Przegląd filmowy (edycja styczniowa)

W styczniu miałam dużo różnorodnego oglądania. Odświeżyłam kilka tytułów, na niektóre natknęłam się po raz pierwszy.
Karmel to ciepła opowieść o kobietach. Piękna Layale prowadzi salon piękności, wokół którego kręci się życie pięciu bohaterek. Film ogląda się wspaniale. Jest koprodukcją francusko-libańską, ale problemy, z którymi zmagają się bohaterki są obecne pod każdą szerokością geograficzną. Film można porównać do Stalowych Magnolii, ale jego klimat jest subtelniejszy.
Elegia jest kolejnym kobiecym filmem, który miałam przyjemność obejrzeć. Piękny melodramat zagrany przez wspaniały duet Penélope'ę Cruz i Bena Kingsley'a.
Melancholia to film dziwny, alegoryczny. Zaczyna się jak zwyczajny "kolejny film o weselu", ale w miarę postępu akcji zdajemy sobie sprawę z tego, że tytuł jest kluczem: melancholią nazywano onegdaj dobrze dziś znaną depresję. Film ma mocno zarysowany morał: depresji nie można lekceważyć, chorego nie można pozostawić samemu sobie.
A teraz z szybkością myśli lecimy do Stanów Zjednoczonych. Po raz kolejny obejrzałam doskonały film wyreżyserowany przez Roberta De Niro: Prawo Bronxu jest nie tylko filmem o dorastaniu, ale i o dzielnicy, ludziach ją zamieszkujących, oraz o "ciekawych" czasach. Ponadczasowe kino, którego już się, niestety, nie robi.
Zostajemy w Ameryce: rzadko się zdarza tak dobry dramat, jak W dolinie Elah. Jak wojna niszczy psychikę młodego człowieka, jaki ma wpływ na cywilów, zupełnie nie zamieszanych w działania wojenne. Plus doskonałe role Tommy'ego Lee Jonesa, Charlize Theron oraz Susan Sarandon. Zobaczcie koniecznie!
Ciekawy przypadek Benjamina Buttona powstał na podstawie opowiadania Scotta Fitzgeralda. David Fincher nakręcił piękny, smutny film o wartości życia, miłości i przemijaniu. Każdy, kto obejrzał ten film mówił mi, że na końcu się popłakał. Ja również się popłakałam. Jedynie nie pasowała mi próbująca dominować nad filmem (takie mam wrażenie) Cate Blanchett. Bardzo cenię tę aktorkę (świetna rola w Aviatorze!), ale tu mi jakoś nie pasowała.
Żeby nie było, że podoba mi się absolutnie wszystko, szczerze odradzam film 7 psychopatów. Film do połowy jest pokręcona komedią o psychopatach, ale potem widać musieli zwolnić scenarzystę, bo przez drugą godzinę nie dzieje się zupełnie nic. Do Sama Rockwella straciłam resztki serca, bo szarżuje jak naćpany; Colin Farrell gra, jak zwykle brwiami, a jedynym aktorem, który potrafi wykonywać swój zawód jest Christopher Walken. Tytuł filmu przyciągnął Toma Waitsa, ale nie wiem, czy jego rola zapadnie Wam w pamięci.
Strasznie się napaliłam na film Shadow Dancer. Obejrzałam chyba wszystkie filmy o dramatycznych zajściach w Irlandii, od świetnego Michaela Collinsa, przez Krwawą niedzielę, na Generale kończąc. Niestety, Shadow Dancer, miło świetnego tematu i doskonałych zdjęć jakoś nie zachwyca. Być może reżyser nie mógł się zdecydować, czy film ma być o miłości, o kraju, czy o terroryzmie i wychodzi deczko nudny film, który przy odrobinie dobrej woli mógłby być na prawdę dobry. I - nie wiem, jak Was - ale mnie obojętność głównej bohaterki deczko denerwuje.
Odwróceni zakochani to film bez sensu. Nie jestem fizykiem, ale jednak coś tam z lekcji o grawitacji pamiętam. Nie lubię filmów, w których zaburzają podstawowe prawa fizyki (w tym też mierżą mnie wszelkie zlekceważone paradoksy dziadka). Nie pamiętam u kogo czytałam, że film jest masakrycznie słodki - jest nie tylko słodki, ale i zrobiony chyba dla dzieci, bo monolog bohatera jest czytany chyba amerykańskim dzieciom (koprodukcja francusko-kanadyjska), drażni niesamowicie. Jedyne, co zachwyca, to efekty wizualne. Odradzam.
W tv w zeszły czwartek leciały dwa świetne filmy: Julie & Julia, o którym pisałam nieraz, że to moja komedia na niehumor i na humor, oraz świetny, biograficzny Iris. Polecam oba bardzo gorąco.
Na koniec zostawiłam sobie prawdziwy hit: Nędznicy. Większość z Was zapewne już film obejrzała. Na blogach pojawiają się coraz to nowsze recenzje. Starałam się nie porównywać filmu do wcześniejszych ekranizacji (widziałam trzy z 29-ciu), a musicalu nie widziałam. Podobał mi się rozmach, z jakim wyprodukowano film. Zrobiony jest rzetelnie, a aktorzy dali z siebie wszystko. Jedna tylko rzecz była dla mnie nie do zniesienia: jestem praktycznie wychowana na musicalach i widziałam chyba wszystkie (i z Astaire'em, i Kellym i Straisand, a także wszystkie rockopery), ale Nędzników mogłabym porównać do Parasolek z Cherbourga, w których nie pada ani jedno MÓWIONE słowo. Po godzinie miałam dość ciągłego śpiewania, a po dwu, myślałam, że oszaleję!
A co mam w planach? Oczywiście Lincolna, Człowieka z blizną, komedię z Jennifer Lawrance, Strasznie głośno, niesamowicie blisko, o którym zapomniałam, Pod osłoną nieba, na które już ostrzę zęby. Może po drodze wpadnie jeszcze jakiś wartościowy tytuł?

22 komentarze:

  1. Benjamina Buttona oglądałam z zapartym tchem od początku do końca - jest to film, który poruszył moje serce. Pierwszy raz z przyjemnością patrzyłam na Brad-ka. Pamiętam, że film zbyt wielkiego "halo" nie wywołał, pojawiając się na ekranach kin. Dziwię się temu.
    Natomiast Julie & Julia oglądałam w zeszłym tyg. po raz drugi i po wtóre nie zachwycił mnie. Meryl Streep bardzo cenię, jest świetną aktorką i rewelacyjnie zagrała i tym razem - tylko, że tembr głosu pani Child doprowadzał mnie do szału i drażnił moje ucho ogromnie. Poza tym Amy Adams też mnie irytowała swoją grą - chyba nie powinnam oglądać filmów prasując -to źle wpływa na mój odbiór :))
    Kulturalnie spędziłaś styczeń. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety Child miała taki głos, a wyglądała jak członek Monty Pythona przebrany z kobiece łaszki.
      Są dosłownie dwa filmy z Bradem, które lubię i w których ten aktor pokazuje, że potrafi grać, a nie tylko jest ładną buźką: 7 lat w Tybecie i Benjamin Button.

      Usuń
  2. Niedawno recenzowałam "Odwróconych zakochanych" i również sądzę, że film jest okropnie przesłodzony, a wątek miłosny tani i przejaskrawiony. Natomiast efekty wizualne zasługują na uwagę, bo jest na co popatrzeć.

    Czytając Twój post czułam się, jak na szybkim przeglądzie filmowym, gdzie co chwila na ekranie wybucha nowy obraz - fajnie, przyjrzę się bliżej niektórym tytułom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, właśnie u Ciebie przeczytałam, że za słodki:)
      Rzadko opisuję jeden film (chociaż są wyjątki), wolę tak właśnie jednym zdaniem. Jeśli tytuł jest dobry, lepiej napisać to krótko, a nie przedstawiać treść. Zresztą każdy tytuł linkuję:)

      Usuń
  3. "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" to przecudowny film. Mam go za sobą, ale na pewno obejrzę go jeszcze nie jeden raz... Kilka z przedstawionych filmów mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi się wydaje, że chyba od czołówki zaczęłabym płakać. Polecam szczególnie dramaty:)

      Usuń
  4. Mam w planach "Nędzników". Muszę zobaczyć ten obraz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Karmel" to bardzo dobry i niestety również smutny film.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy to wszystko oglądać? A kiedy czytać? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądać, czytać, sprzątać, prać, prasować, gotować, bawić się autkami/puzzlami/wycinankami z dzieckiem to nic, na to zawsze mam czas, ale gorzej ze snem:D

      Usuń
  7. W przeciwieństwie do Ciebie wolę musicale śpiewane niż gadane :) czyli każdy w bogatej ofercie znajdzie coś dla siebie :) Ciekawy przypadek - bardzo mi się podobał i wzruszył, a czytałam tyle niepochlebnych opinii :( czyli znowuż - wszystko jest kwestią gustu. Julia & Julia - także lubię ten film, obiecuję sobie przeczytanie książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam tylko książkę Child, bo do Powell jakoś nie udało mi się dostać:)

      Usuń
  8. Karmel jest bardzo kobiecy, właściwie nie spotkałam faceta, któremu by się on bardzo podobal (owszem "dość fajny był" to chyba max - raczej się na tym filmie nudzili). Natomiast co do Nędzników - juz myslałam, że tylko mnie przeszkadza to ciągłe śpiewnaie !!! Zdecydowanie dialogi powinny być mówione !!! Polecam film "Across the Universe" - musical - oglądałam go chyba z 15 razy i dalej nie mam dość !!! Pozdrawiam cieplutko - LIAN

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Across the Universe - zapisuję:)

      Usuń
    2. Chyba w "Across the Universe" gra Jim Sturgess. Po "Jednym dniu" - z nim w roli głównej - chodziłam jak odurzona przez kilka dni :) Ktoś może powie, że film wyjątkowo ckliwy i banalny, ale mnie zaczarował. Może pan Jim taki chłoptasiowaty i chwilami jakby jeszcze mutację przechodził, ale mimo wszystko ma w sobie "coś". Zmierzając do konkluzji - na pewno sięgnę po "Across the Universe" z dwóch powodów: 1. wiadomy 2.lubię musicale. Pozdrowienia.

      Usuń
    3. Widziałam Jeden dzień i podobał mi się. Niestety, twarz Sturgessa jest dla mnie taka mało wyrazista i do niedawna go nie potrafiłam zapamiętać. Ale twarz ma miłą, rzeczywiście:)

      Usuń
  9. Z tego zestawu widziałam tylko Melancholię. Film dał mi do myślenia, ale bardziej w kontekście końca świata. Jakbym się zachowała, gdybym już wiedziała że nie ma ratunku... Pewnie siadłabym i podziwiała widoki... :) Bo tyle dobrego by zostało. A może byłaby histeria?
    Jestem ciekawa tego "Karmelu" i miałam obejrzeć "Nędzników". Tyle że też nie lubię jak cały czas śpiewają... :( Nie wiem czy przebrnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Końcówka przypomniała mi Ostatni Brzeg (widziałam nowszą wersję). Chybabym płakała tuląc dziecko...
      Karmel polecam serdecznie, jest cudny.

      Usuń
  10. Poprzedni wpis bardziej mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...