Dziewczyna z tatuażem

Byliśmy wczoraj w kinie na Dziewczynie z tatuażem. Akurat jestem w trakcie czytania Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet - przez pierwsze czterdzieści stron książka wydała mi się nudna i odłożyłam na jakiś czas. Akurat tam, gdzie przerwałam robiło się ciekawie. Przedwczoraj czytałam do drugiej, bo nie umiałam przestać, a z tego, co widziałam w kinie - będzie jeszcze ciekawiej.
Na film na prawdę ostrzyłam sobie zęby. Fincher wraca i to w wielkiej formie. Czemu wraca? Ano, po - według mnie - dennej laurce facebooka a la telewizyjne produkcyjniaki, oraz nudnym "epickim" Benjaminie Buttonie (który raczej pasowałby do Zemeckisa lub Spielberga), Fincher zrobił to, z czego słynie - film odważny, brutalny, inteligentny, wyzywający. Wystarczy przypomnieć Siedem, Podziemny krąg, albo o oczko niżej plasowany Zodiak. Ogólnie film kojarzy mi się z serialem Milenium z Lance'em Henriksenem (szczególnie z pierwszym odcinkiem pierwszej serii oraz odciek Mikado z drugiej serii) oraz z filmem Osiem milimetrów.
Akurat dwie godziny wcześniej w DKK omawiałyśmy Naszą klasę Słobodzianka, przy czym zgodziłyśmy się gremialnie z tezą Hannah Arendt, że zło jest banalne. Tak, zło jest banalne - źli ludzie nie mają kopyt i rogów, źli ludzie mówią nam dzień dobry, pomagają przynieść zakupy staruszce, robią karierę i powleczeni cienką warstwą werniksu banalności chowają przed światem swoje przerażające ja. Co i rusz wychodzi sprawa molestowania dzieci przez wychowawcę, co jakiś czas (chwała Bogu u nas nie zdarza się to często) policja łapie seryjnego mordercę, który jest zwykłym mieszkańcem przedmieścia, nienotowanym, o którym sąsiedzi wypowiadają się raczej pochlebnie. To właśnie jest głównym motywem filmu.
O samym filmie, także grze aktorskiej mogę powiedzieć dużo dobrego. Obsada dobrana jest starannie, zarówno w rolach pierwszo,- jak i drugoplanowych można zobaczyć aktorów znanych i - co najważniejsze - świetnych (doskonali jak zawsze Christopher Plummer i Stellan Skarsgård, dawno nie widziani na dużym ekranie Julian Sands, Robin Wright, czy David Dencik, którego można było niedawno zobaczyć w Szpiegu). Gra aktorska Rooney Mary jest na wysokim poziomie. Jej transformacja w Lisbeth jest - patrząc na jej zdjęcia spoza planu - aż niewiarygodna! (Od siebie dodam, że Rooney ma bardzo ładny głos). Postać Lisbeth Salander - mimo pozornej chropowatości budzi sympatię widza. Dodam więcej - przez cały film trzymałam za nią kciuki! Film jest na tyle emocjonujący, że w momentach drastycznych pragnęłam zemsty na oprawcach!
Film na prawdę wart obejrzenia. Mimo długości - 158 minut - nie ma ani chwili oddechu, nie ma dłużyzn. Plus Karen O, Trent Reznor, Atticus Ross: "Immigrant Song"

19 komentarzy:

  1. hmmm... ja nie lubię takiego kina, za dużo brutalności za dużo wow!, za dużo wszystkiego. Wolałam Finchera właśnie w stylu Benjamina Buttona.

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawy blog interesujący nie lubię takiego też kina

    Szczęśliwego czwartku
    pełnego uśmiechu i samych
    dobrych myśli.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm, chyba musze obejrzeć... po benjaminie buttonie (nawiasem muwiąc bardzo fajnym wizualnie, lecz nudnym jak przysłowiowe flaczki) nie bardzo miałam ochotę na następne dziełło autora, chyba jednak oglądniem :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam całą serię Millenium, pochłonęłam w tydzień, ale wtedy miałam tylko jedno dziecko ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przez książkę nie przebrnęłam, też wydawała mi się nudna, ale obejrzałam adaptację, tyle że szwedzką z 2009... Do kin teraz weszła zdaje się amerykańska. Ciekawe który film będzie lepszy. Szwedzki jest... Cóż bohaterka jest nieco przerażająca. Ale to co zrobiła swojemu kuratorowi... No cóż piękne to, to nie było... Ale nie powiem żebym nad nim płakała. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekaw jestem filmu. Fincher jest mistrzem, choć ostatnio faktycznie przynudził. Niepokoi mnie tylko, że nakręcił coś, co już zostało nakręcone i to - moim zdaniem - wspaniale. nie czytałem serii 'Millennium', ale oglądałem szwedzką trylogię. Powaliła mnie. Nie wiem, czy można te filmy zrobić lepiej. Jeśli Fincher zrobi je równie dobrze, to świetnie będzie się oglądać. Wciąż jednak pozostaje pytanie: po co ta wtórność? (fakt, że Amerykanie są zbyt leniwi, by czytać w kinie, niczego nie tłumaczy). Tak czy inaczej dziewczynę zobaczę, gdy przyjdzie pora (czyli gdy znajdzie się chwila czasu).

    OdpowiedzUsuń
  7. film świetny, nawet nie podsypiałam w kinie co mi się ostatnio często zdarza, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z Tobą co do powrotu Finchera. Film jak za dobrych czasów choćby "Siedem". Mimo, iż idąc do kina znałam całą historię (czytałam trylogię i widziałam szwedzkie ekranizacje), nie mogłam oderwać oczu od ekranu.

    OdpowiedzUsuń
  9. równiez bardzo mi się podobał, jestem nim zachwycona, nie przyczepiłabym się do niczego :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Również byłam w kinie na "Dziewczynie", ale nie czytałam książki i raczej nie przeczytam, bo aż tak bardzo nie interesują mnie kryminały. Ten film jednak mi się podobał i nie czułam, że trwał aż 2,5h (czym na początku byłam troszeczkę przerażona). Napisałam też recenzję na moim dopiero rozwijającym się blogu (http://tworczosci.blogspot.com/) - jeżeli ma Pani czas, to zapraszam :)
    Na "Naszej klasie" Słobodzianka byłam rok temu w Teatrze na Woli i ten spektakl wywarł na mnie ogromne wrażenie. Byłam wręcz oszołomiona... Czytałam też tę sztukę, daje ona duże pole do popisu, co bardzo dobrze zostało wykorzystane przez Spisaka. Chyba niestety już tego nie grają...

    OdpowiedzUsuń
  11. Moim zdaniem szwedzka wersja lepsza bezapelacyjnie.Pozdrawiam- wielbicielka Sallander :)

    OdpowiedzUsuń
  12. jeden z najbardziej oczekiwanych filmow:)
    tylko nie jestem pewna,czy chce go zobaczyc,dosc brutalny....a ksiazke zaczelam czytac wlasnie:) najpierw przeczytam,potem zobaczymy:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Szwedzkich filmów nie widziałam, ale chyba skuszę się na dwie pozostałe części. Noomi Rapace, która grała Lisbeth w wersji szwedzkiej, widziałam w Sherlocku. Rysy ma bardzo ostre i chyba jednak wolę Rooney z jej delikatnymi rysami i ładnym głosem.
    murilego, bardzo chętnie obejrzałabym adaptacje "Naszej klasy", ale Warszawa jest odległa jak Lizbona, czy Paryż;) I proszę, tylko nie "pani", za półtora miesiąca mam 'zmianę doku' i zaczynam mieć okołourodzinowy schiz;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam całą trylogię - pochłonęłam ją całą w kilka dni...
    Nie mogę się doczekać "Dziewczyny..." w moim kinie, bo szwedzką wersję oglądąłam dwa razy...
    Książki o Lisbeth są cudowne...
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oderwać się nie mogłam od trylogii Stiega Larssona - świetnie napisana, mimo może nieco przydługiego wstępu w pierwszej części (ale potrzebnego). Widziałam też szwedzką adaptację. Waham się czy obejrzeć tę amerykańską bo STRASZNIE mnie zawsze denerwuje jak autorzy scenariusza wysilają się na oryginalność i zmieniają ile się da - skoro chcą być tacy oryginalni, niech wymyślą coś samemu. A skoro sięgają po świetną księżkę, to niech nie poprawiają po lepszym od siebie.
    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo mi się ten film podobal, dawno żaden kryminał nie zrobił na mnie takiego wrazenia jak ten, mimo, ze czytalam całą serię i oglądalam szwedzką ekranizację. No i Daniel w czapie i orzykrótkiej puchówce ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Po seansie zastanawiałam się co to za kosmiczna piosenka, a kiedy sprawdziłam, że to Trent Reznro (wokalista Nine Inch Nails, który to zespół był nawet reklamowany w filmie na koszulce kolegi Lisbeth) to wcale się nie dziwiłam, że piosenka przypadła mi do gustu :) Książkę zostawiłam sobie na wakacje, bo tydzień przed filmem udało mi się wymienić za nią :) Muszę teraz zapomnieć co działo się w filmie :D Szkoda, że nie zaczęłam od książki...

    OdpowiedzUsuń
  18. Dla mnie to tylko popłuczyny po ulungu...jestem fanką oryginałów i dla mnie "Millenium:mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" z Noomi Rapace w roli Salander zawsze będzie ciekawszy od "Dziewczyny z tatuażem". Choćby nie wiem jak wychwalać remake, dla mnie liczy się ten szwedzki powiew, ten chłód...to samo z "Wallanderem". Dla mnie Wallander to Krister Henriksson a nie Kenneth Branagh. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Również jestem przeciwna remake'om, ale jestem w o tyle 'dobrej' sytuacji, że pierwszego filmu nie widziałam. Nie wiem, czy sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...