Maraton filmowy z... Jamesem McAvoyem

Po trosze przypadkiem, po trosze idąc za ciosem - zrobiłam sobie maraton filmów z Jamesem McAvoyem. Zaczęłam od Pokuty, na którą miałam ochotę po przeczytaniu bardzo dobrej książki [recenzja]. Pokuta jest filmem dobrym. Czaruje pięknymi zdjęciami i bardzo dobrą grą aktorów, tych młodych oraz starszych (Vanessa Redgrave w roli umierającej Briony). Wiecie pewnie, że nie przepadam za Keirą, i najchętniej za każdym razem zastępowałabym ją inną aktorką, ale Cecilia miała być strasznie chuda - i była. Sceny z okupowanej Francji oraz ze szpitala, w którym pracowała Briony, były dopracowane; opowieść nie straciła na ekranizacji, niekiedy wręcz zyskiwała - scena kręcona jednym ujęciem na plaży, tłocznej od pokonanych żołnierzy. Na prawdę warto zobaczyć ten film, obojętne, czy czytało się książkę, czy nie.
Film Ostatnia stacja opowiada o ostatnich tygodniach życia Lwa Tołstoja. W rolach głównych święcący ostatnio triumfy (Oscar i wiele świetnych ról ostatnimi czasy), Christopher Plummer i piękna jak zawsze, Helen Mirren. W roli nowego sekretarza Tołstoja McAvoy. Film niewątpliwie przyciąga oko i porusza słowiańską duszę pięknymi krajobrazami; brzezina, w której dzieje się część scen jest wprost niewiarygodnie piękna! Co do fabuły, to jest zgrabna, ale chyba brak jej tego czegoś. W każdym razie to film dobry, wartościowy i dający do myślenia, ale zabrakło jakiegoś 'boskiego pierwiastka', który cechuje filmy wielkie.
Miłosna układanka - wolę tytuł oryginalny, bo nasz jest pretensjonalny - Starter for Ten jest lekką komedią romantyczną o marzeniach, miłości i uniwersyteckim quizie. McAvoy (uprzedzałam, że miałam maraton;) gra chłopaczka z małego miasta, którego pęd do wiedzy zahamowany jest uczuciami do pięknej koleżanki ze studiów. Troszeczkę się bałam, że dostanę kolejną hormonalną komedię typu American Pie, czy może coś w stylu Zemsty Frajerów, ale to miły, bezpretensjonalny film w stylu może Burzy lodowej, tyle, że bez wątku dramatycznego. Najmocniejszym atutem filmu jest muzyka (bardzo dużo The Cure).
Ciekawostka - w Pokucie, oraz w Starter for Ten gra znany z (na razie trzyodcinkowego) serialu BBC „Sherlock”, Benedict Cumberbatch, którego niedawno mogliśmy również oglądać w drugoplanowej, małej, ale interesującej roli w filmie Szpieg.
A teraz – film bez McAvoya;) Kojarzycie nazwisko Jim Sheridan? Reżyser takich filmów jak kojarzone z Irlandią „Moja lewa stopa”, „W imię ojca”, przejmujące dramaty społeczno-polityczne. Otóż kilka lat temu nakręcił film Bracia. W rolach głównych Tobey Maguire, Jake Gyllenhaal oraz Natalie Portman. Film smutny, a przesłanie dołujące. Na filmwebie roi się od komentarzy w stylu „nuda, po co powstał ten film, etc”, otóż po to, że jeszcze myślimy w kategoriach czarne-białe i chcemy na ekranach widzieć jak dobro zwycięża. Prawda jest taka, że jedna „złamana” osoba łamie życie innym. Naprawdę warto zobaczyć ten film. Obojętnie, czy sięgniecie po wersję Sheridana, czy oryginalną, duńską.

7 komentarzy:

  1. Jak z Sherlockiem to ja muszę obejrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! Na razie "wyszły" trzy odcinki, BBC cały czas przesuwa termin kolejnej serii (czytałam o roku 2013, a przecież każdy wie, że 23-go grudnia tego roku kończy się świat;D).

      Usuń
  2. Pokutę oglądałam, chętnie przeczytam książkę. Co do pani Keiry, to mam takie samo zdanie - po prostu nie trawię jej mimiki i nie widziałam filmu, w którym podobałaby mi się jej gra. Może istnieje taki film, tylko ja o nim nie wiem. Bardzo lubię ten stan, kiedy ktoś, kogo nie darzyłam do tej pory sympatią nagle objawia mi się jako zupełnie inna osoba, zaczynam na nią inaczej patrzeć, odbierać ją pozytywnie. Z p. Keirą wydaje mi się to niemożliwe :) Ale nigdy nie mów nigdy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uf, a wiesz, ciężar z serca mi spadł, bo już myślałam, że tylko mnie się ta aktorka nie podoba:)

      Usuń
  3. Pani Keira także działa mi niemożebnie na nerwy i filmy z jej udziałem omijam (czy z krzywdą dla filmu nie wiem)a co do filmu "Bracia" to widziałam obie wersje. Wiele lat temu skandynawską na fali miłości do Susan Bier, o której wtedy mało kto słyszał (pierwszy jej film widziałam w ramach Filmostrady z 10 lat temu "Otwarte serca")i jakiś czas temu wersję amerykańską. Oba są dobre, ale bliżej mi jednak do wersji skandynawskiej (w ogóle bliżej mi do tamtej estetyki). Pierwotna wersja wydaję mi się być dużo lepsza:)
    Pozdrawiam serdecznie.
    P.S jak w pracy? Śmigasz rowerkiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie autobusem. Mam bilet miesięczny, to korzystam:)

      Usuń
    2. Z wszystkich wymienionych przez Ciebie filmów widziałam tylko Pokutę... Muszę się zabrać za zaległości :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...