Kocyk granny square

Pamiętacie, jak w czasie wakacji zaczęłam elementy kocyka? Przedwczoraj udało mi się je zszyć i obrębić. Niebiesko-biały kocyk granny square jest nareszcie skończony! Wyszedł taki, jaki miał wyjść :)
kocyk granny square
Jest naprawdę duży, mierzy niemal dwa metry na metr dwadzieścia. A poszło na niego 9 motków włóczki - po dwa z każdego koloru niebieskiego i aż trzy białe. 
Po raz pierwszy robiłam coś tak dużego. Kiedy robiłam sukienkę musiałam ją na pół roku odłożyć, bo zaczynałam być nerwowa, a przy kocyku miałam taki chill out:) Machanie szydełkiem niesamowicie mnie odprężało, a robienie kwadracików i patrzenie jak przybywają napawało mnie wielkim optymizmem. Ile jest kwadracików? 432, po 72 z każdego koloru, a wymiary to 16x27 kwadratów. 
Dziecko - bo to kocyk dla synka - bardzo się ucieszyło i od razu zarzucił kocyk na głowę i zaczął hasać po domu. Oczywiście przed snem tuli się do kocyka i robi z niego jamy i pieczary dla mistrzów spinjitzu. 
Teraz trzeba zrobić jakieś poszewki na poduszki, żeby pasowały :)

Oczywiście również i dziś (jak co środę - może nie każdą, ale jednak) bawię się z Maknetą, która mnie nieustannie inspiruje:)  Tym razem nie pokazuję, co czytam, bo już kończę (80-ta książka w tym roku). To coś... bardzo nietypowego jak dla mnie.

Człowiek z Wysokiego Zamku - Philip K. Dick

źródło; LubimyCzytać.pl
Człowieka z wysokiego zamku przeczytałam w jeden dzień. Nie tylko dlatego, że czyta się szybko, czy akcja biegnie wartko, ale powieść Dicka ma w sobie coś, co sprawiło, że totalnie odpłynęłam w świat powieści. A po przeczytaniu został niedosyt…
Nie sięgnęłabym – musze się od razu przyznać – po Dicka gdybym nie oglądała wcześniej serialu. Specyficzna wizja totalitarnej Ameryki początku lat sześćdziesiątych podzielona po wojnie pomiędzy Japończyków i Nazistów wywiera duże wrażenie. Nie powinna więc dziwić ekranizacja, która jest w dzisiejszych czasach konsekwencją literatury.
Dick korzysta z wizji alternatywnej rzeczywistości, w której Ameryka nie miała szansy się przez II wojną światową zbroić, co w rezultacie doprowadziło aliantów do przegranej. Stany są – jak w naszej rzeczywistości chociażby Wiedeń, podzielone między strefy wpływów – w tym przypadku Niemiec, oraz Japonii. Oś powieści kręci się wokół wizji rzeczywistości zawartej w książce Utyje szarańcza, która opisuje świat z perspektywy wygranej Aliantów… jednakże nie jest to również świat, jaki my znamy.  
Po obraz świata, w którym to Naziści pokonali Aliantów sięgnął również Robert Harris w powieści Vaterland z 1992 roku (która również została zekranizowana – w role główną wcielił się Rutger Hauer).
Ośmioodcinkowy serial (do tej pory nie wiem, czy mamy do czynienia z jedną serią, czy otwarte zakończenie sugeruje kolejny sezon) osnuty jest na wątkach książki. Intrygę poszerzono o nowe elementy (ruch oporu), zmieniono książkę na serię filmów. Także zmienione jest zakończenie i wymowa powieści. W filmowych postaciach można z łatwością odnaleźć ich literackie pierwowzory, ale część bohaterów została napisana na potrzeby telewizji; z pożytkiem zresztą, bo postać Johna Smitha, Nazisty, ideowca i „grubej szyszki” jest jedna z najlepszych – może zresztą za sprawą Rufusa Sewella, który w postać tę się wciela. O ile serialowa, wycofana, „kuląca się w sobie” Juliana jest zupełnie inna pod względem charakteru od książkowej, o tyle Frank Frink jest oddany bardzo wiernie. Również Joego możemy bez trudu „odgadnąć”. Jednak przyjaciel Franka, Ed jest napisany od podstaw: w serialu jest zupełnie innym człowiekiem niż był w książce (w serialu po prostu rozbraja).
Czytając miałam wrażenie, że książka jest bardziej… tao, bardziej dedykowana filozofii wschodu i księdze I Ching, z której w serialu korzysta jedynie Tagomi. Gdyby powstał kolejny sezon bardzo bym sobie życzyła uwypuklenia wątku biżuterii (która posiad wu), która właściwie dała początek książce – Dick pomagał żonie w warsztacie tworzyć biżuterię. Jestem bardzo ciekawa, czy projekty autorstwa pani Dick przypominały te, które firma EdFrank wstawiła do Amerykańskiego Rzemiosła…
Książkę z pewnością zapamiętam na długie lata. Trafiłam na taki fajnie zaczytany egzemplarz, dokładnie jakbym natrafiła na Utyje szarańcza. Mam wielką ochotę sięgnąć po Ubika; co prawda moje wcześniejsze literackie spotkanie z Dickiem nie było zbyt owocne (Przez ciemne zwierciadło), ale Dick, „tak sobie myślę, że to początek pięknej przyjaźni”.
Co do serialu to polecam – bardzo dobrze zrealizowany, z sensem. Postacie są bardzo dobrze zagrane. Ten serial ma klimat i choć nie jest wierny książce – bez trudu można zaakceptować… alternatywną historię o alternatywnej rzeczywistości.

Jest jeszcze jeden serial (no, miniserial), na który czekam – Dallas’63. W tym wypadku jednak książkę przeczytałam już dawno i teraz tylko czekam na emisję serialu. 

Bermondsey Boy: Memories of a Forgotten World - Tommy Steele

Dzisiaj przypadają urodziny kogoś dla mnie bardzo ważnego. Jest to człowiek kultury, o którym słyszał każdy Brytyjczyk, a którego kojarzą jedynie starsi Polacy (jest równolatkiem mojego taty, który kojarzył nazwisko tego artysty). O niektórych ludziach mówi się, że noszą w sobie słońce. I choć dziś, pewnie w gronie najbliższej rodziny będzie obchodził swoje 79 urodziny, to ja tutaj, z tego miejsca przesyłam swoje najserdeczniejsze życzenia. Kiedy widziałam go po raz pierwszy w bajkowym musicalu miałam niespełna dziesięć lat. Dziś jestem po trzydziestce, a moja platoniczna miłość do niego się utrzymuje, a podziw przez te ponad dwadzieścia lat jeszcze wzrósł.
Tommy Steele (właściwie Thomas Hicks) przyszedł na świat w podlondyńskim Bermondsey 17 grudnia 1936 roku w niezamożnej rodzinie żyjącej w szeregowych domkach z wychodkiem na miniaturowym podwórku. Dzieciństwo przypadające na lata wojny Tommy'ego naznaczone było przykrymi wydarzeniami - zmarła większość jego rodzeństwa, a on sam przez długie miesiące pozostawał w szpitalu. Po wkroczeniu w dorosłość zaczął pracę jako majtek na statku rejsowym z Wielkiej Brytanii do Stanów Zjednoczonych. W Stanach usłyszał rock'n'rolla i... od tamtego momentu zmieniło się jego życie. Obdarzony talentem do gry na gitarze, a także miłym głosem i scenicznym "tym czymś", szybko stał się gwiazdą! Praktycznie z dnia na dzień nikomu nieznany chłopak stał się brytyjskim królem rockandrolla, angielską odpowiedzią na Elvisa Presleya. Zdobył rzesze fanek, koncertował na całym świecie (nawet w Związku Radzieckim). Wystąpił nawet w filmie opartym na jego życiu - komedia muzyczna z wieloma zabawnymi akcentami.
W pewnym momencie, koło roku 1960-go, kiedy ożenił się z Ann Donoghue (małżeństwo trwa do dziś!) doszedł do wniosku, że rola idola nastolatek mu nie odpowiada i związał się z teatrem. Od tamtej pory grał w musicalach, sam je również reżyserował, jak choćby sceniczną wersję Deszczowej piosenki. Jako aktor jest aktywny po dziś dzień, bowiem rok rocznie gra rolę Scrooge'a w Opowieści wigilijnej!Steele jest także utalentowanym rzeźbiarzem - jego pomnik Eleanor Rigby jako hołd złożony Beatlesom stoi w Liverpoolu, a przed stadionem Twickenham można obejrzeć inny pomnik jego autorstwa, przedstawiający graczy rugby. Do jego talentów można dopisać talent literacki: jest autorem powieści o Dunkierce (The Final Run), a także wspaniałych, napisanych ze swadą i humorem wspomnień Bermondsey Boy: Memories of a Forgotten World. 
Bermondsey Boy czytałam ze trzy lata temu, może cztery. Steele czaruje w nich anegdotkami, a także w ciepły sposób pisze o swojej rodzinie, z która był bardzo zżyty. Do dziś ciarki mnie przechodzą, kiedy sobie przypomnę fragment o tym, jak Tommy stracił braciszka, z którym zwykł bawić się piłeczką, a kiedy sam miał bardzo wysoką gorączkę... kontynuował zabawę bynajmniej nie sam...
Francisa Forda Coppolę zna każdy kinoman. Reżyser kojarzy się z filami takimi jak Czas apokalipsy, Ojciec Chrzestny, czy Cotton Club. Jednak Coppola ma na swoim koncie również musical i to z takimi gwiazdami jak Fred Astaire, Petula Clark (znana z evergreenu Downtown, niedawno wydała kolejną płytę!), oraz Tommy Steele właśnie. Tęcza Finiana jest starym broadwayowskim przebojem duetu Burton Lane - E. Y. Harburg. Pełna humoru i wspaniałych piosenek urocza opowieść o podstarzałym emigrancie, marzycielu i leniu, Finianie McLonerganie, jego córce Sharon, skrzacie (który za sprawą wykradzionego kociołka ze złotem stał się "pełnowymiarowym" człowiekiem) imieniem Og (Steele właśnie), oraz całej wiosce Rainbow Walley, pełnej marzycieli i indywidualistów. Ok. Przyznam się, że znam ten film na pamięć, nadal śmieję się z żartów, podśpiewuję piosenki i robię "magiczne sztuczki". To film totalnie rozpraszający ciemne chmury. Po prostu: mój ukochany film. Tommy Steele nauczył mnie, że można mieć trzydziestkę na karku i nadal się wydurniać, a jego uśmiech - miły, szczery, uśmiech dobrego człowieka starcza za sto słonecznych dni. Pokazał mi także, że można robić swoje i nie patrzyć na koniunkturę (wycofał się z muzyki pop kiedy był na szczycie), a także, że będąc gwiazdą można pozostać przyzwoitym człowiekiem, który najwyżej ceni rodzinę. Jego filmowe występy były niezwykle żywiołowe i zabawne, jak fragment ze wspomnianego przeze mnie filmu, kiedy "tańczył Susan pytanie, a ona miała mu odtańczyć odpowiedź" - tak się wczuł w "pytanie", że przypadkiem rozdarł spodnie (widać to na filmie). 

W sumie ten post miałam napisać za rok, kiedy artysta będzie obchodził osiemdziesiąte urodziny, ale minął kolejny 11. 12, do tego piątek (moja magiczna data - kiedy pierwszy raz obejrzałam Finian's rainbow), i znów wraca do mnie refren piosenki How Are Things in Glocca Morra?

Mój ojciec Romulus - Raimond Gaita

Mój ojciec Romulus to książka szczera, niemal rozkładająca na łopatki. Raimond Gaita, profesor filozofii, autor kilkunastu książek naukowych sięga w niej do swojego dzieciństwa, by się z nim zmierzyć, a także oddać hołd ojcu, Romulusowi, które całe życie uczył (postawą) Raimonda, jak być dobrym człowiekiem. 


Zaczęło się od mowy pogrzebowej wygłoszonej na cześć Romulusa. Przyjaciele i rodzina zachęcali profesora do obszerniejszego dzieła. Przetłumaczona na kilkanaście języków, wielokrotnie nagradzana opowieść o życiu na australijskich pustkowiach zachwyca swoją formą, delikatnością języka i wzrusza losem opisywanych w niej osób. 
Romulus charakterem przypomina Lassego, ojca Pellego z powieści Pelle zwycięzca. Taki sam prostoduszny, dobry charakter, obaj ojcowie w pewnym momencie musieli przejąć rolę obojga rodziców; także i warunki życia są zbliżone - nieustanna praca fizyczna, zmaganie się z przytłaczającą rzeczywistością, a nawet to, że i Lasse z Pellem i Romulus z Raimondem byli emigrantami i na szacunek miejscowych musieli pracować ze zdwojoną siłą. 
I jest w tych losach jakiś romantyzm i cicha rozpacz jednocześnie. Ludzkie dramaty, niesamowity szacunek do zwierząt, bezinteresowność, a w tle australijski niegościnny krajobraz... 

Poezje wybrane - Thomas Hardy

O Thomasie Hardym powiedziałam (bądź napisałam) już wiele. O pojedynczych powieściach, o życiorysie, nawet o moim zbiorku jego dzieł. Teraz przyszedł czas na poezję. 
Hardy całe życie czuł się bardziej poetą niż prozaikiem, choć niewiele osób kojarzy go z domeną Euterpe (muza poezji lirycznej), a wielka szkoda, ponieważ poetą był naprawdę wielkim i dość płodnym.
Niewielki zbiorek wydany z żółtej serii PIWowskiej wyszedł w 1989 roku. Przedmową zajął się Zygmunt Kubiak, który również dokonał wyboru wierszy, a także ich tłumaczenia. 
Poezja Mistrza właściwie nie różni się od jego prozy - lekko sentymentalna, ukazująca przewrotność losu; wiersze z młodości nasycone są miłością, ale tą złamaną, wzgardzoną, jednak podmiot liryczny nie biada w wierszach na swój los (jak to w wierszach bywa), nie jesteśmy świadkami dramatów, wszystko jest ciche, wytłumione, ale nacechowane silnymi uczuciami (Pośrednie tony, Podczas miodowego miesiąca w hotelu). W starszym wieku sam sobie się dziwi, że dane jest mu żyć tak długo. Patrzy wstecz, na całe swoje życie, na zmieniający się świat (Sędziwy do sędziwych). Do tego cechuje Hardy'ego specyficzny humor, lekki, nieco ironiczny, ale nie prześmiewczy (Pogrzeb organisty, Portret wroga).
Wiersze Hardy'ego opowiadają historię, mają fabułę i przesłanie, które każe czytelnikowi kontemplować jego strofy (jak materiał na wspaniałe opowiadanie - Życie i śmierć o wschodzie słońca). Dużo w tej poezji krajobrazów Dorset, samotnych wrzosowisk, krzaków kolczastego janowca, wieczorów, które niosą echem śpiew drozdów i kosów o "krokusowych" dziobkach.

  
Podpis T.H. (źródło: Wikipedia)

Jak świadomość związana jest z ciałem. Dzienniki, t. 2 - Susan Sontag

Susan Sontag była jedną z najważniejszych intelektualistek ubiegłego wieku. Pochodząca z żydowskiej rodziny od najmłodszych lat miała „plan” zawojowania świata i konsekwentnie do tego dążyła. Była nieugięta w swoich przekonaniach, a swoje myśli wyrażała w sposób zwięzły i rzeczowy. Jej eseje O fotografii, czy Choroba jako metafora, a także powieści jak choćby Zestaw do śmierci zapisały się w umysłach czytelników także i w Polsce.
Przez całe życie prowadziła również zapiski, dzienniki, notatki. Zebrane w trzech tomach (ale na razie cisza w sprawie trzeciego tomu, na który czekam z wytęsknieniem) stanowią dopełnienie jej pisarstwa.
Tom drugi, zatytułowany Jak świadomość związana jest z ciałem, dotyczy lat 1964-1980. Sontag zmaga się z kolejnymi rozczarowującymi romansami, z traumą z dzieciństwa dotyczącej toksycznej matki, prowadzi zapiski o filmach, które oglądała i książkach, które przeczytała. W Dziennikach znajdziemy również kulisy powstawania ważnych dla niej dzieł.
Jaki obraz Sontag wyłania się z dzienników? Sontag była kobietą waleczną, może nieco zbyt zadufaną we własny intelekt, ale mając taki dorobek skromność byłaby na jej miejscu hipokryzją. W kontaktach z kochankami przejawiała cechy wręcz przeciwne, niż byśmy się spodziewali po tak silnej kobiecie: sprawiała wrażenie tej słabszej, wymagającej opieki i ciągłego zapewniania o oddaniu, miłości i wzajemności; z pewnością na taką postawę miało wpływ dzieciństwo, kiedy Susan praktycznie była „matką swojej matki”.
Karteczki indeksujące z ważnymi cytatami do przepisania.


Nie oceniam jej dzienników. W ogóle nie powinno się chyba oceniać notatek, czy jakichkolwiek intymnych zapisków. Większość pisana była pod wpływem chwili i miała pozostać w szufladzie. Ale jej dzienniki stymulują. Przynajmniej mnie. Niestety, mnie również pokarało pisaniem – nie tym intelektualnym, ale od kiedy nauczyłam się płynnie pisać, piszę pamiętnik. Z przerwami oczywiście, niekiedy nie piszę dwa lata, ale zawsze robię notatki z filmów, książek, łapię szybujące myśli. Może dlatego tak łatwo mi ją zrozumieć, kiedy raz pisze intymnie, szczerze, wylewnie, a innym razem zostawia jedynie listę książek do „zdobycia”. 

Kucając - Andrzej Stasiuk

Kucając to książka niewielka, niemal jak tomik wierszy, czy kieszonkowy kalendarz. Ale ile w niej pasji, ile myśli! Stasiuk daje się w niej poznać jako poeta niespieszności, rustykalny mistrz prozy, trochę jak baca z dowcipu: jak ma czas, to siedzi i myśli, a jak nie ma, to tylko siedzi. Z  najmniejszego, nieistotnego na pozór zdarzenia wyłania filozoficzny sens. Kiedy opisuje tak plastycznie i niemal lirycznie mijane krajobrazy, czy dzień budzący się do życia, to nawet gnój pachnie, a najpospolitsze stworzenia wydają się tak ważne, jakby sam stwórca w nie tchnął życie. Stasiuk to genialny obserwator, jego pisarstwo jest bardzo sensualne - kiedy opisuje śnieg i minus trzydzieści marzną nam stopy, kiedy pisze o owcy rozszarpanej przez wilka czujemy zwierzęcą krew... Człowiek może jedynie stać obok, być obserwatorem; nawet kiedy autor pisze o znajomych, którzy pojawiają się na kartach książki, są oni wyabstrahowani ze świata przyrody, jakby nieważni, nienamacalni, stanowiący może tło, a może jakiś dodatek, bez którego można by się obyć. A właśnie przyroda, jej nieubłaganie, dziki krajobraz oraz zwierzęta, czy te leśne, czy domowe są bohaterami esejów, rozdziałów, fragmentów, które możemy przeczytać. Bowiem Kucając jest niemal hymnem na cześć braci mniejszych. Nie są to kolorowe obrazki, a filozoficzne przemyślenia napisane tak pięknie jak niejeden wiersz, nawet kiedy Stasiuk pisze o umieraniu suki i ataku psów na rysia. Stasiuk nie pisze, że zły wilk zjadł dobrą owieczkę, nie rozpacza - akceptuje, opisuje, zastanawia się nad tym, ale nie nadaje przyrodzie ludzkich cech. Intencją wilka było jedynie napaść sobie brzuch, nic więcej. I choć eseje wyjęte są z poprzednich publikacji (książki i magazyny, w których Stasiuk publikował) to dostajemy mieszankę bardzo spójną i ułożoną w znakomitą mozaikę. 


Czytamy książki nieoczywiste - podsumowanie miesiąca

Dzieci z pewnością sięgną dziś po pierwszą czekoladkę z kalendarza adwentowego. Za trzy tygodnie z małym okładem wigilia oraz Boże Narodzenie. List do Mikołaja napisany? Prezenty pokupowane? A więc można znaleźć chwilę wytchnienia "z dala od zgiełku tłumu" i sięgnąć po książkę. Niech tym razem będzie to coś nieoczywistego, stare wydanie, zapomniana seria, jakiś przedwojenny rarytas, albo - komiks, romans, coś, po co nie sięgacie. Najbardziej cieszyłabym się z podrzucania linków do starych książek, takich, jakie można znaleźć tylko w antykwariatach, na pchlich targach, ewentualnie w koszu z książkami za złotówkę wystawionymi przez biblioteki z magazynów. 

Mam jeszcze nietypowa prośbę: w związku ze zmianą facebookowej nazwy strony prosiłabym Was o polubienie nowego fanpejdża, którego nazwa wreszcie odpowiada nazwie bloga. 

Zapraszam do brania udziału w zabawie. A w tym miesiącu bawiła się ze mną:

Anna Cała z bloga PROczyliZA
W okupowanym Krakowie - Stanisław Dąbrowa-Kostka  

A od siebie dodam jeszcze jeden link osoby, która się co prawda nie zgłaszała, 
ale którą warto odwiedzić:

Notatnik Kaye:

A na Setnej Stronie (czyli u mnie) znajdziecie: 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...