Kto ma szansę na Oscara?

Niedługo noc rozdania Oscarów. Niektóre nominowane filmy już możemy obejrzeć na naszych ekranach. Widziałam kilka spośród nominowanych w tym roku.Niektóre lepsze, inne gorsze, niektóre z pewnością zapadną w pamięć, inne rozpłyną się w głębokich wodach czasu.

Na pierwszy ogień Zniewolony (12 Years a Slave). Mam wielki żal do dystrybutora, że dał taki a nie inny tytuł, bo samo Niewolnik brzmiało by o niebo lepiej. Ale co do filmu, to jest to kino epickie, rzeczowe, ponadczasowe i poprawne politycznie do bólu. Ameryka, szczególnie pod rządami Obamy rozlicza się ze swoją mroczną historią, ale robi to rękami Anglika. Steve McQueen nie boi się trudnych tematów, co udowodnił chociażby wstrząsającym filmem Głód, czy ostatnio Wstydem. Zniewolony jest filmem bardzo dobrym, dramatycznym, szczerym, świetnie zagranym. Ale osobiście mam dość oglądania Fassbendera odgrywającego tę samą rolę badgaya w kółko i w kółko; przydałaby się jakaś rola, która odczyniłaby ten zły czar.

American Hustle (czemu nie Amerykański przekręt?) jest komedią w stylu Oceans 11, Gambitu i tp. Gdyby wybuchła trzecia wojna światowa i zostały zniszczone niemal wszystkie kopie wszystkich filmów świata, a zostałby tylko AH, zostałby smutny obraz zdziadziałego Batmana, Buźki z fryzurką a la wczesny latino lover, oraz dziewczyny Supermana ze zwiędłym biustem. Plus Jeremy Burn-bez-Burna Renner, świetna Jennifer Lawrence oraz epizodyczna rólka DeNiro pojawiająca się jak promyk słońca. Film dość zabawny, ale z dłużyznami. Za dużo również w nim muzyki (skądinąd bardzo dobrej), pod koniec miałam wrażenie, że oglądam stare dobre MTV. Myślę, że role drugoplanowe zasługują na statuetki.


Sierpień w hrabstwie Osage (złośliwie nazywany przeze mnie hrabstwem Sausage;) Na ten film czekałam, od kiedy widziałam zapowiedź, jakieś pół roku temu. Meryl Streep, Julia Roberts, i inne gwiazdy, które gwarantują doskonałe kino. Obsada idealna, wręcz wzorcowa. Film na podstawie sztuki, czyli coś sprawdzonego, co nie może zawieźć. A jednak... miałam wrażenie, że wszystko jest na siłę, dialogi są sztuczne, postacie jednowymiarowe, nieprawdziwe. Meryl gra jak na scenie, nie w filmie (wiadomo, że film i scena rządzą się innymi prawami). Byłam zawiedziona, bardzo zawiedziona. Być może właśnie dlatego, że tak wysoko zawiesiłam poprzeczkę temu filmowi.
Jeśli chcecie obejrzeć doskonały film o rodzinnym zjeździe: polecam Wakacje w domu, jeśli macie ochotę na film z Meryl grającą chorą na raka: One true thing, chcecie znakomitej ekranizacji sztuki - Nad złotym stawem powinno Was zadowolić.

A teraz łofofłofiit. Wilk z Wallstreet, czyli Wolf of Wallstreet jest najnowszym filmem Martina Scorsese z Leonardo DiCaprio w roli przebojowego brokera. Film, zamiast opowiadać historię oszustw, przekrętów i matactw, jest trzygodzinną orgią zachowań tak obscenicznych, że aż groteskowych. Wyczyny Kaliguli to przy tym kinderparty. Do tego całość okropnie nuży, jest o niczym, a DiCaprio przeszarżowuje, zachowując się jakby grał w jakiejś popłuczynie po American Pie. Dno i trzy metry mułu. Szkoda, że takie nazwiska firmują tego zakalca.

W walentynki mąż sprawił mi miłą niespodziankę zabierając mnie na film Ona. Wizja niedalekiej przyszłości jest technologicznie bardzo prawdopodobna. Theodore Twombly, wrażliwy mężczyzna po przejściach postanawia w odruchu deprecjonującej samotności zacząć konwersację z programem operacyjnym, spersonalizowanym do jego potrzeb. Program nadał sobie imię Samantha, a mówi nieco zachrypłym, ciepłym głosem Scarlett Johanson. Theodore zakochuje się w Samancie, traktując ją jak człowieka; do pewnego czasu stanowią zgraną parę. Warto zwrócić uwagę na powszechność takich związków i ich postrzeganie przez innych ludzi. 
Jednak Samantha uczy się bardzo szybko, zyskuje samoświadomość i oddala się od Theodore'a, który bądź, co bądź jest tylko człowiekiem. 
Poza pięknymi, instagramowymi zdjęciami, przyjemną muzyką, warto zwrócić szczególną uwagę na rolę Joaquina Phoenixa, odgrywającego rolę główną. Phoenix, niestety, zapadł w pamięć odtwarzaniem postaci, których nie da się lubić. Ale Theodore kojarzy mi się z... robotem WALL.E'im, może to dzięki specyficznej naiwności, prostoduszności, dzięki niemal dziecięcym błękitnym oczom. W każdym razie wyszłam z kina bardzo zdziwiona jego nowym, bardzo przyjemnym wcieleniem. 
Film porusza także problem sztucznej inteligencji - mój konik - który mogę zaszeregować z takimi filmami jak Łowca androidów, czy Prometeusz (oba Ridleya Scotta). Film zostawia naprawdę niezatarte wrażenie i warto wybrać się na niego do kina. 

Przede mną jeszcze Grawitacja, Nebraska, Blue Jasmine, Tajemnica Filomeny oraz Wałęsa (to tak pozaoskarowo). Mam wielką ochotę również na Witaj w klubie z wycieńczonym McConaugheyem i wegańskim Jaredem Leto, który zagości w tym roku w Rybniku ze swoją grupą 30 second to mars.



9 komentarzy:

  1. A ja bym chciała dla: Wilka..., Sierpnia..., American...:) I obojętne czy dla filmu, aktora/aktorki, scenariusza... - to po prostu rewelacyjne filmy!!! Świetnie rozpisane, świetnie zagrane i z nieziemskimi fabułami!! Fajnie, że dzięki Tobie zrobiło się nam światowo-oscarowo:-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Mam w zanadrzu jeszcze kilka polskich filmów, ale to na osobnego posta. No, Oscary już 2-go:)

      Usuń
  2. Surowo oceniłaś tegorocznych nominowanych :) Nie widzę w tym roku swojego faworyta, a widziałam już 6 na 9 nominowanych. Najwyżej oceniłam Zniewolonego, choć faktycznie poprawność polityczna przeszkadza. American Hustle też mnie znudził. Sierpień... mi się podobał, szczególnie rola Julii Roberts. Wilka widziałam kilka dni temu i uważam, że to film dobry, ale nie na Oscara. Najbardziej chyba podobała mi się Ona, choć dłużyzn też reżyser nie uniknął. Za mną jeszcze Grawitacja, która zupełnie mnie nie porwała. Obejrzałabym jeszcze Tajemnicę Filomeny, ale nie wiem czy zdążę przed 02.03..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roberts była bardzo dobra, ale ogólnie w filmie brakowało mi... szczerości?
      Też chciałabym się "uwinąć" do oscarowej nocy, ale nie wiem, czy dam radę.

      Usuń
  3. ps - a teraz pytanie do archiwum: znalazłam w Twoich wpisach z 2010 roku skrapkowe prace - wciąż je tworzysz:)? chętnie bym pooglądała:) moja Kuzynka się tym zajmuje na skalę totalną - pół domu ma w pudłach pełnych materiałów:) chętnie bym zobaczyła prace kogoś innego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko, jakieś zakładki, zaproszenia na "domowe" uroczystości, takie drobne cuda, ale przed świętami z pewnością coś zrobię:) Właściwie skrapkuję z "resztek", tu jakaś makulatura, tam okładka ze starej teczki, kawałeczki bibułki, etc.

      Usuń
  4. Słyszałam nawet wersję 'Amerykański Hustler' co, zważywszy na brak jakiegokolwiek stanika w odzieniu postaci kobiecych, zdaje się być na poły prawdziwe.

    Zaczynam też stopniowo namierzać role Phoenixa, gdzie jest on ściskającym za cerce zagubionym wrażliwcem.O dziwo - są takie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam identyczne zdanie jeśli chodzi o "Wilka z Wall Street". Obejrzałam do połowy i więcej oglądać nie chcę. Jeśli chodzi o resztę filmów, jestem jeszcze przed seansem. Na pierwszy ogień chyba pójdzie "Sierpień..." Ciekawe który film wygra.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie oglądałam jeszcze ,,Wilka...", ale jak tylko zobaczyłam zapowiedź tego filmu, wiedziałam, że nie powinnam spodziewać się po nim zbyt wiele. Jak widać, nie pomyliłam się.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...