Kinoman

W zeszłym roku pisałam o kinach studyjnych, no bo od takich właśnie zaczęła się moja wielka miłość. Do kina chodziłam odkąd pamiętam. Na poranki oczywiście; Bolek i Lolek, Pampalini, Reksio, etc. Niestety, nie zachował się żaden bilet. Następnie były bardziej świadome wybory. Potem wypady z klasą. A potem... się wciągnęłam. 
Bilet szkolny na Króla Lwa (rok 1995) kosztował 35 000, czyli 3,50. Piąty element dwa lata później to już wydatek rzędu 7 złotych. Tytanik to był wielki wydatek - aż 14 złotych (w Bajce). Od Krzyku III bilety były w regularnej cenie 10 złotych, i ceny stale rosły - 12, 14, 15, 16... Ale do kina chodziłam dużo i często. Prenumerowałam Cinema, wycinałam z innych gazet: oj, miałam mnóstwo wycinków, które od 1992 roku wklejałam do grubych zeszytów A4. (Niestety, zeszyty bezmyślnie wyrzuciłam, a byłyby doskonałym źródłem wiedzy i ciekawostek o filmie). 
Zachowałam jedynie kilka biletów i zmęczoną kartkę z zapisanymi tytułami, datami i orientacyjnymi cenami. I tak w 1997 roku obliczyłam, że do kina wybrałam się 31 razy (!). Wielka pustka w zapiskach pojawiła się na studiach, ale wiadomo - człowiek ma inne priorytety. Od kiedy poznałam A. znów pojawiły się zapiski; przeważnie 6-8 razy do roku wybieramy się na film. Czasem chodzę sama, czasem z koleżanką, a czasem A. chodzi sam (np. na Sucker Punch). Teraz mam pokaźny zbiór biletów (chociaż założyłabym się, że ominęłam w zapiskach dwa tytuły, bo nie znalazłam biletów!). Niestety, nie są to już ładne papierki, które przetrwają jako miła pamiątka, a zaledwie wydruki przypominające paragony. Ale je też hołubię...



19 komentarzy:

  1. Kurcze! Świetne hobby masz! I niesamowite zbiory! Szkoda tych zeszytów :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, szkoda bardzo, powyrzucałam je, a pisane latami pamiętniki... skończyły w kominku... Strzał w stopę.

      Usuń
  2. Kiedyś bardzo często chodziłam do kina, ale im drożej, tym rzadziej.. Teraz podobnie jak Ty - kilka razy do roku. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach, moje dziecięce bilety oczywiście się nie zachowały, ale już bilety na filmy, na które chodziłam do kina razem z córką, mam wszystkie:) Pamiętam, że pierwszy taki wspólny seans był w 2002 roku (Aga miała 3 latka), a było to "Gdzie jest Nemo?"
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myśmy byli na poranku, ale to już nie te poranki, co kiedyś...
      W tym roku świetnie bawiliśmy się na filmie Krudowie, a na lipiec w planach mamy aż dwa filmy!

      Usuń
  4. też zbieram różne kwitki ale raczej związane z podróżami - bilety lotnicze, bilety na komunikację miejską, koncerty itd. ale kinowych chyba nie posiadam. Fajnie:) lubię takie rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tych to mam całą masę - bilety wstępu, kolejowe, a nawet wąskotorowe, karneciki, bileciki, nawet chusteczki, kwity itp. Niedawno w nich gmerałam i aż mi serce zmiękło...:)

      Usuń
  5. Jestem pod wrażeniem. Świetna pasja!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszny ze mnie chomik, do tego jestem strasznie sentymentalna, więc tak jakoś samo wyszło:)

      Usuń
  6. Oj, jak ja lubię kino... ale takie stare, klimatyczne, gdzie nie ma hałasujących ludzi objadających się popcornem. Niestety nowe centra wypierają stare kina :( No i te bilety - coraz droższe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej przeszkadza hałas. Dźwięk pogłośniony jest tak nieznośnie, że w zatyczkach i tak się doskonale słyszy. Bilety są masakrycznie drogie, ale jeśli się znajdzie kogoś do pary, zawsze można iść za połowę ceny;)

      Usuń
  7. Kinoman, jak się patrzy! Piękne zbiory! Ja niezbyt często chodzę do kina, co wiąże się z tym, że nie lubię wychodzić z domu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, znam, ale akurat do kina to dla mnie nie stanowiło problemu:)

      Usuń
  8. Oj jak ja to znam!! Też kiedyś zbierałam bilety, ale potem przestałam. Kiedyś zbierałam nawet bilety MZK! Pisałam na odwrocie skąd dokąd była moja podróż. Dzięki temu jeślibym się uparła i zechciała pogrzebać w papierach w domku mogłabym się dowiedzieć jak przebiegały moje trasy autobusowe w 94 i 95 roku. To tak a propo biletów. A i mam mnóstwo biletów na koncerty. Piękna pamiątka. Też jestem sentymentalny chomik.
    A do kin studyjnych to ja też kilka lat temu bardzo często zaglądałam (zbieram te miniaturki plakatów). Wszystkie festiwale (Filmostrada, Nowe Horyzonty) jak jeszcze były objazdowe zaliczałam. To na studiach. Potrafiłam się zapożyczyć żeby móc iść. Mnóstwo filmów. Echh! Jeszcze wtedy mieszkałam 3 minuty od mojego ulubionego kina, więc niemalże tam mieszkałam. Nawet jak się odbiłam od drzwi (bo byłam jedyna chętna) nie było to takie przykre jak teraz kiedy to już jest jednak do pokonania droga. Często rezygnuje z obawy, że chętnych braknie. Tęsknie za tamtymi czasami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bilety autobusowe wklejałam do dzienników, ale na fali mojego "dojrzewania emocjonalnego" nie został ani strzęp;)
      Bardzo żałuję, że w Rybniku kino studyjne gra tylko raz na tydzień i to jeden film.

      Usuń
  9. Mania chomikowania w pełni :) Interesująca kolekcja!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pozazdrościć zbiorów :) Ja kolekcjonuję "tylko" pocztówki... no i jeszcze lakiery do paznokci:D haha. Co do kin, to u nas w mieście tańsze bilety są w Domu Kultury (tam mieści się kino) niż w tzw. sieciówce (otwartej w centrum handlowym). Tyle że w DK wyświetlają mniej filmów, więc coś kosztem czegoś... Ale jak sie umiejętnie zapoluje, to i bilet będzie tańszy, i film ciekawy uda się wybrać;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...