Gdyby głupota miała skrzydła, pani fruwałaby jak gołębica!

Pierwsze co robię po otworzeniu rano oczu, to nastawiam Trójkę. Dziś łączyłam, a tam Niedźwiedź i Nohawica. Oho, ale się zgrało - pomyślałam. Zgrało się bardzo, bo akurat wczoraj wieczorem skończyłam książkę Szpital na peryferiach (Nemocnice na kraji města), którą dostałam na Czeskiej

Należę do pokolenia trzydziestolatków, które jak przez mgłę kojarzy serial. TVP wyświetlało go zdaje się w połowie lat 80-tych, a sam serial kręcony był na przełomie 70/80. Trochę muzyki, ogólny kameralny klimat i niejasne poczucie, że serial był naprawdę popularny. Niestety, nie pamiętam ani postaci, ani perypetii bohaterów. Ale "gołębicę" pamiętam!
Po sięgnięcie po Szpital zachęciło mnie wyzwanie Book-trotter; w czerwcu uczestnicy mają za zadanie przeczytać coś czeskiego autora. Przeczytałam z czystej ciekawości troszeczkę konfrontując czeskich lekarzy z współczesnymi, znanymi choćby z Grey's Anatomy. Z tej konfrontacji zwycięsko wyszedł bezapelacyjnie doktor Stosmeier, starszy ortopeda o wielkim poczuciu humoru, który, mogę śmiało powiedzieć "ukradł" serial innym postaciom. 
Dla niewtajemniczonych zarysuję deczko fabułę: do szpitala w podpraskim Borze przyjeżdża młoda pani chirurg, Elżbieta Chunkowa. W tym samym czasie na oddziale reanimacyjnym zjawia się ciężko ranny hokeista Rezek. Ordynatorem oddziału ortopedii jest Karel Sowa (starszy, - junior bryluje w praskim szpitalu). Oprócz tego na oddziale pracuje Błażej, znany ze swojego zamiłowania do pięknych kobiet,  dr. Kralowa, która marzy o dziecku (ale bez męża), czarująca, ale małomówna pielęgniarka Ina, oraz siostra Hunkowa, która... fruwałaby jak gołębica. 
Książkę czyta się bardzo szybko. Nie trafiłam na informację, ale myślę, że jest napisana na podstawie scenariusza. Nie brakuje w niej humoru, oraz takiego życiowego ciepła - ale może to takie moje nostalgiczne podejście. 
No to co, na obiad knedliczki?

18 komentarzy:

  1. Kwestia o gołębicy -to już skrzydlate (nomen omen) słowa. Wiele osób pewnie je zna, a źródła już niekoniecznie.
    Jestem z tego samego pokolenia, serial kojarzę odrobinę z powtórek.
    Obiecałam sobie w tym roku zabrać się za literaturę czeską i "czuję presję", bo ostatnio sporo o czeskiej w blogosferze spotykam, czas się zmobilizować w końcu;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w planach jeszcze Śmierć pięknych saren, ale kiedy? nie wiem.

      Usuń
  2. A ja z pokolenia, które doskonale pamiętam Nemocnice na kraji mesta. Bardzo lubiłam ten serial. Nie miałam pojęcia, że powstała też książka, jak piszesz na jego bazie. Jakiś czas po pierwszej powstałą też druga część (po kilku-kilkunastu latach) oglądana również z dużym zainteresowaniem, ale jak to z kontynuacją bywa to już nie było to samo, co wcześniej (no i bez dr Strosmayera:()

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że bez Strosmeiera, to się domyślam (spoooooileeeeer), serial znalazłam jako SnP, dwadzieścia lat później. Chyba coś jak nasze dokrętki Domu. Obejrzałam wczoraj 9 minut początku serialu (na YT), myślę, że dam się skusić. Przy okazji znalazłam również Kobietę za ladą - ten serial pamiętam doskonale, bo nadawano go przedpołudniami, kiedy chodziłam do 1-3 klasy.

      Usuń
    2. O "Kobieta za ladą" uwielbiam! Pamiętam za dzieciaka coś tam, ale jako całość odkryłam ze dwa lata temu na bezrobociu będąc takie seanse nocne mi Kino polska fundowała. O 1.00 Kobieta, a o 2.00 Szpital. Odlot!

      Usuń
  3. Ja też z tego pokolenia. Czasem nawet używam tego "kultowego" powiedzonka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest świetne i ponadczasowe. I takie wysublimowanie szpilujące;)

      Usuń
  4. To powiedzonko zrobiło nie lada karierę w moim domu. :D Niestety...
    Sam film też kojarzę, nie pamiętam szczegółów, ale wiem że rodzice twardo go oglądali. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi rodzice również oglądali, a ja, choć przez mgłę, to jednak pamiętam serial.

      Usuń
  5. A to ciekawe treści filmu również nie pamiętam ale powiedzonko
    utkwiło w mojej pamięci i też od czasu do czasu go używam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też z tego pokolenia co oglądało! Wiele starych czeskich filmów i seriali wspominam z rozrzewnieniem, ta sama klasa co polskie komedie sprzed lat. Dziś większość seriali nie jest warta oglądania, niestety...

    OdpowiedzUsuń
  7. W "tamtych" czasach czeskie filmy były "prawie jak z Zachodu" :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie sadziłam, że jest książka.
    Serial był świetny.

    OdpowiedzUsuń
  9. O tej rozmowie mąż mi opowiadał (jedziemy na Nohavice do Opola 29.06). Ja niestety akurat nie mogłam słuchać Trójki w pracy. Zazwyczaj mogę, ale w tym tygodniu przerzucili mnie w inne miejsce i tam nie mogłam.

    A "Szpital na peryferiach" za dzieciaka też pamiętam jak przez mgłę (gołębice nie jak przez mgłę- to było rodzinne powiedzonko). Za to za dorosłego oglądałam serial kilka razy i za każdym razem jak leci gdzieś to nie potrafię i nie chcę przełączyć. Uwielbiam doktora Stosmajera (nie wiem jak się piszę). Mogłabym mieć takiego dziadka, uwielbiam ten klimat, powolność i język czeski. Nemocnice na kraju mesta (jakoś tak) i jeszcze żeby czytał ten sam lektor co za dzieciaka (bardzo specyficzny). Echh mały raj!

    Książki nie czytałam ale wiem, że jest. Trochę bałabym się ja czytać znając tak dobrze serial, że mi coś tam popsuje się w odbiorze.

    Pozdrawiam cieplutko. Ahoj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam coraz większą ochotę na czeskie seriale. Najlepsze, że one są nam takie bliskie.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...