Spotkanie ze Zbigniewem Pawlakiem - Piękne miasto Biesłan

Zbigniew Pawlak podpisuje książkę dla czytelniczki
Wczoraj wieczorem miałam okazję być na spotkaniu ze współautorem książki Piękne miasto Biesłan, panem Zbigniewem Pawlakiem. Spotkanie odbywało się w sali Powiatowej i Miejskiej Biblioteki w Rybniku i chociaż 45 Dni Literatury już za nami, spotkanie zorganizowane przez stowarzyszenie Azylant było niezwykle emocjonalnym "zakończeniem sezonu".
Zaczęło się od wykładów na temat Biesłanu; Pawlak ma bogate doświadczenie ze względu na liczne podróże Jedwabnym szlakiem. W Kazachstanie mieszkał na początku lat 90-tych, dostrzegał analogię między budzącą się narodowością Kazachów, a Polaków w porozbiorowej Polsce.
Kiedy wrócił z rodziną na stałe do Polski w 2004 wydarzyła się tragedia. Nagle w niewielkim Kaukaskim miasteczku, które liczyło około 35 tysięcy ludzi terroryści poważyli się podnieść rękę na to, co najświętsze – na dzieci.  1-go września 2004 roku oczy całego świata skierowane zostały na Biesłan. Ten dzień, pierwszy dzień szkoły, był świętem, które Pawlak porównuje do dnia pierwszej komunii – Dzień Wiedzy, kiedy bierze się wolne, żeby obejrzeć przygotowywane przez całe wakacje występy, świętować w gronie najbliższych, przyjaciół i znajomych.
Początkowo władze podawały liczbę 250 zakładników, w co okoliczna ludność nie mogła uwierzyć. Następnie liczba ta wzrosła o sto. Prawda jest jednak taka, że do szkoły numer 1, największej szkoły w Biesłanie, prócz uczniów szli także ich rodzice, młodsze dzieci, które nie szły w tym dniu do przedszkola, dziadkowie, krewni. W zatłoczonej sali gimnastycznej znajdowało się ponad tysiąc osób. Po trzech dniach gorączki (nikt nie był przygotowany na podobny scenariusz, nikt nie wiedział, co robić, nawet sami porywacze! – Pawlak opowiadał o dwóch szahidkach, które nie mogąc znieść myśli o wysadzeniu kobiet i dzieci, wysadziły się w innym pokoju, oddalonym od sali) nastąpiło najgorsze – nie wiadomo co spowodowało wybuch, oszaleli terroryści strzelali do uciekających dzieci, zapanował chaos, piekło… Zginęły 334 osoby, większość to dzieci, ale byli wśród nich i rodzice, nauczyciele, a także kilkoro młodych żołnierzy zasłaniających własnymi piersiami (bez kamizelek kuloodpornych!) uciekające dzieci przed karabinem maszynowym obsługiwanym przez zdesperowanego terrorystę.
„Od tamtego dnia – mówi Pawlak – miasto się podzieliło”. Zostali ci, co przeżyli i ci, których tam nie było. Ci, którzy przeżyli mogli liczyć na pomoc finansową, (w miasteczku jest spore bezrobocie), ale są okaleczeni psychicznie, dzieci straciły dzieciństwo i nie pomogą im nowe piłki, czy liczne rowery wysyłane na otarcie łez. Rodzice stracili dzieci, które po dziesięciu latach od tragedii przestają przychodzić do nich w snach…
Jak żyje Biesłan dziś? Czy to społeczeństwo otrząśnie się kiedykolwiek z tej strasznej tragedii? Zbigniew Pawlak jeździ z odczytami, spotkaniami takimi jak to do szkół (przed spotkaniem w bibliotece był w dwu rybnickich szkołach). „Kiedy pytam o największy zamach terrorystyczny, ludzie odpowiadają 11 września”, mówi i dodaje od razu, że ta tragedia była większa, straszniejsza. Wysuwa wniosek, że już się zaciera, że nie pamiętamy. Nie mogę się z tym zgodzić. Pamiętam doskonale, jak w domu mieliśmy oczy przyklejone do ekranu i z zaciśniętymi pięściami oglądaliśmy ten trzydniowy koszmar, który skończył się niewyobrażalnym piekłem.
Na sali przeważały kobiety, w większości matki. Dwa niezwykle silnie emocjonalnie obrazy sprawiły, że ciszę można było kroić nożem; tu i ówdzie tylko któraś z nas pociągała nosem, nie miesząc łez w oczach. Jednym z tych momentów był film przedstawiający rysowaną na piasku historię Biesłanu, którą tak pięknie wykonała Tetiana Galitsyna. Drugi film to była pieśń dzieci śpiewających o bólu i pamięci, ilustrowana zdjęciami, niekiedy drastycznymi, pokazującymi cały koszmar tego zdarzenia.
Jakby dla kontrastu pokazywał Pawlak slajdy z przygotowywania osetyńskich pieragów, takich placków, które są na Kaukazie wszechobecne. Podaje się je gościom, bierze się do pracy na drugie śniadanie, są jak to ujął prelegent – jak u nas kebab. Zwrócił uwagę na to, że pieragów zawsze musi być trzy: symbolizują słońce, ziemię i to, co pod ziemią. Zmarłym piecze się po dwa, bo zmarły nie potrzebuje słońca…


Follow on Bloglovin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...