"Sztuka nie jest ucieczką od życia...

Jest na odwrót. (...) Stanowi główny wyraz życia. Artysta to nie jegomość, który wymachuje sztucznym niebem ponad oczyma publiczności. To robi ksiądz. Artysta poświadcza z pełni swego życia, tworzy."*
* James Joyce Stefan Bohater
Do napisania dzisiejszego posta natchnęła mnie recenzja na innym blogu. Dotyczyła polskiej autorki. W szczegóły wchodzić nie będę.
W czym rzecz: kochane panie pisarki - może zaczęłybyście pisać o tym, co znacie, co was dotyczy? Ile jeszcze porzuconych kobiet znajdzie pracę marzeń w wydawnictwie i osiedli się w uroczysku/siedlisku/rozlewisku, etc? Jakie są szanse, ale tak szczerze, z ręką na sercu, jakie są szanse, aby zwyczajna kobieta, którą porzuci mąż, która sama wychowuje dziecko, znalazła taką pracę? Czy kobiece magazyny na prawdę zatrudniają każdego? Czy w każdym widzą coś, czego nie widzą inni rekrutujący? No i z tych mazurskich głuszy jakoś łatwo i bezboleśnie owe bohaterki docierają do pracy. Czy nie można napisać takiej polskiej Mildred Pierce? A pamiętacie Kobietę z prowincji Siemieńskiego? Nawet Komediantka łatwo nie miała! Skąd zatem ciągle i ciągle i do znudzenia powtarzana kalka?
Nie czepiam się, broń Boże, konkretnej pozycji. Tylko, zlitujcie się, ileż można?

8 komentarzy:

  1. Zdjęłaś mi kamień z serca bo myślałam, że ja tylko mam takie obawy, że tylko ja mieszkając na wsi/prowincji widzę wady takiego stanu rzeczy, że tylko mnie dziwi, że wciąż żadna redakcja pisma kobiecego mnie nie chce no i dobrze, że jeszcze nie zaplanowałam parkingu dla koni(tych od książąt) którzy mieliby się tłoczyć na przystajni.
    Ale może my po prostu za mało tego pragniemy i podświadomie blokujemy to szczęście. Jeśli kiedyś napisze książkę napiszę o brutalnym, szarym życiu. I masz jak w banku dedykację.
    Ściskam osobę która myśli tak ja(czyżby to zasługa prof. Tatarkiewicza? ;>)

    OdpowiedzUsuń
  2. Agatko, szkoda ze nie podalas linka do bloga bo bym tez poczytala.Owszem czasem czytam takie ksiazki,sa dla mnie nieralistyczna odskocznia od tego co w realu.Chociaz powiem Ci ze odkad mieszkam w innym kraju jakos tak przychylniej na to patrze.Widze jak tu zyja ludzie. Ale takiej prawdziwej ksiazki o szczerym zyciu nigdy nie widzialam i nie czytalam, hmm jest taka? przy ktorej nie bede mruuczec "... taa jasne.."pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja tam wolę prowincję od zaczadzonego miasta!

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  4. Kalka bierze się z marzeń. Bo - sama przed sobą przyznaję - bosko byłoby mieszkać w mazurskiej głuszy i mieć domek w lesie, do tego 15 minut do pracy samochodem, ba, do pracy i supermarketów i wszelkich przybytków kulturalnych.
    Bosko!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasie, Bree, całe szczęście, że nie jestem jedyna, już się bałam kubła zimnej wody w komentarzach:)
    Bosy Antku, ależ ja nie mam nic przeciwko prowincji, tylko przeciwko powtarzaniu tego samego schematu w każdej polskiej książce dla kobiet.
    Agnes, domyślam się:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Prowincje polecam w książce "Niech żyje wolność."

    OdpowiedzUsuń
  7. Agata - podpisuje sie pod twoim apelem!

    Pozdrawiam,

    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  8. I ja się zgadzam z tym co piszesz:)
    Ostatnio miałam takową refleksję, ale nie podczas czytania, a oglądania serialu Przepis na życie (wyjątkowo dobrze to zrealizowane jest) i tak patrząc na główną bohaterkę, która niedawno dziecię powiła, śliczną, zgrabną, zadbaną bez śladu zmęczenia, pracującą w wymarzonej pracy (dobrze, że wcześniej pokazano, że łatwo jej ta praca nie przyszła), to jakoś mnie złość ogarnęła:))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...