Włóczęgi ulicami Krakowa

Jak podróżować, to ze Steinbeckiem :)
Znów zaczęło się dla mnie coś nowego. Zaczęłam podnosić kwalifikacje. Z tej okazji raz w miesiącu przez dwa dni goszczę w najbardziej klimatycznym miejscu w Polsce – w Krakowie. 

 Wieki temu robiłam jednodniowe wycieczki na „połażenie”, „pooddychanie” właśnie do Krakowa. Wygodne buty, bułka z serem, jakieś drobne na gazetę, kawę w Rio, aparat fotograficzny. I czas, mnóstwo czasu i nieograniczone możliwości. Od tamtych włóczykijowych spacerów minęła z kupka dekada; kilka razy byłam w Krakowie z mężem, niejednokrotnie musiałam coś tam ważnego załatwić, albo jechałam na targi książki. Zawsze chętnie tam wracam i pewnie aż do końca to miasto pozostanie mi bliskie. 

Wiele się zmieniło: wybudowano gigantyczną galerię, a kiedyś były ciągi budek z tanią książką; w tramwajach pojawiły się biletomaty (i chwała temu, kto to wymyślił!), także wydaje mi się, że nagle w Krakowie zrobiło się jak w mrowisku – tyle ludzi! Przeważnie moje wędrówki odbywały się w październiku, czy listopadzie, Kraków zawsze kojarzył mi się z jesienią, tą poetycką, kolorową, liryczną, kiedy naprawdę na Brackiej pada deszcz. Jesienią spaceruje się najlepiej, kiedy na plantach żółcą się liście. 

Do powrotnego miałam trzy godziny, które spędziłam – oczywiście włócząc się po starym mieście. Zjadłam wegeburgera w Krowarzywa, kupiłam brakujący tom (Pokrewne dusze) Virginii Woolf, pamiątkę dla synka i obwarzanka (dziękuje, Anno, uciekło mi słowo) dla męża. Dobrze mi tam. I już nie mogę się doczekać zjazdu w listopadzie. Kurs będzie trwał do lutego, więc jest szansa, że wreszcie zobaczę miasto otulone śniegiem. 





20 komentarzy:

  1. Faaajnie! Uwielbiam Kraków, a ponieważ nie mam jakoś daleko, to staram się być przynajmniej raz w roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tez tak mniej więcej wychodzi, ale przeważnie jestem z kimś, a teraz - jak za "starych dobrych czasów" poszwendałam się sama ;)

      Usuń
  2. Na ostatnim urlopie byłam kilka dni w Krakowie - było pięknie.
    Tę książkę Steinbecka też mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam - bardzo dużo humoru. W ogóle Steinbeck ostatnio jest jednym z moich ulubieńców.

      Usuń
    2. Ja też się do niego przekonałam. W Ulicy Nadbrzeżnej i Cudownym Czwartku jestem wręcz zakochana :)

      Usuń
    3. Bardzo żałuję, że nie mam wszystkich książek, ale nadrobię po wypłacie. Jakiś czas temu stałam się posiadaczką tomiku Kasztanek/Perła, jeszcze z lat 60tych. Ależ pachnie! I już mam plan zabrać go na kolejną włóczęgę :)

      Usuń
    4. Oooo, to ja właśnie skończyłam czytać ten tomik (taki w niebieskiej okładce) :) Kupiłam go w zeszłym tygodniu na allegro za zawrotną kwotę 2,30 zł :D

      Usuń
  3. Podróże z Charleyem to bardzo fajna, ciepła książka. Przeczytałam niemalże jednym tchem, po tym jak została polecona przez Iwonkę Blecharczyk, która jest kierowcą tira. A co do Krakowa, to ostatnio jakoś tak straciłam serce do niego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może dlatego, że mnóstwo ludzi dokądś pędzi, może to te błyszczące sklepy?

      Usuń
  4. Na co dzień bywa męczący. Bo turyści, tłok, smog. Ale teraz, trzy miesiące po wyprowadzce, tak strasznie, strasznie za nim tęsknię! Z przyjemnością przeczytałam Twoje impresje i obejrzałam zdjęcia, i aż się trochę wzruszyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam mnóstwo zdjęć analogowych, pełnych jesiennego klimatu, opadłych liści na Kazimierzu, starych kamieniczek w okolicach Bożego Ciała, gołębi wyrywających sobie obwarzanka... Czasem lubię sobie usiąść i poobserwować ludzi, ulice. Właśnie w Krowarzywa usiadłam przy witrynie; jadłam i obserwowałam przechodniów.
      I czasem się zastanawiam, jakby to było tam mieszkać...

      Usuń
    2. Pięknie :). Urokliwe wieczory, rześkie poranki, panie handlujące bukiecikami, staruszkowie grający fałszywie na akordeonie... Tramwaje podzwaniają, hejnał z wieży gra. Ciągle coś się dzieje, są małe, urocze kina, jest dokąd pójść z książką. Klimat, klimat, klimat! Też lubiłam przysiąść sobie gdzieś nad kawą czy herbatą i patrzeć na ludzi. Wiadomo, nigdzie nie jest idealnie, każde miasto ma swoje wady i problemy, ale ja chyba zbyt długo miałam pod nosem to wszystko co w Krakowie piękne i przestałam to zauważać. Inna sprawa, że pewnie gdybym się tam teraz przeprowadziła z powrotem, od nowa zaczęłabym narzekać – że smog, że tłok, że hałas, że wszędzie daleko, że znów Angole na rynku rozrabiają. Może tak już musi być, trzeba spojrzenia z dystansu, sporadycznych stęsknionych wizyt, żeby stale dostrzegać jego magię :).

      Usuń
    3. Chyba ludzie są już tak skonstruowani - narzekamy na to, co mamy, a kiedy to tracimy...
      W Krakowie jeszcze bardzo często spotykam się z bezinteresowną pomocą, taką spontaniczną, z jakimś zagadnięciem w miły sposób - myślę, że ludzie się tam bardzo ładnie otwierają na innych. W niewielu miastach tak jest. Może to specyfika miejsca, może czakram działa na ludzi?

      Usuń
  5. Uwielbiam Kraków o każdej porze roku. Niesamowicie zazdroszczę ci tych włóczęg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to masz Wiedeń - taki większy Kraków :)

      Usuń
  6. Przez kilka lat dojeżdżałam na uczelnię do Krakowa, ale od tamtej pory zmienił się bardzo. Dlatego jak tam jestem to pewnych miejsc już nie poznaję, ale reszta jest mi wciąż tak samo znajoma. Lubię to miasto ogromnie.
    Piękne, klimatyczne zdjęcia pokazałaś.
    Też mam ich sporo z ostatniego pobytu, ale jeszcze nie tworzyłam z nimi posta. Muszę się zmobilizować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie zobaczę Kraków Twoimi oczami :)

      Usuń
    2. Może uda mi się w najbliższym czasie ...

      Usuń
    3. W takim razie - jest na co czekać :) Zresztą u Ciebie zawsze coś do poczytania znajduję :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...