcze na wstępie taka mała dygresja – kilka, kilkanaście lat temu początkujący weganin czy wegetarianin dosłownie skazany był na tekturowe w smaku kotlety sojowe instant i mało zróżnicowane i średnio dostępne pasztety sojowe. Kupno kaszy jaglanej graniczyło z cudem, a książki kucharskie dedykowane raczkującej społeczności wege można było policzyć na palcach jednej ręki. Dziś jest inaczej. Nie wiem, kiedy rynek zaczął się zmieniać, ale z roku na rok obserwowałam nie tylko wzrost znaczenia wege w mediach, ale i w sklepach. Tak zwana zdrowa żywność (to jaka jest cała reszta?) to już nie jedna półka w markecie wciśnięta między kocie jedzenie, a konserwy, ale całe działy!

https://www.instagram.com/p/BcB4IiVg7fK/?taken-by=setnastrona

Mam stary przepiśnik, do którego wklejałam cudem znalezione przepisy na pasty, smarowidła, potrawki, etc. Już go nie potrzebuję, bo mam całą półkę książek kucharskich, oraz tysiące przepisów w internecie – na co tylko zechcę, falafele, różnej maści burgery, nawet wegański bigos (który robię co roku na święta) i sos do bbq.

Jeżeli chcielibyście spróbować zmienić coś w żywieniu swoim i swoich najbliższych proponuje sięgnąć po Love vegan. Gotowy jadłospis na 21 dni autorstwa Hanny Stolińskiej-Fiedorowicz (dietetyk kliniczny), Violetty Domaradzkiej (weganka, biegaczka) i Roberta Zakrzewskiego (weganin, ultramaratońsczyk). Autorzy nie tylko podsuwają gotowe przepisy na trzy tygodnie, ale rozwiewają wątpliwości, co do samego sensu sięgnięcia po dietę wege, mierzą się ze stereotypami, a także dostarczają dowodów na korzyść diety roślinnej - wiąże się ona z polepszeniem jakości zdrowia, a co za tym idzie, obniżeniem zachorowalności na choroby cywilizacyjne, takie jak otyłość, cukrzyca, miażdżyca, itp.

Dla nowicjuszy w dziedzinie diety roślinnej autorzy przygotowali szereg zestawień, a także odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania, np. o weganina-sportowca, mit anemii, żywienie dzieci, obróbkę żywności (smażenie, gotowanie), o wyposażenie kuchni, a także o budowanie dobrych nawyków żywieniowych. Ciekawostką jest zamieszczenie rozdziału poświęconego... Czesławowi Langowi, który od lat z powodzeniem stosuje dietę roślinną.

Same przepisy zajmują mniej więcej połowę książki. Estetyczne, zachęcające wyglądem i nieskomplikowaniem, bazują przede wszystkim na warzywach sezonowych i strączkowych, które dostarczają tak ważnego w organizmie białka, mikroelementów i witamin. Polecam książkę Love vegan. Gotowy jadłospis na 21 dni, nie tylko początkującym weganom, ale i wszystkim, którzy chcą jeść zdrowiej i dbać o zdrowie swoje i swoich najbliższych.

Za możliwość zapoznania się z nowymi przepisami kuchni roślinnej dziękuję Wydawnictwu Agora.

Król - Szczepan Twardoch

Intrygujące postaci przedwojennego światka przestępczego skupionego wokół Kercelaka, brudny świat, jakiego nie znajdzie się w przedwojennych filmach, zgrabnie rozwijana zabarwiona politycznie akcja powieści - tak najkrócej można scharakteryzować Króla Szczepana Twardocha.


Przyznam, że z tą powieścią mam nielichą zagwozdkę. Powieść wciąga, broni się na każdej płaszczyźnie, a z drugiej strony niepotrzebnie wrzucona metafizyka (Litani) sprawia wrażenie, że to jeden wielki fejk i burzy odbiór bandyckiej (nie łotrzykowskiej) historii. Fragmenty dotyczące dywagacji ontologicznych (gdzie mieszka ludzki byt) postanowiłam zaznaczyć karteczkami – widać tutaj jakieś dalekie echa wykształcenia autora (niekiedy zastanawiam się, czy dzieliliśmy wykładowców, pewnie niektórych tak) - te fragmenty szczególnie przypadły mi do gustu, pobudziły do myślenia. Ale nasycenie wulgaryzmów i seksów było wręcz groteskowe, szczególnie pod koniec powieści. I zachęcona opisami i okładką liczyłam na więcej boksu!

Dziwny jest ten półświatek wykreowany przez Twardocha; podobny kolorytem do przedwojennego Wrocławia czy Lwowa z kryminałów Krajewskiego, prawdopodobny i realny, ale niekiedy wydaje się snem narratora...

Homebook Design vol. 4

Czwarta odsłona Homebook Design to 30 unikatowych projektów wnętrz polskich pracowni designerskich zebranych w jednym albumie. Każdy z projektów cechuje odmienny styl, a cechą wspólną jest staranne wykonanie i spójność. 


Każda z propozycji jest szczegółowo opisana, czytelnik dowiaduje się, jakie cechy reprezentuje mieszkanie, jak architekci postanowili rozplanować aranżację, jakim budżetem dysponowali. Album mnie totalnie zachwycił i nie mogę przestać go wertować. 

Uwielbiam okna loftowego mieszkania (str. 42), otwartą kuchnię w stylu skandynawskim (str. 76), eklektycznym projektem penthousa w Gdańsku (str. 134), odnalazłabym się także w ciepłym skandynawskim projekcie z Chorzowa (str. 185). Zaciekawiła mnie również informacja, że Homebook to także portal, na którym można znaleźć setki zdjęć inspirujących aranżacji.

Nie są to jedynie projekty wielkich apartamentów - znajdują się wśród nich także małe mieszkania; umeblowanie i dodatki to nie tylko antyki, czy designerskie modele, ale i inspirujące wzornictwo rodem z Ikei. Każdy, kto choć raz oglądał w internecie zdjęcia szukając inspiracji do odświeżenia własnego mieszkania powinien zapoznać się z albumem. 


Za możliwość zapoznania się z nowoczesnymi aranżacjami mieszkań dziękuję Homebook Design

Spotkanie autorskie z Thomasem Arnoldem

Pisanie może być alternatywą dla regularnej pracy zarobkowej lub jej uzupełnieniem. Nawet jeśli z czasem jest krucho (bo doba nie jest z gumy), zawsze można znaleźć czas na pisanie, o czym czytelnicy mogli się dowiedzieć od Thomasa Arnolda – pisarza i czynnego zawodowo farmaceuty, kierownika jednej z wodzisławskich aptek. 

Jako zagorzały fan plot twistów założył się przed kilkoma laty z żoną, że napisze książkę. Wydany własnym sumptem debiut, choć diametralnie różni się od reedycji wydanej nakładem rodzimego wydawnictwa Arnolda, Vectry, to jednak otworzył młodemu pisarzowi drzwi do kariery. 
Thomas Arnold prezentuje jedną ze swoich powieści

Jak sam przyznaje, lubi w powieści wywracać historie do góry dnem, aby zadziwić czytelnika, a jego bizantyjskie wprost intrygi zyskują z książki na książkę coraz większą rzeszę fanów. Do tej pory wydał debiutancką Anestezję, 33 dni prawdy, Tetragon, Horyzont umysłu, a najnowsza jego powieść, Efektor, rozeszła się niemal jak ciepłe bułeczki podczas ostatnich Targów Książki w Krakowie.

Często Arnold porównywany jest do Mroza, choć jak sam przyznaje, oprócz początków mniej więcej w tym samym czasie, niewiele ich łączy. Mróz pisuje z zawrotną prędkością około czterech książek rocznie, Arnold jedną. Także różni ich tło powieści; u Mroza można odnaleźć rodzime realia, thrillery medyczne Arnolda wymuszają niejako amerykańskie realia (akcja serii rozgrywa się w Cleveland). 

Obecnie pracuje nad powieścią fantasy wraz z twórca gier planszowych ameritrash. 

Spotkanie autorskie przebiegło w niezwykle ciepłej atmosferze. Sam autor dał się poznać jako człowiek skromny, acz świadomy swojej wartości, a swoje wypowiedzi okraszał prostodusznym poczuciem humoru.

Śląskie Targi Książki

Urodziny, imieniny, gwiazdka i zajączek w jednym, czyli... jak spłukałam się na maksa, ale przynajmniej mam co czytać ;) 

Targi Krakowskie są niemal gargantuiczne, a przedzieranie się przed gęsty tłum wywołuje we mnie uczucie duszności. W Warszawie jeszcze nie byłam, ale podejrzewam, że jest podobnie. Ale co roku planuję budżet tak, żeby w listopadzie świętować totalną książkową rozpustę w Katowicach. 

W tym roku byłam tam i prywatnie i służbowo-blogowo, bo w piątek stałam na stosiku wymiankowym ŚBK. Zdążyłam tylko zrobić fotkę jeszcze nieuruchomionego stoiska, ale kiedy tylko zaczęto wpuszczać kupujących, od razu nasz kącik się zapełnił i nie było gdzie szpilki wsadzić! Takie oblężenie, nawiasem mówiąc, trwało przez trzy dni targów. 
Chodziłam od stoiska do stoiska z portmonetka w ręku i udało mi się trafić dziesięć kolejnych Kolibrów! Władek kupił sobie Umarły las i NieUmarły las, a także książeczkę po angielsku i 25 zagadek detektywistycznych. Adam - Życie w średniowiecznym zamku. A ja - grzeszyłam ile wlezie! 



Z wymiany mam: Gwiezdny pył, Mitologię Nordycką (za Bondę i Ahern), a potem za dwa starsze Gaimany dostałam The Beach i Sophie's World. Na stoisku z książkami anglojęzycznymi wybrałam: Turtles all the way down, Swing Time, The Buried Giant i Fantastic Beasts, ponadto mam też Inteligencję Kwiatów, która mnie po prostu zaczarowała! Obiecaliśmy sobie tradycyjnie kupić jakieś nowe gry i wybór padł na Sen i Na końcu języka

ASZdziennik miał rację - jestem targowym berserkiem zakupowym;)  Chociaż ocierałam się o sławy mniejsze i większe (słuchałam Niedenthala, Pakosińskiej, Siwczyka, Biedronia), to jakoś ani nie podeszłam, ani nie brałam autografów. 

Jestem naprawdę bardzo zadowolona i już się nie mogę doczekać, kiedy sięgnę po moje nowe zdobycze. Rozważałam jeszcze Mleko i miód, ale w końcu się nie zdecydowałam. Mam też na liście kilka pozycji, których nie udało mi się utrafić (więc chętnie odwiedzę moją ukochaną księgarnię). 


Stoisko wymiankowe ŚBK jeszcze bez tłumów (historyczne, koloryzowane)

Zatrute ciasteczko - Alan Bradley

Angielska prowincja lat 50-tych ubiegłego wieku, podupadła rezydencja rodu de Luce, Buckshaw, a w niej pracownia chemiczna – samotnia i ukochane miejsce jedenastoletniej Flawii. Dla rezolutnej dziewczynki doświadczenia, niekiedy niebezpieczne i ryzykowne, są całym światem, a wręcz można powiedzieć, że właśnie świat przyswaja za pomocą nieskazitelnej logiki wzorów chemicznych. 

https://www.instagram.com/p/BbY30Plgv0x/?taken-by=setnastrona

Pewnej nocy w posiadłości zjawia się nieznajomy, który wkrótce umiera. Trop prowadzi do zagadkowego morderstwa i kradzieży legendarnego znaczka z podobizna królowej Wiktorii, które miały miejsca niemal ćwierć wieku wcześniej.

Nie zdradzając zbyt wiele z fabuły dodam, że to kryminał dla… nastolatków. Ale za to jaki! Powieść detektywistyczna napisana nieco w stylu panny Marple i Ojca Browna, a główna bohaterka dorównuje inteligencją i stosunkiem do świata, Sherlockowi Holmesowi. Napisana świetnie stylistycznie, z niezłą zagadka kryminalną. Zdecydowanie sięgnę po kolejne tomy, zwłaszcza, że wyszło do tej pory już siedem części.

Złota setka książek według BBC

Facebookowa dyskusja pod postem Sardegny o setce książek wg BBC, które należy przeczytać, natchnęła mnie do aktualizacji. Zebrało się dość dużo, bo aż 58. Niektórych nie przeczytam, bo mi nie odpowiadają, a niektóre - same się sobie dziwię, od lat zajmują miejsce na półkach i wołają rozpaczliwie "przeczytaj mnie!". 

Pogrubiłam tytuły, które przeczytałam, a kursywą zaznaczyłam te, które chcę przeczytać. 

1. Duma i uprzedzenie – Jane Austen 
2. Władca Pierścieni – JRR Tolkien
3. Jane Eyre – Charlotte Bronte 
4. Seria o Harrym Potterze – JK Rowling  
5. Zabić drozda – Harper Lee 
6. Biblia 
7. Wichrowe Wzgórza – Emily Bronte 
8. Rok 1984 – George Orwell 
9. Mroczne materie (seria) – Philip Pullman 
10. Wielkie nadzieje – Charles Dickens
11. Małe kobietki – Louisa M Alcott
12. Tessa D’Urberville – Thomas Hardy
13. Paragraf 22 – Joseph Heller
14. Dzieła zebrane Szekspira
15. Rebeka – Daphne Du Maurier
16. Hobbit – JRR Tolkien
17. Birdsong – Sebastian Faulks
18. Buszujący w zbożu – JD Salinger
19. Żona podróżnika w czasie – Audrey Niffenegger
20. Miasteczko Middlemarch – George Eliot
21. Przeminęło z wiatrem – Margaret Mitchell
22. Wielki Gatsby –  Scott Fitzgerald
23. Samotnia (w innym tłumaczeniu: Pustkowie) – Charles Dickens
24. Wojna i pokój – Lew Tołstoj
25. Autostopem przez Galaktykę – Douglas Adams
26. Znowu w Brideshead – Evelyn Waugh
27. Zbrodnia i kara – Fiodor Dostojewski
28. Grona gniewu – John Steinbeck 
29. Alicja w Krainie Czarów – Lewis Carroll
30. O czym szumią wierzby – Kenneth Grahame
31. Anna Karenina – Lew Tołstoj
32. David Copperfield – Charles Dickens
33. Opowieści z Narnii (cały cykl) – CS Lewis
34. Emma- Jane Austen
35. Perswazje – Jane Austen 
36. Lew, Czarownica i Stara Szafa – CS Lewis
37. Chłopiec z latawcem – Khaled Hosseini
38. Kapitan Corelli (w innym tłumaczeniu: Mandolina kapitana Corellego) – Louis De Bernieres
39. Wyznania Gejszy – Arthur Golden 
40. Kubuś Puchatek – AA Milne
41. Folwark zwierzęcy – George Orwell
42. Kod Da Vinci – Dan Brown
43. Sto lat samotności – Gabriel Garcia Marquez
44. Modlitwa za Owena – John Irving
45. Kobieta w bieli – Wilkie Collins
46. Ania z Zielonego Wzgórza – LM Montgomery
47. Z dala od zgiełku – Thomas Hardy
48. Opowieść podręcznej – Margaret Atwood
49. Władca much – William Golding
50. Pokuta – Ian McEwan
51. Życie Pi – Yann Martel
52. Diuna – Frank Herbert
53. Cold Comfort Farm – Stella Gibbons 
54. Rozważna i romantyczna – Jane Austen
55. Pretendent do ręki – Vikram Seth
56. Cień wiatru – Carlos Ruiz Zafon
57. Opowieść o dwóch miastach – Charles Dickens
58. Nowy wspaniały świat – Aldous Huxley
59. Dziwny przypadek psa nocną porą (również: Dziwny przypadek z psem nocną porą) – Mark Haddon
60. Miłość w czasach zarazy – Gabriel Garcia Marquez
61. Myszy i ludzie (również: O myszach i ludziach) – John Steinbeck
62. Lolita – Vladimir Nabokov
63. Tajemna historia – Donna Tartt
64. Nostalgia anioła – Alice Sebold
65. Hrabia Monte Christo – Alexandre Dumas
66. W drodze – Jack Kerouac
67. Juda nieznany – Thomas Hardy 
68. Dziennik Bridget Jones – Helen Fielding
69. Dzieci północy – Salman Rushdie
70. Moby Dick – Herman Melville
71. Oliver Twist – Charles Dickens
72. Dracula – Bram Stoker
73. Tajemniczy ogród – Frances Hodgson Burnett
74. Zapiski z małej wyspy – Bill Bryson
75. Ulisses – James Joyce
76. Szklany klosz – Sylvia Plath
77. Jaskółki i Amazonki – Arthur Ransome
78. Germinal – Emile Zola
79. Targowisko próżności – William Makepeace Thackeray
80. Opętanie – AS Byatt 
81. Opowieść wigilijna – Charles Dickens
82. Atlas chmur – David Mitchell
83. Kolor purpury – Alice Walker
84. Okruchy dnia – Kazuo Ishiguro
85. Pani Bovary – Gustave Flaubert
86. A Fine Balance – Rohinton Mistry
87. Pajęczyna Szarloty – EB White
88. Pięć osób, które spotykamy w niebie – Mitch Albom
89. Przygody Sherlocka Holmesa – Sir Arthur Conan Doyle
90. The Faraway Tree Collection – Enid Blyton
91. Jądro ciemności – Joseph Conrad 
92. Mały Książę – Antoine De Saint-Exupery
93. Fabryka os – Iain Banks
94. Wodnikowe Wzgórze – Richard Adams
95. Sprzysiężenie głupców (również: Sprzysiężenie osłów) – John Kennedy Toole
96. Miasteczko jak Alice Springs – Nevil Shute
97. Trzej muszkieterowie – Alexandre Dumas
98. Hamlet – William Shakespeare
99. Charlie i fabryka czekolady – Roald Dahl
100. Nędznicy – Victor Hugo

Polecam Wam również 

100 klasycznych książek, które musisz przeczytać


oraz


czyli moje zestawienie absolutnej klasyki. 


Profesor Stoner - John Williams

Powieść uniwersytecka w literaturze anglosaskiej ma długą tradycję - Anglicy mają swojego Davida Lodge'a i Kingsleya Amisa, Stany Zjednoczone - Johna Edwarda Williamsa. O ile ci pierwsi uniwersytecki światek ukazują z przymrużeniem oka, o tyle Amerykanin pochyla się nad ludzką kondycją w poważnej pozie zatroskanego obserwatora.

https://www.instagram.com/p/BbOOsgxgdiB/?taken-by=setnastrona

Zwyczajne życie niemal od kolebki po grób głównego bohatera, Williama Stonera, pełne ciężkiej pracy, wyrzeczeń i zaprzepaszczonych ambicji. Z nadziei młodości do rozczarowań wieku średniego. 
Jedyny syn małżeństwa farmerów zostaje ku własnemu zdziwieniu wysłany na studia rolnicze. Na drugim roku rezygnuje z kierunku na Wydziale Rolniczym i zapisuje się na kursy literatury, filozofii i historii starożytnej. Na wakacje wraca na farmę, nie zdradzając słowem, że zmienił kierunek zainteresowań. "Miłość do literatury, do języka, do tajemnicy umysłu oraz serca przejawiającą się w maleńkich, dziwnych i niespodziewanych połączeniach liter układających się w czarny i beznamiętny druk - tę miłość, którą ukrywał, jakby była zakazana i niebezpieczna, zaczął ujawniać, najpierw nieśmiało, potem odważniej, a w końcu z dumą." I tak pracowity, ambitny, ale i introwertyczny Stoner pnie się po akademickich szczeblach kariery. W pewnym momencie ma, zdaje się, wszystko czego tylko może chcieć młody człowiek, przyjaciół, karierę a także ukochaną u swego boku.

Jednak nie jest to opowieść o amerykańskim self-made manie, o american dream, o człowieku sukcesu. Jest to studium człowieka rozczarowanego, który nic nie może poradzić na przeciwności losu, który nie jest waleczny, a zwyczajny, a chcąc jakoś przeżyć musi się stosować do reguł, które ustalają inni. Ta przejmująca proza dałaby się również streścić jako tytuł znakomitej powieści Hansa Fallady: "Każdy umiera w samotności". 

Dziwi mnie, że powieść dotarła do nas z półwiecznym opóźnieniem. Profesor Stoner został wydany w Stanach w 1965 roku, a w Polsce doczekał się tłumaczenia dopiero niedawno. Dodatkową rekomendacją jest wypowiedź Toma Hanksa na jej temat cytowana na okładce: "To pewnie najbardziej fascynująca książka, na jaką się natknęliście". Mnie bardzo przypomina Cienie nad rzeką Hudson, być może ze względu na tę delikatną nutę rozczarowania życiem, która wisi nad tekstem jak Chanel no 5 wokół wykwintnej kobiety.

Od pewnego czasu mówi się również o ekranizacji. Reżyserem podejmującym się sfilmowania prozy Willaimsa miałby być Joe Wright, a rolę tytułową prawdopodobnie powierzy się Caseyowi Afflekowi. Znając poprzednie produkcje reżysera, szczerze trzymam kciuki. 

Kolekcja nietypowych zdarzeń - Tom Hanks

Kolekcja nietypowych zdarzeń to oprócz Labiryntu duchów, literackie wydarzenie tej jesieni. Znany i lubiany hollywoodzki aktor, Tom Hanks, debiutuje w roli prozaika! Tego się można było spodziewać po kimś, kto nie tylko kolekcjonuje maszyny do pisania, ale i znany jest ze swojego zamiłowania do literatury pięknej.

https://www.instagram.com/p/Ba-zz_2AxOV/?taken-by=setnastrona

Tom Hanks serwuje czytelnikom ponad tuzin naprawdę dobrych opowiadań. Świetnie odmalowane maleńkie skrawki życia zwyczajnych ludzi. Dużo tu również Nowego Jorku, z różnych okresów - przedwojnie, czasy powojenne, lata 70-te, ale i zdarzają się opowiadania rozgrywające się na przedmieściach. Relacje międzyludzkie są ciepłe, życzliwe, dzięki czemu książka jest miłym relaksem po ciężkim dniu, oddechem przed snem.

Już jestem zakochana w opowiadaniu Przeszłość jest dla nas ważna, które jest nieco futurystyczną historią miłosną. W opowiadaniu Oto refleksje mojego serca przejrzałam się jak w lustrze - pamiętam bardzo dokładnie, jak sama kupiłam moją maszynę do pisania, po drodze nabyłam papier i taśmę. Maszyna była elektryczna, ciężka jak diasi, ale napisałam na niej niejedno wypracowanie, opowiadanie, list. Bo właśnie wokół maszyn do pisania kręcą się owe historie. Maszyna, czy to ciężka, biurowa, czy lekka, domowa, walizkowa, zawsze znajduje się gdzieś na peryferiach historii Hanksa. Są gdzieś wokół, korzysta się z nich, lub spogląda do kącika z nostalgią, że kiedyś się z niej korzystało. W ogóle mam wrażenie, że Hanks opisuje nam swoistą mechaniczną menażerię, składa hołd starym przedmiotom; w dobie tymczasowości autor stara się ratować ile może, ocalając różnorakie przedmioty od zapomnienia. Nawet tytuł (Uncommon Type - type to po angielsku czcionka) jest hołdem złożonym maszynom do pisania.

Hanksa czyta się naprawdę dobrze. Jak na debiut można powiedzieć, że ustawił sobie wysoką poprzeczkę, dzięki czemu czytelnicy będą wypatrywali jego kolejnych pozycji. Pióro ma lekkie i sprawne, z odrobiną dobrotliwego humoru. Może i niekiedy pozbawione puenty, ale spójne. Mogłabym właściwie jednym słowem określić te opowiadania: serdeczne.

Autostopem przez galaktykę - Douglas Adams

Jeżeli akurat skończyliście czytać masakrujący reportaż z Syrii, żmudną powieść psychologiczną, lub podręcznik do księgowości, ta lektura jest dla Was! Totalnie niewymagająca, ale zabawna i krótka. Autostopem przez galaktykę czyta się tak szybko, mniej więcej tyle ile trwa lot statkiem kosmicznym z nieprawdopodobnym napędem ;) 

https://www.instagram.com/p/Ba3RdPQgOT_/?taken-by=setnastrona

Zapewne wiele osób kojarzy film z zabawnym facecikiem w szlafroku, który przez większość czasu pytał, gdzie tu się można napić herbaty? Kilka lat temu (dokładnie 12!) na ekrany kin weszła swobodna ekranizacja pierwszej części cyklu Douglasa Adamsa, o kilkorgu podróżnikach w przestrzeni kosmicznej, których w zasadzie nic ze sobą nie łączy, poza oczywiście okolicznościami.

Autostopem przez galaktykę drwi z literatury science-fiction, filozofii, polityki, słowem – ze wszystkiego, co ważne i wzniosłe. A humor jest swoiście brytyjski, totalnie abstrakcyjny, zarazem inteligentny, i powinien trafić w gusta fanów Monty Pythona (dla którego pisał skecze) Doctora Who (do którego zdarzało mu się pisywać scenariusze) i Flana O’Briana (Trzeci policjant). Ale daje również dość trzeźwo brzmiącą w każdych okolicznościach radę – nie panikuj!

Poza tym Autostopem przez galaktykę trafiło do kalendarza świąt nietypowych; 25 maja Brytyjczycy obchodzą Dzień Ręcznika – ręcznik w podróżach międzyplanetarnych odgrywa dużą rolę i ma wiele praktycznych zastosowań, bez ręcznika nawet mowy nie ma o kosmicznych podróżach autostopem! – jest to hołd fanów dla twórcy tej niebanalnej historyjki. Nawiasem mówiąc cykl powstał w późnych latach 70-tych jako radiowy serial i już wtedy zapowiadał się na kultowy. 

Polecam. Tak na szybko, do przeczytania w pociągu relacji Poznań-Koluszki, czy kiedy siedzicie na korytarzu podczas, kiedy wasze dziecko ma zajęcia z judo/szachów/chińskiego/baletu, itp.

Dwór cierni i róż / Dwór mgieł i furii - Sarah J. Maas

Poszerzania horyzontów czytelniczych odcinek drugi, zarazem ostatni. Jak już zapowiedziałam, zabrałam się za współczesną młodzieżówkę fantasy. Liczyłam na bezbolesne wejście w świat magicznych istot, okraszone odrobiną romansu, a dostałam naprawdę źle napisany zjadacz czasu. Tym bardziej doceniam spójne, mądre uniwersum, które podarowała światu J. K. Rowling.

Wstrzeliłam się w jakąś ogólnoświatową modę na Sarah J. Maas. 90% bookstagramowiczów ma na swoim koncie te niesamowicie fotogeniczne okładki (ja również!), ale po dobrnięciu do końca drugiego tomu [Dwór mgieł i furii] jakoś nie mam ochoty aranżować fotek tomu trzeciego. Ale do rzeczy, przecież nie okładka jest najważniejsza, a fabuła.


Część pierwsza, Dwór Cierni i Róż wpisuje się w modny nurt retellingu, czyli odczytania klasycznych opowieści na nowo. Mamy tu „Piękną”, która za złamanie odwiecznego traktatu zostaje zmuszona do zamieszkania z „Bestią”, ów okazuje się niezwykle uroczym (i bogatym) arystokratą z wysokiego rodu istot lepszych niż ludzie. I uwierzcie mi, ja naprawdę lubię takie historie – jednym z moich ulubionych filmów jest Towarzystwo wilków Neila Jordana, czyli na nowo opowiedziana historia Czerwonego Kapturka. Historia wykreowana przez Maas jest dobra, ale…

Ale w książkach roi się od licznych zgrzytających anachronizmów, powtórzeń, a Feyra jako główna bohaterka, zupełnie nic z siebie nie daje, nie reprezentuje sobą kompletnie żadnych wartości, do tego zachowuje się dziecinnie. Postacie Fae i innych stworzeń osadzonych w tym uniwersum mają strasznie ograniczone horyzonty myślowe; dysponując całą wiecznością można zyskać nieograniczoną wiedzę (Tylko kochankowie przeżyją), a nie myśleć tylko i wyłącznie o jedzeniu i seksie bez zobowiązań.


W gruncie rzeczy i na to przymknęłabym oczy, jednakże (aż mam ochotę wykrzyczeć to z siebie): to nie jest wartościowe, ani dobre, ani dobrze napisane! Maas ma naprawdę świetne pomysły, ale nie umie ich zrealizować. Użytkownicy czytelniczych portali społecznościowych ferujący gwiazdkami, czy serduszkami, już orzekli, że trylogia Dworów to wiekopomne arcydzieło i naprawdę szkoda mi tych czytelników, bo gdzieś tam, na bibliotecznych/księgarskich półkach czają się miriady dobrze napisanych powieści, po które trzeba tylko wyciągnąć rękę. Wtedy być może komuś spadną klapki z oczu i zrozumie, że król jest nagi…

Przeczucie - Tetsuya Honda

Literatura japońska kojarzy mi się z postmodernizmem i realizmem magicznym w wykonaniu Murakamiego, efemerycznym realizmem Kawabaty, trudnymi pytaniami Oe, nowoczesnością silnie sprzężona z tradycją. Pierwszy raz sięgnęłam po japoński kryminał i zdaje się, że to jedyny taki na naszym rynku wydawniczym.

A powieść kryminalna ma się w Japonii znakomicie. Boom na ten gatunek wybuchł bezpośrednio po II wojnie światowej, kiedy nastąpiła fala amerykanizacji Japonii. Z początku Japończycy bazowali na tłumaczeniach Chandlera, czy Hammetta, ale szybko stało się jasne, że dysponują rodzinnymi twórcami, wcale nie gorszymi niż Amerykanie.


Pierwszym uznanym twórcą tego gatunku, a zarazem założycielem Japońskiego Klubu Powieści Detektywistycznej był Edogawa Rampo. W Japonii kryminały wyewoluowały w dość specyficzne formy – jedne nasycone powojennym socrealizmem, inne silnie ocierają się o erotykę, a niektórzy twórcy czerpią z rodzimych legend, nasycając thriller elementami fantastycznymi.

Przeczucie Tetsuyi Hondy to pierwsza część cyklu o komisarz Reiko Himekawie, która w samej Japonii doczekała się sprzedaży 4 miliony egzemplarzy, kanwą dwóch (sic!) seriali, oraz filmów telewizyjnego i kinowego. Mroczny thriller, osnuty wokół owianego złą sławą darknetu, czyli piekielnego zakamarka internetu, gdzie użytkownik znajdzie to, co normalnego człowieka przyprawia o zawał serca.

Autor wydaje się niezwykle skrupulatny, czego dowodzą wielostronicowe opisy odpraw. Japońska policja jest silnie zhierarchizowana, nie ma w niej miejsca na jakiekolwiek odstępstwa od przyjętego protokołu. Jednocześnie widać również ciężką atmosferę w pracy pod kierunkiem młodej kobiety, której nie szczędzi się epitetów typu „głupia gąska, dziecina, królewna, kretynka”, a to i tak tylko najbardziej eufemistyczne z wyzwisk. Kompetencje Reiko są podważane na każdym kroku; Japonia to nadal społeczeństwo patriarchalne, gdzie od kobiet oczekuje się nie wspinaczki po szczeblach kariery, a zamążpójścia i układnego dokładania szczap do domowego ogniska.

Jako się rzekło, Przeczucie otwiera większy cykl. Jestem ciekawa, czy wydawnictwo pójdzie za ciosem i zaproponuje polskim czytelnikom kolejne części (razem 7 powieści i zbiorów opowiadań).

Fangirl - Rainbow Rowell

W ramach poszerzania horyzontów czytelniczych sięgnęłam po polecaną przez wielu czytelników powieść z gatunku new adult (czy jak kto woli young adult), Fangirl. Nie jestem fanką powieści obyczajowych w ogóle, a z podgatunkiem dla młodych dorosłych do tej pory nie miałam do czynienia.

Bliźniaczki Cath i Wren rozpoczynają naukę w koledżu; do tej pory nierozłączne, w nowej szkole zaczęły się od siebie oddalać. Zamknięta w sobie, stroniąca od ludzi Cath całym sercem poświęca się fanfikowi o nastoletnim czarodzieju, Simonie Snow; natomiast Wren chcąca zapoznać jak największą liczbę osób, wpada w towarzystwo imprezowo-alkoholowe. 


Jestem w wieku średnio zaawansowanym i Fangirl była dla mnie pretekstem do wspominania czasu studiów – dla mnie było to najpiękniejsze pięć lat życia i zawsze ten czas będę wspominała jako nie tylko czas przyjaźni, ale i czas rozwoju osobistego. Nie bardzo potrafiłam się wczuć w skórę bliźniaczek – jedna rzuca się na głęboką wodę alkoholizmu, druga olewa szansę, którą daje jej wykładowczyni. Prócz perypetii sercowych i wkrętów fanfikowych brakuje mi tu rzetelnej nauki. Wiem, że to nudne, ale powiedzmy sobie szczerze, na studiach przede wszystkim zakuwamy (-liśmy).

Nie mam porównania z podobnymi powieściami tego typu (nie czytałam na przykład żadnego Greena, chociaż chciałabym sięgnąć po najnowszą Turtles all the way down), więc raczej nie powinnam oceniać czegoś, nie podchodzącego pod mój obszar zainteresowań. Ale Fangirl czyta się niezmiernie szybko i bezboleśnie. Myślę, że czytelnicy w wieku lat 16-23 będą zachwyceni. Szczególnie ci, którzy są szczerymi fanami przygód pewnego nastoletniego czarodzieja ;)

Pewnie Was zaskoczę – do tej pory dałam się raczej poznać jako miłośniczka klasyki, lub polskich kryminałów retro, a tu kolejna niespodzianka: zaczęłam pierwszą w moim czytelniczym życiu serię fantasy dla starszych nastolatek (nie ja wymyślam klasyfikację, w naszej bibliotece seria stoi w przedziale IV/F), jaką, pewnie się domyślacie, szczególnie jak śledzicie mój instagram :)

Spotkanie autorskie z Adamem Wajrakiem

Piątek 13-go należał do jednych z najbardziej zapracowanych, przynajmniej dla mnie. Byłam gospodarzem wymiany książkowej, z której niemal za sprawa teleportacji przeniosłam się do UM na spotkanie z cyklu Aleksandra Klich zaprasza. W zeszłym miesiącu gościem pani Oli był Wojciech Orliński, dziennikarz, felietonista i autor znakomitej biografii Stanisława Lema, a spotkanie odbyło się w niezwykle klimatycznej neogotyckiej scenerii byłego szpitala, w tak zwanej Strefie Juliusza. 


Tym razem zapewne ze względu na pogodę (o 17-18 jest już zbyt chłodno, żeby korzystać z leżaków) spotkanie przeniesiono do sali konferencyjnej UM, która okazała się niemal zbyt mała (sic!) by pomieścić wszystkich chętnych.

To było jedno z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie spotkań: wzięliśmy ze sobą naszą ulubiona książeczkę przyrodniczą (Zwierzęta Wajraka), z której nieraz korzystaliśmy by coś sprawdzić do szkoły; w zeszłym roku ku swojemu ogromnemu zdziwieniu odkryłam czytankę o wilkach w podręczniku do II klasy, której autorem był właśnie Adam Wajrak!

Jak już napisałam, sala była wypełniona po brzegi (myśmy się rozlokowali na parapecie). Miło było również widzieć tyle dziecięcych buź wpatrzonych w prelegenta. Zwłaszcza, że okazją do spotkania było wydanie drugiej części komiksu przyrodniczego noszącego tytuł Nieumarły las


Po pokazie slajdów i wykładzie na temat różnic między uporządkowanym lasem, a dziką „rozczochraną” puszczą, dorosła część audytorium dopytywała o sprawy Rozpudy i Puszczy Białowieskiej. Na wszystkie pytania pan Adam odpowiadał naprawdę wyczerpująco, nierzadko przytaczając anegdotki z życia blisko puszczy. Pytania z wiadomych względów zeszły również na tematy polityczne.

Po miłym i niezwykle długim spotkaniu przyszedł czas na podpisywanie książek. Pan Adam słynie z tego, że i zamieni kilka słów i coś naszkicuje. I tak było i tym razem. Szczególnie tym faktem były ucieszone dzieciaki, które szturmem rzuciły się na pana Adama.

Mój synek wyszedł ze spotkania zachwycony – długo wszystkim opowiadał, że ma swój pierwszy autograf autora w książce! I jako jabłko, które padło niedaleko jabłoni, już czeka na spotkanie z panem Michałem Rusinkiem, które odbędzie się 23 października w ramach Rybnickich Dni Literatury.