Harry Potter i przeklęte dziecko - J. K. Rowling

Kiedy w 2013 roku gruchnęła informacja, że w londyńskim Palace Teatre będzie wystawiana sztuka osnuta wokół uniwersum Harry'ego Pottera świat dosłownie oszalał! Dwuczęściowy westendowy spektakl został napisany przez Jacka Thorpe'a, ale temat i fabułę "podrzuciła" J. K. Rowling. Jak donosi The Independent, "w ciągu ośmiu godzin sprzedaży uprzywilejowanej rozeszło się 175 tysięcy biletów". Niektórzy zarzucali autorce pazerność z powodu dzielenia przedstawienia na dwa, inni zaś grymasili z powodu odtwórczyni roli Hermiony, ale jedno nie pozostawia złudzeń: Harry Potter i przeklęte dziecko to wyjątkowe wydarzenie! 

W zeszły weekend, dokładnie 22 października, odbyła się polska premiera dramatu - bowiem nowa część Harry'ego Pottera to scenariusz sztuki z klasycznym podziałem na akty i sceny - ale najwytrwalsi fani nie mogąc się doczekać sięgnęli po dostępny również w naszym kraju w większości księgarni oryginał (tym razem zdecydowałam się na tłumaczenie). Z okazji premiery odbyły się liczne eventy; gry, zabawy, konkursy i przebieranki. Warto dodać, że wersja książkowa dramatu jest oparta na pierwszej wersji scenariusza teatralnego, a w Wielkiej Brytanii wydawana została w... urodziny Harry'ego, czyli 31 lipca.

Ósmą część Harry'ego kupiłam we czwartek i od razu przeczytałam, co dało mi naprawdę ogromną satysfakcję. Jasne, że wolałabym, żeby Rowling zaadaptowała sztukę tworząc z niej wersję zbeletryzowaną, ale i tak sprawiła mi - i nie tylko mi - ogromną radość z kolejnej możliwości spotkania z ukochanym światem. Nie czytałam żadnych spoilerów, nie dowiadywałam się o fabułę, bo chciałam wszystko odkryć sama. Wiedziałam jedynie, że akcja dzieje się kilkanaście lat po bitwie o Hogwart, kiedy dorasta nowe pokolenie czarodziejów.

Najbardziej zdziwiły mnie relacje Harry'ego z jego drugim synem, Albusem. To słodko-gorzki obraz więzów, jakie łączą dwie skrajnie różne jednostki; oczekiwania, którym Albus nie potrafi sprostać, oraz zaciętość dorosłego Harry'ego - moim zdaniem świetnie napisanej postaci, dojrzałej, z problemami innymi niż przy pierwszych siedmiu częściach. Gorzej napisany jest Ron, który w Przeklętym dziecku jest raczej ośmieszany, a jego zaangażowanie pomniejszone. Nie wiem, czemu tak dużą rolę napisano Drako Malfoyowi (nie cierpiałam gadziny), a tak niewielką Hermionie i Ginny. Najbladziej wypada... Sami wiecie kto. Igraszki z pewnym urządzeniem bardzo przypominają mi fabułę filmu "About a time", choć niektóre fragmenty wydaja się przerysowane i niedorzeczne (jak na przykład ucieczka z pociągu!), choć całość ma sens, bo zakładam, że nie ma osoby która sięga po Przeklęte dziecko nie znając poprzednich części.



Nie będę zdradzała fabuły, bo to zbyt dobra zabawa, choć pewnie część z Was już ma lekturę za sobą. Mam wrażenie, że ta część skierowana jest wyłącznie do osób, które już dawno zakorzeniły się w świecie czarodziejów, być może mają już własne dzieci, a w każdym razie są na tyle dojrzałe, żeby wracać do Doliny Godryka z nostalgią, niemal łezką w oku.

Slow life. Zwolnij i zacznij żyć - Joanna Glogaza

Slow life. Zwolnij i zacznij żyć to książka dla osób poszukujących "własnego ja", swojego prywatnego rytmu życia, oraz chcących celebrować codzienność. 


Autorka popularnego i dobrze przyjętego poradnika Slow fashion. Modowa rewolucja, Joanna Glogaza, tym razem odpowiada na pytanie czym jest slow life? "Czerpie z założeń minimalizmu, ale nie każdy wyznawca slow life to minimalista. To nie jest nowy pomysł na życie, jednak w związku z narastającą potrzebą zmiany na nowo zyskuje popularność. Wiele w nim wpływów starożytnych filozofii, stoicyzmu i epikureizmu, dzieli też podstawowe wartości z największymi religiami świata. Zakłada, że prowadzenie harmonijnego, szczęśliwego życia w zgodzie ze sobą ma zbawienny wpływ nie tylko na nas, ale i na nasze otoczenie. To jest styl życia, w którym stawiamy na jakość, nie na ilość." Troszkę jestem zawiedziona, że zabrakło szerszego omówienia tych "elementów przejętych", ale Glogaza bardzo często podpiera się autorytetami, np. Richardem Feynmanem [fizyk noblista], czy Joshuą Fieldsem Millburnem ["jeden z najbardziej znanych orędowników minimalizmu"]. Książka zawiera również wywiady z "ludźmi z pasją" - ta część niestety zrobiła na mnie wrażenie upchanej przypadkowo.

"Slow life - czytamy dalej - to celebracja indywidualności. To zachęta do zatrzymania się, spojrzenia w głąb siebie i odkrycia, co leży w naszej naturze, co chcemy dać światu, jak chcielibyśmy być zapamiętani." Autorka chciała poprzeć założenia zawarte w książce swoim życiem, ale momentami miałam wrażenie, że powinna jej nadać tytuł "Tajemnica mojego sukcesu. Autobiografia". 

Autorka radzi nam zwolnić tempo życia, zastanowić się nad sobą. Bardzo ważne jest wyznaczanie sobie celów, jeżeli ktoś lubi robić listy, to powinien postępować wedle instrukcji autorki - w książka zawiera krótkie ćwiczenia.

Również kluczowym słowem są "priorytety" - ale priorytety mają to do siebie, że lubią się zmieniać z czasem. I wcale nie uważam rodziny czy posiadania dziecka za odfajkowywanie pozycji z listy oraz wyrzeczenia (strona 87), a także tego, że praca na etacie to złooo (strona 91). Autorce zdarzył się również zabawny kiks: "Jeżeli uwielbiasz robić na drutach, dziergaj w samolocie (...)" - przypominam, że na pokładzie samolotu w bagażu podręcznym nie można mieć nawet pilniczka do paznokci, ale na druty ochrona przymknie oko?

Myślę, że ta książka może inspirować, ale ja po prostu nie jestem jej targetem - Slow Life. Zwolnij i zacznij żyć adresowana jest do dziewczyn przed trzydziestką, które po skończeniu studiów zaczynają swoją ścieżkę kariery w korpo, mogą manifestować na każdym kroku swoje JA; jakoś nie zauważyłam w tym wszystkim pokory wobec świata, która jest istotna w filozofii slow life.

Ale książkę polecam. Polecam osobom młodym, świeżo po studiach, lub studiującym. Jeżeli ktoś po raz pierwszy sięga po ten temat może poczuć ogromną satysfakcję z tej książki. Autorka jest elokwentna, ma dobre pióro, ładnie się to czyta. Joanna Glogaza udziela wielu porad, które adresowane są do zaczynających karierę, szukających związków - sama jest na takim etapie i pisze z doświadczenia. Być może przyjdzie kiedyś czas na Slow Parenting? "Jeśli [książka] zainspiruję choć jedną osobę, zachęci do zmiany jakiegoś drobnego wycinka życia na lepsze albo po prostu humor czy podniesienie na duchu, będę wiedziała, że było warto."

Książki za darmo - on-line i papierowe

Kiedyś popełniłam tekst Za darmo, czyli kultura nic nie kosztuje. Dziś kilka słów poświęcę darmowym książkom - w sieci (online i te do pobrania na własny nośnik) oraz tym papierowym. Istnieje wiele legalnych źródeł, z których garściami można czerpać e-booki i audiobooki. 


E-booki możecie znaleźć przede wszystkim na stronach: 

  • Wolne Lektury - Wolne Lektury to projekt prowadzony przez fundację Nowoczesna Polska. Reprodukcje cyfrowe wykonane przez Bibliotekę Narodową, Bibliotekę Śląską i Bibliotekę Elbląską z egzemplarzy pochodzących ze zbiorów tych instytucji. Można czytać on-line lub wybrać pdf, mobi, czy epub. Wśród perełek literatury polskiej i światowej można znaleźć między innymi: Don Kichota z La Manchy, Boską Komedię, Germinal, wiele lektur w tym Przygody Tomka Sawyera, czy Jądro Ciemności. Zresztą  możecie przekonać się sami przeszukując zasoby sami.


  • Polona - Polonę już polecałam jako jedną z najlepszych stron, jakie znam i najczęściej przeze mnie odwiedzanych. [Polona - najlepsza strona z zasobami cyfrowymi] Polona udostępnia literaturę, nuty, mapy, druki ulotne, gazety i fotografie sprzed lat. Posiada wygodny, intuicyjny interface, dzięki czemu łatwo i sprawnie możemy odszukać pożądane przez nas treści. Lwia cześć jest objęta domena publiczną -niektóre komercyjne portale mają dział z darmowymi książkami, za niektóre trzeba symbolicznie zapłacić. Nie będę wymieniała oczywiście każdej witryny, ale wystarczy wejść w zakładkę "darmowe" i przekonać się, czym dana platforma dysponuje. 

  • Ibuk Libra - o tej platformie pisałam jakiś czas temu [Ibuk libra - czym to się je?]. "Platforma IBUK Libra to dostępny dla instytucji i firm największy zbiór elektronicznych publikacji renomowanych polskich wydawnictw." Można z niej korzystać po zalogowaniu, najlepiej przez bibliotekę miejską lub uczelnianą.

  • Projekt Gutenberg - ponad 50 tysięcy darmowych e-booków zawierających teksty nieobjęte prawami autorskimi lub z prawami wygasłymi. Większość w języku angielskim, ale skoro jest to projekt międzynarodowy, znajdzie się i język polski.


Audiobooki możecie znaleźć na stronach:



W realnym świecie za darmo książki poczytacie dzięki:
  • Bibliotekom - zapisanie się jest darmowe (można zapisać dziecko niezależnie od wieku! - sama zapisałam synka jak miał pół roku), książki wypożycza się przeważnie na 28 dni z możliwości a ich przedłużenia o kolejne 28 dni. Dzisiejsze biblioteki to także centrum spotkań lokalnej społeczności i miejsce spotkań literackich. Półki biblioteczne uginają się od nowości, a książki trudno dostępne, chodliwe można zamawiać on-line bądź telefonicznie. Biblioteki wypożyczają książki także osobom niewidzącym i słabowidzącym, które można odtworzyć za pomocą czytaka.
    Czytak - urządzenie przystosowane do obsługi przez osoby niewidome i słabowidzące

Możecie także wziąć udział w akcjach takich jak:
  • Bookcrossing - 16 czerwca obchodzony jest dzień Wolnych Książek. Z tej okazji w wielu instytucjach kultury, ale i na skwerach można znaleźć książki, które ot tak, po prostu można wziąć i przeczytać - oczywiście fajnie by było, żeby książka krążyła dalej, a jeśli spodoba się czytającemu, niech wyśle w świat jakąś inną, której nie czyta. 
  • Swap/ wymiana - biblioteki, oraz stowarzyszenia organizują wszelkie wymiany. Zasada jest jedna: wynosisz tyle książek, ile przyniosłeś. Polecam wymiany ŚBK!
  • Konkursy, rozdawajki, Candy - organizowane praktycznie wszędzie: w lokalnych gazetach, na blogach, w audycjach radiowych. Potrafią naprawdę zasilić domową biblioteczkę! 
  • [Awiola w komentarzu poniżej zwróciła uwagę jeszcze na:] portale Graty z chaty / OLX z zakładkami "oddam za darmo". 
Czy jest coś, co pominęłam? Oczywiście celowo nie wspomniałam o książkach otrzymywanych od wydawnictw w celach recenzyjnych, ponieważ trwa zażarta dyskusja, czy współpraca to praca, a jeśli tak, to czy formą wynagrodzenia jest książka, czy nie?

The Revenant - Zjawa - Michael Punke

W 1997 roku prawnik i dyplomata, Michael Punke, wybrał się w kolejny biznesowy lot. Ma zwyczaj umilać sobie czas przelotu lekturą, tym razem wybór padł na książkę historyczną opisującą życie trapera sprzed niemal dwustu lat. Postać Hugh Glassa, trapera i myśliwego tak zafascynował dyplomatę, że ten postanowił poświęcić swoje rzadkie wolne chwile na opisanie jego życia. Książka Zjawa. Opowieść o zemście została ostatecznie wydana w 2002 roku i od razu stała się sukcesem, co zaowocowało sprzedażą praw do sfilmowania powieści. Historia myśliwego i człowieka amerykańskiego pogranicza doczekała się już raz odsłony w postaci filmu z Richardem Harrisem [film nosił tytuł Man in the wilderness], jednakże to film z 2015 roku z nagrodzonym za rolę Glassa Leonardem DiCaprio zaprezentował szerszej publiczności niezwykłe losy trapera - film Alejandro Gonzáleza Inárritu jest bowiem oparty o wątki książki Punkego. 


Co tak zafascynowało dyplomatę? Hugh Glass przyszedł na świat prawdopodobnie w 1783 roku w Pensylwanii jako syn potomków szkockich i irlandzkich osadników. O jego wcześniejszym życiu niewiele wiadomo; prawdopodobnie przez jakiś czas był piratem, później związał się z Indianka z plemienia Paunisów. W czasie ekspedycji zorganizowanej przez Kompanię Futrzarską Gór Skalistych (Rocky Mountain Fur Company - trudniła się na masową skalę odstrzałem zwierząt futerkowych) traper odłączył się od towarzyszy, prawdopodobnie idąc na zwiady natrafił na niedźwiedzicę grizzly, która niemal zmasakrowała mężczyznę. Glass nie pozostał zwierzęciu dłużny i śmiertelnie ugodził je nożem; będący w pobliżu towarzysze Glassa, Fitzgerald oraz Bridger, dobili rozdrażnione zwierzę. Glass w stanie agonalnym opóźniał dalszy marsz, więc postanowiono, że wspomniani Fitzgerald i Bridger zostaną z Glassem do chwili jego śmierci, by sprawić mu godny pochówek. Jednakże nie wiadomo, co tak naprawdę powodowało mężczyznami, że półżywego człowieka wrzucili do grobu skazując go na nieludzki los. Glass jednak musiał mieć wyjątkowo silną wolę przeżycia, ponieważ wyczołgał się z grobu i zaczął się przemieszczać w kierunku Fortu Kiowa (setki kilometrów niezbadanych terenów rojących się od zagrożeń ze strony zwierząt oraz Indian, nie zawsze pokojowo nastawionych) żywiąc się korzonkami, oraz padliną bizona.
Ilustracja z ówczesnej gazety; źródło: wikipedia

Przy okazji czytania Podróży z Charleyem natrafiłam na wzmiankę o ekspedycji Lewisa i Clarka - w Zjawie naturalnie również pojawia się odniesienie do tej legendarnej wyprawy. Ekspedycja badawcza dzikimi ostępami Ameryki Północnej miała na celu wytyczenie nowego szlaku na Zachód; przyniosła niezwykle dokładne mapy i wniosła ogromną wiedzę na temat niezbadanych obszarów przede wszystkim Luizjany (zajmującej wówczas około 1/3 dzisiejszych Stanów!) świeżo odkupionej przez Anglików od Francuzów za 15 milionów dolarów.

Film zrobił na mnie oszałamiające wrażenie. Przedstawienie walki człowieka ze zwierzęciem zwaliło mnie z nóg i wiedziałam, że muszę przeczytać książkę. Traf chciał, że miałam okazję przeczytać ją w oryginale. Jestem zafascynowana żywym językiem opowieści i surowymi, dosadnymi opisami, które serwuje Punke. Choć, jak już wspomniałam, o życiu Glassa nie wiemy zbyt wiele, autor pięknie nadbudował to, co zatarł czas, dzięki temu motywy i działania bohaterów nie zostają wyciągnięte z próżni. Niezwykle fascynująca powieść dała mi wiele do myślenia o sile i determinacji jednostki, o naturze zemsty i o skomplikowanej historii Ameryki Północnej, szczególnie o relacjach między osadnikami i Indianami. Książkę polecam bardzo gorąco entuzjastom literatury przygodowej, sensacyjnej, ale i chcącym poszerzyć swoją wiedzę ogólnie.

Alternatywna rzeczywistość (o czytaniu i nieczytaniu)

Nie wyobrażam sobie siebie bez książek! Książki były obecne w moim życiu zawsze – otaczały mnie, rosłam mając je w zasięgu ręki i chętnie z nich korzystałam. Miałam swoje ukochane bajeczki, potem zaczęłam czerpać garściami z literatury przygodowej. Na dobre moja przygoda z literaturą (może raczej – mój związek z literatura) zaczął się od Szatana z siódmej klasy, powieści Lessie wróć i podsuniętej przez mamę Godziny pąsowej róży.

Ta dwulatka to ja, tu z moimi ukochanymi wierszami Tuwima (tu akurat wiersz Taniec)

Myślę, że najważniejsze, to zaszczepić właśnie w dziecku ten odruch sięgania po książkę. My, czytający rodzice robimy to w sposób naturalny, ale duża odpowiedzialność spoczywa również na nauczycielach i bibliotekarzach. Jako bibliotekarka prowadzę zajęcia z dzieciakami w wieku szkolnym i z przedszkolakami i powiem Wam, że to wielka radość, kiedy dzieci z którymi miałam zajęcia przyprowadzają mamy, czy babcie, żeby je zapisały do biblioteki, bo chcą na przykład Pana Kuleczkę, który ich oczarował. 

Chciałam napisać tekst o tym, dlaczego nie czytamy (ogólnie, choć nie cierpię generalizowania), ale – nie mam kogo spytać o to, dlaczego nie czyta, a jestem zbyt nieśmiała, żeby przeprowadzać uliczną sondę. Ale myślę, że podłożem problemu może być właśnie brak wyrobienia w dzieciakach odruchu sięgania po książkę. Rok szkolny, który zaczął się niespełna półtora miesiąca temu jest rokiem upowszechniania czytelnictwa, oraz rozwijania kompetencji czytelniczych wśród dzieci i młodzieży. Mam nadzieję, że nie skończy się jedynie na pustych słowach, choć wielu z Was, drodzy nauczyciele robi co może. Jest to również czas, by zastanowić się nad nowym kanonem lektur, może powinno się przestać kroić Wokulskiego na pół (bohater romantyczny/bohater pozytywistyczny), a zacząć rozmawiać o lekturach jak na Dyskusyjnych Klubach Książki, żeby młody człowiek, który odczuwa daną książkę „po swojemu” miał szansę wyłuszczyć swoje racje, przemyślenia, a nie być ociosanym wedle wzorca ministerialnego?

Na chłodne wieczory kocyk "giant granny" i coś do czytania

Lubię proste wzory, oraz kolory przechodzące w siebie. Szczególnie upodobałam sobie jesienną paletę barw, pełną przebarwień od zgniłozielonych przez różnorakie żółcie do brunatne liście buku. Środową tradycją jest zabawa z Maknetą we Wspólne czytanie i dzierganie. Zaczęłam niedawno nową robótkę, ale nie jestem pewna, czy nie spruję, bo mi się coś za małe wydaje na mojego wielkiego faceta ;) (Synek zażyczył sobie sweter!)


Koc giant granny jest dość duży, tak że można się okryć w chłodne wieczory. Wykończyłam moim ulubionym wzorem w wachlarze z pikotkami. 


Jak widać zaczęłam również nową książkę. Przywiozłam ją sobie z targów w Katowicach. Na razie jestem w połowie. Robi oszałamiające wrażenie, a całość opiszę w przyszły poniedziałek.


Podróże z Charleyem - John Steinbeck

W 1960 roku John Steinbeck, wówczas już rozpoznawalny i utytułowany pisarz, znany z takich powieści jak Grona gniewu, czy Na wschód od Edenu postanawia wyruszyć w podróż krajoznawczą po Stanach Zjednoczonych. Być może nastała wówczas moda na niezobowiązujące podróże, bo trzy lata wcześniej wydano sławną powieść Jacka Kerouaca, która jest sztampowym przykładem literatury drogi. Książka Steinbecka została wydana w 1962 roku, a kilka miesięcy później autor został uhonorowany literacką Nagrodą Nobla. 
 
Pisarz wyposażony w niezawodnego kampera, którego nazwał na cześć sławnego konia - Rosynand, mając u boku podstarzałego czworonożnego przyjaciela, Charleya będącego francuskim pudlem (stąd właściwie Charles le Chien) wyrusza w podróż "z pragnieniem dowiedzenia się, jaka jest Ameryka." Jednakże z relacji syna Steinbecka można się dowiedzieć, że przesłanki pchające pisarza w podróż były zgoła inne - wiedział iż jest umierający i póki sił, chciał jeszcze raz zwiedzić ukochany kraj, a trzeba czytelnikom wiedzieć, że Steinbeck od zawsze przejawiał zamiłowanie do wszelkiego rodzaju łazikowania. Mapy i drogowskazy traktuje luźno, skupiając się na lokalnym kolorycie oraz mieszkańcach tego rozległego kraju, bo przecież nie chodzi o to, żeby złapać króliczka... "Są miłośnicy map, dla których całą radością jest zwracać większą uwagę na arkusze kolorowego papieru niż na przesuwający się obok nich kolorowy krajobraz. Wysłuchiwałem relacji takich podróżników, w których zapamiętany był każdy numer szosy, utrwalona każda odległość w milach, a każda mała wioska odkryta. Inny rodzaj podróżnych musi dokładnie znać swoją pozycję na mapie w każdym momencie, jak gdyby było jakieś zabezpieczenie w czarnych i czerwonych kreskach, w kropkowanych liniach, w wijącym się błękicie jezior i ciemnych plam oznaczających góry. Ze mną tak nie jest. Urodziłem się zagubiony i nie czerpię przyjemności z odnajdywania się na mapie ani też w orientacji w zarysach, które symbolizują kontynenty i państwa." 
 
Kamper Steinbecka, Rosynant, w National Steinbeck Center w Salinas. źródło: wikipedia.en
Karty książki pełne są anegdotek, jak ta o amulecie słownym, oraz barwnych postaci, które w większości nie zdawały sobie sprawy z tego, że zostały uwiecznione, Steinbeck dzieli się z nami swoimi przemyśleniami, dotyczącymi domów na kółkach (tak zwane dzisiaj domki holenderskie), sklepów z antykami, w których upatruje bezwartościowe śmieci sprzed lat sprzedawane turystom za ciężkie pieniądze (coś w tym jest biorąc pod uwagę programy o lombardach na kanałach kablówki). Dopatruje się analogii między mdłym jedzeniem, smakową atrofią, a ubogą strawą umysłową mieszkańców Ameryki. 
Steinbeck dociera również do rodzinnego Salinas, zauważa wówczas: "Miejsce mojego pochodzenia zmieniło się, a ja, ponieważ odjechałem, nie zmieniłem się razem z nim." 



Wiele lat później felietonista Bill Steigerwald podważył wiarygodność Steinbeckowskiej podróży, twierdząc, że wiele - w tym dialogów - autor po prostu zmyślił. Rozgorzała oczywiście ostra dyskusja, czy pisarz miał prawo (sic!) mijać się z prawdą. Cytując Wittgensteina: "Nie ważne, czy Ewangelie są historycznie prawdziwe - dla wiary to nieistotne"; przypuszczam, że czytelnikowi to również obojętne, czy pisarz rzeczywiście odbył rozmowę z wędrownym aktorem, czy odbył ją jedynie w swojej wyobraźni. Grunt, że Podróże z Charleyem są znakomite, lekkie i widać w nich warsztat najwyższej próby. 

Podpis autora, źródło: wikipedia

Dlaczego warto sięgać po klasykę literatury?

Pewnie będę starała się przekonywać przekonanego, ale sporządziłam listę, którą postaram się  zachęcić Was do sięgnięcia po klasykę literatury pięknej. 

1. Przede wszystkim klasyka jest wartościowa i czytając możesz jedynie zyskać. Setki czy dziesiątki lat i miliony czytelników na całym świecie zaręczają o jej randze. Uniwersalność klasyki sprawia, że będzie czytana przez kolejne pokolenia, podczas, gdy 99% dzisiejszej literackiej konfekcji zniknie w odmętach niepamięci. Cervantesa i Shakespeare’a czyta się nadal – po czterystu latach od śmierci obu twórców! 
Klasyka wiecznie żywa!

2. Oczywiście w znacznej mierze klasyka wzbogaci Twoje słownictwo oraz poszerzy światopogląd. Klasycy operują znacznie bardziej rozbudowanym i wysublimowanym językiem, niż dzisiejsi twórcy. Nie chodzi o słowa, które wyszły z użytku (jak ekonom na przykład), ale o określenia, których możesz użyć i dziś, by wzbogacić swoją wypowiedź. 

3. Zrozumiesz kontekst kulturowy innych książek, odniesienia literackie, powiązania, etc. Media często przytaczają określenia zaczerpnięte z literatury. Nierzadko współcześni sięgają po znane motywy literackie. Dobrze jest znać źródło, które dało im początek. Ponadto to właśnie klasycy ukształtowali formę i styl dzisiejszej literatury. 

4. Klasyka daje pogląd na to, jak żyli niegdyś ludzie, z jakimi borykali się problemami. Zwraca uwagę na szczegóły, jak ubierali się ludzie, powiedzmy dwieście lat temu, co jadano na podwieczorek, co wypadało, a co nie naszym babkom, pradziadkom. Czym żyli ludzie niegdyś, przed epoka smartfonów i Instagrama. 

5. Klasyczne powieści są w większości przeniesione na ekran, możesz porównać więc wizję reżysera ze swoją. Oczywiście molom książkowym nie trzeba powtarzać: najpierw książka potem film. 
Wolicie Pana Darcy'ego, czy Pana Darcy'ego z ekranizacji?

6. Klasyka nigdy nie kończy swojej misji – zawsze ma coś nowego do powiedzenia; czytając Annę Kareninę w wieku lat dwudziestu odczytamy ją zupełnie inaczej, niż mając lat trzydzieści. 

7. Każdy, nawet największy malkontent znajdzie coś dla siebie. Spektrum klasyki jest szerokie i jeżeli nie Dostojewski, to może Dickens? 

8. Możesz nierzadko trafić na wspaniałe ilustrowane wydania. Kiedyś większość beletrystyki wydawano z ilustracjami, dziś przeważnie opatruje się nimi książki dziecięce – niemniej jednak polecam przeszukać tomy sprzed dajmy na to 1960-go roku – moje wydanie Lalki z PIWu jest kryje śliczne drzeworyty z czasów wydawania powieści w odcinkach na łamach warszawskiej pracy.
Ilustrowana Lalka

9. Czytając klasykę… oszczędzasz. Przeważnie większość dostępna jest w bibliotekach a wiele klasyków chowa się na naszych regałach. Nowa książka to wydatek rzędu 35-50 złotych, a klasykę można kupić na pchlim targu, przecenie, portalu aukcyjnym, lub zabrać ze skrzynki z książkami „za darmo” wystawionymi przed antykwariatami bądź w bibliotece. 

10. Czytanie klasyki to nie jest ciężki urobek, tylko wielka przyjemność – obcujesz z dobrą literaturą (ta zła wyeliminowała się sama). Klasyka cieszy, uczy, bawi nierzadko do łez. 

Oczywiście nikt Cię nie zobowiązuje do przeczytania absolutnie całego kanonu, ale warto wybrać coś dla siebie z tego potężnego arsenału klasycznych powieści. Jeszcze się taki (czytelnik) nie urodził, któremu podobałyby się wszystkie przeczytane książki. Z pewnością odkryjesz wielu wspaniałych twórców, być może znajdziesz Mistrza – tego jedynego pisarza, którego każde słowo będziesz spijać z kart powieści. Jeżeli nie wiesz, od czego zacząć – przeczytaj moją listę 100 klasycznych powieści oraz drugą setkę klasycznych powieści, zrób własna listę przynajmniej dziesięciu nazwisk, zapisz się do biblioteki i spróbuj magii klasycznych powieści. 

Nigdziebądź; Koralina - Neil Gaiman

Czasem śnię, że ten nasz rzeczywisty i przyciężkawy świat ma podszewkę, pod którą mieści się coś niewidocznego dla "szkiełka i oka". W pewien sposób nasuwa mi to skojarzenie z egzystencjalizmem, z Bytem (człowiekiem) Wrzuconym w Świat - ale nie ten tu i teraz, tylko inny, jakby wpaść nagle do króliczej nory z powieści Lewisa Carrola. 

źródło: LubimyCzytac.pl
 Natychmiast trzeba się przestawić na ten nowy świat, trzeba zacząć go badać i grać według jego reguł. Trzeba podjąć rękawice i przewartościować swoją postawę, jakby się nigdy nie miało wrócić "do domu".
I tak też główny bohater Nigdziebądź, Richard Mayhew, zostaje – mimo woli – wplatany w porachunki Londynu Pod. Richard nie przewidział, że będzie to dla niego początkiem wielkiej i niebezpiecznej przygody.

Akcja tej powieści z gatunku urban fantasy toczy się wartko, dialogi napisane zostały ze specyficznym czarnym humorem. Plejada postaci nie z tego świata została przez Gaimana doskonale i z konsekwencją przemyślana. Przeczytanie Nigdziebądź dało mi dużo satysfakcji. W 2013 roku BBC wyprodukowało słuchowisko na podstawie tej powieści, gdzie główne role grali James McAvoy, Benedict Cumberbatch i Natalie Dormer – uważam, że głosy są dobrane tak perfekcyjnie (niestety słuchowisko mi „uciekło”), że bezwiednie „czytałam” w myśli głosami tych aktorów. Szczególnie pasował mi tam McAvoy, który odegrał już podobna rolę w Wanted (dla mnie ten film to guilty pleasure).

źródło: LubimyCzytac.pl
Ma się rozumieć od razu sięgnęłam po Koralinę, która przeczytałam jednym tchem. I uważam, że jest… bardziej przerażająca niż Nigdziebadź. Podziwiam odwagę głównej małoletniej bohaterki, jej ciekawość pozbawioną wścibskości, stalowe nerwy. Druga mama mnie tak przeraziła, że miałam w nocy koszmary (tak, ja – stara baba!). Od razu również sięgnęłam po film, który naturalnie skojarzył mi się ze stylistyką Tima Burtona (Koraline wyreżyserował Henry Selick); jest wspaniale zrobiony, ale nie rozumiem wciśnięcia do niego postaci chłopięcej – toż sam Gaiman mówił, że bardzo lubi pisać silne kobiece postacie, więc czemu umniejszać je dodając pajacowatego chłopaczka?
Moja znajomość z Gaimanem ma szansę stać się stałym związkiem: już kupiłam Dym i Lustra i szukam Amerykańskich Bogów. Przekonuje mnie lekkość pióra, niezwykły nieco gotycki klimat i przeplatanie się światów, a także niczym nieograniczona wyobraźnia pisarza.

Włóczęgi ulicami Krakowa

Jak podróżować, to ze Steinbeckiem :)
Znów zaczęło się dla mnie coś nowego. Zaczęłam podnosić kwalifikacje. Z tej okazji raz w miesiącu przez dwa dni goszczę w najbardziej klimatycznym miejscu w Polsce – w Krakowie. 

 Wieki temu robiłam jednodniowe wycieczki na „połażenie”, „pooddychanie” właśnie do Krakowa. Wygodne buty, bułka z serem, jakieś drobne na gazetę, kawę w Rio, aparat fotograficzny. I czas, mnóstwo czasu i nieograniczone możliwości. Od tamtych włóczykijowych spacerów minęła z kupka dekada; kilka razy byłam w Krakowie z mężem, niejednokrotnie musiałam coś tam ważnego załatwić, albo jechałam na targi książki. Zawsze chętnie tam wracam i pewnie aż do końca to miasto pozostanie mi bliskie. 

Wiele się zmieniło: wybudowano gigantyczną galerię, a kiedyś były ciągi budek z tanią książką; w tramwajach pojawiły się biletomaty (i chwała temu, kto to wymyślił!), także wydaje mi się, że nagle w Krakowie zrobiło się jak w mrowisku – tyle ludzi! Przeważnie moje wędrówki odbywały się w październiku, czy listopadzie, Kraków zawsze kojarzył mi się z jesienią, tą poetycką, kolorową, liryczną, kiedy naprawdę na Brackiej pada deszcz. Jesienią spaceruje się najlepiej, kiedy na plantach żółcą się liście. 

Do powrotnego miałam trzy godziny, które spędziłam – oczywiście włócząc się po starym mieście. Zjadłam wegeburgera w Krowarzywa, kupiłam brakujący tom (Pokrewne dusze) Virginii Woolf, pamiątkę dla synka i obwarzanka (dziękuje, Anno, uciekło mi słowo) dla męża. Dobrze mi tam. I już nie mogę się doczekać zjazdu w listopadzie. Kurs będzie trwał do lutego, więc jest szansa, że wreszcie zobaczę miasto otulone śniegiem. 





Tajemnica Christine Falls - Benjamin Black

źródło: LubimyCzytac.pl
Często mi się zdarza, że czytam dwie książki tego samego autora pod rząd. Dopiero skończyłam Księgę zeznań, a okazało się, że na którejś z wymian ŚBK przyniosłam Tajemnicę Christine Falls. Jest to pierwszy z serii kryminałów Johna Banville'a piszącego pod pseudonimem Benjamin Black. Dotychczas znany jako autor powieści raczej określanych jako dramaty, za namową swojego agenta, a zarazem przyjaciela, spróbował swoich sił w sensacji. Seria siedmiu powieści kryminalnych o irlandzkim patologu Quirku doczekała się serialowej ekranizacji BBC - w rolę domorosłego detektywa wciela się jak zwykle wyśmienity Gabriel Byrne. 

Dublin, lata 50-te. Śmierć młodej kobiety, Christine Falls uruchamia serię zdarzeń, które doprowadzą do rozszyfrowania gigantycznej afery. Purytański Boston z jednej strony oraz ultrakatolicki Dublin z drugiej. Przykościelne sierocińce, ochronki dla samotnych brzemiennych kobiet. Książka Banville'a jest poniekąd oparta na faktach - w latach 50-tych ubiegłego wieku w domach i szpitalach prowadzonych przez zakonnice zabrano bezprawnie - uwaga - 60 000 dzieci! Niedawno mogliśmy obejrzeć piękny, zarazem smutny film Tajemnica Filomeny, który naświetlał właśnie tamte dramatyczne wydarzenia. Niemowlęta były odbierane młodym matkom i sprzedawane do Stanów Zjednoczonych. Niestety, autor, takie odniosłam wrażenie, tylko musnął temat, być może nie chcąc drażnić kleru: temat rozliczeń z kościołem katolickim w Irlandii jest pojemny i polecam chociażby doskonały film Kalwaria.

Abstrahując od przejmującego tematu, uważam, że książce zaszkodziła sztampowość postaci, stereotypowy alkoholizm głównego bohatera, sztywne, nieprawdziwe dialogi, oczywiste, odpisane chyba metodą kopiego-pasta stwierdzenia, np.: "Pokroiłem w życiu wiele zwłok, ale nigdy nie znalazłem miejsca, które mogłoby być siedzibą duszy" (to zdanie powinni drukować na fartuchach patologów i lekarzy - urodzonych sceptyków - według twórców literatury i filmów). Plus nieustanne opisy pogody. Zauważyłam to już przy poprzedniej książce: narrator jakby zastygał w bezruchu i opisywał stan pogody, szum liści, wygląd chmur. Widać taka maniera; tak jak zadawanie sobie samemu pytań i odpowiadania na nie "nie wiem", "nie pamiętam", "nie ważne". 

Ale - bynajmniej nie zraziłam się do tego autora - mam zamiar przeczytać jego najgłośniejszą powieść nagrodzona Bookerem: Morze. Żałuje jedynie, że WL zrezygnowało z kontynuowania serii o Quirku, nawet po wyjściu serialu.

Księga zeznań (The Book of Evidence) - John Banville

John Banville jest jednym z najbardziej znanych irlandzkich pisarzy, zdobywcą wielu prestiżowych nagród, a także znajduje się na liście "pewniaków" do literackiej Nagrody Nobla. Co dziwne, w Polsce niemal nieznany. Dwa lata temu telewizja BBC wypuściła bardzo dobry serial o perypetiach detektywa Quirke'a (Gabriel Byrne), będący ekranizacją prozy Banville'a, piszącego kryminały pod pseudonimem Benjamin Black.
John Banville urodził się 8 października 1945 roku jako najmłodszy z trójki rodzeństwa: i brat Martin i siostra Vonnie również są pisarzami. Banville w odróżnieniu od większości pisarzy nie zdobywał uniwersyteckich szlifów - choć w jednym z wywiadów przyznał, że żałuje swojej decyzji, wolał wyrwać się czym prędzej z rodzinnych pieleszy. 

Pierwszą powieść opublikował już w 1970 roku, ale doczekała się ona miażdżących recenzji: powieść określano mianem absurdalnie pretensjonalnej. Niezrażony pisarz postanowił porzucić temat współczesności i zająć się wielkimi nauki: Keplerem, Kopernikiem i Newtonem. Ale to właśnie Księga zeznań uczyniła z Banville'a pisarza rozpoznawalnego. Ta ostatnia, wydana w 1989 roku zdobyła nagrodę GPA (Guinness Peat Aviation Award), oraz była na liście książek nominowanych do nagrody Bookera. Banville ostatecznie zdobył tę nagrodę powieścią Morze w 2005 roku.
Od pierwszych stron wiemy, co spowodowało, że Freddie Montgomery, główny bohater Księgi zeznań (The Book of Evidence) znalazł się z więzieniu. Popełnił zbrodnię, do której z pełną świadomością się przyznaje... nie widząc w tym niczego złego... Freddie, będący jednocześnie narratorem, zwraca się do wyimaginowanego "wysokiego sądu" tłumacząc swoje postępowanie i naświetlając powody swojego aktu. Bezwolny, pozbawiony empatii, niekiedy chełpi się swoim dokonaniem. Na pytanie "dlaczego zabił", odpowiada "bo mogłem". Jednocześnie podziwia piękno otoczenia, słońce prześwitujące z rana przez jesienne liście, etc. 

Powieść czytałam w oryginale. Z początku Freddie mnie męczył, ale poznając jego zbutwiały charakter skłaniałam się do tezy Hannah Arendt o banalności zła. Banville opisując dzieje Motgomery'ego oparł się na zbrodni dokonanej przez Malcolma Edwarda MacArthura, który zabiwszy pielęgniarkę schronił się w domu niczego nieświadomego przyjaciela. Z racji podobieństwa narracji powieść porównuje się do Obcego Alberta Camusa i Zbrodni i kary Fiodora Dostojewskiego.

Polecam wywiad z autorem na YT: https://www.youtube.com/watch?v=aJAw4Pdq9CE

Projekt Odczytajmy Paruszowiec

Ideą przewodnią projektu Odczytajmy Paruszowiec jest przypomnienie historii dzielnicy Rybnika, jej znaczenia dla miasta i wkładu w ogólnopolski rozwój, a przede wszystkim wzbudzenie dumy ze swojej małej ojczyzny i zaangażowanie mieszkańców w aktywne działania na rzecz dzielnicy. Projekt realizowany będzie poprzez cykl międzypokoleniowych warsztatów artystycznych, fotograficznych, spotkań autorskich, wykładów historycznych, grę miejską, a przede wszystkim spotkania z mieszkańcami. Zebrane wspomnienia, anegdoty, zdjęcia dzielnicy zamieszczone zostaną w archiwum społecznym. 




Do tej pory zebraliśmy mnóstwo ciekawych zdjęć, ciekawostek, anegdot. Odbyło się szereg spotkań, warsztatów, a w ostatni piątek miała miejsce gra miejska "Wyprawa śladami dawnej fotografii". 


Również zachęcam do współpracy Rybniczan, którzy mają zdjęcia lub pamiątki związane z dzielnicą, jej życiem sportowym, towarzyskim i kulturalnym, a także są chętni podzielić się wspomnieniami o Paruszowcu. 



Zaangażowałam się w projekt całym sercem; do tego stopnia, że stary Paruszowiec śnił mi się po nocach. Przy okazji zaniedbałam Setną Stronę;) Już dawno zostałam oczarowana przez architekturę tej dzielnicy (o czym świadczy powyższe zdjęcie wykonane przeze mnie na konkurs Rybnik - moje miasto). 

Chciałam również gorąco zachęcić do zaglądania na stronę projektu (w formie bloga; link znajdziecie również w formie banera po prawej stronie) oraz fanpage

Potargowo

Jak przed rokiem Śląskie Targi Książki odbywały się w rewelacyjnym budynku Międzynarodowego Centrum Kongresowego. Tym razem wybraliśmy się całą rodziną. I oczywiście każdy wybrał coś dla siebie. 
 
Widok z tarasu - wielka wyciskarka do cytrusów;)
Przyznam, że nie jechałam po nic konkretnego, ale przezornie zabrałam ze sobą listę moich Kolibrów. Na trzech stoiskach z książkami antykwarycznymi dokupiłam poszczególne brakujące tomy. 
 
Seria z Kolibrem, która namiętnie kolekcjonuję. Chcę mieć je wszystkie ;)

I tak zdobyłam następujące tomy: 
Wiktoria - Knut Hamsun
Cham - Eliza Orzeszkowa
Historia Manon Lescaut i kawalera Des Grieux - A-F Prevost
Ostatni z wielkich - F. S. Fitzgerald
Wielki Gatsby - F. S. Fitzgerald
Jezioro księżycowe - Eudora Welty
Miriam - Truman Capote
Eros na Olimpie - Jan Parandowski
Stara panna - Edith Warton
Długie lata szczęścia - Reynold Price
Kobieta na kamieniu - Ivo Andreić

A mówią, że Polacy nie czytają...

Dałam się również skusić serii Nike. 
 
Seria Nike, którą również lubię
Serce to samotny myśliwy - Carson McCullers
Śniadanie u Tiffany'ego / Harfa traw - Truman Capote
Czuła jest noc - F. S. Fitzgerald

Nie pogardziłam książkami nowymi - niezły miszmasz - oraz starym Capote'im (jak widać te targi upłynęły mi pod znakiem Capote'ego i Fitzgeralda)
Slow Life - Joanna Glogaza
Król - Szczepan Twardoch
The Revenant - Michael Punke
Psy szczekają - Truman Capote
 
Wyczekany Twardoch, Slow life, które chciałam od dawna przeczytać, jeszcze jeden Capote i Punke - bo jak się widziało film, to trzeba sięgnąć po książkę.
Oczywiście odwiedziłam stoisko Śląskich Blogerów Książkowych, ale tym razem nie miałam nic na wymianę. 
Stoisko wymiankowe ŚBK - cieszyło się chyba największą popularnością!

Muszę się pochwalić, że mój synek sam uzbierał pieniądze i kupił sobie grę, kolejną książkę o krowie Matyldzie i kalendarz na przyszły rok z Panem Kuleczką.  
Piękne, śląskie okoliczności przyrody.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...