Bolesne wspomnienia, czyli Podróż do krainy dzieciństwa - Horst Bienek

Gliwiczanom z pewnością nie trzeba przedstawiać Horsta Bienka; biblioteczne egzemplarze jego książek są zaczytane, pokreślone na różne sposoby, a niejeden punkt kserograficzny odbijał czarnobiałe zdjęcia przedwojennych Gliwic. Przedwojennych, bo Horst Bienek (rocznik 1930) właśnie takie Gleiwitz pamięta. 
Autor krótko po wyzwoleniu miasta wraz z innymi uciekinierami znalazł miejsce w Niemczech, gdzie jego błyskotliwą karierę poety przerwało polityczne aresztowanie. Bienek po bodajże sześciu latach został zwolniony, ale czasu się nie cofnie...
Czterdzieści lat po opuszczeniu rodzinnego miasta Bienek wraca, jak to się mówi "na stare śmieci"; po trosze przymuszony przez ekipę filmową, kręcącą film o podróży pisarza do kraju dziecięctwa, po trosze ze zwykłej ciekawości. W domu, w którym się wychował mieszkają obcy ludzie, ale w starszym mężczyźnie "widzi" despotycznego ojca. Dom przedpogrzebowy, projektu Maxa Fleischera nadal nie został odbudowany, gliwiccy Żydzi nic nie wiedzą o swoich poprzednikach (Gliwiccy Żydzi cieszyli się swobodą do 1938 roku, jako mniejszość narodową nie obowiązywały ich ustawy norymberskie), ulica Zwycięstwa, była Wilhelmstrasse nie jest już tak wystawna jak niegdyś. Bienek opowiada nam o Gleiwitz konfrontując miasto z tym obecnym, schyłku epoki PRLu, narzeka na zanieczyszczenie, brud. 


Równocześnie snuje wspomnienia bardzo intymne, wręcz mamy wrażenie, że wyjawia nam swoje najskrytsze tajemnice, chłopięce fascynacje, lęki, wypadek, któremu uległ jeszcze w czasie względnego pokoju. Bez ogródek opisuje "wyzwalanie", oraz samotną ucieczkę.




Wspomnienia są gorzkie jak łzy, szczere. Bienek wydaje się być rozczarowany. Nie miastem, ale czasami, które mu przypomina. Kraina dziecięcej ułudy, przerywanej gwałtownymi wybuchami sfrustrowanego ojca, relacje z ukochaną matką, która wcześnie go obumarła mieszają się ze wspomnieniami spacerów po parku miejskim (chodzi o ten za zameczkiem leśnym, w którym do niedawna odbywały się rockoteki - disco bravo). 
Czuję z Bienkiem taki duchowy kontakt. Często chodziliśmy na spacery w "jego tereny", przechodziłam wielokrotnie obok szkoły podstawowej, do której uczęszczał. Moje Gliwice sprzed lat nastu to te Gliwice, do których Bienek wrócił po latach, ale zupełnie inne niż te, które odwiedzam dzisiaj. Sama ulica Zwycięstwa znacznie się zmieniła - nie jest już ulicą reprezentacyjną, pełną sklepów, kawiarni i delikatesów; dziś to ulica przelotowa, pełna banków i fastfoodów; nie ma sklepów - są sieciówki. 
Z pewnością sięgnę po jego gliwicka trylogię, którą już wypatrzyłam w naszej bibliotece. 

5 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze czytało się te fragmenty w poście :) Temat małych ojczyzn i literatury regionalnej niby nieciekawy, ale jak się tak w niego zagłębić, okazuje się fascynujący :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesujące chociaż bolesne wspomnienia.
    Gliwice, miasto gdzie Niemcy dokonali pierwszej prowokacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zachęciłaś mnie do przeczytania tej książki i spojrzenia na Gliwice z innej perspektywy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mocne cytaty tu zapodałaś - te ostatnie zdania (zaznaczone klamerką) powalają! Kwintesencja tego, co można było wtedy czuć! Puenta totalna!!

    ps - a ja znów w Twoim archiwum i tym razem wyszperałam bajeczne wręcz pudełko na chusteczki (brązowe w blade kwiaty: https://picasaweb.google.com/lh/photo/v-kTxMn8aE2JbMVbI76igDSNe28gijXuO9j3aRX4aUQ?feat=embedwebsite). jak Ty je zrobiłaś? Z deseczek/dykty/sklejki? Pomalowałaś farbkami do drewna? No, przepiękne jest:)!!! A Twoje ostatnie fotografie vintage - magia!!!! Czasem to ma ochote w ogóle nie wychodzić z Twojego świata - tak mi tu swojsko!:)
    Pozdrawiam! Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję:)
      Takie pudełka można kupić, są z surowego drewna. Pomalowałam farbą do drewna, nie wiem, jak się to nazywam lakierowbejca chyba. A szablon wycięłam w bloku i pomalowałam akrylem. Całość polakierowana.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...