"Jestem zakochany w trąbie powietrznej..."

"Dwudziestego czwartego lipca 1900 roku w domu na South Street przyszło na świat szóste dziecko państwa Sayre, córeczka. Minnie (matka) miała już ponad czterdziestkę, a sędzia Sayre (ojciec), czterdzieści dwa lata. Minnie nadal dużo czytała i nazwała dziecko imieniem powieściowej królowej Cyganów: Zelda." Tak o narodzinach Zeldy Seyre Fitzgerald pisze jej biografka Nancy Milford w książce Zelda, wielka miłość F. Scotta Fitzgeralda.
Zelda miała się stać niedługo jedną z najbardziej znanych kobiet ameryki, symbolem nowej "rasy" kobiet - podlotka. Dla swojego męża, pisarza Francisa Scotta Fitzgeralda była tym, kim wcześniej były Dagny Juel Przybyszewska, czy Lou Andreas-Salome. Inspirowała, ale i ciągnęła na dno.
Zelda uważana była za skończoną piękność, choć to dyskusyjne; Dorothy Parker pisała: "Nigdy nie wydawała mi się piękna. Była bardzo jasną blondynką, z buzią jak z bombonierki, z wygiętymi w podkówkę ustami, wszystko miała jakby pomniejszone i wyglądała na dość kapryśną. Dąsała się, jeśli coś jej się nie podobało". Jednakże na Fitzu, jak nazywali Fitzgeralda przyjaciele wywarła ogromne wrażenie. Początkujący pisarz był zafascynowany żywiołową kobietką, która za nic miała konwenanse.
Znajomi często wspominali, że Zelda odrywała Fitza od pracy, chciała by się nią zajmowano, jak dzieckiem. U boku męża, Zelda miała wszystko - drogie futra, podróże po Europie, suto zakrapiane imprezy co wieczór. Jednakże słono musiała za to zapłacić. Fitzgerald wysysał z jej osoby fakty, by umieścić je w pisanych przez siebie książkach. Myślę, że traktował małżeństwo jako eksperyment, z którego mógł zdawać relacje i czerpał garściami z pamiętników (tak!) i listów żony. Każdy, nawet najdrobniejszy niuans życia małżeństwa znajdował swoje odwzorowanie z postaciach: Daisy Buchanan jest Zeldą, Nicole Diver (postać z Czuła jest noc) jest Zeldą, Zelda jest niemal słowo w słowo przeniesiona do literatury, skopiowana jakby przez kalkę.
Wycieńczenie psychiczne, oraz zwariowany rytm życia małżeństwa musiały się odbić na zdrowiu psychicznym "żyjącej na maksa" Zeldy. Koło trzydziestego roku życia zaczęła tracić kontakt z rzeczywistością do tego stopnia, że została poddana hospitalizacji. Fitzgerald w tym czasie romansował i coraz więcej pił, co doprowadziło go do przedwczesnej śmierci.
Niedawno w Rosji był kolejny przypadek, kiedy drewniany szpital psychiatryczny zajął się ogniem, a ileś tam osób nie zdołało się uratować. Zelda zginęła w podobnych okolicznościach. Została zidentyfikowana jedynie po bucie, na który upadła.
Biografia pióra Nancy Milford jest wyczerpującą próbą uchwycenia fenomenu tej żywiołowej kobiety i wpływu, jaki wywarła na sławnego męża. Właściwie nie da się mówić o prozie Fitzgeralda bez jakiegokolwiek odniesienia do Zeldy. Biografia ta ma jednak kilka słabszych punktów, jest może zbyt rozwlekła, zbyt chaotyczna, ale mam wrażenie, że Milford po prostu nie potrafiła odrzucić materiału, który pomoże czytelnikom zrozumieć tę amerykańską ikonę lat 20-tych.



20 komentarzy:

  1. Piękna recenzja. Książkę oczywiście mam w planach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Zelda była niezwykle interesującą postacią.

      Usuń
  2. Mam książkę i czytałam już dawno. Styl życia jaki prowadzili zniszczył ich totalnie. A szkoda, gdyż oboje byli utalentowani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czytając miałam wrażenie, że czytam o dwu kometach.

      Usuń
  3. Interesująca propozycja, mimo chaosu jestem skłonna jestem przeczytać :D pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnij koniecznie, bo warto choćby poznać historie powstania dzieł Fitzgeralda.

      Usuń
  4. Pewnie znów powędruję do księgarni z telefonem otwartym na twoim blogu, żeby dokładnie podać tytuł książki, której szukam :-) Ale najpierw muszę przeczytać Zdobywam zamek :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to dla mnie duży komplement:)

      Usuń
  5. I Fitzgeralda, i Zeldę znam tylko przez "Wielkiego Gatsby'ego" i "Moveable Feast". I pewnie to drugie zwłaszcza wpłynęło na to, że nie mam za dużo sympatii do Zeldy. Chociaż żal mi jej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę mówiąc w "prawdziwym życiu" chyba bym jej nie polubiła, ale jako ikona - jest niezwykła.

      Usuń
  6. A wiesz, że kiedyś zastanawiałam się czy Daisy B. miała jakiś pierwowzór w rzeczywistości? Ale nie spodziewałam się, że to będzie żona autora. :) Ciekawe, jakie relacje są między ludźmi, w takim związku: muza - twórca. Trzeba będzie zajrzeć do tej książki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej wbiło w fotel to zdanie Daisy o córeczce, że ma nadzieje, iż dziecko będzie ładne i głupie. I okazuje się, że to słowa samej Zeldy o swoim dziecku.

      Usuń
  7. Dziś przyglądałam się jej w księgarni, ale stan mojego konta w banku skutecznie mnie od niej odciągnął. Nic straconego - pensja za kilka dni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, znam - byle do wypłaty, a potem witaj, księgarnio - żegnaj, wypłato!:D

      Usuń
  8. Zaskoczyłaś mnie tą Daisy...
    A książkę na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W książce jest wprost, że powtórzył za Zeldą zdanie o córce, poza tym jego kobiety literackie zawsze w ten czy inny sposób były Zeldą. A przy Czuła jest noc "zrzynał" z listów i pamiętników.

      Usuń
  9. Martwię się - już po trzydziestce, i mimo intensywnego życia nie zaczęłam jeszcze tracić kontaktu z rzeczywistością. Dlatego coraz rzadziej czytam biografie - ta tendencja do wiecznych porównań, hm.
    Ale tę Zeldę to bym.

    I pierwsze słyszę, że Dagny Przybyszewskiego w dół. Raczej na odwrót chyba?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło mi bardziej o wydobycie "muzowatości" :D

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...