Angole - Ewa Winnicka



Książka Ewy Winnickiej Angole powstała, bo musiała powstać prędzej czy później podobna książka. Za pracą do Wielkiej Brytanii i Irlandii wyjechało około miliona obywateli naszego kraju. Każdy z nas zna, lub ma w rodzinie kogoś, kto emigrował.
Autorka zebrała 35 historii emigrantów, czy jak sami siebie nazywają „kolonizatorów” zamieszkujących Wyspy. Od właściciela dużej firmy, do drobnego personelu hoteli, czy prywatnych szpitali. Przede wszystkim dowiadujemy się, że Polak na obczyźnie nie wyzbywa się swojej cechy narodowej: „Narzekanie jest tutaj obowiązującym kodem” – mówi czterdziestopięcioletnia Monika, której mąż jest Brytyjczykiem; apeluje ona również do rodaków: "Jeśli w Polsce nie układa się z pracą i rodziną, w innym kraju ułoży się znacznie gorzej”. Kolejna zasada głosi: „Wrogiem nierozgarniętego Polaka za granica nie jest obcokrajowiec, tylko rodak, zwłaszcza mówiący po angielsku”. Polak za granicą to cham, pijak, zwierzę prawie – „Bardzo często Polacy, którzy zatrudnieni są przez agencje – wypowiada się Ola z Belfastu – pracują za dużo za zbyt niskie pensje, nie interesują się niczym, są jak z Emigrantów Mrozka, bywa, że szczęka opada, gdy się patrzy na to podobieństwo. Nie znają języka ani swoich praw. Mają długi w Polsce i są zdesperowani. Dostają osiemset funtów miesięcznie, a okazuje się, że pięćset wysyłają do domu, bo kredyty, bo córka w szkole”.
Polak za granica jest niezaradny jak małe dziecko - Jacek, przedsiębiorca pogrzebowy specjalizujący się „w Polakach” mówi otwarcie: „Człowiek przyjeżdża do pracy w Anglii nieprzystosowany, żyje z dnia na dzień. A jeśli traci pracę, to nie może zapłacić za wynajem mieszkania. Jak nie zapłaci za dwa tygodnie, to musi się wyprowadzić na bruk. Jeśli nie ma żelaznej rezerwy, żeby przeżyć miesiąc  i znaleźć pracę, to zostaje bezdomnym. Wstydzi się wrócić do Polski, dostaje depresji. I targa się na życie.”
Obraz Anglików jest równie piekielny: w książce Winnickiej jawią się niczym roboty, bezduszni, zamknięci w enklawach własnych kast. Mąż wspomnianej przeze mnie Moniki ponoć karci ją za zbyt głośny śmiech. Anglicy nie narzekają? Pewnie są z innej planety!
Wszystko, co zauważyłam, to takie same problemy, jak „u nas”, może jedynie bardziej uwypuklone: smrodzący sąsiedzi? A bo to u nas mało gotuje się „woniejących” potraw? Okropne liceum? Ta plaga dotarła i do naszego pięknego kraju. Ludzi niezaradnych życiowo jest i w Polsce pod dostatkiem.
Owszem, kiedy wyjeżdża się za pracą, to już nie „na wariata”, jak to bywało sto lat temu (ach te fale emigrantów „za chlebem”, które statkami docierały do NY, witane przez Statuę Wolności…); emigrantów gubi nie tylko nieznajomość języka, jak i nieznajomość realiów życia w obcym kraju, prawa, oraz nieumiejętność przystosowania się. Legendy krążą o osobach mieszkających od lat na Wyspach, a nie umiejących wydukać choćby najprostszego zdania.
Niestety, uważam dzieło pani Winnickiej za totalną propagandę – obliczone na zniechęcenie Polaków do szukania swojej szansy za granicą. Wielu młodych, dobrze wykształconych ludzi znalazło tam swój nowy dom i nie kwapią się z powrotem. Po zamknięciu książki odkryłam w sobie wstręt do jakichkolwiek eskapad, a już szczególnie do wojaży zagranicznych. Brakowało mi tu przykładów in plus: ludzi, którym się udało i są dumni z nowej ojczyzny – bo Winnicka podając przykład bogatego Polaka przedstawia go w takim brudnym świetle, jakby to było coś dziwnego, że Polakowi się udało, że w Polsce by mu się przecież nie udało. Radosław Sikorski skończył Oskford i zrobił karierę, a jakoś nie narzeka na uczniów, którzy go nie lubili, bo był Polakiem. Czemu od razu wychwytywać polskie nieudacznictwo, a nie pokazać tej drugiej strony? Zdjęcie na którym widnieje Barbara Pokryszka, „sprzątaczka, która zatrzymała Hilton” wprost epatuje tragizmem, kobieta uchwycona w pozie świadczącej o wielogodzinnym płaczu. Na zdjęciach w internecie, w tym na profilu fb ta sama kobieta uśmiecha się, oddaje się swojemu hobby – malarstwu, skończyła bowiem Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, jest absolwentką wydziału sztuki. Dobre recenzje zbiera A.M. Bakalar, autorka Madame Mephisto. Bakalar naprawdę nazywa się Joanna Zgadzaj i z całą stanowczością zrezygnowała z „bycia Polką” asymilując się z Brytyjczykami.
Słowem, Angole działają jak pigułka antyemigracyjna. Pesymistyczna przestroga dla opuszczających Polskę: i tak wam się nie uda.

10 komentarzy:

  1. Czytając Twój wpis robiłam coraz większe oczy, bo znam bliżej lub dalej sporo osób, które wiodą szczęśliwe życie w Anglii czy Irlandii. Dlatego na pewno po ten tytuł nie sięgnę, nie lubię takich jednostronnych publikacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Strasznie mi brakowało wypowiedzi ludzi, którym się podoba i udało się do czegoś dojść bez zatracenia "siebie".

      Usuń
  2. Bosze, co za okropna książka, pełna jakiejś niesamowitej niechęci do ludzi, którzy szukają szczęścia poza granicami Polski. I niestety pełna kłamstw, bo ja akurat mam siostrę, która wyjechała do Anglii z mężem i nie narzeka na swoją sytuację, ba! w cale nie zamierzają wracać do Polski. Zatem jeśli ktoś jest nieogarem i nie umie sobie poradzić w życiu, to miejsce zamieszkania nie ma nic do rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem, dlaczego autorka sięgnęła po tylko te "tragiczne" historie.

      Usuń
  3. Widziałam tę książkę jak byłam ostatnio w bibliotece. Już nawet trzymałam ją w dłoni, ale jednak nie zdecydowałam się jej zabrać do domu. Teraz żałuję. Jak będę następnym razem z pewnością jej poszukam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz ją zamówić przez OPAC w Twojej bibliotece. Wtedy masz pewność, że się na nią załapiesz:)

      Usuń
  4. Nie cierpię takich pozycji, w których tylko się na wszystko narzeka i wszystko wrzuca do jednego worka pełnego żalu i niezadowolenia. Ja Anglię wspominam cudownie, mimo że też tam pracowałam i uczyłam się, lubię tam wracać i stale myślę o tym, żeby znów wylądować w Londynie. Polacy są różni - zarówno tam, jak i tu, tak samo Anglicy. Ja miałam okazję poznawać tylko miłych mieszkańców Londynu, a poznałam ich wielu. Jak ktoś chce znaleźć chamstwo i tego typu zachowania, to je znajdzie, tylko po co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. O Polakach w Polsce również można napisać taką samą książkę - pełna chlejących, niezadowolonych z życia, kombinujących nierobów. To jak z tą przypowiastką o słoniu obmacywanym przez niewidomych.

      Usuń
  5. No właśnie. Kiedy przypomnę sobie swoich znajomych żyjących za granicą, to jakoś niespecjalnie mi to pasuje do treści książki... :/ Znam parę osób którzy mieli w Polsce potworne problemy z pracą, też można ich określić słowem "nieudacznik - niezaradny życiowo", ale wyjechali i tam jakoś mają pracę i żyją całkiem nieźle.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam wydawnictwo Czarne - to ogółem. A szczegółem - trafiłam na tę książkę ostatnio podczas buszowania po regałach w Matrasie i od razu przypomniała mi się Twoja recenzja. Kurcze, ależ miałam dylematy, którą książkę zakupić, a z której zrezygnować. I m.in. "Angoli" brałam pod uwagę. Ale i tak przyjdzie na nią czas :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...