Długi weekend / Skansen w Pszczynie / Żubry / wycieczka rowerowa i in.

Nastawiliśmy się na korzystanie z życia w ten weekend. Jaki zresztą weekEND? Cały week i to długi, bo 9-cio dniowy. Sobota i niedziela uciekły mi jakoś z głowy. Nie wiem, może na zakupach byliśmy, może przespałam dwa dni?W poniedziałek pojechaliśmy na basen z Małym. (I teraz sobie przypominałam bolsze zakupy ubraniowe w sobotę;) Mały jest nieufny w stosunku do wody, ale potem nie chciał z niej wyjść. Po drodze wstąpiliśmy na lody i kupiłam ruskie na obiad.
We wtorek zrobiliśmy wypad do Pszczyny. Najpierw pooglądaliśmy sobie żubry i wystawę przyrodniczą w Zagrodzie Żubrów, a potem przez miasto przeszliśmy do Skansenu. Mogliby sobie ten skansen bardziej oznaczyć, bo tamtą drogą przechodziłam co najmniej 5 razy i nie go zauważyłam. I zagroda i skansen bardzo się dziecku (i nam) podobały. Dziecko lubi zwierzątka, a po chatkach można sobie było chodzić. O mało nie wyjechaliśmy z takim zielonym zabytkowym wózkiem, bo Władek się do niego przymierzał;)
Akurat trafiliśmy na porę karmienia w zagrodzie dzików. Zdziwiłam się, że dziki są takie małe, bo wyobrażałam je sobie trzy razy większe.
Żubry okazują obojętność zwiedzającym.
Sala pokazowa na terenie zagrody.
Skansen.
Część pasieki i widok na chałupy.
Chałupa mieszkalna z Grzawy z 1831 roku.
Wiejski jazzband z nowym wokalistą.
Prawie cały czas idzie się laskiem. Są ścieżki rowerowe i parkingi. W weekendy do Pszczyny zjeżdżają całe rodziny. Jedyny minus to gastronomia. Nie jestem zwolenniczką sieciówek, ale przydałby się jakiś Mac w centrum; dwa lata temu utknęliśmy w knajpce (na rynku!) czekając półtorej godziny na zamówienie. Kiedy zwróciliśmy uwagę obsłudze, impertynencko odpowiedziano nam, że tu nie restauracja jest, tylko pub. Żadnych przeprosin. Jeszcze pal licho, jakbyśmy sami byli, ale dziecko odmawiało słoiczka i chcieliśmy mu mięsko z warzywami dać. Tym razem Władek poprosił o frytki. Nie wiem, czemu mu do głowy frytki przyszły, ale okej. Przy parkingu był jakiś snakbar, Adam wziął kebaba (sama kapusta i odrobina sosu, oczywiście nie mieli wege-babów, a w Rybniku na rynku są i to pyszne), ja i mały wzięliśmy frytki. Oczywiście naczekaliśmy się jak dzikie osły. Ubikacji jakoś nie stwierdziliśmy, ale do mycia rąk użyliśmy takiego aloesowego antybakteryjnego wynalazku, który mój surviwalowy mąż nosi w plecaku. Coraz bardziej skłaniam się w stronę własnego campera;)
We środę byliśmy w Gliwicach, gdzie Władek poznał swoją prababcię, która przyjechała odwiedzić miasto. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o port. Można się było przepłynąć motorówką, ale dziecko miało już dość wrażeń.
We czwartek Mały był tylko na placu zabaw, ale tym z furtką, bo na tym na MOSiRze miał stresa, bo burzą Relax (dziwne, że sam nie gruchnął). A my byliśmy na przejażdżce rowerowej w okolicy. Zapuściliśmy się do Krywałdu i w lesie odkryliśmy pozostałości fabryki materiałów wybuchowych Lignozy. Przejechaliśmy 20 kilometrów i wcale nie byłam zmęczona:) No i cały czas siedzimy na podwórku - mały zaliczył pierwszą glebę na rowerku i pierwszą drzazgę z deski. Ja siedzę na leżaku i czytam w okularach przeciwsłonecznych nabierając opalenizny. Adamowi za gorąco i chowa się w domu.
Kapliczka w Krywałdzie.
Święty Nepomucen, Krywałd. Obrazek, jakich wiele na Śląsku.
Ruiny fabryki Lignozy w Krywałdzie.
Pole rzepaku w Książenicach. Zapach rzepaku był powalający i przypominał... ogórki konserwowe.
Wieczorami czytamy Braci Grimm. Zaczęłam Kobietę z wydm. Oglądamy Grę o tron. Jezu, już mam dość tego serialu - pornografia i rzeźnia. Gołe baby i flaki co dwa ujęcia. Zdecydowanie nie dla mnie.
Jurto jedziemy do Raciborza do Muzeum. Mają tam mumię. A dziś? Pranie, gotowanie, odpoczynek. Słońca nie ma, to się nie poopalam. Dokończę recenzję Fallaci i może jutro, pojutrze wrzucę. Dalej jestem pod wrażeniem Ptaśka; dawno książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia.

2 komentarze:

  1. Piękny weeeekeeend! taki dłuugi:)
    Rozwaliły mnie żubry zupełnie. To się nazywa symetria ułożenia. Odlot normalnie!
    Ja niestety długiego weekendu nie mam. Taki tydzień w kratkę. W poniedziałek i w środę w pracy (i to na 7 brrr), w piątek też mieliśmy iść do roboty, ale rektor chyba się zorientował, że raczej nikt do czytelni nie zawita i zrobił nam łaskawie wolne. Za to jutro znów do pracy, bo mi tydzień z sobotą wypadł. Ale cieszę się, że przynajmniej ten piątek mam wolne. choć co jakiś czas sobie przypominam o mojej drugiej jeździe, co to mam ją na 18 dziś i mnie brzuszek pobolewa ze stresu:)Poza tym boli mnie głowa, ale to nic, to nic:)
    Miłej końcówki weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja pracowałam poniedziałek, środa i piątek i jakoś tak dziwnie było, w kratkę, raz praca, raz wolne i tak na zmianę. A wolne dni także wykorzystuję na wyjścia z domu. U mnie są to spotkania z morzem :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...