"Wielki Gatsby", reż. Baz Luhrmann

Gdyby Wokulski urodził się w Ameryce, byłby Gatsbym. 
Na tę ekranizację czekałam blisko rok, od czasu pierwszego teasera. 
Najnowsza produkcja reżysera Romeo+Julia, określanego najdłuższym teledyskiem w historii kinematografii, oraz wystawnego Moulin Rouge! I właśnie do tego drugiego nawiązuje Wielki Gatsby; blichtr, szyk, muzyka, istne targowisko próżności! Reżyser proponuje widzom blisko dwie i pół godziny niezwykle kolorowego świata, wprost nierealnego. Pierwsza godzina to feeria barw, parada błyszczących sukien, strusich piór, szampana lejącego się strumieniami; druga część to klasyczny melodramat, w którym główny bohater zmierza do klęski.
Widzowie, którzy nie są zaznajomieni z wcześniejszymi dokonaniami reżysera mogą zostać porażeni nieprawdziwością świata, który został wykreowany. Być może ci, którzy mają w pamięci Roberta Redforda znienawidzą DiCaprio za tę rolę;)
Moje odczucia? Podobał mi się. Cieszę się, że się na niego wybrałam. Dostałam świetne widowisko, wspaniałych aktorów, porządny kawał nowoczesnej muzyki, o którą zadbał Jay-Z (nawet pleciono Błękitną Rapsodię Gershwina). Wszystko znakomicie nakręcone; jakościowo był to jeden z najlepiej nakręconych filmów, na jakich byłam w kinie. 
Wasze odczucia? 

16 komentarzy:

  1. Nie widziałam wersji z Redfordem, więc Di Caprio chyba nie będzie mi przeszkadzał :) Na razie przesłuchałam ścieżki dźwiękowej (świetna!), mam nadzieję, że wybiorę się na Gatsby'ego w ten weekend.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ścieżka jest genialna, dynamiczna i świetnie dobrana:)

      Usuń
  2. Ja po wyjściu z kina byłam oszołomiona, film to genialne widowisko, polecam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzień doberek!
    Wczoraj wybraliśmy się z mężem na film (bo tania środa w Cinema City, bo dobry początek weekendu) i powiem tak, że w pierwszych chwilach szok i trochę raziła mnie ta totalna nierealność tego co oglądam, potem zaprzyjaźniłam się z konwencją i zaczęłam się bawić myśląc sobie, że to rozrywka w czystej postaci, na wysokim poziomie. Super. Na taką imprezę to ja poproszę i takie kiecki to ja poproszę (na pierwszej imprezie w wynajętym pokoju jedna babeczka miała turkusową kieckę, druga żółtą-o rany!).

    Natomiast od drugiej połowy zaczęła się mordęga. Dawno się tak nie wynudziłam na żadnym filmie. Niestety rząd ludzi przed nami też się męczył, bo słyszeliśmy jak komentują pod nosem i my też już potem w tej ostatniej półgodzinie nie dawaliśmy rady i dostaliśmy głupawki pt: "oj ten film nie ma końca, noo dalej weź go w końcu zastrzel i idziemy do domu! Rany litości niech ktoś wyłączy te ckliwe skrzypeczki w tle i zmniejszy nasycenie pięknych, rzewnych kolorów typu zachód słońca"...nie to nie dla mnie jest po prostu. To było zwyczajnie za długie, tym samym potwornie nudne. No, ale tak to jest jak się chcę przenieść literaturę, słowo na ekran. To jest z gruntu nieprzekładalne (no chyba, że w małych dawkach, choć i to nie wiem). Widziałam wersję z Radfordem i oglądając uświadomiłam sobie, że chyba nie obejrzałam także tamtej wersji do końca, chyba usnęłam, bo gdzieś tak do połowy pamiętałam akcję, potem już tabula rasa. Di Caprio natomiast był godny jak najwyższej uwagi, bardzo mi się podobał. To tyle. Jeśli miałabym wybór to pierwszą część w kinie koniecznie, drugą w domu na przewijaniu. Jakby tak do końca pozostał film widowiskiem, z tempem, z rozsądnie zachowaną dramaturgią to ok, ale niestety druga część stała się ckliwym melodramatem z za pięknymi obrazkami ( i nawet był jeden kadr, myślę, że nawiązujący do Titanica, tylko bez rozłożonych ramion)...no na to mam alergię (na Titanica) i mam ochotę bezlitośnie chlastać film...ale nie mam sił na to bo jestem do granic możliwości znużona hihi. Dopiero potem...w komentarzach się mnie wylewa:))

    Pozdrawiam i cieszę się, że się dobrze bawiłaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, straszną sobie krzywdę zrobili twórcy, że druga część jest mało widowiskowa.
      Powiem szczerze, że miałam ochotę walnąć wielkiego posta, ale siedzę w korytarzu, bo tam łapię wi-fi i w domu jest taki harmider, że myśleć nie mogę, a do tego katar mnie straszny trzyma i spałam ze 2-3 godziny;/
      Tak sobie myślę, że DiCaprio nie ma złych ról. Czy mi się zdaje?

      Usuń
  4. Słyszałam różne opinie o tym filmie, przeważnie skrajne:) Coraz bardziej mnie ta rozbieżność zdań intryguje, aż sobie chyba obejrzę (choć wcześniej nieszczególnie mnie ciągnęło), żeby wyrobić sobie własne zdanie:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze powtarzam, że trzeba sobie samemu wyrobić zdanie.
      Ciekawa jestem, czy film przetrwa próbę czasu?

      Usuń
  5. Mam zamiar obejrzeć ten film, ale do kin pewnie się nie udam, bo wątpię by pod koniec czerwca jeszcze go grali. Jednak też chciałabym najpierw przeczytać książkę i dopiero potem porównać ją z ekranizacją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie: najpierw książka, potem ekranizacja. Zawsze zostaje "domowe kino":D

      Usuń
  6. Mam mieszane odczucia co do tej ekranizacji. Forma trochę przyćmiła treść, co nie zmienia faktu, że jednak jest to dobry film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że forma miała przyćmić treść;) Film jest zrobiony "na bogato":)

      Usuń
  7. Również mi się podobał, mimo że zawsze podchodzę z przymrużeniem oka do filmów powstałych na podstawie książki. Szłam do kina trochę uprzedzona, bo wcześniejsze "Moulin Rouge" i "Romeo i Julia" tego reżysera nie przypadły mi do gustu za bardzo. Leonardo kolejny raz pokazał, że jest naprawdę dobrym aktorem - kiedyś za nim nie przepadałam. Muzyka za to poraziła mnie totalnie - świetne połączenie: niby nowoczesne, a jednak z elementami retro.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się zna dokonania reżysera, zawsze można się domyślić, co się dostanie, a on, oprócz np. Tima Burtona jeden z najbardziej wyrazistych reżyserów, po których można oczekiwać specyficznego kina.

      Usuń
  8. Bardzo chcę obejrzeć ten film. Widać że wpakowali w niego ciężkie pieniądze. Sama ścieżka dźwiękowa i obsada już coś mówią na ten temat. To już raczej inwestycja nastawiona na kasowy sukces. Nigdy nie ukrywałam że lubię takie adaptacje. Ciekawe czy ta mi się spodoba. No i Leo. Genialny aktor za młodu, a teraz jeszcze wiek wpłynął dodatnio na jego aparycję. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za "tytanikowych" czasów jakoś działał mi na nerwy, ale od kilku lat gra w naprawdę wybitnych filmach.
      Prawdę mówiąc, chętnie wybrałabym si na film raz jeszcze i byłoby tak, gdybym mogła zapłacić połowę regularnej ceny (i nie w śzo)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...