Skyfall

Na nowego Bonda czekałam od pół roku. No i doczekałam się. Nie czytałam nic na jego temat, bo nie chciałam sobie psuć niespodzianki. Zapowiedź oglądałam tylko raz.
Do kina wybraliśmy się już w pierwszy dzień wyświetlania (a bilety miałam od poniedziałku). Dwadzieścia pięć minut głośnych reklam - i jest!
Zaczęło się dynamicznie: jesteśmy wrzuceni w środek dramatycznej akcji, strzelanina, pościg, potem stara dobra bójka na dachu pociągu, która kończy się czymś najmniej oczekiwanym.
Czołówka z piosenką w wykonaniu Adele jest intrygująca, świetnie zmontowana i pomysłowa. Ustępuje tylko czołówce Casino Royal.
Kiedy wybrzmią ostatnie takty melodii, film znów nabiera tempa. Skyfall jest jednym z najdłuższych Bondów. Nie czuć tego. Widz ani na moment się nie nudzi. Dostajemy zgrabną fabułkę, chwilami przebiegle nawiązującą do 50-tej rocznicy serialu. Są piękne damy (oczywiście, jak w każdym Bondzie jedna jest sprzymierzeńcem naszego bohatera, druga to laleczka złoczyńcy). Niestety, obie panie grają fatalnie i psują efekt. Tym razem w Wujka Samo Zło wciela się Javier Bardem. Przyznam, że po zapowiedzi byłam bardzo sceptycznie nastawiona, ale jego monolog był jednym z najlepszych monologów szwarccharakterów, jakie widziałam. Bardem ujął mnie swoją grą - wyszedł pastisz w dobrym tego słowa znaczeniu.
M, Q oraz Mallory - w tych rolach Dench, Whishaw i Fiennes - pokazali raz jeszcze, że są aktorami wszechstronnymi. Co do samego Craiga - od CR to mój ulubiony Bond.
Skyfall w niektórych momentach przypominało mi... nowego Batmana; bohater spada na samo dno, znika, by po jakimś czasie wrócić odrodzony. Pokazana jest - w obu filmach - niesprawność bohaterów. W obu także jest motyw zejścia do podziemia i terroryzm.
Co mnie najbardziej zaskoczyło? Szanghaj. Piękne wielkie miasto, nowoczesne i wysokie. Mój Szanghaj z wyobraźni jest niższy, zamieszkały przez arystokrację rosyjską i przedwojenny. Drugim - chyba jeszcze większym zaskoczeniem było rozszyfrowanie samej nazwy Skyfall. Myślałam, że to kryptonim operacji...
W tym filmie dowiadujemy się również, że Bong sroce spod ogona nie wypadł i choć była w Casino Royal aluzja do jego pochodzenia, to tu również mam wrażenie, że twórcy zasugerowali się Batmanem. Jedyną niezrozumiałą rzeczą, były moim zdaniem... obrazy. Turner, Modigliani i nawiązanie do Delacroix. Może w kolejnym Bondzie się wyjaśni.
Czy warto iść na Skyfall? Za cenę biletu do kina dostajemy porządny film sensacyjny w doborowej obsadzie. Warto! Oj, warto!

10 komentarzy:

  1. Fanką Bonda nie jestem, ba co gorsza nie widziałam Quantum of Solance (ostatnio leciał w tv, ale kompletnie nie pamiętałam fabuły Casino Royal). Do kina raczje się nie wybiorę, może kiedyś w telewizji lub na dvd, dla sameh Javeria Bardema, którego bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. QoS nie był udany, moim zdaniem. Ale CR mogę oglądać i oglądać. A po tym Bondzie zaczęłam darzyć JB wielką sympatią.

      Usuń
  2. Ja się wybiorę, choć zdecydowanie wolę te starsze Bondy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z...?
      Każdy ma swojego ulubionego. Ja lubię w kolejności:
      DC
      SC
      TD
      :)

      Usuń
    2. Najbardziej lubię z Rogerem Moore, dalej z Seanem Connery. Podobał mi się też ten trochę zapomniany Bond z Georgem Lazenby.

      Usuń
  3. Ja jednak wolę te zramolałe intrygi, gdzie Connery, Moore i, ktoś jeszcze pamięta?, Lazenby walczą z Imperium Zła, Szalonym Naukowcem lub Tajemniczą Organizacją.

    Te starocie miały styl i szyk. No i cudowną umowność. Mnie już od czasów Brosnana brakuje mrugnięcia okiem, brakuje jakiegoś naiwnego obrazu świata.

    A ostatni Bond to już jest "Bond." Nie-do-zaakceptowania putinopodobny stwór...

    Ech, mam na DVD klasyczne części i chyba sobie w listopadzie zrobię przegląd...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lazanby'ego skreśliłam za żabot;) Connery...:) I te towarzyszki były takie ładne, a sukienki takie śliczne... ech...:)
      A Craiga lubię bardzo, może nie jest najprzystojniejszy, ale taki twardziel z niego. Fakt, lekkości i mrugania okiem do widzów brak, ale nowe Bondy nadrabiają akcją.
      Kolekcji klasycznych Bondów zazdraszczam.

      Usuń
  4. Zgadzam się z każdym słowem. Czołówka jak zwykle bardzo dobra, ale rzeczywiście Casino Royal rządzi w tym względzie. Podobieństwo do Batmana również widziałam, a sam Daniel Craig jest i moim ulubionym Bondem :)

    P.S. Reklamy w kinach są coraz dłuższe, czy mi się wydaje? Mam wrażenie, że gdybym spóźniła się pół godziny na seans, to i tak weszłabym na kilka minut przed rozpoczęciem filmu...

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety chwilami się nudziłam i chyba nie potrafię już oglądac w kinie, bo irytowali mnie wszyscy dookoła jedzący czipsy i popcorn.
    Ale Bond to Bond i ciekawa jestem kontynuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, Bond to Bond:) Mam nadzieję, że nie zmienią głównego aktora.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...