Rynek książki

Na rynku książki* mamy zarejestrowanych ponad 30 000 wydawnictw, z czego aktywnych jest nieco ponad 2000. W 2011 roku wydano prawie 122,4 mln egzemplarzy, a to o 12% mniej niż w 2010. Na dane za rok ubiegły musimy jeszcze poczekać.
Dziesiątka największych wydawców w naszym kraju to:
1. Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne
2. Nowa Era
3. Wolters Kluwer Polska
4. Grupa PWN
5. Weldbild Polska
6. Grupa Edukacyjne MAC
7. Reader's Digest
9. Wiedza i Praktyka
10. Wydawnictwo Olesiejuk

Średnia cena książki w roku 2011 to 37,8 zł, a rok wcześniej cena wynosiła 34,3 zł. Jak wiemy, ceny systematycznie rosną i wcale nie zdziwiłabym się, gdyby za rok 2012 przekroczyła 40 zł.
Jeśli chodzi o wydawnictwa czysto literackie, pierwsza dziesiątka plasowała się następująco:
Albatros (120 nowych tytułów)
Czarne (47 nowych tytułów)
Muza (101 nowych tytułów)
Prószyński i S-ka (176 nowych tytułów)
Rebis (134 nowe tytuły)
W.A.B. (100 nowych tytułów)
Weltbild (106 nowych tytułów)
Wydawnictwo Literackie (107 nowych tytułów)
Znak (191 nowych tytułów)
Zysk i S-ka (ok. 200 nowych tytułów)
Najchętniej kupowane w 2011 roku były "Cmentarz w Pradze" Umberto Eco (lit. piękna), "Marzenia i tajemnice" Danuty Wałęsy (lit. faktu)

Jaka jest tendencja? Chyba nie muszę mówić, że spadkowa (żeby ceny książek chciały tak spaść;). Ceny książek rosną, a część wydawnictw i to największych, po których nikt nie spodziewałby się upadłości, znika z rynku; Ossolineum, Weltbild/Świat Książki, a ostatnio gruchnęła informacja o upadłości wyd. Słowo/Obraz/Terytoria. Kto następny? Chwała Bogu na tym polu możemy znaleźć i pozytywne informacje, bo powstała Grupa Wydawnicza Foksal.
Wszyscy głowią się nad tym, jak w Polsce podnieść czytelnictwo? Ostatnio wystosowano list otwarty do ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego, ale czy to coś zmieni? Czy pod względem czytelnictwa możemy kiedyś być "drugą Szwecją"?
Ale, tak sobie myślę, że jednak ludzie czytają. Chcą czytać. Ktoś w komentarzu pod listem napisał: Na prowincji powodzenie mają tylko lektury szkolne, choć na półkach stoi wiele wartościowych pozycji. Ludzie nie oglądają filmów w telewizji, bo nie rozumieją fabuły, a książki mieliby czytać? Będę prowincji broniła jak lew: czytamy, otwieramy kluby dyskusyjne (właśnie w Rybniku otwarto drugi klub dyskusyjny!), kupujemy książki dla siebie, nie tylko "na prezent". Jak uzdrowić system? Wycofać vat na książki i e-booki, obniżyć ceny książek najlepiej przez wprowadzenie dopłat do każdego egzemplarza, dofinansować małe biblioteki, otworzyć więcej filii tam, gdzie jest problem z dotarciem do innej biblioteki, zaopatrzyć filie w atrakcyjne tytuły, nauczyć dzieci myśleć podczas czytania lektury, a nie kroić Wokulskiego, jak od linijki na pozytywistę i romantyka. Jednym słowem - UATRAKCYJNIAĆ czytanie na skalę ogólnokrajową.

* Dane pochodzą z zestawienia rocznego, dostępnego na stronie Instytutu Książki http://www.instytutksiazki.pl/images1/File/RYNEK_KSIAZKI_W_POLSCE_2012.pdf


18 komentarzy:

  1. Przykre są te dane. Chciałoby się widzieć więcej osób czytających i rozkwit wydawnictw oraz ich ofert, ale na razie się na to nie zanosi. Zarówno rząd jak i wiele samorządów coraz bardziej oszczędza na kulturze i w coraz większym stopniu pomija przedsięwzięcia literackie. Biblioteka w moim miasteczku jest bardzo słabo zaopatrzona, a 95% jej zasobów to książki z PRLu. Program języka polskiego w szkołach niezmiennie zniechęca młodzież do czytania. Nie napawa mnie to wszystko optymizmem, niestety.

    Ja też chciałbym widzieć większe wsparcie rządu dla rynku książki, przede wszystkim w formie zniesienia vatu na książki papierowe i e-booki oraz dofinansowanie bibliotek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jakieś mądre głowy przeczytają nasze wypowiedzi i dojdą do wniosku, że to dobry pomysł:)
      Oj, a z książkami z PRLu to niestety nagminne i w dużych bibliotekach...

      Usuń
    2. Duże i prężniej działające biblioteki przynajmniej kupują sporo nowych książek, a w mojej niestety rzadko cokolwiek przybywa :(

      Usuń
    3. Właśnie - średnia jest 7 z hakiem, duże biblioteki kupują tony książek, więc sobie wyobrażam, że rok w rok taka mała filia nie dostaje nawet powąchać nowej książki.

      Usuń
  2. Ja też będę broniła prowincji. Mieszkam w małej gminie, gdzie jednak działa bardzo prężna biblioteka z mnóstwem nowości, przeróżnymi akcjami dla dzieci i młodzieży, spotkaniami z pisarzami, warsztatami fotograficznymi. Nawet książki o naszej gminie wydają. Ostatnio rozmawiałam z bibliotekarkami na temat obniżenia czytelnictwa i Panie pracujące w naszej bibliotece stwierdziły, że u nas właściwie to zjawisko nie istnieje. Czyta się dużo i różnorodnej literatury, ale warunek jest jeden moim zdaniem. Nie tylko potencjalnemu czytelnikowi musi się chcieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, bardzo dużo zależy od chęci bibliotekarzy.

      Usuń
  3. Widziałam dziś w DDTVN rozmowę na ten temat. I rzeczywiście te dane przerażają - o ile dobrze zapamietałam ok. 52% Polaków nie czytało ani jednej książki (chyba chodziło o rok ubiegły). Z drugiej jednak strony, jak tak sobie szperam w blogosferze, to mam wrażenie, że aktywnych czytelników jest mnóstwo. Może tak nadrabiamy za tych, którzy nic nie czytają...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony dziwie się wielce, bo przebywam wśród ludzi, dla których czytanie jest jak oddychanie, a z drugiej strony znam całe rodziny, które obejrzenie Świata według Kiepskich uważają za szczyt ich możliwości intelektualnych.

      Usuń
  4. Prowincja prowincji nie jest równa. Moja mieścinka ma 4-5 tysięcy mieszkańców, więc porównanie z wielokrotnie większym Rybnikiem jest niezbyt szczęśliwe.

    U mnie istnieje TYLKO jedna malutka księgarenka, w sumie drewniany barak, której właściciel z uporem siłaczki jakiejś jeszcze próbuje promować się w naszym środowisku.

    Wybór ma spory - i popularne masowce, i coś bardziej wysmakowanego, ale i tak podejrzewam, że bazuje na podręcznikach. Czasem coś tam z Żoną z nowości sobie u niego zamówimy, a gość to sprowadza. Ale jesteśmy jak wymierający gatunek.

    Niestety.

    W moim miasteczku istnieje też dom kultury. Ludzie tam dwoili się i troili, by ludzie chodzili na DARMOWE pokazy filmowe, które tam organizowano. Chodzono po szkołach, zachęcano, walczono... Odzew niemal zerowy.

    Problem jest. Prowincja to niestety zagłębie ignorancji z nielicznymi jasnymi punktami. Piszę o prowincji takiej poniżej 10 tysięcy mieszkańców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, bardzo to smutne, co piszesz. Ludziom się chce, robią co mogą, a inni ignorują nawet darmowe formy ukulturalniania. Niestety tu potrzebna jest taka pozytywistyczna praca u podstaw. Może doczekamy się kiedyś rewolucji kulturalne w pozytywnym tego słowa znaczeniu? Chociaż zaś z drugiej strony chociaż dziś nie mamy problemu z analfabetyzmem, to analfabetyzm wsteczny ma się dobrze.

      Usuń
    2. Ech, w pozytywizmie nie było telewizji, Internetu i smartfonów...

      Czasem myślę, że gdybyśmy żyli w wieku lamp naftowych, łatwiej by było niektórym sięgnąć (choćby z nudów) po słowo pisane.

      Teraz powoli tracę nadzieję. Walczę już tylko o dusze swoich dzieci...

      Usuń
  5. U mnie też próbują kulturę reanimować, był jakowyś klub dyskusyjny, spotkania z autorami, komputery zafundował bibliotece sam Gates... Na szczęście, jest pewne grono odbiorców tego wszystkiego. Księgarnie są 2, smakowitsze pozycje zawsze mi ktoś gwizdnie sprzed nosa, to samo w bibliotece... Chociaż to bardzo kulawa prowincja.
    Jedno jest pewne chciałabym tańszych książek, przede wszystkim ebooków, bo nikt mi nie wmówi że "wydrukowanie" pliku komputerowego to koszt tak samo wysoki jak papier, skład i farba... Ceny niższe, ceny. Dlaczego wyższa kultura ma trafiać tylko do ludzi którzy mają więcej w portfelu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ludzie, którzy mają dużo w portfelu niejednokrotnie wolą kupić wielką jak ściana plazmę... Szkoda...

      Usuń
    2. Ano faktycznie, takowi tak mają. Albo wydają na najmodniejsze w tym sezonie dziadostwo... Szkoda.

      Usuń
  6. Aż sprawdziłam co wydaje tenże Kluwers, o którym nie słyszałam: Podatki Rolne i Kodeksy Pracy. Co tłumaczy wysokie miejsce w rankingu.
    A ten List otwarty przetoczy się tu i ówdzie i umrze medialną śmiercią naturalną, jak czytelnictwo w tym pięknym kraju.
    Czule wspominam czasy, gdy było mnie stać na książki, eh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, najwięcej wydaje się takich "dodatkowych" rzeczy, co by to człowiek nie pomyślał;)
      Co do listu, to obawiam się, że masz rację.
      Mnie już też nie stać na książki, więc korzystałam, jak mogłam, kiedy miałam pracę.

      Usuń
  7. Ubolewam nad rosnącymi cenami książek, ale od zawsze ratuję się kupowaniem w antykwariatach, na Allegro, a ostatnio na stronie AROS.PL, gdzie wszystkie książki są taniej 30% i można wybrać dostawę do Paczkomatu. Pokładam nadzieję w miłośnikach literatury, sama staram się zarażać miłością do książek - znajomi zazdroszczą moich regałów i zaczynają kupować książki. Poza tym warto prowadzić blogi, jakby nie patrzeć, jesteśmy "dobrymi duchami książki" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, odkąd prowadzę bloga bardzo, bardzo dużo się nauczyłam. I mówię tu nie tylko o nauce szydełkowania, w której coraz lepiej mi idzie, ale przede wszystkim dowiedziałam się dużo o najnowszej literaturze, jestem całkiem-całkiem na bieżąco. I bardzo się cieszę, jeśli ktoś przeczyta u mnie o jakiejś książce, a potem postanowi ją przeczytać:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...