Spotkanie autorskie z Mariuszem Szczygłem, oraz Nikdo nic nievi, czyli czeski wieczór w bibliotece

Rybnik jest dość specyficznym miastem, stojącym w rozkroku między Czechami a Polską. Sama nazwa, którą tłumaczy się jako staw rybny, zaczerpnięta jest właśnie z języka czeskiego. Naturalnym więc jest, że my i nasi południowi sąsiedzi powinniśmy mieć się, że tak powiem, ku sobie.
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Rybniku zorganizowała Czeską noc, podczas której mogliśmy napić się czeskiej herbatki, podjeść czekoladę Studencką zagryzając kultowymi Lentilkami, oraz zapoznać się szerzej z kulturą tego pięknego kraju, czy to z przymrużeniem oka (amatorski teatrzyk z rybnickiej Ligoty przedstawił bajkę o Rozbójniku Rumcajsie), czy to lirycznie (Tadeusz Kolorz z towarzyszeniem żeńskich głosów należących do Magdy, Pauliny i Zuzi wykonywał utwory z repertuaru Jaromira Nohavicy). 




Kulminacją wieczoru było spotkanie autorskie z Mariuszem Szczygłem, dziennikarzem, repotrażystą, wielkim czechofilem i autorem kilku książek poświęconych naszym południowym sąsiadom. Po 19-tej z małym poślizgiem zjawił się długo wyczekiwany gość. Aula pękała w szwach. Moderatorem spotkania była Anna Piontek. Pierwsze pytanie dotyczyło oczywiście początków fascynacji Czechami, na co gość ze swadą zaczął opowiadać o swoich przygotowaniach do wywiadu z Heleną Vondráčková, przyznając przy tym, że dla laika język czeski jest śmieszny (sama odnoszę czasami wrażenie czytając słownik, że ktoś mnie w konia robi z tymi wszystkimi zahlastanymi fistulkami i dachowymi obsrańcami). A naukę języka zaczął tłumacząc teksty czeskich wykonawców. Następnie opowiedział o początkach pracy nad reportażami: Wydawało mi się, że pisze na różne ciekawe tematy. Dobieram tematy tak, żebym się dowiedział czegoś o sobie, pisząc o kimś piszę o sobie. A będąc reporterem można znaleźć za miedzą egzotyczny kraj. Zapytany o laicyzację kraju wysunął tezę, że Czesi to naród pragmatyczny, kwestionujący, wątpiący, sceptyczny, a my, Polacy znamy odpowiedź na każde pytanie, bo daje nam je religia. Religijność przedstawiona w Zrób Sobie Raj to poszukiwanie duchowości; kiedy zapytałem Czecha, jak się panu żyje jako niewierzącemu? To tak jakbym pytał Włocha, jak się panu żyje jako brunetowi? 
Zapytany o zawód dziennikarza, który uprawia od 27 lat, odpowiada, że sam woli o sobie mówić, że jest  reporterem, bo słowo dziennikarz ma pejoratywne konotacje związane z tabloidyzacją tego zawodu, a pisarz to według Szczygła słowo na wyrost, którego używa tylko podczas wizyt w Czechach. 
Szczygieł przyznał się do fascynacji Smetaną i Janáčkiem, ale o czeskim muzycznym narodowym skarbie mówił: Ja lubię aranż, ja lubię jazz, Nohavica to nie moja grupa krwi. Okazuje się, że autor nie gustuje również w czeskim napoju narodowym - piwie: Wolę wino morawskie - i dodaje - Piwo wprawia w stan błogiej obojętności. 
Gość zdradził również szczegóły kolejnej książki, tym razem tylko w części poświęconej Czechom. Nie mam będzie zestawieniem dwunastu historii o utracie, czy to osób, czy przedmiotów. Jak i inne reportaże Szczygła ma mieć swój ukryty wymiar; zamysłem autora jest, by czytelnik snuł refleksje na własny temat. Sam stara się dostrzec w opisywanej historii inny aspekt niż czytelnik, by zaskoczyć nieoczywistością historii.
W części przeznaczonej na pytania publiczności dowiedzieliśmy się o tym jak czarownica reportażu, Hanna Krall, mentorka i mistrzyni Szczygła, konstruktywnie krytykowała jego pierwsze próbki, oraz, że według niego Zamek Kafki jest najbardziej uniwersalną powieścią wszech czasów.
Po zakończeniu spotkania autor długo podpisywał książki, wymieniając przy tym z każdym przynajmniej kilka zdań.
Wieczór udał się znakomicie; w życiu tak się nie wyśmiałam jak na spotkaniu z Mariuszem Szczygłem - autor wprost zasypywał publiczność anegdotkami i z właściwym sobie humorem odpowiadał na każde pytanie. Szczygieł robi naprawdę bardzo dobre wrażenie; pogodny, uśmiechnięty, chętny i otwarty. To była prawdziwa przyjemność uczestniczyć w tym spotkaniu. 
zdj. 1 - Czeski bufet
zdj. 2 - Tadeusz Kolorz wykonujący utwór z repertuaru Jaromira Nohavicy
zdj. 3 - Mariusz Szczygieł odpowiadający na pytania publiczności
 

6 komentarzy:

  1. I co tu napisać? Jedno tylko: zazdroszczę takiego wieczoru. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli na wieczorze nie było tzw. "czeskiego filmu".
    To fakt, że jeśli chodzi o Czechów to ta tematyka zawsze poprawia humor. Zwłaszcza ten ich język... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he, a no właśnie, czeski film był i to dosłownie, tylko później;)
      Kilkakrotnie byłam "zagranicą" w Czechach i najbardziej zapamiętałam knedliki;)

      Usuń
  3. Ja niemalże słyszę jak on opowiada. Słyszę jego głos w przytaczanych przez Ciebie cytatach. Zazdraszczam! Uśmiałam się czytając na samą myśl o panu Mariuszu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było jedno z najfajniejszych spotkań, na których miałam przyjemność być. Gość okazał się być jeszcze milszy niż przypuszczałam:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...