O książce - Czesław Miłosz*

W czasach dziwnych i wrogich żyliśmy, wspaniałych,
nad głowami naszymi pociski śpiewały
i lata nie mniej groźne od rwących szrapneli
nauczały wielkości tych, co nie widzieli
wojny. W pożarze sucho płonących tygodni
pracowaliśmy ciężko i byliśmy głodni
chleba, cudów nieziemskich zjawionych na ziemi
i często, spać nie mogąc, nagle zasmuceni
patrzyliśmy przez okna, czy nad noce sine
nie przypływają znowu stada zeppelinów,
czy nie wybucha sygnał nowy kontynentom,
i sprawdzaliśmy w lustrze, czy na czole piętno
nie wyrosło, na znak, żeśmy już skazani.
W tych czasach nie dość było zawodzić słowami
czystymi, nad patosem świata wiekuistym,
była epoka burzy, dzień apokalipsy,
państwa dawne zburzono, stolice wrzecionem
kręciły się pijane pod niebem spienionem.
Gdzież jest miejsce dla ciebie w tym wieku zamętu,
książko mądra, spokojna, stopie elementów
pogodzonych na wieki spojrzeniem artysty?
Już nam z twoich kart nigdy nie zaświeci mglisty
wieczór na cichych wodach, jak w prozie Conrada,
ani chórem Faustowskim niebo nie zagada
i czoła zapomniany dawno śpiew Hafisa
chłodem swoim nie dotknie, głów nie ukołysze,
ani Norwid surowe nam odkryje prawa
dziejów, które czerwona przesłania kurzawa.
My niespokojni, ślepi i epoce wierni,
gdzieś daleko idziemy, nad nami październik
szumi liściem, jak tamten łopotał sztandarem.
Wawrzyn jest niedostępny nam, świadomym kary,
jaką czas tym wyznacza, którzy pokochali
doczesność, ogłuszoną hałasem metali.
Więc sławę nam znaczono stworzyć - bezimienną,
jak okrzyk pożegnalny odchodzących - w ciemność.


* dziś jest setna rocznica urodzin poety.

Filmowo


Na wieczór mamy Essential Killing, bo do Bonda z Brosnanem raczej nikt mnie nie zmusi. Wczoraj oglądałam pożyczonego od mamy Samotnego mężczyznę. Film piękny, smutny, subtelny, świetnie zagrany, a muzyka Abla Korzeniowskiego po prostu wyciska łzy. W kinie byliśmy (tzn. były środy z O., więc ja się załapałam na doczepkę) na Super 8. Jak ktoś lubi filmy typu IT czy Goonies, będzie zachwycony. We czwartek oglądaliśmy The Adjustment Bureau z Mattem Damonem; gdybym wcześniej nie oglądała Nieba nad Berlinem/Mrocznego miasta/Incepcji - byłabym zachwycona, a tak jestem tylko zadowolona; film bardzo romantyczny, o co nie podejrzewałabym opowiadania Philipa K. Dicka;) Również we czwartek oglądałam Królową z Helen Mirren; nie mogłam tego nie obejrzeć (2-gi raz;)
Myślę o Nie opuszczaj mnie, bo książę znam (nie przemówiła do mnie - moim zdaniem jedna z dwu słabszych pozycji w karierze Ishiguro), ale może film będzie lepszy. No i oczywiście czekam na 2-gą część Harry'ego:) Tym razem naparłam się na 3d.


Dobre, bo śląskie :)


Od kilku dni w naszym mieście odbywa się jarmark połączony z dniami naszego miasta. Oczywiście można kupić kwas chlebowy, kolczyki, dekupaże i inne takie. Czyli jak co roku.
Tym razem - prócz drewnianego konika - kupiliśmy śląskie smakołyki: oblaty (które kupujemy dość często), a także Kopalnioki i Szkloki* Rabarbarowe. Bombony produkuje mała firma z regionu. Powiem szczerze, że sama nie wiem, czy Kopalnioki mi smakują, bo są takie anyżkowe i dziwne w smaku, ale Szkloki są super.
Oblaty to pojedyncze, okrągłe wafle o różnych smakach, pieczone na Śląsku od końca XIX wieku. Ich wypiek zarówno w piekarniach jak i wielu śląskich domach odbywał się w żeliwnej, często zdobionej grawerem formie zwanej żelozkiem albo klyszczami. Delikatny aromat wafli uzyskuje się przez smarowanie form pszczelim woskiem oraz olejami o posmaku orzechów, migdałów, a nawet zamorskich korzeni. Do pieczenia oblatów używa się wyłącznie najlepszej jakości składników, a ich wyśmienity smak i unikalny wygląd powodują, że do dzisiaj pozostają obiektem pożądania zarówno dzieci jak i dorosłych.

Te delikatne i kruche wafelki produkowane są w 7 rodzajach smakowych tj.: tradycyjne bez cukru, tradycyjne słodkie, waniliowe, cynamonowe, orzechowe, czosnkowe i cebulowe. Wszystkie smaki są produkowane bez użycia żadnych konserwantów.




Kopalniok – król śląskich bombonów z nawiązującym do węgla charakterystycznym czarnym kolorem ściśle związany jest ze Śląskiem od wielu pokoleń. Jego geneza sięga okresu przed II wojną światową. Ten śląski maszket został stworzony przez ludzi regionu dla osłody życia, trudu ciężkiej pracy i poprawy samopoczucia. Kompozycja wyciągów ziołowych z anyżu, melisy, dziurawca i mięty powstała na podstawie starej receptury. Są one bowiem nie tylko wspaniałym dodatkiem smakowym, ale mają także właściwości lecznicze. Marek Szołtysek w jednym ze swoich tekstów przypomina że “w każdym śląskim domu w biksie, krauzie, bojtliku, kastliku, tytce czy jeszcze w innym pojemniku były kopalnioki. Nazwa brała się z czarnego koloru tych cukierków, przypominających bryły węgla. Ale kopalnioki też dlatego, że już od końca XIX wieku, właściciele kopalń rozdawali te cukierki górnikom po szychcie. Robili tak dla ochrony ich zakurzonego pyłem węglowym gardła... Zatem wychodząc z kopalni, górnicy brali sobie po kilka cukierków, z myślą o sobie i czekających w domu dzieciach. I tak oto kopalnioki stały się najpopularniejszymi w dziejach naszego regionu śląskimi bombonami .”

Szkloki Rabarbarowe - to śląskie landrynki budzące wspomnienia z dzieciństwa i babcinego ogródka, w którym latem zajadaliśmy się łodygami rabarbaru z cukrem. To również wspomnienie rabarbarowych kompotów, zisty, czy niedzielnego kołocza** z kruszonką. ***

Skład obu cukierów jest naturalny - Kopalnioki to cukier, syrop glukozowy, olejek anyżowy, ekstrakt z dziurawca i melisy oraz mentol, a barwnik to węgiel roślinny. Szkloki zaś, to cukier, s.g. kwas cytrynowy, sok z rabarbaru, a jako barwnik czerwień buraczana (uf, przynajmniej nie koszenila).

W sklepach i na targu pojawił się nawet śląski makaron: Richtig Śląskie Nudle - pieroński szlagier.

* - landrynki
** - ciasto drożdżowe z serem, makiem albo innym nadzieniem, które je się na śląsku przy każdej okazji; przed weselem młoda para rozdaje sąsiadom tzw. kołocz ślubny, w zamian dostając prezenty.
*** - cytaty pochodzą ze strony http://www.oblaty.pl/, oraz z opakowania.

Projektor


Prezentowałam już chyba wszystkie starocie, prócz jednego - projektor z lat 50-tych (?)
Z tego, co wiem sprawny. Mam swój z lat 80-tych, ale taki ładny nie jest.
Zostały mi bajeczki z dzieciństwa i kiedyś chciałam dziecku kino urządzić, ale sprawdzał tylko skąd światełko idzie i czy da się tym pobawić. No, ale to było rok temu, więc może teraz będzie oglądał.




Erika Naumann i wykopki z szafy

W szafie teściów odkryłam niesamowicie piękną starą niemiecką maszynę do pisania (sprawną!!!). Oczywiście chować takie cudo to grzech, więc wyeksponowałam ją na parapecie. Teraz na prawdę mamy pokój urządzony przedwojennie; teraz tylko stary kominkowy zegar by się przydał.





I wreszcie ośmieliłam się poprosić o te cudne stareńkie żabki:



Robótkowo: zaczęłam chanelkę, którą mam nadzieję skończę jeszcze w tym roku;) na razie mam 1/3 przodu:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...