ŚBK: Dobry zwyczaj nie pożyczaj, czy wręcz przeciwnie?

Drugim z kolei postem tematycznym Śląskich Blogerów Książkowych jest - jak w tytule - pożyczać, czy nie pożyczać (książki) oto jest pytanie. 
Ktoś, kto kocha książki, kto je pieści, wącha, przemawia do nich (tak, nie śmiejcie się!), pożyczenie książki oznacza najwyższy stopień zaufania. No bo przecież ani dziecka, ani kota by się nie pożyczyło. 
Z pożyczaniem mam różne (niekiedy bardzo złe) wspomnienia. Kolega z chóru nie oddał mi biografii Gershwina pióra L. Kydryńskiego (może to czyta i się zawstydzi?), straciłam również sennik i kieszonkowy słownik (Aniu, nie gniewam się). Trudno. Raz książkę zniszczoną odkupiono mi (niestety, inne wydanie), co wydaje się gestem na miejscu i bardzo ładnym. Innym razem książka, o którą musiałam nieomal się wykłócać wróciła do mnie z poszarpanymi rogami, a nawet - kółkiem po kawie (lub kakao)!!! 
Posądzono mnie kiedyś o przywłaszczenie książki-włóczykijki (pierwszy tom HP), a w tym czasie książka przeszła już chyba przez dziesięć innych rąk. Na imprezie w cudzym domu (właściciela nie było, ale był kolega kolegi) zaczęłam czytać Freuda i tak mnie wciągnęło, że pożyczyłam ten tom i dwa inne, zostawiając kartkę ze swoimi danymi na znak, że można mi ufać. Bo nie chcę się chwalić, ale z pożyczonymi książkami to ja jak z jajkiem. Naturalnie mam grono zaufanych osób, którym książki (czy filmy dvd) pożyczam, ale zawsze z jakimś ukłuciem w dołku, ale pożyczę, no bo co - jeszcze wyjdę na żyłę?

30 komentarzy:

  1. A ja lubię się dzielić szczęściem. I chyba też mam sama szczęście, bo nigdy nie miałam złych przygód, a pożyczam masowo wręcz. Aktualnie pewnie z 60 czy 70 moich książek jest "u ludzi".
    A pożyczam też dlatego, żeby i mnie pożyczano :D Ileż ja cudowności miałam okazję przeczytać dzięki temu, że ktoś się zlitował i pożyczył! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to gratuluję. Oj, 60-70 dużo. A wiesz co komu, czy nie dbasz o to?

      Usuń
  2. Mam tak samo jak Ty... :) pożyczam czasami, ale skręca mnie wtedy w środku ze strachu, czy aby na pewno książka do mnie wróci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najgorszą sytuację miałam, gdy jedna dziewczyna wylała mi kolę na Harry'ego Pottera. Miałam wtedy chyba z 13 lat? Może mniej, nie wiem. W każdym razie myślałam, że się zagotuję, ale ona była młodsza i zrobiła to przypadkiem no i trudno... mam teraz takiego pofalowanego Pottera. A pożyczać nie lubię, chyba, że zaufanym osobom i to też rzadko czynię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj. No, ale jeśli przypadkiem to co innego, choć serce się kraje. Ale gorzej, kiedy ludzie nie dbają o pożyczone.

      Usuń
  4. Ja, mimo że pożyczam naprawdę wiele i naprawdę zaufanym osobom - też zawsze mam jakieś ukłucie żalu, nie wiem, jakbym dziecko wysyłała na długie kolonie za granicę;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie tylko ja tak mam:)

      Usuń
  5. Ja pożyczam, ale niektóre z naprawdę ciężkim sercem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hardy'ego nie pożyczyłabym nikomu. To unikatowe wydania, których odkupić nie można (pierwsze i jedyne wydania na naszym rynku).

      Usuń
  6. Cóż, niestety, taka jest chyba cecha pożyczania książek, że bardzo rzadko wracają. Zazwyczaj jak pożyczam to wiem, że będzie to raczej na tzw. "wieczne nieoddanie" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompletnie się nie zgadzam. Od lat pożyczam, w ciągłym ruchu jest od 50 do 80 książek i do tej pory nie zdarzyło mi się chyba ani razu, że ktoś nie oddał.

      Usuń
    2. Gratuluję znajomych:) I mówię to bez przekąsu.

      Usuń
    3. Ja również gratuluję! Cóż, jak widać, różnie to bywa :)

      Usuń
  7. Szczerze to rzadko pozyczam, a jak już pożyczałam to rzadko do mnie wracały. Zreszta mam w rodzinie osobę, która pozycza i nie oddaje. I nie potrafie pojęć dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, smutne. A takie proszenie się o książkę...

      Usuń
  8. Ja przez pewien okres w moim życiu pożyczałam książki ale teraz już nie. Nie wiem czy to mentalność Polaków czy co, ale o większość z książek, które pożyczyłam nigdy do mnie nie wróciły, a te, które do mnie wróciły,wróciły tylko dzięki temu że się o nie po stokroć razy dopominała... i też nie rzadko książki wracały pozaginane, poplamione czy pofalowane...

    Gdybym to ja wylała kawę na czyjąś książkę, lub przypadkowo ją zniszczyła, to nawet przez myśl by mi nie przeszły stawić czoła jej właścicielowi i wręczyć mu ją w takim stanie... to jest naprawdę szczyt taktu i bezczelności....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Jak napisałam w poście - tylko raz zdarzyło mi się, że mi odkupiono książkę. Ja bym chyba ze wstydu się wkręciła pod ziemię.

      Jeszcze sprawa książek z biblioteki: czytelnicy po nich bazgrzą, plamią, niszczą. Czemu? Bo wspólne, czyli niczyje?

      Usuń
  9. Oj... Mam na swojej półce kilka tomów, których pożyczenie równałoby się z wysłaniem narzeczonego na wieczór panieński do koleżanki. Tak, to dobre porównanie. :D Zwłaszcza te książkowe staruszki, wydybane na allegro, gdyby wróciły w gorszym stanie chyba dostałabym zawału. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, tak, niektóre książki wypożyczałoby się tylko za wysoką kaucją, lub w zamian za oświadczenie, że jeśli ktoś zniszczy, to oddaje nerkę;)

      Usuń
  10. Też obchodzę się z książkami, jak z jajkiem :) Bez różnicy, czy są moją własnością, czy pożyczone traktuję je z wyjątkową ostrożnością. Pożyczam nie każdej osobie - jak ktoś raz zniszczy, więcej nie dam!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od kiedy czytam Władkowi (czyli od początku), powtarzam mu, że książki to nasi przyjaciele. I dziecko od małego wie, że książeczek się nie niszczy, nie pisz się po nich i się je szanuje. Może tu leży pies pogrzebany? Trzeba wpajać od małego.

      Usuń
  11. Może jestem samolubna, ale nie lubię pożyczać swoich książek. Traktuję je z największa atencją, uważając przy czytaniu, aby nie odgiąć za mocno okładki czy nie pozaginać rogów - wyglądają po przeczytaniu tak jak i przed. Stąd serce mi krwawi, jak pożyczę je przyjaciółce (nie potrafię odmówić) i wiem, że wrócą w takim stanie, że szkoda gadać...
    Z kolei jeszcze bardziej nie lubię upominać się o własne książki. Niestety w ten sposób zaginęło mi już kilka ładnych egzemplarzy.
    Trzeba mieć faktycznie duże zaufanie do osoby, której zdecydujemy się pożyczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do niedawna nie robiłam nawet ołówkowych podkreśleń. Teraz się zdecydowałam w niektórych tomach na małe podkreślenia. Oczywiście na własnych książkach.

      Usuń
    2. Ja zaznaczam małymi samoprzylepnymi karteczkami (ale oczywiście takimi, co nie zostawiają śladów) strony, na których znajdują się "fajne" fragmenty :)
      Jedynie w "książkach po angielsku" zapisuję na całego (ołówkiem) tłumaczenie niektórych słówek, co bym nie musiała za drugim razem sięgać do słownika, a i w głowie mi więcej zostanie.

      Usuń
    3. No ja właśnie na to wpadłam przy czytaniu ostatniej książki - potem wertuję słownik, a tak mam już zapisane:)

      Usuń
  12. Moje otoczenie jakoś nie granie się do tego, aby pożyczać ode mnie hurtowo książki. Właśnie czytam książkę pożyczoną od mojego nauczyciela historii i na razie jest w bardzo dobrym stanie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pożyczyłam "Zakochane kobiety" D.H. Lawrenca. Wydanie ze Świata Książki. I nie ma chętnego, który by mi ją oddał. :( Jak ból minie może znowu zacznę chętnie pożyczać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedyś nie lubiłam pożyczac i jak juz pożyczalam to z wielkim bólem. A teraz to całkiem odwrotnie-bardzo ucieszyłabym się by ktoś ode mnie pozyczyl(przeczytął i potem porozmawiał ze mna na ten temat), przy każdej wizycie wrecz wydaję(dosłownie daję w prezencie jak komuś cos się spodoba) ksiażki znajomym.I cieszy mnie fakt,że ktoś bedzie je czytał a nie będą leżały bezczynnie na półce. W wiekszosci sa to zwykłe ciekookładkowe wydania i tak jak je łatwo i tanio kupiłam tak łatwo puszczam je w świat.Nie przywiązuję się do nich, przywiązuję sie do historii które dzieki nim poznałam.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...