Winyl i spółka: Cocteau Twins - Treasure

1-go listopada minęło 30 lat od wydania jednej z najlepszych płyt w dorobku brytyjskiej grypy Cocteau Twins. Ta dream-popowa grupa została założona w 1979 roku przez Robina Guthrie i Willego Heggie. Niedługo potem do składu dołączyła niewysoka kobietka o delikatnym, ale zapadającym w pamięci głosie. Liz (Elizabeth Davidson Fraser) śpiewa jakby we własnym języku, jak gdyby znajdowała się na granicy jawy i snu. To właśnie jej pięknym śpiewem obdarzony jest płód w teledysku Teardrop. W 1983 do grupy dołączył Simon Raymonde.
Treasure jest trzecią z dziewięciu studyjnych płyt zespołu związanego ze słynną wytwórnią 4AD (można ją porównać do jazzowego Blue Note Records). Dla 4AD którego nagrywali Dead Can Dance, Bauhaus, Xmal Deutschland, i in.
Tyle tytułem wstępu.
Treasure kupiłam jakieś dziesięć lat tamu w katowickim Allu za dychę. Wiem, że dzisiejsze winyle, to nie płyty szelakowe, ale pamiętam, że to była zima i modliłam się, żeby się nie wyrąbać na śliskim chodniku. Zima, właśnie zima... Od zawsze głos Liz kojarzył mi się z ciepłem, przytulnością (w roku 2000 kupiłam na kasecie Stars and Topsoil w kultowym gliwickim Elvisie, niestety, taśma mi się porwała i została sama okładka). Do Treasure sięgam przeważnie wieczorem, kiedy za oknem pada pierwszy śnieg wirujący w świetle sodowej latarni. Najbardziej lubię końcówkę strony A oraz początek B: Beatrix, Persephone, Pandora, Amelia i wreszcie Cicely. Pod koniec jest jeden z najbardziej onirycznych kawałków: Otterley, na którym śpiewa ni to ludzka istota, ni to wiatr... Jedne z najpiękniejszych kompozycji zespołu, które przenoszą mnie do innego wymiaru. 
Czemu winyl, a nie dajmy na to mp3?  To miękkie brzmienie, rytuał wstawania do zmiany strony. Na winylu wszystko brzmi lepiej, jak film obejrzany w kinie w dobrym towarzystwie... Dla winylu trzeba mieć czas. Mam muzykę do wszystkiego: do jazdy autobusem, mycia naczyń, klejenia łańcuchów na choinkę, czy sobotniego ścierania kurzy. A to taka moja prywatna muzyka do relaksowania się w zimowe wieczory, które zbliżają się nieubłaganie.

4 komentarze:

  1. Pamiętam , gdy pierwszy raz usłyszałam Cocteau Twins , w początkowych latach 90-tych , nie miałam wprawdzie gramofonu , bo tylko kaseciaki, ale wszystko słuchałam na słuchawkach, więc nic z tych mrocznych dźwięków mi nie umknęło. Na jednej stronie miałam właśnie "Treasure", a na drugiej "Garlads", przeżyłam ostrą fascynację tym zespołem wtedy i na zmianę z brytyjskim Cranes (może znasz?) nie schodziło to z mego walkmana. Po tylu latach nadal uważam , że Treasure jest jedną z lepszych płyt w mojej kolekcji . A propos Cocteau Twins, kiedyś będąc bardzo młodą dziewczyną lubiłam budzić się przy Lazy Calm, taki bezbolesny powrót z krainy snów:) I podobnie jak Ty mam muzykę do wszystkiego , na każdy nastrój , na każdą okazję, muzyka jest częścią mnie:) Mamy chyba podobną wrażliwość, więc domyślam się , co czujesz słuchając i odpływając przy kolejnych dźwiękach:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zespołu nie znam, nie mój typ muzyki, ale uwielbiam winyle. Sama słucham i zbieram i równiez uważam, że"na winylu wszystko brzmi lepiej" :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Do dziś pamiętam kolekcję mamy takich płyt ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój dziadek zbierał winyle i oddał wszystkie mojej mamie, która postanowiła sobie zrobić z nich ozdobną ściankę... Profanacja! (ostatnio moje ulubione słowo)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...