- Jak się nazywasz?

- Aleksy Zorba. Nazywają mnie też "Piekarska Szufla", bo jestem długi i chudy i mam czaszkę spłaszczoną jak placek. Nazywają mnie jeszcze "Passa Tempo", ponieważ swego czasu sprzedawałem palone ziarna dyni. Mówią też o mnie "Zaraza", gdyż podobno, jak się tylko gdzieś pojawię i zacznę swoje sztuczki, wszystko schodzi na psy. Mam jeszcze inne przydomki, ale o tym kiedy indziej...*


[Nikos Kazantzakis - Grek Zorba]

C'est la vie

Wczoraj odbył się w Kamieniu festyn strażacki. Władek wyjechał z niego obładowany dwiema paczkami klocków, samochodem strażacki, popcornem i piłką dmuchaną. A ja i A. załapaliśmy się na ostatnie wjeżdżanie drabina strażacką. Baaardzo wysoko. Aż mi się nogi ugięły. Ale bardzo mi się podobało patrzeć na okolicę z tak wysoka.
Dziecko bawi się nowymi klockami na dole, pod czujnym okiem babć. Mąż leniwie przegląda portale internetowe. A ja czytam. Leżę na tapczanie i czytam zamówioną przez allegro książkę Bermondsey Boy: Memories of a Forgotten World. A że po angielsku, to idzie deczko wolniej, czasami posiłkuję się słownikiem. Czyta się to bardzo fajnie - uwielbiam wspomnienia. Na razie odstawiłam wszystkie książki z biblioteki, a mam ich... (liczę...) siedem. No, ale całe lato przede mną. (Nie! Osiem, bo jeszcze jedną mam od koleżanki.)

Filmy oglądam nadal tak chętnie, ale zrecenzuję hurtem. Cieszę się, że pomagam odkryć nowe tytuły.
Wczoraj spałam do prawie dziesiątej. Jeszcze byłam skonana po długiej podróży: w zeszły czwartek jechałam przez pół Polski na pogrzeb. Sama prowadziłam:) Powiem, że prowadziło mi się na prawdę fajnie i bezstresowo... do czasu, aż na pustym parkingu w czasie cofania władowałam w jakiś niewidzialny wózek (albo klatkę)!!! Szok. Teraz muszę sprawić nową tylną klapę do Lanosa. Ale dzielna jestem, pozbierałam się i dojechałam na miejsce. Po drodze jeszcze COŚ zrobiło się z radiem, a jak wracałam (pierwszy raz sama po ciemku i nic się nie bałam), to za rondem (do domu miałam dosłownie 500 metrów!!!), auto mi zgasło i nie chciało zapalić; myślałam, że popsułam auto, ale to TYLKO immobilizer.
Z rzeczy niefajnych jeszcze - facet od książki z allegro (ale nie od powyższej, tylko od Elity Zabójców Lee Childa) ani nie wysłał tej książki, ani nie odesłał pieniędzy, ani się nie odzywa. To nie dla mnie miało być, a dla mamy, bo ja kryminałów czytam jak na lekarstwo.
Jeszcze mam jedną zamówioną książkę, tym razem w rybnickiej Orbicie (moja ulubiona księgarnia) - odbiorę w przyszłym tygodniu przy załatwianiu NFZ (karta Władka jest "nieważna"); zamówiłam Noc i dzień Virginii Woolf. Szukałam tej książki również w G-cach i wchodzę do księgarni na Strzody i pytam, a kobieta każe mi przeliterować nazwisko WOOLF!!! Przypomniało mi się jak szukałyśmy z mamą Kwiatów Zła i sprzedawczyni spytała, czy to tego księdza. Tylko popatrzyłyśmy po sobie...
Wczoraj poszliśmy do lasu na jagody. Jagód pozbieraliśmy słownie cztery, za to malin dużo. I poziomki - takie duże, dorodne. Niestety chyba jestem ulubienicą robali, bo bez przerwy coś po mnie pełzało! Piszczałam i uciekałam - chyba następnym razem las odwiedzę w październiku:P
Dopiję tylko kawę, zrobię coś na do obiadu, a potem pojedziemy na malutką wycieczkę na lotnisko, pokazać Władkowi samoloty...

Sylvio, rzeczywiście wzór jest z prawej strony taki: dwa razem, narzut, dwa razem, narzut, itd, na lewej stronie jest jak leci, czyli same lewe. No i na prawej jak wyżej.
Lacrimo - szydełko mnie zmierziło, bo trochę z nim przeszalałam; teraz oboje odpoczywamy od siebie, by rzucić się sobie (może w sierpniu) w ramiona;)

Kolejne filmy

Dalej mam boom na filmy i oglądam jak szalona - dzisiaj oglądałam Między światami. Bardzo smutny kameralny dramat na podstawie sztuki teatralnej - jeśli widzieliście plakaty zapowiadające film to moim skromnym zdaniem zrobił je ktoś, kto nie miał zielonego pojęcia o filmie - ani słowa o taniej duchologii, żadnych stuków, innego świata - po prostu piękny smutny film, o małżeństwie nie potrafiącym poradzić sobie ze stratą dziecka.
Wczoraj oglądałam Dzień weselny Altmana. Strasznie fajny film, pełen komicznych sytuacji; jeśli ktoś oglądał takie filmy jak Gosford Park (również Altman) i Stalowe magnolie, na pewno nie będzie zawiedziony.
Agatko, jeśli chodzi o Essential Killing... szkoda czasu... Miało być oryginalnie, niszowo, miało poruszać tematyką; wyszło źle. Zaczęło się fajnie, dramatycznie, nawet sensacyjnie. A potem było coraz gorzej. spoilerScena z karmiącą kobietą w rowie, albo niemowa Segnier??? Wszędzie wódka?!koniec spoilera Reżyser, Polak, na prawdę chce bazować na takich stereotypach??? Do tego fatalna muzyka! Mojej mamie się podobało, może dlatego, że była na tym w kinie.
To było rozczarowanie, a pozytywnie zaskoczona jestem rzekomo nudnym Prawdziwym męstwem. Film może nie wybitny, ale oglądałam cały czas z zainteresowaniem. Bardzo oldschoolowy, zresztą to remake filmu Rooster Cogburn* z Johnem Wayne'em. Prawdę mówiąc spodziewałam się takiej chały jak To nie jest kraj dla starych ludzi, a dostałam porządny kawał dobrego westernu.
Od mamy pożyczyłam sobie znów kilka fajnych tytułów, więc wieczory szykują mi się zajęte;)
Muzycznie: wszystko przez tę pogodę - nie mogę ucha odlepić od zeszłorocznej, bardzo jesiennej płyty The National.
Dziękuję wszystkim za bardzo miłe komentarze:) Truskawek już nie ma, ech, ale szykuje się sezon jagódkowy:)


* film widziałam w tv, gdzie miał właśnie taki tytuł.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...