Egzotyczne warzywa, Egzotyczne rośliny lecznicze - Teresa Lewkowicz - Mosiej

Kochani, chciałabym Wam polecić dwie książki, które powinny znaleźć się w każdym domu. Niedawno pisałam o książce Owoce egzotyczne Teresy Lewkowicz-Mosie. w tej samej serii Wydawnictwo M wydało Egzotyczne warzywa oraz Egzotyczne rośliny lecznicze. Książki są nie tylko nasycone informacjami dotyczącymi różnych gatunków roślin jadalnych, ale i ładnie wydane; każdy rozdzialik poprzedza rycina przedstawiająca ten czy inny gatunek. 
We wstępie do Egzotycznych warzyw Teresa Lewkowicz-Mosiej pisze: Bardzo trudno jest ująć w słowa smak, aromat i strukturę roślin egzotycznych  rożnych stref klimatycznych całego świata. Być może przekracza to granice wyobraźni, ale można się pokusić o próbę uchwycenia ich różnorodności. Spróbujmy jednak poznać ich historię, morfologię i skład chemiczny tych darów natury i dowiedzieć się, jakie mają zastosowanie w dietetyce, w lecznictwie i w kuchni.
O ile większość owoców egzotycznych bez problemu można dostać w pierwszym lepszym markecie nawet na prowincji, to z warzywami sprawa nie jest już taka prosta. Chociaż wierzę, że to się zmieni, bo czytając o dietetycznej bulwie japońskiej, czy owocach chleba świętojańskiego zapragnęłam po nie sięgnąć; nazwa chleba świętojańskiego została zaczerpnięta od Jana Chrzciciela, który na pustyni prócz miodu i szarańczy sięgał po ten owoc. Warto również dodać, że chleb świętojański jest wykorzystywany jako substancja pomocnicza do wyrobu leków ze względu na carubin, który zwiększa lepkość leków.
Dynia jadalna (staram się podawać przykłady warzyw, które powszechnie znamy) jest nie tylko smacznym warzywem, ale i źródłem witamin i minerałów, miedzy innymi potasu, który pobudza pracę serca, związki wapnia, magnezu, fosfor, prowitaminę A, oraz pektynę, która przeciwdziała miażdżycy i otyłosci.
Na świecie doliczono się przeszło 230 gatunków fasoli, liście lotosu orzechowego dochodzą do dwóch metrów rozpiętości, a nazwa popularnego i u nas awokado brzmi smaczliwka właściwa, a roślina ta znana jest od 9000 lat! Z książki dowiemy się co odróżnia oliwę dziewicza od oliwy nicejskiej, a na bakłażana po stambulsku już ostrzę sobie ząbki. Bowiem Warzywa zawierają także przykładowe przepisy z wykorzystaniem poszczególnych roślin.
Kolejną książką Teresy Lewkowicz-Mosiej jest Egzotyczne rośliny lecznicze. W tym przypadku również mamy historię, wykorzystanie, a także wykładnię jak należny się opiekować aż czterdziestoma gatunkami roślin o rożnym stopniu trudności uprawy. Dostajemy poprady jak na przykład wyhodować własnoręcznie kawę arabska (arabicę), której ziarna można wypalić a następnie cieszyć się smakiem w domowym zaciszu. 
I tak: sok z liści agawy może nam posłużyć do nacierania reumatycznych miejsc, a pokrojone liście można przyłożyć na trudno gojące rany. Meksykanie znaleźli inny sposób na wykorzystanie agawy... nacierają się nią "od środka", bowiem sfermentowana agawa to nic innego jak tequila. Aloes obejmuje aż 180 gatunków tej rośliny. Ananas jest dobry na przeziębienie, bo obniża temperaturę ciała - to dopiero litera A. W kolejnych rozdziałach "lecą" między innymi: cząber, estragon, figowiec, eukaliptus. Uprawa tych pożytecznych roślin może być dobra alternatywą dla wszechobecnych trzykrotek, zielistek, czy paprotek. 

Za możliwość poszerzenia wiedzy serdecznie dziękuję:


Grona gniewu - John Steinbeck

Na lata 20-te ubiegłego wieku przypadają czasy niezwykłej prosperity w Stanach Zjednoczonych. Farmerzy brali masowo kredyty pod zakup nowoczesnych maszyn rolniczych lub dokup ziemi do wciąż powiększających się farm. Ziemia rodziła bawełnę wielką jak wata cukrowa, zborze zapełniało silosy, a ludziom żyło się dostatnio. Jednak nic nie trwa wiecznie - olbrzymia bańka spekulacyjna pękła, nastąpił krach na giełdzie (słynny czarny czwartek - 24 października 1929 r., którego powtórkę mieliśmy w postaci pęknięcia bańki internetowej na początku XXI-go wieku, oraz bańki spekulacyjnej w handlu nieruchomościami kilka lat później). Nadeszły cięższe czasy i wielu farmerów, szczególnie tych mniejszych zostało wyrugowanych z farm przez banki domagające się spłaty kredytów. 
Niestety i sama natura zemściła się na ekspansywnej gospodarce człowieka - pola zostały wyjałowione (nie znano w USA naszych słynnych trójpolówek, ziemia nie miała kiedy odpocząć) i z początkiem lat 30-tych stany Nowy Meksyk, Colorado, Kansas, Teksas i w szczególności Oklahomę nawiedziło zjawisko zwane Dust Bowl (TU można obejrzeć film dokumentalny). Dust Bowl to burze piaskowe spowodowane erozją gleby oraz silną suszą. Chmury piachu były tak ogromne, że 14 kwietnia 1935 roku jedna z takich chmur z prędkością stu kilometrów pognała z serca Oklahomy do Kanady!


W ciągu zaledwie kliku lat poznikało większość farm ze środkowych stanów USA. Nastąpił masowy exodus pozbawionych środków do życia rodzin. Farmerzy wyprzedawali resztki ruchomego dobytku za garść dolarów, byleby mieć na benzynę i ruszyć do Kalifornii, w której mieli nadzieję rozpocząć nowe, lepsze życie. Jednak znój drogi i kończące się pieniądze wymuszały na większości życie tułacze; spano w namiotach, w tak zwanych Hooverville, czyli nielegalnych obozach migrującej biedoty. Migrantów czekał ostracyzm mieszkańców miast i wiosek, w których się zatrzymywali.

Wielka depresja, migracja tysięcy głodnych rodzin zostały udokumentowane między innymi na zdjęciach amerykańskiej fotograf Dorothei Lang. Jest autorką słynnego zdjęcia Migrant Mother, na którym znalazła się Florence Owens Thompson w otoczeniu dzieci. O mało włos zdjęcie nie powstałoby - Lang, po całodziennym fotografowaniu pracujących na polach bawełny jechała właśnie do motelu, kiedy zjechała z drogi, by przystanąć przy samotnym namiocie. Tu właśnie Owens czekała na męża i najstarszego syna, którzy wyruszyli w poszukiwaniu części do zepsutego samochodu, by móc ruszyć dalej za chlebem. Lang opublikowała zdjęcie Owens; kobieta ze zdjęcia zwana Migrant Mother stała się ikoną Wielkiego Kryzysu, jego symbolem cierpiącym w milczeniu.

Właśnie o takiej rodzinie pisze John Steinbeck w Gronach gniewu. Kilkunastoosobowa rodzina poczciwych farmerów zostaje wyrugowana z własnej ziemi. Zalegają bankowi spłatę kredytu, a bank to nie człowiek, nie da się z nim nic polubownie. Wysiedlona zostaje cała okolica, a ziemia zaorana przez "bankowy" ciągnik będzie rodziła "bankową" bawełnę.
Joadowie sprzedają wszystko, czego nie mogą zabrać ze sobą i jadą pickupem drogą 66 do Kalifornii; każdy z migrantów widział ulotki informujące o pracy od zaraz na plantacjach pomarańczy. Można będzie zarobić i godnie żyć... Niestety z pracą jest coraz gorzej: wielu takich Joadów się znajdzie, a skoro pracowników są tysiące, praca może być niemiłosiernie tania, źle opłacana: jeśli nie ty, to na twoje miejsce są setki Oklaków... (skąd my to znamy?!) Wreszcie Joadowie trafiają na plantację pomarańczy, gdzie cała rodzina pracując od rana do nocy zarobiła akurat tyle... by zaopatrzyć się w lichą kolację kupioną w sklepie prowadzonym przez samego plantatora.
Steinbeck opisuje degradację i rozpad rodziny, która jednak mimo wszystko trzyma się jakichś głębszych wartości: wyrzutkom, takim jakimi są Joadowie mogą pomóc tylko tacy sami jak oni - im ktoś ma mniej, tym chętniej pomoże.
Myślę, że dużo się wie o głodzie w Irlandii (zaraza ziemniaczana w XIX wieku), głodzie na Ukrainie, ale nie każdy wie, że USA również mają tę ciemną plamę na kartach historii. Grona gniewu zrobiły na mnie ogromne wrażenie, a ten post jest wynikiem moich poszukiwań. Steinbeck nie pozostawia obojętnym. Do tego temat jest tak niezwykle aktualny: może nie ma u nas głodu, nie musimy migrować, ale w postępowaniu plantatorów jest coś ponadczasowego (niestety).
Sama opowieść - nie chcę oczywiście zdradzać szczegółów - kończy się małą iskierką nadziei: tym promykiem jest ludzka dobroć i bezinteresowność. Warto przeczytać, warto!


Zdjęcie jest mojego autorstwa. Chciałam czymś zilustrować moją wypowiedź, więc proponuję zdjęcie inspirowane Dust Bowl i Gronami gniewu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...