Spotkanie autorskie ze Szczepanem Twardochem

Mam taką listę pisarzy, których chciałabym spotkać przy okazji targów, czy innego literackiego wydarzenia. Na tej mojej liście do zeszłego piątku "nieodkreślony" widniał Szczepan Twardoch. Choć żyje między moimi rodzinnymi Gliwicami, a Rybnikiem, w którym mieszkam, nie miałam okazji  - aż do dziś, bowiem spotkanie ze Szczepanem Twardochem zainaugurowało 46 Rybnickie Dni Literatury. W ubiegły piątek w Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej zebrał się niemały tłum. Moderatorem spotkania był redaktor miejscowego portalu, Wacław Wrana. 

Szczepan Twardoch przybył niemal punktualnie. Zaczął od przeczytania fragmentu (dotyczącego Rybnika) swojej ostatniej powieści Drach. Następnie moderator zadał pytanie o szczegółowość opisów. Autor przyznał, że rzetelność w dużej mierze zależy od dokładnego przestudiowania ksiąg, map, oraz od "osobistego rozpoznania topograficznego i rodzinnych historii". Twardoch przyznał, że bardzo lubi pracować ze starymi mapami, że sprawia mu to przyjemność, do tego jeszcze dochodzą zeszyty, pamiętniki i zapiski jak na przykład z pacyfikacji szpitala w Rybniku.
Na pytanie o nieumieszczanie tłumaczeń zdań niemieckich czy rosyjskich autor wyjaśnia ten fakt chęcią zachowania zgodności z historyczna prawdą, wedle której nie wszyscy władali wieloma językami (choć dziś lansuje się pogląd, iż na Śląsku każdy posługiwał się językami polskim i niemieckim).
Powtarzana w Drachu jak mantra fraza "to nieistotne" odnosi się i do znaczenia i do oznaczania; "Te rzeczy niczego nie symbolizują poza samymi sobą", to my nadajemy znaczenia faktom. Dalej autor filozofował  na tematy ontologiczne, oraz egzystencjalne (Twardoch studiował na Uniwersytecie Śląskim na Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych, w których skład wchodzi również filozofia).

Na zarzut moderatora o mroczny nastrój dotychczasowych powieści autor zapewnia, że jest człowiekiem wesołym, z poczuciem humoru. Ale chcąc być wiarygodny, musi wyeksplorować pokłady ciemnych stron własnego ja. "W każdym bohaterze jest 100% autora - mówi Twardoch. - Pisarz może się odwołać jedynie do uczuć, czy emocji, które nosi w sobie." I tak dowiedzieliśmy się, że większość postaci jest oparta na żywych pierwowzorach, z wyjątkiem starego Pindura, którego autor darzy największą estymą.
Wrana odniósł się do przygany o złe traktowanie kobiet w powieści, na co Twardoch stwierdził, że "Śląskie kobiety godziły się na swój los" - ówczesne pokolenie kobiet, urodzonych na przełomie XIX i XX wieku  było ciężko doświadczonych przez życie, i o ile mężczyźni mogli się "wyżyć" na wojnie lub w powstaniu, pijąc lub hodując gołębie, o tyle kobieta miała zapewniać domowi ciepło domowego ogniska; "W tym był jakiś buddyjski spokój" - dodaje pisarz.
Zapytany o ekranizację Morfiny odpowiedział, że prace trwają, a prawdopodobnie sam reżyser (Jacek Borcuch) będzie grał główną rolę. Jeżeli chodzi o ekranizację Dracha autor "nie mówi nie". Czytelnicy zgromadzeni w sali dowiedzieli się również, że Twardoch pracuje nad nową powieścią, która będzie się rozgrywała w środowisku bokserów.
Tożsamość Śląska upatruje Twardoch w języku i pamięci, a promocja śląskości musi się odbywać "do wewnątrz". Za to nowe Muzeum Śląskie porównał raczej do skansenu dla turystów, które z prawdziwą historią Śląska nie ma nic wspólnego.
Oczywiście padło również pytanie o to, czy zna powieści Horsta Bienka? Musze powiedzieć, że czytając tego autora poczułam prawdopodobnie to samo, co Twardoch - znamy te ulice, te domy, poruszamy się po tych samych chodnikach, co postacie przez niego napisane. Można to porównać do obcowania z duchami, a właściwie z duchem miasta. Czytając Dracha natrafiłam na "charakterystyczny dom z wieżyczkami", ostatni przed parkiem na samym końcu ulicy. W niedzielę wybrałam się w tamto miejsce i sfotografowałam przypuszczalnie opisywany przez Twardocha dom.

Nie byłabym chyba sobą, gdybym nie stanęła w kolejce po autograf. I chociaż Karolina pożyczyła mi Dracha (zostało mi ostatnie 50 stron) musiałam kupić własny egzemplarz, który został sfotografowany przez wysłannika miejscowego portalu informacyjnego (mnie również "zdjął" jak robiłam zdjęcie swoim "kalkulatorem").
Spotkanie było bardzo udane. Twardoch dał się poznać od najlepszej strony - miły człowiek, który ma coś do powiedzenia. I chociaż jeszcze nie doczytałam Dracha do końca (ech, te 50 stron!) mogę powiedzieć, że powieść przypadła mi do gustu. Może to właśnie ten duch miasta sprawił, że o ile Morfina była dla mnie czymś z zupełnie innej bajki, o tyle Dracha traktuję jak opowieść niemal "na faktach", a także - na innej płaszczyźnie - przypowieść filozoficzną; "W Jakobswalde żyją sarny. Sarny nie mają imion, ale dwóm z nich nadamy jakieś, aby odróżnić je od innych saren. To takie małe oszustwo, takie samo jak te, które stosujecie, aby przekonać samych siebie, że różnicie się czymkolwiek od swoich bliźnich. Że jesteście osobni."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...