Doroczna książkowa orgia, czyli 34 na liczniku



Muszę się pochwalić stosikiem urodzinowym. W sumie miałam sobie kupić coś do ubrania, ale... no wiadomo, dać molowi książkowemu pieniążek, to go wyda w księgarni;)


Na liście do kupienia miałam nowe wydanie Pamiętnika znalezionego w Saragossie Potockiego (mam stare, ale chciałabym skonfrontować oba wydania), brakującą Sontag (Choroba jako metafora), nie mogłam się także oprzeć Sztuce budowania Jana Knothe. Po Czasach secondhand koniecznie musiałam sobie sprawić Cynkowych chłopców i Wojna nie ma w sobie nic z kobiety. No i oczywiście wymarzony Springer (ech, oglądałam zdjęcia katowickiego dworca i aż się łezka w oku zakręciła) - Źle urodzone. Do tego Architektura nowoczesna. Wykłady Franka Lloyda Wrighta i Język rzeczy Deyana Sudjica. Jak widać - prócz Potockiego - Czarne i Karakter sprawiedliwie podzieliły między siebie moja wypłatę.
Ostatnio rzadko kupuję książki, nawet już tak nie znoszę "uratowanych". Powoli kończy mi się przestrzeń niezajęta przez książki - ostatnio spakowałam wazoniki i kurzołapy z wierzchu regałów, by gdzieś umieścić albumy. Ale - oprócz oczywiście łupów z targów książki to właśnie urodziny i gwiazdka są takim czasem, kiedy (tak sobie wmawiam) wszystko wolno i w każdej ilości.  
No i musiałam (absolutnie musiałam) kupić sobie bransoletkę z insygniami śmierci, złotym zniczem i ślicznymi sówkami :) Cudo, prawda? No i pasuje do mojej półwiecznej Pobiedy!
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...