o kibicowaniu, jedzeniu i małych rzeczach, które cieszą

Wczorajszy mecz był koszmarem daltonisty - zielone i niebieskie ludziki biegające po zielonej murawie. Na naszym małym telewizorku wszystko się mega zlewało ze sobą i widziałam biegające kreseczki. Oczywiście, że kibicujemy. No, może nie od pierwszych minut, ale na okrągło biegamy na dół pożyczyć pilota do tv. O mały włos nie byłoby już ani jednego pilota, bo Wład nagle krzyczy "mam! mam pilota!" i w tej właśnie chwili, jak w zwolnionym tempie widzę jak pilot wypada z małych łapek, szybuje w powietrzu i roztrzaskuje się na drobne kawałki na posadzce. No, ale udało nam się umieścić guziczki w dziurkach. Tylko teraz wszyscy mają problem, bo przemieścił się czerwony guziczek.
Ten weekend miałam troszkę odmienny od pozostałych (bo zostałam w domu), ale i tak mnie nosiło i w sobotę pojechałam z Małym na zakupy, a w niedzielę był u nas odpust. I oczywiście w ramach hobby pookładałam wszystkie rzeczy w szafkach:)
W ogóle zaczyna mieć paranoję: Małemu przylepiło się do głowy ziarenko siemienia lnianego (nie wiem jak, po prostu się przylepiło), a ja narobiłam rabanu, że kleszcz pożera mi dziecko. W ostatnich dniach Władek ma niesamowite teksty: przeszedł na dietę chrupkowo-lodową, ale zapragnął robić grilla, ja tam się na grillowaniu znam jak pies na gwiazdach, więc zaproponowałam "udawane" bbq, na co Wład skwitował "mama, dobrze kombinujesz".
Albo spytał babci, jak się nazywa nasza ulica. No, tak i tak. A chodnik?
Albo kiedy dopiero co zaścieliłam łóżka Władek zaczął po nich namiętnie skakać, łapię się za głowę z okrzykiem "Matko!", a Władek na to "dziecko!".
Ale wracając do diety chrupkowo-lodowej: wczoraj o 20;30 Wład zażyczył sobie makaron (taki z ludzikami) i rosół. No ok, jak jesteś taki niejadek, myślę, to może sobie troszkę pojesz. No więc zeszliśmy na dół, zagotowałam rosół, makaron gotował się pół godziny, potem chłodziłam, dmuchałam, że aż się zapowietrzyłam, wreszcie podałam dziecku zupę. Władek spróbował, oblał piżamkę i stwierdził, że już nie chce, bo nie lubi być mokry. Aaaaa!
Tak jeszcze a propos jedzenia: co w tygodniu schudnę, to w weekend nadrobię. Czytam "Jedz, módl się, jedz" M. Bootha, o kulinarno-duchowych rozkoszach Indii i tak mnie na kuchnię indyjską naparło, że w piątek zrobiłam curry. Tylko mnie nie pytajcie jak to się stało, że przypaliłam rodzynki (sic!), które w rezultacie wyglądały, jak żuczki gnojarze. A z książki dowiedziałam się, że na oryginalną masalę składa się mniej więcej 30 przypraw.
Na odpuście było fantastycznie. Nie wiem, kto bardziej suszył zęby - ja, czy Władek. Dwa razy byliśmy oboje na gokartach, a raz Wład z tatą, potem dwa razy sam na ciuchci, a ja latałam w powietrzu na niesamowitej karuzeli (wgniata w fotel!). oczywiście nabyliśmy suweniry: kupiłam sobie opaskę do włosów, Adam okulary, a Władkowi kupiliśmy wózek na zakupy i brzdąkającą gitarę. Żal, że drewnianych kogucików nie ma, ale pewnie w Chinach drzew brakuje;)

8 komentarzy:

  1. mam dziś doła totalnego, koniec roku szkolnego - sprawozdania,panika, ze czegoś się nie zrealizowało i takie tam bzdury - miałąm wolny "długi" weekend i nie zrobiłam nic w papierkach
    poprawiłaś mi humor Agatko tym tekstem
    a propo rosołku -mój Stach lubi kilka rzeczy, mówi: " lubię rosiojek, lubię lody, lubię arbuza i lubię ogórki"
    w sobotę na kolację jadł "rosiojek"
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. hhahahahaha jesteście cudowni!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Służę uprzejmie - w myśl zasady (kabaretu Potem) "śmiech przedłuża życie - dzisiaj ja przedłużę Tobie, jutro Ty mi pożyczysz przedłużacz":D
    A dzieciaki to niewyczerpalne źródło humoru:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha, a ja widziąłm ostanio nie koguciki a krasnale-można było na odpuście w ruletkę wygrać, jak za starych czasów...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wypowiedzi Władzia są boskie. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobry ten Twój Władzio :) - niezłe teksty ma :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam teksty maluchów! Pisz o tym co zapoda Władzio jak najczęściej!
    My jesteśmy na etapie analizowania różnicy pomiędzy "przerwą letnią" a "wakacjami" - niezależnie od nazwy zaczyna się w piątek!

    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetnego masz synka, z tych jego tekstów to możnaby książkę napisać :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...