Spotkanie autorskie z Jackiem Dehnelem w ramach 43 Rybnickich Dni Literatury

Niezmiernie elegancki (aksamitna marynarka, kamizelka z tego samego materiału, laseczka, sygnet, zegarek z dewizką, a także spinki do mankietów) wkroczył artysta do byłej sali czytelni pracy Miejskiej i Publicznej Biblioteki w Rybniku. Najpierw udzielił wywiadu lokalnej stacji telewizyjnej, następnie - kiedy nadszedł czas - przywitał się z czytelnikami i punktualnie o 17-tej zaczęła się oficjalna część spotkania. Dehnel rozpoczął od przeczytania dwu obszernych fragmentów swojej najnowszej powieści Saturn. A czytał wspaniale - głos ma dźwięczny, bardzo radiowy, miły dla ucha. Wspaniale 'przeskakiwał' z postaci na postać modulując głos - to był Javierem, to Peppą, to samym gruboskórnym Goyą.
Następnie moderatorka, Aleksandra Kotas, zaczęła pytaniem o motto powieści, rodzinę dysfunkcyjną, patriarchat. Dehnel opowiadał o świecie mężczyzn, gdzie dom jest grobem kobiety, a w powieści nawet kobiety przemawiają - jeśli już - to ustami mężczyzny. Za czasów malarza kobiety były ozdobą i codzienną siłą roboczą. Dalej pisarz mówił o przejściach Goi w czasie rzutu choroby, jak przenicowała świat artysty zmieniając go z przeciętnego malarza dworskiego w geniusza, rozwodził się nad "wszystkożerną osobowością" Goi. Następnie rozmowa zeszła na sprawy kontrowersji wobec autorstwa Kolosa oraz Czarnych obrazów, a także na relacje ojca z synem, po czym do rozmowy włączyła się pani Godlewska, wiodąca prym wśród klubowiczek rybnickiego DKK.
Dalej rozmowa oscylowała wokół pozostałych dzieł Dehnela, wśród których można wymienić Fotoplastikon, gdzie za kanwę opowieści posłużyła seria starych fotografii, w których są ukryte "miejsca na fabułę". Wspomniane zostały także napisane w formie pastiszu Balzakiana; za pomysł wyjściowy posłużył balzakowski Dom pod kotem z rakietką, w którym Dehnel odnalazł paralele z dzisiejszą Polską po przemianach społecznych w latach 90-tych.

Gość wymienił również ostatnio przeczytane książki, które wywarły na nim wrażenie - Dzienniki Pilcha, Łaskawe Jonathana Littella, oraz jako przykład wspaniałej kompozycji podał autobiografię Andy Rottenberg. Dehnel podzielił się również z czytelnikami planami na przyszłość: Biblioteka Narodowa poprosiła pisarza o teksty literackie do wielkiego zabytkowego atlasu świata, a kolejna powieść będzie opowiadała o m. Makrynie Mieczysławskiej (niedawno Stanisława Celińska wcielała się w tę postać na deskach Teatru Dramatycznego).

Spotkanie trwało dwie godziny, podczas których wytworzyła się atmosfera wzajemnego porozumienia między gościem, a czytelnikami.

Od siebie, czysto subiektywnie dodam, że pan Jacek Dehnel jest miłym, mądrym, szalenie inteligentnym, kulturalnym młodym człowiekiem. Jego język mówiony zachwyca tak samo jak i pisany. Po spotkaniu poprosiłam o autograf na moim egzemplarzu Lali. Pan Dehnel z uśmiechem wpisał mi się na karcie tytułowej.
Wyszłam oczarowana! Od razu zadzwoniłam do mamy i nie mogłam się nachwalić tego wspaniałego człowieka.
Na prawdę, jeśli gdziekolwiek usłyszycie/przeczytacie, że gościem będzie Jacek Dehnel - idźcie, idźcie koniecznie!



20 komentarzy:

  1. Co prawda czytałam tylko "Lalę", ale na spotkanie z Panem Denhnelem bym się wybrała. Będę się uważniej rozglądać - w moim mieście nie ma szans na takie spotkanie, ale w stolicy gdzieś na pewno! Narobiłaś mi smaka ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tego spotkania niezmiernie zazdroszczę, szkoda, że ten utalentowany pisarz nie zawita bliżej mojego miasta, no ale zostają przecież jego powieści...Chyba wiem co będę czytała za chwilkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To by było wydarzenie:)

      Usuń
    2. A możesz mi zdradzić, w jakim mieście mieszkasz?

      Usuń
  3. Pekam z zazdrosci. Opisalas pana Jacka Dehnela dokladnie tak, jak sobie wyobrazalam.
    Juz nie moge sie doczekac jego kolejnej powiesci i nastawiam sie na swietna literacka uczte!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jest dokładnie taki, jakiego ja sobie wyobrażałam:) Już się nie mogę doczekać tej najnowszej powieści, a póki co, uzupełnię lekturę o Balzakiana i Fotoplastikon

      Usuń
  4. Tymi eleganckimi marynarkami to nie masz co się zachwycać, bo pochodzą z secod-handu. Tak samo jak i kapelusze. Pisał o tym Pan Jacek w Balzakiadzie. Polecam Balzakiadę. Tam nie tylko paratele z Polska i Francją, ale też alter ego Pana Jacka! Wyborne!

    Bienczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale i tak się zachwycam:) Są śliczne, a to, czy są z second handu, czy na obstalunek... "Nie ważne spodnie, ale serce, które w nich bije" - ważne, jak je nosi i jakie robi wrażenie:)

      Usuń
    2. Hehehe!W spodniach to raczej nie serce bije tylko coś innego!
      I pytanie czy na pewno do pań?
      Balzakiade bardzo polecam. A tez Lale i Rynek w Smyrnie. Dehenel to nasz polski Balzak! A nawet jeszcze lepszy...

      Usuń
    3. Taki stary bon mot zacytowałam, Straszny Wiesławie:)

      Usuń
  5. Ehh teraz jeszcze bardziej żałuję, że nie mogłam tam być. Zazdroszczę ci tego spotkania i tego, że mogłaś na żywo posłuchać głosu Pana Jacka. On w telewizji brzmi cudownie, a co dopiero na żywo:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam podcast z Dwójki (radiowej), gdzie go również można znaleźć.

      Usuń
  6. Odniosłam identyczne wrażenie po spotkaniu w Gdańsku (pisałam u siebie o tym jakiś czas temu); też dotyczyło Saturna i miało mniej więcej identyczny przebieg. Nieco niezwykle sympatyczny wizerunek pana Jacka, jako osoby taktownej i kulturalnej zepsuły mi komentarze autora u koczowniczki (w odniesieniu do Rynku w Smyrnie). Ale myślę, że na kolejne spotkanie wybrałabym się, choć już z taką malutką dozą rezerwy. Więc jednak o "siostrze" Makrynie? Podczas spotkania w Gdańsku padły dwa tematy, które były na tapecie, obydwa wydawały się bardzo interesujące. Uczestnicy zaproponowali głosowanie, ale pan Jacek na to nie przystał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po takim spotkaniu albo można kogoś pokochać, albo zniecierpieć; w zeszłym roku byłam na spotkaniu bardzo poczytnej autorki, niestety odniosłam wrażenie, że dla niej liczy się mamona. No smutne.

      Usuń
  7. Ja również byłam na spotkaniu autorki pisującej dość poczytne czytadła i wyszłam z przeświadczeniem, że dla niej liczy się ona sama. Była kompletnie do spotkania nie przygotowana, nie umiała opowiedzieć, o czym napisała książkę, stwierdziła, że o czytelnikach w ogóle nie myśli, a myśli o nich dopiero, kiedy książka ukaże się w księgarni. Jąkała, dukała, a nie była to promocja jej pierwszej a co najmniej dziesiątej książki. Na koniec stwierdziła, że pisze i wydaje, aby nie zostać grafomanką, albo co gorsza prowadzić bloga :) Kiedy podeszłam do niej po autograf (niestety kupiłam książkę zachęcona przez koleżankę zakochaną w jej książkach, poprosiłam o wpis - dla grafomanki w średnim wieku- odmówiła i zniecierpliwiona poprosiła o podanie imienia (nie miałam ochoty tłumaczyć jej, że tak nazwałam swego bloga i wcale nie obrażę się na taki wpis). Pani nie przypadła mi do gustu, jej książka także.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to pewnie mówimy o tej samej pani:)

      Byłam w tym roku na spotkaniu z E. Schmittem. Co prawda nie jestem wielką fanką jego książek, to jednak sam autor zrobił na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie. Do tego spotkanie prowadzone było przez p. Bugalskiego. Cud, miód i orzeszki:)

      Usuń
  8. "laseczka, sygnet, zegarek z dewizką, a także spinki do mankietów", cokolwiek by nie czytał, to za sam wygląd warto było przyjść i popatrzeć. :) Hmm... Wnioskuję że historia dotyczyła powstania obrazu "Saturn" Goi, a raczej pewnego symbolu życia którym jest obraz. Widziałam gdzieś reprodukcję "Saturna", przerażający, zawsze się zastanawiałam co skłoniło artystę do namalowania czegoś takiego. Brzmi ciekawie, trzeba będzie po to sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnij, koniecznie sięgnij.

      Wygląd gościa świadczy nie tylko o wysokiej kulturze osobistej, co o tym, że nie lekceważy czytelników. Nie ma nic bardziej niechlujnego od niechlujnego gwoździa programu:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...