Musimy porozmawiać... o filmach

Są filmy, które trzeba obejrzeć. Ot, takie małe wydarzenia sezonu. Niestety nie "załapałam się" na Nietykalnych (tytuł zawsze będzie mi się kojarzył z Elliotem Nessem), ale jakiś czas temu nareszcie widziałam Różę. Musimy porozmawiać o Kevinie obejrzałam wczoraj. Dopiero. Ale zawsze. Wrażenia? Zdenerwowałam się troszeczkę. Mam wrażenie, że cały świat obwinia matkę chłopca, łącznie z nią samą oczywiście. Jednak gdyby wina była tylko po stronie matek, na Ziemi mielibyśmy więcej potworów niż nam się zdaje. (Chociaż może i mamy, sądząc po ostatnich wydarzeniach...) Jasne, z racji tego, co się wydarzyło każdy miałby takie wyrzuty sumienia, że można było dziecku poświęcić więcej czasu, więcej miłości... Ale myślę, że oboje rodzice - chronicznie niezadowolona matka i Mr Cellophane byli jakby wyjałowieni z ludzkich uczuć. Na kogo ma wyrosnąć dziecko niekochane, któremu mówi się same przykrości, bez uśmiechu na co dzień i humoru w życiu codziennym? Bez zrozumienia i szacunku. Film był oczywiście tylko takim nabrzmiałym jednostronnym przedstawieniem, ale rozumiem o co chodziło reżyserowi - idźcie i kochajcie swoje dzieci! No, ale to jeden z filmów, przy których można bez przerwy przerzucać się argumentami w stylu "chociaż z drugiej strony..." I dyskusja, jaką film zaczyna liczy się o wiele bardziej niż to, czy zdjęcia, lub montaż są dobre, czy niedobre.
Wolny weekend przyniósł mi również szansę obejrzenia kina lekkiego, łatwego i przyjemnego. I tak oto obejrzałam gniot wszech czasów o wymownej nazwie Angel. Film miał być w zamyśle reżysera grą konwencji. Takie połączenie Ani z Zielonego Wzgórza z Gigi. A wyszedł niestrawny kotlet bez polotu, w niektórych scenach tak śmieszny, że aż żałosny. Oczywiście, łatwo się domyślić, czemu sięgnęłam po ten film i to był jedyny plus. Przy okazji tego arcydzieła przypomniało mi się, że kiedyś skusiłam się na jedną jedyną książkę Catherine Cookson. Z tym, że filmy na podstawie jej dzieł są strawne, a to - nie. W połowie filmu nie zniosłam i wyszłam zrobić sobie maseczkę, napić się kawy, przekąsić ciastka z żurawiną i pobawić się w pocztę, a potem robótkowałam. Sympatyczny był za to filmik Połów szczęścia w Jemenie (Jakiego szczęścia?! - salmon to łosoś!!!) Film tak prosty, że aż szare komórki odpoczywają. Plus ładne zdjęcia, ślicznie ubrana Emily Blunt i jak zwykle czarujący Ewan McGregor. W Planach mam Jestem miłością ze Swinton, Fish Tank i Glorious '39. Polecacie coś na przyszły weekend?

12 komentarzy:

  1. Jakiś czas temu sama obejrzałam "Musimy porozmawiać o Kevinie" - naprawdę mną wstrząsnął. Chyba jeszcze nigdy nie czułam takiej niechęci do filmowego bohatera.

    "Połów szczęścia w Jemenie" brzmi bardzo zachęcająco. Moje szare komórki chętnie sobie przy nim odpoczną :). Do tego Emily Blunt, którą bardzo lubię i Ewan McGregor, którego uwielbiam.

    Musisz koniecznie obejrzeć "Nietykalnych". Nie ma takiej możliwości, żebyś się na tym filmie zawiodła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uciekł mi, a potem był w DKFie i też mi uciekł. Ale go "dogonię":)
      A z Blunt i z Ewanem - obejrzę wszystko. I chyba nie tylko ja tak mam:)
      A co do Kevina, to nie chciałam pisać, ale przypomniało mi się takie horrorowe hasło, które można parafrazować na "niektóre dzieci rodzą się złe". Z czego wynika ten pierwiastek "bycia psychopatą"?

      Usuń
  2. Na kolację planujemy dziś z mężem "Nietykalnych". Wczoraj oglądaliśmy "Spadkobierców" - za panem Clooney'em nie przepadam, chociaż jego gra bardzo mi się podoba (można tak? :). Jak dla mnie to nie jest na pewno film na miarę Oscara, a był przecież nominowany. Ostatnio oglądałam "Okruchy dnia". Bardzo lubię takie klimaty, gdzie fabuła wręcz jest flegmatyczna (no po prostu w angielskim stylu), a jednak dużo się dzieje w sferze uczuć bohaterów. Ależ ja się złościłam na p. Stevensa, prawie krzyczałam mu do ucha "Facet, zrób coś!!! Nie strać tego!!!" Niestety - nie usłyszał... Pozdrawiam serdecznie i pourlopowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, tak, "Okruchy dnia" to świetny film - dobrze zrobiony, dobrze zagrany i ma "to coś". "Spadkobierców" porzuciłam w połowie. Bez żalu.
      A można, można. Mam tak. I nawet w drugą stronę; facet fajny, miły i dla okaz przyjemny, ale aktor drewniany. Z "babeczkami" też tak jest.

      Usuń
  3. A ja oglądałam jakiś czas temu film "Nietykalni" i muszę powiedzieć że naprawdę warto go zobaczyć. To film trochę w stylu "Motyl i skafander" który również warto obejrzeć.Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Musimy porozmawiać..." mam w planach od dawna. Na "Połowie szczęścia..." się zawiodłam, chyba moje oczekiwania były inne. Z Ewanem od czasów "Trainspotting" oglądam wszystko jak leci, ale mam ostatnio mieszane uczucia. Na weekend polecam "Strasznie głośno, niesamowicie blisko", a na poprawienie humoru "Hotel Marigold".

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też uważam, że zdecydowanie "Nietykalnych" warto nadrobić. Dla mnie - genialny. A z tytułów, które polecam to np.: Into the wild, The straight story, The blind side, The way back, Kolija, Remember me, Cinema Paradiso, I am sam, Radio, Hotel Rwanda... miłego oglądania!

    OdpowiedzUsuń
  6. "Nietykalni" to lektura obowiązkowa. Gwarantuje, że będziecie się cudownie bawić i wzruszać. Z wymienionych przez Ciebie filmów widziałam tylko Fish Tank, który jest filmem rewelacyjnym. Bardzo polecam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wczoraj obejrzałam "Zabić wspomnienia" - super. Dziś mam chrapkę na "Affinity". W kolejce czeka "The visitor". Wszystkie godne polecenia.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Nietykalni" jest to absolutnie genialny film!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie obejrzę tego filmu, myślę o Kevinie, nie dam rady, wiem to na pewno. Na przyszły tydzień polecam, wobec wszystkich tych, którzy tu o Nietykalnych, więc się powtarzać nie będę, do tego może Kret i Rzeź. Podobały mi się

    OdpowiedzUsuń
  10. "Musimy porozmawiać o Kevinie" - to wg mnie film nie tyle o braku rodzicielskiej miłości, co o niemożliwości jej spełnienia. Wbrew pozorom nasza zdolność panowania nad naszymi uczuciami jest nikła, a często - zgoła żadna. A poza tym: miłość matki Kevina do swego syna okazała się wyjątkowo silna i bezwarunkowa (chodzi mi o scenę w końcówce filmu).
    "Nietykalnych" warto obejrzeć - nie jest to wielkie kino, ale bez wątpienia "budujące" i zapewnia przynajmniej parę godzin sympatycznej rozrywki.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...