Zimna góra - Charles Frazier

Kiedy ekranizacja książki jest tak piękna i tak dobrze zrealizowana, do tego nasycona emocjami - ciężko sięgnąć po książkowy pierwowzór. W przypadku ekranizacji Regulaminu tłoczni win (Wbrew regułom), lub Angielskiego pacjenta miałam wielką przyjemność i oglądając film i czytając książkę. W przypadku literackiego pierwowzoru jednego z moich ulubionych filmów miałam wygórowane oczekiwania. Wzgórze nadziei, bo taki tytuł filmowi nadał polski dystrybutor, jest filmem pięknym epickim, romantycznym, smutnym i niezapomnianym. Do tego świetna rola Renée Zellweger i jedna z dwu najlepszych jakie stworzył Jude Law (druga w filmie Holiday), oraz plejada znakomitych aktorów w rolach drugoplanowych. 
Właściwie zawsze chciałam przeczytać książkę, ale dopiero teraz po nią sięgnęłam. Z prostej przyczyny:
bałam się rozczarować. Ale Frazier oczarował mnie od pierwszych stron. Zimna góra jest pięknie napisanym dramatem rozgrywającym się w czasie wojny secesyjnej na południu Stanów. Inman, żołnierz konfederatów zostaje ranny w jednej z krwawych potyczek, zamiast po zakończeniu leczenia wrócić na pole walki, dezerteruje. Jego wędrówka w rodzinne strony jest jednym z najpiękniejszych i najbardziej wartościowych obrazów jakie dostajemy we współczesnej literaturze. Przemoc, seks, głód, degradacja człowieczeństwa, ale i nadzieja, pomoc w postaci samej natury, która nieraz wychodzi na pierwszy plan.
Równolegle z wątkiem wędrówki Inmana obserwujemy przemianę jego ukochanej, Ady, z damy posiadającej tylko niepraktyczne umiejętności w pewną siebie farmerkę.
Ujęło mnie bogactwo języka, jakim posługuje się autor. Wszystkie postacie są pełnowymiarowe,mają własne historie, własne życie, charaktery. Najbardziej zapada w pamięć kobieta hodująca kozy w leśnej pustelni, oraz wychowująca niemowlaka młoda wdowa Sara, tak biedna, że je z misek wydrążonych z dyni.
Zimna góra jest zdecydowanie jednym z moich wielkich książkowych odkryć. Mam nadzieję, że uda mi się przeczytać jeszcze Trzynaście księżyców tegoż autora.

Okładki wybrałam celowo zagraniczne ze względu na bogactwo formy: polskie wydanie książki posiada okładkę filmową.

6 komentarzy:

  1. Przepiekna ksiazka. Czytalam dawno temu, a wciaz gleboko we mnie siedzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tę historię, ale widziałam tylko film i jak Ty, boję się sięgnąć po książkę. Masz rację, czasem to zdaje egzamin, jak na przykład w przypadku Kronik Portowych. Muszę się zakręcić, bo film widziałam już tak dawno, że mogę bez obaw, że będę czytać o tym, co doskonale znam, przeczytać teraz książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę serdecznie Ci polecam, nie rozczarujesz się.

      Usuń
  3. To ja się odrobinę wyłamię, bo przeczytałam, owszem, bez przykrości, ale żeby na dłużej odcisnęła mi się w świadomości czytelniczej, to nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję się bez bicia, że jestem mało obiektywna, bo jestem wciąż pod wrażeniem filmu:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...